Sport w PRL

09.08.2016 aktualizacja 30.08.2016

„Smutni panowie” na olimpijskim szlaku

Ceremonia Otwarcia Letnich Igrzysk Olimpijskich na moskiewskim stadionie Łużniki. Fot. PAP/CAF/M. Kłoś Ceremonia Otwarcia Letnich Igrzysk Olimpijskich na moskiewskim stadionie Łużniki. Fot. PAP/CAF/M. Kłoś

Igrzyska olimpijskie to nie tylko zmagania dzielnych herosów sportu, ale również narzędzie w rękach polityków. Ci ostatni, niezależnie od ustroju, lubią pokazywać się w towarzystwie zwycięzców. W latach 1948-1988 na arenach olimpijskich rywalizowali ze sobą nie tylko sportowcy, ale też dwa wrogie obozy – z jednej strony państwa kapitalistyczne, ze Stanami Zjednoczonymi na czele, a z drugiej tzw. kraje demokracji ludowej - tu prym wiódł oczywiście Związek Sowiecki.

W tych ostatnich zresztą sport, podobnie jak inne dziedziny życia, znajdował się pod kontrolą władz oraz aparatu bezpieczeństwa. Przed kolejnymi igrzyskami tworzono rozmaite gremia, sztaby, grupy operacyjne, etc.

Wyjazdy naszych olimpijczyków na letnie i zimowe igrzyska odbywały się pod czujnym okiem funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, Wojskowej Służby Wewnętrznej (wojskowej bezpieki) i ich agentów, zainstalowanych w gronie oficjeli, działaczy, trenerów i dziennikarzy. Co ciekawe wśród samych sportowców tajnych współpracowników różnej maści było chyba najmniej.

Wyjazdy naszych olimpijczyków na letnie i zimowe igrzyska odbywały się pod czujnym okiem funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, Wojskowej Służby Wewnętrznej (wojskowej bezpieki) i ich agentów, zainstalowanych w gronie oficjeli, działaczy, trenerów i dziennikarzy. Co ciekawe wśród samych sportowców tajnych współpracowników różnej maści było chyba najmniej.

W związku z zabezpieczeniem letnich lub zimowych igrzysk olimpijskich SB prowadziła kolejne duże sprawy, w jej żargonie nazywane obiektowymi. Niestety ze względu na stan zachowania akt, nie wiadomo od kiedy bezpieka na tak dużą skalę angażowała się w „ochronę” polskich sportowców startujących w tych zawodach. Z całą pewnością działo się tak od początku lat siedemdziesiątych, od letnich igrzysk w Monachium w 1972 r.. Nie ulega też wątpliwości, że najwięcej sił i środków bezpieka zaangażowała w związku z olimpiadą w Moskwie w 1980 r. – do ich „ochrony” wykorzystano bezpośrednio blisko 230 funkcjonariuszy oraz ponad 950 tajnych współpracowników, a w działania związane z imprezą w stoli Kraju Rad włączono wszystkie piony SB, Milicji Obywatelskiej oraz szereg innych służb. W końcu była to impreza prestiżowa – po raz pierwszy rozgrywana w państwie socjalistycznym.

Zakres działań i zainteresowań „smutnych panów”, głównie ze Służby Bezpieczeństwa, był szeroki. Właściwie każde igrzyska w ich ocenie niosły mniejsze lub zazwyczaj większe zagrożenia. Podstawowym były ucieczki, a dokładniej odmowy powrotu do kraju – zarówno osób wyjeżdżających na olimpiady jako widzowie, jak i członków ekipy olimpijskiej (zwłaszcza sportowców). Miało temu zapobiec dokładne selekcjonowanie obu tych grup. Przykładowo Tadeusz Bafia, reprezentant Polski w kombinacji norweskiej, do Calgary w 1988 r. wyjechał tylko dzięki poręczeniu („pełnej gwarancji”) władz Towarzystwa Sportowego Wisła – Gwardia Zakopane, gdyż SB dysponowała informacjami, że „od dłuższego czasu nosi się z zamiarem pozostania za granicą”. Zresztą przed każdą olimpiadą typowano wśród polskich sportowców potencjalnych uciekinierów i – jeśli oczywiście dane im było wyjechać – otaczano w czasie igrzysk specjalną „ochroną”, zarówno działaczy, jak i „smutnych panów” towarzyszących naszym olimpijczykom.

