Europa i świat 1918-1939

30.01.2018

Prof. W. Borodziej: Nazizm to była prosta ideologia, która tłumaczyła świat bez oglądania się na skutki

A. Hitler i P. Hindenburg przed kościołem garnizonowym w Poczdamie. 21.3.1933 r. Źródło: Bundesarchiv A. Hitler i P. Hindenburg przed kościołem garnizonowym w Poczdamie. 21.3.1933 r. Źródło: Bundesarchiv

Nazizm tak jak każdy populizm, to była prosta ideologia, która tłumaczyła świat bez oglądania się na skutki, bez brania na siebie odpowiedzialności - mówi PAP prof. Włodzimierz Borodziej z Instytutu Historycznego UW. 85 lat temu, 30 stycznia 1933 r., przywódca NSDAP Adolf Hitler powołany został na urząd kanclerza Rzeszy.

PAP: Czym był narodowy socjalizm? Ideologią czy czymś więcej?

Prof. Włodzimierz Borodziej: Był czystą ideologią, przekutą w kilka prostych przekazów: wyznaniem wiary w to, że naród niemiecki jest najlepszy na świecie, został niesłusznie skrzywdzony w traktacie wersalskim i że należy mu się za to nie tylko zadośćuczynienie, ale panowanie nad światem, w którym głównymi wrogami są Żydzi, komuniści i socjaldemokraci.

PAP: Jak społeczność międzynarodowa przyjęła powierzenie Hitlerowi stanowiska kanclerza Niemiec?

Prof. Włodzimierz Borodziej: Z mieszanymi uczuciami. Było wiadomo, że Hitler był spoza klasy politycznej, fenomenem niemieszczącym się w dotychczasowych wyobrażeniach.

Jednocześnie był kimś, kto miał za sobą od 1/3 do 2/5 wyborców w ostatnich wyborach w listopadzie 1932 roku, które na pewno nie były fałszowane. A przeciwnicy mieli za sobą 10 proc. wyborców. Był tym, który – jak uważano - będzie potrafił w cywilizowany sposób na drodze negocjacji wprowadzić Niemcy z powrotem do rodziny cywilizowanych narodów.

Prof. Włodzimierz Borodziej: Myślę, że ta ideologia z punktu widzenia tej 1/3 czy 2/5 wyborców była niezwykle poręczna. Tłumaczyła, że to nie oni byli winni temu, że było 6 milionów bezrobotnych, że gospodarka niemiecka była w ruinie, tylko że winnymi byli „oni”, czyli Żydzi, komuniści, Wersal itd.

PAP: Z czego wynikało poparcie dla NSDAP i Hitlera?

Prof. Włodzimierz Borodziej: Myślę, że ta ideologia z punktu widzenia tej 1/3 czy 2/5 wyborców była niezwykle poręczna. Tłumaczyła, że to nie oni byli winni temu, że było 6 milionów bezrobotnych, że gospodarka niemiecka była w ruinie, tylko że winnymi byli „oni”, czyli Żydzi, komuniści, Wersal itd.

Niemcy wcale nie musieli być przekonani o tym, że są rasowo lepsi od Polaków czy Francuzów. Tak jak każdy populizm, była to prosta ideologia, która tłumaczyła świat bez oglądania się na skutki – bez brania na siebie odpowiedzialności.

PAP: Czy jakieś konkretne grupy społeczne popierały tę ideologię?

Prof. Włodzimierz Borodziej: Nie, choć były różne teorie na ten temat. Generalnie rzecz biorąc, NSDAP to była partia ludowa, tzn. popierało ją chłopstwo, robotnicy rolni i wielkoprzemysłowi, stan średni – rzemieślnicy i drobni handlarze.

W najmniejszym stopniu, co było marksistowską wykładnią dojścia Adolfa Hitlera do władzy, popierał ją wielki kapitał. Wielki kapitał, podobnie jak generalicja, uważał, że lepiej się z Hitlerem nie zadawać. Wielki kapitał dał Hitlerowi pieniądze dwa razy, ale to były naprawdę epizody. Większość wielkiego kapitału miała do niego, póki nie przejął władzy, stosunek bardzo wstrzemięźliwy.

Prof. Włodzimierz Borodziej: Hitler w gruncie rzeczy nie robił nic innego, tylko jedną nowelizacją ustawy po drugiej zmieniał obowiązujący porządek prawny. Wykorzystał pożar Reichstagu, co do którego ciągle nie jest wiadomo, czy był inscenizowany przez narodowych socjalistów, czy po prostu się zdarzył.

