Europa i świat po 1989 roku

14.06.2018

Prof. D. Bingen: Pomnik polskich ofiar II wojny światowej w Berlinie zbudowałby pomost między Polską a Niemcami

Dieter Bingen. Fot. PAP/EPA Dieter Bingen. Fot. PAP/EPA

Budowa pomnika byłaby symbolem przełomu w świadomości niemieckiej i pojmowania Polski jako ofiary II wojny światowej. Nie chcemy dzielić polskich ofiar wojny według kategorii etnicznych i religijnych – mówi PAP prof. Dieter Bingen z Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt, jeden z inicjatorów budowy w Berlinie pomnika polskich ofiar II wojny.

PAP: Czym się zajmuje Niemiecki Instytut Spraw Polskich w Darmstadt? Jaka jest jego główna misja?

Prof. Dieter Bingen: Misja Instytutu trwa od 1980 r. Jej celem jest poszerzanie wiedzy o Polsce, poprawianie jej wizerunku wśród Niemców i poprawa stosunków polsko-niemieckich. Powstanie w Niemczech tego rodzaju instytucji było świadectwem zmiany stosunku wobec sąsiadów Niemiec oraz przygotowania kręgów opiniotwórczych do przezwyciężenia przeszłości. Pierwszy tego rodzaju instytut powstał w 1948 r. w Ludwigsburgu i zajmował się stosunkami niemiecko-francuskimi.

W czasach rządów komunistycznych w Polsce prowadzenie dialogu było bardzo trudne ze względu na ograniczone kontakty obu społeczeństw. Polityka była polem mocno skażonym. Właśnie dlatego jednym z głównych filarów działalności Instytutu było promowanie w Niemczech polskiej literatury. Poprzez pryzmat twórczości literackiej starano się przybliżyć cały obraz polskiej rzeczywistości. Literatura miała być również wartością samą w sobie. Po 1989 r. spektrum działalności Instytutu znacząco się poszerzyło. Głównym celem stała się wymiana naukowców, studentów, uczniów, organizacja konferencji, poszerzanie wiedzy o społeczeństwie i dzisiejszej Polsce.

PAP: Literatura polska we współczesnych Niemczech jest znana?

Prof. Dieter Bingen: Przez dziesięciolecia aktualna literatura polska była popularyzowana w Europie Zachodniej poprzez rynek zachodnioniemiecki. W Niemczech Zachodnich i Wschodnich zawsze istniały kręgi zainteresowane polską literaturą i kulturą. Oczywiście nigdy nie było to zainteresowanie masowe. W porównaniu z literaturą z innych krajów literatura polska ma wciąż dość dobrą pozycję. Kilku twórców jest znanych stosunkowo dobrze. Pierwszy szef Instytutu Karl Dedecius popularyzował np. twórczość Wisławy Szymborskiej w Europie, co nie było bez znaczenia dla przyznania jej później Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Polska literatura jest więc dość znana i obecna na niemieckim rynku wydawniczym.

PAP: Dokładnie piętnaście lat temu odbyło się referendum, w którym Polacy opowiedzieli się za wstąpieniem do Unii Europejskiej. Niewątpliwie moment akcesji jeszcze bardziej zacieśnił stosunki obu społeczeństw. Co od tego czasu zmieniło się w postrzeganiu historii, szczególnie jej najtrudniejszych momentów?

Prof. Dieter Bingen: Nie był to wyraźny przełom. Był to znacznie bardziej długotrwały proces związany z dialogiem naukowców, otwieraniem granic i intensyfikacją kontaktów między społeczeństwami. Otwarcie granic sprawiło, że zmniejszył się poziom strachu we wzajemnych kontaktach. To raczej po 1989 r. nastąpił wyraźny przełom. Wynikał on m.in. ze zmniejszenia poziomu ideologizacji historii w Polsce. Była ona bowiem w okresie PRL-u hamulcem dla dyskursów między historykami niemieckimi a polskimi, mimo to poziom naukowy historiografii polskiej był dość wysoki i wysoko ceniona była praca mieszanej komisji niemieckich i polskich historyków od 1972 r.

Prof. Dieter Bingen: Wielu Niemców zdaje sobie sprawę z istnienia luki w wiedzy o polskich dziejach. Uważają, że aby zrozumieć stosunki niemiecko-polskie, konieczna jest znajomość polskiej historii i tego, co Niemcy nazistowskie zrobiły w Polsce, jak bardzo zniszczyły jej społeczeństwo i wielobarwną kulturę.