Funkcjonariusze SB znajdowali się też w każdej zorganizowanej grupie wyjeżdżającej na igrzyska. Współpracowali oni z towarzyszami z „bratnich służb”, zwłaszcza z KGB. Dzięki temu wielu ucieczkom udawało się zapobiec. Tak miało być np. podczas powrotu z Seulu w 1988 r. w przypadku szermierza CWKS Legia Warszawa Bogusława Zycha, którego do zrezygnowania z pozostania zagranicą udało się nakłonić „w wyniku rozmowy profilaktyczno-operacyjnej” na lotnisku w Amsterdamie. Nie zawsze jednak udawało się ucieczkom zapobiec. Na przykład z Monachium nie wrócił  21-letni kolarz Jan Smyrak, który – jak barwnie to opisywała SB – miał  „odłączyć się w ostatniej minucie w drodze ekipy na lotnisko”, a także trzech turystów.

Zakres działań i zainteresowań „smutnych panów”, głównie ze Służby Bezpieczeństwa, był szeroki. Właściwie każde igrzyska w ich ocenie niosły mniejsze lub zazwyczaj większe zagrożenia. Podstawowym były ucieczki, a dokładniej odmowy powrotu do kraju – zarówno osób wyjeżdżających na olimpiady jako widzowie, jak i członków ekipy olimpijskiej (zwłaszcza sportowców). Miało temu zapobiec dokładne selekcjonowanie obu tych grup.

Kolejnym ważnym zadaniem SB było zapobieganie niepożądanym kontaktom polskich sportowców zarówno z polską emigracją polityczną czy jej instytucjami (zwłaszcza Radiem Wolna Europa), jak i służbami specjalnymi państw kapitalistycznych oraz kaperownikami namawiającymi naszych zawodników do przejścia do klubów zachodnich. Tak na marginesie o tego rodzaju działalność podczas igrzysk w Seulu w 1988 r. podejrzewano m.in. człowieka, który "pokazał Ruskim wała", czyli Władysława Kozakiewicza...

Czuwało również WSW, które podczas igrzysk w Montrealu w 1976 r. odnotowało nawiązanie kontaktu przez reprezentanta Polski w strzelectwie Józefa Zapędzkiego (zawodnika Śląska Wrocław w randze podpułkownika) z Reginą Gabrysz, która miała go namawiać do pozostania w Kanadzie.

Czasem dochodziło do sytuacji kuriozalnych. Tak było w przypadku piłkarza ręcznego Śląska Wrocław, a zarazem starszego sierżanta WP, Jerzego Klempela. Otóż miał on podczas montrealskiej olimpiady spotkać się – na polecenie Wojskowej Służby Wewnętrznej – ze swoim bratem uciekinierem mieszkającym w Stanach Zjednoczonych. Ich spotkanie – jak się później okazało mające charakter typowo rodzinny – było „zabezpieczane” przez agenturę Służby Bezpieczeństwa…

Polskim sportowcom ograniczano możliwość poruszania się po krajach, w których odbywały się olimpiady, np. zabierając im paszporty. Za kontakty i wyjazdy z wioski olimpijskiej bez zgody kierownictwa ekipy wyciągano konsekwencje. Czasami nader surowe. W przypadku wioślarki Ewy Ambroziak, która bez stosownej zgody opuściła na noc wioskę olimpijską podczas igrzysk w Montrealu, aby udać się do Niagara Falls i zapewne obejrzeć słynny wodospad, miało to być nawet usunięcie z kadry.