PAP: Jak wyglądało tworzenie państwa totalitarnego przez Adolfa Hitlera?

Prof. Włodzimierz Borodziej: Bardzo prosto – rządzi się zmieniając aktualnie obowiązujące ustawy i je nowelizując. Hitler w gruncie rzeczy nie robił nic innego, tylko jedną nowelizacją ustawy po drugiej zmieniał obowiązujący porządek prawny. Wykorzystał pożar Reichstagu, co do którego ciągle nie jest wiadomo, czy był inscenizowany przez narodowych socjalistów, czy po prostu się zdarzył.

Krok po kroku delegalizował komunistów, socjaldemokratów, związki zawodowe, upokarzał Żydów, tworząc z nich obywateli drugiej kategorii. To wszystko się działo, można powiedzieć, na drodze prawnej.

PAP: W jaki sposób udało się nazistom przejąć całkowitą władzę?

Prof. Włodzimierz Borodziej: Właśnie przy pomocy takich zmian. Zmieniało się jedną ustawę po drugiej i to był trzon tego projektu.

Trzeba było również zmienić otoczenie polityczne i było to dużo większym problemem niż zmiany ustaw. W systemie para-demokratycznym zdelegalizować komunistów, socjaldemokratów, związki zawodowe w gruncie rzeczy było prosto. Natomiast zmienić otoczenie polityczne było większym problemem. Była przecież cała prusko-niemiecka biurokracja. Ci wszyscy urzędnicy, służba cywilna niekoniecznie musieli być sympatykami narodowego socjalizmu, ale oczywiste, że stosowali się do znowelizowanych ustaw, które przeprowadził Reichstag.

Był cały aparat ministerstwa spraw zagranicznych, gdzie nazistów nie było dużo, ale jego starych urzędników niezależnie od ich poglądów politycznych – bo prawie wszyscy byli konserwatystami i narodowcami – łączyło poczucie, że Hitler odwala kawał dobrej roboty: niweczy skutki Wersalu – tego, co było największą hańbą Niemiec. Nikt inny przed nim tego tak skutecznie nie przeprowadził.

Jeśli chodzi o wojsko, to wprawdzie generalicja miała Hitlera w głębokiej pogardzie, ale też widziała, że pod jego rządami wszystkie warunki narzucone przez traktat wersalski, jeden po drugim, odpadają i że wojsko ma przed sobą wspaniałą przyszłość. Nie trzeba było być nazistą, żeby w tym momencie poprzeć swego kaprala.

Prof. Włodzimierz Borodziej: Wprawdzie generalicja miała Hitlera w głębokiej pogardzie, ale też widziała, że pod jego rządami wszystkie warunki narzucone przez traktat wersalski, jeden po drugim, odpadają i że wojsko ma przed sobą wspaniałą przyszłość. Nie trzeba było być nazistą, żeby w tym momencie poprzeć swego kaprala.

PAP: Jaka była skala oporu wobec władzy nazistowskiej?

Prof. Włodzimierz Borodziej: Byli komuniści, socjaldemokraci, katolicy, zwłaszcza na południu Niemiec. W przypadku katolików to już nie jest oczywiste, czy to był opór, czy po prostu wewnętrzna emigracja lub dystans wobec reżimu. W wypadku innych środowisk, które były odległe od narodowego socjalizmu też trudno mówić o oporze. Opór tak naprawdę pojawił się 20 lipca 1944 roku, kiedy Claus von Stauffenberg dokonał nieudanego zamachu na Hitlera.

PAP: Czy poparcie dla nazistów ewoluowało? Jak to się zmieniało od apogeum po zwycięstwie nad Francją?

Prof. Włodzimierz Borodziej: Oczywiście. Sebastian Haffner napisał, że gdyby zamach na Hitlera, który przeprowadził Georg Elser w listopadzie 1939 roku się udał, to Hitler wszedłby do historii Niemiec jako największy niemiecki mąż stanu. Nie miałby na sumieniu wojny światowej, Holokaustu, natomiast byłby postrzegany jako ten, który odbudował potęgę Niemiec.