PAP: Czy wspomniane przez pana kontakty pomiędzy naukowcami polskimi a niemieckimi przekładają się na wiedzę „zwyczajnych” Niemców na temat stosunków polsko-niemieckich w historii?

Prof. Dieter Bingen: Można powiedzieć, że wiedza o historii wśród młodzieży jest stosunkowo niewielka. W Niemczech wiedza o minionych dziejach nigdy nie była obszerna. Zauważmy, że do lat siedemdziesiątych historia okresu II wojny światowej i nazizmu nie znajdowała zbyt dużo miejsca w nauczaniu szkolnym. Wciąż duże wpływy miała generacja współodpowiedzialna za politykę nazistowską i zwolennicy nazizmu. To zmieniało się krok po kroku. Wciąż jednak w podręcznikach mało obecna była historia wschodnich sąsiadów. Wiedza na ten temat była bardzo ograniczona.

Cechą całej kultury niemieckiej przed II wojną światową było marginalizowanie krajów na wschód od Niemiec w sposób przedmiotowy, a nie podmiotowy. Szczególnie dotyczyło to Polski, ponieważ nie istniała ona jako państwo w XIX w. Również w okresie międzywojennym stosunki polsko-niemieckie były niemal przez cały czas złe. To wszystko wpływało na stan wiedzy o polskiej historii i całej Europie Środkowej. 

Jest to pewna luka w niemieckiej pamięci historycznej. Wielu Niemców zdaje sobie sprawę z jej istnienia. Uważają, że aby zrozumieć stosunki niemiecko-polskie, konieczna jest znajomość polskiej historii i tego, co Niemcy nazistowskie zrobiły w Polsce, jak bardzo zniszczyły jej społeczeństwo i wielobarwną kulturę. Sześć milionów polskich ofiar zginęło z powodu bycia Polakami, niezależnie od wyznawanej wiary. Konieczne jest posiadanie tej wiedzy. 

Znacznie bogatsza jest wiedza Niemców o zbrodniach Holokaustu, choć nie o wszystkich miejscach zagłady na ziemiach polskich. Być może wynika to z faktu, że prześladowania Żydów były elementem polityki NSDAP od samego początku sprawowania przez nią władzy w 1933 r. Wiele we wzajemnych stosunkach wciąż zmieniają wymiany młodzieży i wycieczki niemieckich uczniów do Polski, podczas których odwiedzają oni takie miejsca jak Auschwitz.

PAP: Pomimo to pewien niepokój w Polsce wywołują wypowiedzi liderów części niemieckich polityków, w których stwierdzają oni, że okres nazistowski był tylko „drobnym epizodem w niemieckiej historii”. Jak duża część niemieckiego społeczeństwa utożsamia się z tego rodzaju poglądami?

Prof. Dieter Bingen: Od zawsze w Niemczech, tak jak w innych społeczeństwach europejskich, jest pewien elektorat, który jest nastawiony antydemokratycznie, radykalnie czy rewanżystowsko. Oczywiście w każdym kraju tego rodzaju poglądy mają nieco inny charakter. Dziś jednak w Niemczech pojawiła się partia, która działa bez hamulca dotychczas obowiązującej poprawności politycznej. Sporo wypowiedzi liderów AfD to prowokacje, które nie są popierane nawet w innych kręgach samej tej partii. Środowisko to ma wiele nurtów, od neofaszystowskich po radykalnie konserwatywne. 

Szczególna radykalizacja tej partii nastąpiła po wybuchu kryzysu emigracyjnego i wówczas weszła po raz pierwszy do parlamentu. Dziś AfD ma ok. 15 proc. poparcia. To oznacza, że tej partii nie popiera 85 proc. niemieckiego społeczeństwa. Mimo to nie należy lekceważyć tego zjawiska, ponieważ świadczy ono o problemach Niemiec i jego społeczeństwa oraz całej Europy. Pamiętajmy, że totalitaryzmy, takie jak komunizm i narodowy socjalizm, wywodziły się z kultury europejskiej, były jej częścią. Warto o tym pamiętać i uświadamiać sobie, że warstwa cywilizacji jest stosunkowo cienka.