Więcej szczęścia miał – w tym samym czasie – bokser warszawskiej Legii Andrzej Biegalski, który – jak później twierdził – był u znajomych rodziny, których nazwiska i adresu rzekomo nie znał. Nic nie wiadomo na temat tego, aby go za to ukarano. Być może zdecydował fakt, że przeciwieństwie do Ambroziak był mistrzem Europy, a więc był bardziej przydatny kadrze narodowej…

Bezpieka odnotowywała też wszelkie niepożądane wydarzenia z udziałem naszych sportowców, trenerów i działaczy. Na przykład w Sarajewie w 1984 r. był to wywiad TVP z trenerką łyżwiarstwa figurowego Barbarą Kossowską ubraną w koszulkę z napisem „USA”. Najczęstsze były jednak przypadki handlu – olimpiady, podobnie jak inne zagraniczne imprezy sportowe, były traktowane po prostu jako okazja do zarobku. Czasami zresztą dochodziło do sytuacji skandalicznych, np. podczas igrzysk w Monachium sprinterka Irena Szewińska narzekała na brak biletów wstępu na zawody dla polskich sportowców, gdyż te sprzedali nasi działacze.

Z czasem pojawiły się też inne zagrożenia, wśród nich doping. Jak się okazuje Służba Bezpieczeństwa była w tej materii nie najgorzej poinformowana. Jednak jej funkcjonariusze nie podejmowali działań w celu ukrócenia tego procederu, ograniczając się jedynie do obserwacji tego zjawiska i informowania polskich władz sportowych.

Z czasem pojawiły się też inne zagrożenia, wśród nich doping. Jak się okazuje Służba Bezpieczeństwa była w tej materii nie najgorzej poinformowana. Jednak jej funkcjonariusze nie podejmowali działań w celu ukrócenia tego procederu, ograniczając się jedynie do obserwacji tego zjawiska i informowania polskich władz sportowych. Dopiero afera dopingowa z udziałem naszego hokeisty Jarosława Morawieckiego podczas igrzysk w Calgary w 1988 r. miała spowodować podjęcie „zdecydowanych kroków dyscyplinarnych i profilaktycznych w odniesieniu do całej sfery sportu”. Myliłby się jednak ktoś, kto oczekiwałby zwalczania niedozwolonego wspomagania. Od uczciwej sportowej rywalizacji ważniejszy był bowiem efekt propagandowy…

Jak wynika z dokumentacji dotyczącej zabezpieczenia kolejnych igrzysk w 1988 r. w Seulu, co najmniej 1 z 16 medali zdobytych tam przez polską ekipę miał zostać wywalczony dzięki dopingowi!  Przed wyjazdem na tę olimpiadę Służba Bezpieczeństwa przekazała prezesowi Polskiego Komitetu Olimpijskiego Aleksandrowi Kwaśniewskiemu listy naszych sportowców, w stosunku do których miano różnego rodzaju zastrzeżenia (m.in. dotyczące „niewłaściwej” postawy politycznej).

W kategorii „inne zastrzeżenia”, do której zaliczono nadużywanie alkoholu, handel i przemyt (w tym anabolików), kontakty z uciekinierami z PRL, „niski poziom etyczno-moralny” oraz doping znalazło się 12 osób. Nie przeszkodziło im to w wyjeździe do stolicy Korei Południowej. Tak na marginesie, co najmniej troje sportowców z tej grupy (w tym brązowa medalistka z Seulu Izabela Dylewska) zostało w kolejnych latach przyłapanych na stosowaniu niedozwolonego wspomagania. Również troje, ale nie ci sami (w obu grupach powtarza się jedno nazwisko) z tej samej listy zdobyło medale w Seulu…

Grzegorz Majchrzak

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.
Do góry

Walka
o niepodległość
1914-1918

II Rzeczpospolita

II Wojna
Światowa

PRL