Gdyby udał się któryś z tych licznych, ale nieudanych, zamachów na niego we wrześniu 1940 roku, kiedy pokonał Francję, a Wielka Brytania była mocarstwem na „wątpliwych papierach”, to byłby wielką postacią niemieckiej historii.

Niemcy mieli ku temu wszelkie powody: Hitler najpierw rzucił na kolana Polaków, potem Francuzów i cały Benelux, a Wielką Brytanię przyparł do muru. Stali się mocarstwem dominującym na kontynencie – to była zupełnie inna sytuacja niż po traktacie wersalskim. Poparcie dla Hitlera w tym momencie musiało być gigantyczne. Nie jesteśmy tego w stanie zmierzyć, bo wszystkie wybory były fałszowane, ale musiało być gigantyczne.

Dla Niemców tak naprawdę wojna zaczęła się 22 czerwca 1941 roku. Na początku rozgromili Armię Czerwoną, a potem, gdzieś w grudniu, okazało się, że mają kilkaset tysięcy zabitych, rannych, zaginionych i że to nie jest taka wojna, jak z Polską i Francją. Wtedy zaczęła się, jak to udowodnił brytyjski historyk Ian Kershaw, powolna zaduma nad tym, że może ta wojna ze Związkiem Radzieckim nie jest wcale tak łatwa do wygrania. Potem do wojny przystąpiły Stany Zjednoczone i już było wiadomo, że w ogóle nie będzie dobrze.

Prof. Włodzimierz Borodziej: To te więzi społeczne w gruncie rzeczy umożliwiły Rzeszy walkę do 8 maja 1945 roku. Ta niesłychana dyscyplina, która wynikała ze zorganizowania społeczeństwa, które w 1944 roku nie było już pronazistowskie, ale miało wpojone pewne nawyki zachowań, m.in. solidarność społeczną. To zwykli ludzie, obok tych, którzy walczyli na froncie, podtrzymywali III Rzeszę do samego końca.

PAP: Dlaczego zatem to poparcie dla Hitlera przetrwało do samego końca III Rzeszy?

Prof. Włodzimierz Borodziej: To zupełnie inny problem. My nie jesteśmy sobie tego w stanie wyobrazić, jak społeczeństwo niemieckie było wewnętrznie zorganizowane. To były dziesiątki tysięcy spółdzielni, związków działkowiczów, itd. - słowem dziesiątki tysięcy więzi społecznych, które istniały poniżej poziomu władzy publicznej. Od XIX wieku miały się świetnie.

To te więzi społeczne w gruncie rzeczy umożliwiły Rzeszy walkę do 8 maja 1945 roku. Ta niesłychana dyscyplina, która wynikała ze zorganizowania społeczeństwa, które w 1944 roku nie było już pronazistowskie, ale miało wpojone pewne nawyki zachowań, m.in. solidarność społeczną. To zwykli ludzie, obok tych, którzy walczyli na froncie, podtrzymywali III Rzeszę do samego końca.

PAP: W których regionach Niemiec poparcie dla nazizmu było największe?

Prof. Włodzimierz Borodziej: Jest taka brzydka teoria, że w regionach protestanckich. Katolicy, czyli Bawaria, częściowo późniejsza Badenia-Wirtembergia, częściowo Palatynat, mieli być mniej podatni na wpływy nazizmu. Tę teorię wygłosił przede mną ideolog CSU. Myślę, że coś jest na rzeczy, że katolicyzm stwarzał znacznie silniejsze więzi społeczne, o których mówiłem, niż protestantyzm, który w gruncie rzeczy, poza wyjątkami, poddał się narodowemu socjalizmowi dosyć ochoczo, bo wywodził się z tej prusko-niemieckiej tradycji posłuszeństwa dyktowanego od góry, bez papieża, bez wewnętrznej busoli.

PAP: Jak zatem wytłumaczyć ogromne poparcie dla nazizmu w katolickiej Austrii, gdzie procentowo członków NSDAP było więcej niż w Niemczech?

Prof. Włodzimierz Borodziej: Tym, że Austriacy zostali skrzywdzeni traktatami pokojowymi podpisanymi w Wersalu i w Saint-Germain-en-Laye pod Paryżem. Proszę pamiętać, że kiedy obalili monarchię, to socjaldemokraci, a nie żadna prawica, ogłosili powstanie republiki niemiecko-austriackiej. Jedyne wyobrażenie państwa, które przychodziło im do głowy było takie, że wreszcie połączą się z Rzeszą. Trudno, że była ona zdominowana przez protestantyzm, ale – uważali - naturalnym przeznaczeniem Austriaków była przynależność do wielkiego narodu niemieckiego.

