Wojna polsko-bolszewicka

14.08.2011 aktualizacja 14.07.2016

Radiowywiad – Lustro Piłsudskiego

Naczelny Wódz Józef Piłsudski. 1920 rok. Fot. CAW Naczelny Wódz Józef Piłsudski. 1920 rok. Fot. CAW

Na fotografiach i karykaturach Józef Piłsudski przedstawiany był często gdy siedział w fotelu i układał na niewielkim stoliku pasjanse. Wyobraźmy sobie, że fotel i stolik są takie same, tyle, że zamiast układać pasjansa, Marszałek gra w pokera z Leninem. Za plecami przeciwnika ustawione jest niewidzialne dlań lustro, więc Piłsudski zerkając w lustro wie jakimi kartami dysponuje Lenin, wie że szachruje, widzi jak wyciąga karty z rękawa, jak licytuje z kamienną twarzą, aby przechytrzyć Piłsudskiego. Ale Marszałek, mruży oczy i ściąga brwi i sam stara się ograć przeciwnika.

Gra toczy się o wysoką stawkę.

Na początku 1920 r. Gdy przeciwnik szykował się do wojny, a z drugiej strony łudził Polskę pokojem, propagandowym frazesem okłamywał własne społeczeństwo, a opinię publiczną w Europie mamił swą (rzekomo) ... pokojową ofensywą, Józef Piłsudski powiedział – Sprawdzam! – Karty na stół!

Pierwsza partia na przełomie 1918 i 1919 r. pozostała nierozegrana, bolszewicy doszli do Niemna, zajęli Mińsk i Wilno, ale dalej karta nie szła, nie mieli siły, rewolucje w Niemczech i Austrii wygasały, wróg wewnętrzny rósł w siłę, a i Polska okazała się zbyt silna. Piłsudski dobierał dopiero karty, a nie miał ich zbyt wiele, nie miał też jeszcze lustra. W drugiej partii, rozgrywanej w 1919 roku lepsze karty miał już Marszałek i systematycznie ogrywał Lenina. Rozgrywając trzecią partię, począwszy sierpnia 1919 r., dysponował już lustrem i miał dobry wgląd w karty przeciwnika, prowadził więc z premedytacją twardą rozgrywkę o bardzo wysoką stawkę. Stawka była wysoka, niezależnie od tego kto usiadłby do stołu.

Kolejny etap tej rozgrywki miał miejsce na początku 1920 r. Gdy przeciwnik szykował się do wojny, a z drugiej strony łudził Polskę pokojem, propagandowym frazesem okłamywał własne społeczeństwo, a opinię publiczną w Europie mamił swą (rzekomo) ... pokojową ofensywą, Józef Piłsudski powiedział – Sprawdzam! – Karty na stół!

Jeśli w nocie z 22 grudnia 1919 r. strona rosyjska zaproponowała, aby to Polska wskazała miejsce i czas rokowań, wówczas Józef Piłsudski wskazał – Borysów nad Berezyną, z lokalnym zawieszeniem broni, a także wyznaczył termin 10 kwietnia i ... czekał na odpowiedź. Formalną notę w tej sprawie przekazał do Moskwy drogą radiową Minister Spraw Zagranicznych Stanisław Patek 27 marca 1920 r. Borysów, leżał na wschodnim brzegu Berezyny, tworząc – opanowany przez Wojsko Polskie – przyczółek mostowy wysunięty w kierunku Orszy i Smoleńska.

Wysunięcie tego miejsca i czasu rokowań (zgodnie z deklaracją sowiecką) było sprawdzianem szczerości rosyjskich intencji pokojowych. Odrzucenie przez Rosjan Borysowa – jako miejsca rokowań – byłoby wielce symptomatyczne i mogło jedynie świadczyć o nieszczerości intencji i chęci przewlekania rozmów. Zaledwie bowiem przed kilkoma miesiącami lokalna neutralizacja odcinka poleskiego, nie stanowiła problemu dla podjęcia tam rozmów polskiego i rosyjskiego Czerwonego Krzyża i jeszcze ważniejszych, toczonych w ich cieniu, negocjacji Juliana Marchlewskiego (wysłannika Lenina) z Ignacym Boernerem (przedstawicielem Piłsudskiego). Tyle, że wówczas bolszewicy czując na gardle zaciskająca się pętlę białych wojsk, nie myśleli (chwilowo) o ofensywie na Polskę.

Rosyjska zgoda na Borysów – potwierdzałaby szczerość intencji bolszewików. Odrzucenie Borysowa oznaczało, że zarówno propozycje pokojowe, jak przewlekanie pertraktacji w sprawie ich rozpoczęcia, są jedynie grą pozorów obliczoną na zyskanie czasu dla koncentracji, a Borysów objęty lokalnym zawieszeniem broni stałby się przeszkodą uniemożliwiającą przeprowadzenie na tym odcinku planowanej ofensywy.