PAP: W Niemczech pojawił się pomysł wzniesienia pomnika ofiar niemieckiej przestrzeni życiowej, czyli Lebensraumu. Pan spogląda na ten pomysł krytycznie i uważa, że polskie ofiary II wojny światowej zasługują na własny pogląd w Berlinie… 

Prof. Dieter Bingen: Tak, pomnik ofiar polityki „Lebensraum” to byłoby odzwierciedlenie rasistowskiego niemieckiego wyobrażenia o wielkim, szarym słowiańskim wschodzie, przestrzeni ekspansji. Tymczasem na wschodzie były narody i kultury, a nie „niemiecka przestrzeń życiowa”. Symbolizowałaby wspólnotę ofiar, która nigdy nie istniała. Zatem inicjatywa budowy pomnika polskich ofiar wojny jest rezultatem zmiany świadomości Niemców i zwrócenia uwagi na podmiotowość Polski.

Niemcy doszły do wniosku, że Polska jest najważniejszym partnerem na wschodzie, tak jak Francja jest najbardziej znaczącym partnerem na zachodzie Europy. To coś całkowicie nowego w kulturze politycznej Niemiec. Przed 1945 r. niemiecka inteligencja postrzegała Polskę w sposób przedmiotowy. Nie była podmiotem, nawet jako przeciwnik. Rosja wzbudzała fascynację, Polska była marginalizowana. Dopiero totalna klęska Niemiec w II wojnie światowej utorowała drogę do tej zmiany. Otwartość na polską kulturę, która pojawiła się już w drugiej połowie lat pięćdziesiątych, także torowała drogę do tej zmiany. Później pojawiły się następne inicjatywy, takie jak list polskiego episkopatu, polityka Willy’ego Brandta i kolejne ważne gesty. Nasza inicjatywa jest więc konsekwencją tego procesu.

Prof. Dieter Bingen: W Niemczech dyskusja o pomnikach jest znacznie trudniejsza niż w Polsce. To efekt dwunastu lat narodowego socjalizmu oraz komunizmu w NRD.

Ma on być również świadectwem, że Polska była pierwszą ofiarą III Rzeszy od września 1939 r. Cała zbrodnicza polityka Niemiec rozpoczęła się na terenie okupowanej Polski. Budowa tego pomnika byłaby więc symbolem przełomu w świadomości niemieckiej i pojmowania Polski jako ofiary II wojny światowej. Nie chcemy dzielić polskich ofiar wojny według kategorii etnicznych i religijnych. Wszyscy byli obywatelami Polski i wszyscy byli ofiarami polityki niemieckiej. Wobec wszystkich stosowano zbrodniczą politykę i dążono do zniszczenia polskiej substancji narodowej, kultury w celu uczynienia z Polaków niewolników albo ich mordowano. Oczywiście pomnik też nie może być substytutem edukacji historycznej.

Do tego pomysłu musimy przekonywać wpływowe środowiska i polityków. Konieczne jest wyjaśnienie, dlaczego ten pomnik jest niezbędny. Inicjatywa ta musi zostać zaakceptowana przez opinię publiczną i stać się inicjatywą społeczną. Decyzja powinna być oczywiście przyjęta przez Bundestag. Inicjatorzy budowy tego pomnika byliby bardzo szczęśliwi, gdyby do 1 września 2019 r., czyli w osiemdziesiątą rocznicę wybuchu II wojny światowej, udało się osiągnąć polityczną zgodę na budowę pomnika.

Z polskiego punktu widzenia to dość odległy moment, ale w Niemczech dyskusja o pomnikach jest znacznie trudniejsza niż w Polsce. To efekt dwunastu lat narodowego socjalizmu oraz komunizmu w NRD. Ten pomnik byłby więc pierwszym tego rodzaju pomnikiem w Berlinie. Byłby to wielki symbol, szczególnie że zdaniem inicjatorów mógłby się znaleźć w samym centrum Berlina na Askanischer Platz (placu Askańskim) w bliskości innych pomników i miejsc pamięci.

Ten pomnik upamiętniłby polskie ofiary i zbudowałby ważny pomost z Niemiec do Polski, mogąc liczyć na szeroką aprobatę opinii publicznej w obu krajach. W założeniu inicjatorów projektu polska opinia publiczna, bez względu na orientację polityczną i przynależność pokoleniową, będzie postrzegać ten pomnik jako wiarygodny i ważny symbol niemieckiej pamięci o polskich ofiarach okupacji.

Prof. dr Dieter Bingen jest niemieckim politologiem i historykiem, autorem wielu książek i artykułów na temat Polski i relacji polsko-niemieckich. Od marca 1999 r. jest dyrektorem Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich (Deutsches Polen-Institut) w Darmstadt

Rozmawiał Michał Szukała (PAP)
szuk/ skp/ 
 

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.
Do góry

Walka
o niepodległość
1914-1918

II Rzeczpospolita

II Wojna
Światowa

PRL