To poczucie wspólnoty istnieje do dzisiaj, co widać na przykładzie gazety „Neue Zürcher Zeitung” lub „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Oni do dzisiaj prowadzą kalendarz ważnych przedstawień w teatrach niemieckojęzycznych. To sięga od Berna, Zurychu do Wiednia i oczywiście przez Berlin do Hamburga.

W 1918 roku Austriacy mieli poczucie, że mimo tych różnic, przede wszystkim konfesjonalnych, nie ulegało wątpliwości, że są Niemcami. To poczucie wzmacniało przekonanie, że jeżeli oni zostaną Niemcami, to wszyscy ich rodacy, którzy zamieszkują północne i południowe Morawy, północne, zachodnie i południowe Czechy, też w ten sposób dołączą do Rzeszy. To byli ich oczywiści rodacy. Spełnieniem przeznaczenia narodu niemieckiego było to, żeby wreszcie powstała wielka Rzesza, a nie ta mała, którą tak niefortunnie zaprojektował Bismarck.

PAP: Czy to poparcie dla NSDAP wiązało się bardziej z lojalnością czy ze strachem przed denuncjacją? Jaka była skala inwigilacji społeczeństwa w III Rzeszy?

Prof. Włodzimierz Borodziej: Wcale nie tak duża. Jak porównamy to z danymi, które znamy, jeśli chodzi o służby bezpieczeństwa w PRL-u i innych tzw. demoludach, to tych pracowników tzw. Gestapo było tyle, co kot napłakał. Nikt nie jest w stanie tego sobie wyobrazić, ale w niemieckiej części okupowanej Polski było 20 milionów mieszkańców, a całe Gestapo – włącznie z sekretarkami, kucharzami, szoferami i ochroną – liczyło 2,5 tysiąca osób. W Rzeszy te proporcje były podobne. To znaczy, że Gestapo wcale nie kierowało się taką zasadą, jak później Stasi, służba bezpieczeństwa w Polsce, czy KGB, żeby nad wszystkim panować. Oni mogli po prostu liczyć na to, o czym już mówiłem wcześniej – na lojalność swoich obywateli. Jak ktoś słuchał radia brytyjskiego, to sąsiad na niego doniesie, bo to był jego obywatelski obowiązek.

PAP: Czy Niemcy mieli świadomość popełnianych w czasie wojny zbrodni?

Prof. Włodzimierz Borodziej: Oczywiście, że to wiedzieli. To wszystko są bajki o tym, że nie wiedzieli. Jednym źródłem wiadomości to synowie piszący z frontu wschodniego i przysyłający zdjęcia. Może to jest najmniej ważne źródło, ale jest.

Drugie jest takie, że Żydzi, którzy mieszkali w pobliżu po prostu zniknęli. Część była, co prawda, w Palestynie, ale z resztą nie wiadomo, co się stało.

Po trzecie, jak zaczęły się wielkie alianckie naloty, to władze III Rzeszy bardzo dbały o to, aby obywatelom to wynagrodzić. Urządzali gigantyczne aukcje, gdzie ruchomości zabrane Żydom m.in. holenderskim, francuskim, belgijskim były licytowane za dość śmieszne ceny. Pierwszeństwo mieli pogorzelcy, w których domy trafił aliancki bombowiec. Przecież ci ludzie mieli dokładnie świadomość tego, że ten stół czy kredens, kiedyś należały do kogoś innego.

PAP: Czy zgadza się Pan z opiniami, że współczesne Niemcy relatywizują odpowiedzialność za zbrodnie?

Prof. Włodzimierz Borodziej: Zupełnie się nie zgadzam. Oni to wszystko mają dokładnie przerobione, dokładnie opisane i to, co teraz mówię, jest wiedzą powszechną. Niemcy mają absolutną świadomość, że pokolenie ich dziadków i pradziadków albo aktywnie, albo pasywnie uczestniczyło w największej zbrodni, jaka zdarzyła się w Europie w XX wieku.

Rozmawiała Anna Kruszyńska (PAP)

akr/ ls/

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.
Do góry

Walka
o niepodległość
1914-1918

II Rzeczpospolita

II Wojna
Światowa

PRL