Marszałek Piłsudski zakładał, że strona rosyjska nie przyjmie, pod byle pretekstem, polskich propozycji rokowań w Borysowie. Taka też była odpowiedź bolszewicka – Każde inne miejsce, byle nie Borysów! Lenin został zmuszony do wyłożenia kart na stół. Odrzucając polskie propozycje przyznawał się do koncentracji wojsk na tym odcinku frontu.

Pierwsza próba realizacji „wielkiej kombinacji” marszałka Piłsudskiego

Już w pierwszej połowie lipca 1920 r. w sztabie polskiego Frontu Południowo-Wschodniego zaobserwowano przegrupowanie przeciwnika, wskazujące na zmianę głównego kierunku uderzenia rosyjskiego Frontu Południowo-Zachodniego z zachodniego (na Lublin i Brześć), na południowy zachód, na Galicję. O ile przejmowane przez radiowywiad wcześniejsze rozkazy mówiły o współdziałaniu Armii Konnej z XII Armią w okrążeniu w rejonie Sarn polskich 2 i 3 Armii, o tyle po bitwie pod Równem przeciwnik przegrupowywał Armię Konną do współdziałania z XIV Armią, działającą na kierunku lwowskim. Przypuszczenia te zostały potwierdzone 24 lipca 1920 r., gdy polski radiowywiad przejął dyrektywę Aleksandra Jegorowa, kierującą XII Armię na Kowel – Chełm i Annopol nad Wisłą, a Armię Konną na Lwów i Rawę Ruską z zadaniem uchwycenia przepraw na Sanie miedzy Przemyślem i Sieniawą. Ów nowy kierunek operacyjny, zamiast spodziewanego współdziałania rosyjskich Frontów (z Białoruskiego i Ukraińskiego TDW) w uderzeniu na Warszawę, wskazywał na wyznaczenie im odrębnych celów strategicznych, co prowadziło do oddalania się obu Frontów od siebie i coraz większego rozwierania dwóch różnych kierunków uderzenia.

Zamiar marszałka Piłsudskiego pozostawał niezmienny. Postanowił on wyeliminować najsłabsze ogniwo przeciwnika, którym były wojska rosyjskie na południe od Polesia. Mało licząc się ze słabą piechotą XII i XIV Armii, uważał, że pobicie Armii Konnej doprowadzi do jej zatrzymania i zmusi ją do odwrotu (z powodu ogołocenia terenu z żywności oraz paszy). To zaś da czas niezbędny do przegrupowania wojsk polskich z Wołynia w rejon Brześcia Litewskiego do uderzenia (z Grupą Poleską) na skrzydło i tyły Tuchaczewskiego. Zamysł taki zawierał już rozkaz z 9 lipca 1920 r., kolejny raz został powtórzony w rozkazie dowódcy Frontu Południowo-Wschodniego z 26 lipca 1920 r. gen ppor. Edwarda Rydza-Śmigłego, opracowany na podstawie przejętej przez radiowywiad dyrektywy Jegorowa z 23 lipca 1920 r. Rozegrana pod Beresteczkiem i Brodami bitwa z Armia Konną doprowadziła do pobicia (choć niezupełnego rozbicia) Budionnego i spowodowała jego odwrót do rejonu Krzemieniec – Dubno, gdzie przez ponad 10 dni regenerował siły.

Obawa, gdzie przeciwnik zgrupował rezerwy strategiczne Frontu Zachodniego, nie opuszczała marszałka Piłsudskiego aż do rozstrzygającej kontrofensywy znad Wieprza. Polski Wódz Naczelny nie dopuszczał myśli, że przeciwnik decydując się na rozejście się w odmiennych kierunkach obu rosyjskich Frontów, nie przygotował rezerw do wprowadzenia ich w powstałą w ten sposób lukę, nie zgromadził rezerw przed walna bitwą, której jeszcze nie stoczył.

Przed bitwą z Armią Konną zorganizowano w rejonie Chełma Lubelskiego (będącego miejscem postoju sztabu Frontu – dokąd przybył marszałek Piłsudski) grupę radiostacji nasłuchowych monitorujących wszystkie sieci radiowe przeciwnika operującego na południe od Polesia. Jednak mimo zaangażowania tak dużych środków (jedna czwarta czynnych polskich radiostacji) radiowywiad dał bardzo obszerną wiedzę o XII Armii, stosunkowo niewielką o Armii Konnej i jeszcze mniejszą o XIV Armii. Przyczyną tego stanu było z jednej strony dociągnięcie przewodu telegraficznego do miejsca postoju sztabu polowego armii w Zdołbunowie pod Równem, a z drugiej nieumiejętne wykorzystywanie radia przez Timoszenkę, faktycznie dowodzącego Armią Konną z punktu operacyjnego usytuowanego pod Brodami.

Realizacja drugiej części zamierzonej „wielkiej kombinacji” – przerzucenie wojsk w rejon Brześcia i przejście do kontrofensywy na skrzydło i tyły armii Frontu Zachodniego, mimo połowicznego sukcesu w bitwie pod Beresteczkiem i Brodami została odsunięta w czasie. Powodem decyzji Wodza Naczelnego w sprawie przerwania bitwy był nie tylko, jak się powszechnie uważa, upadek Brześcia, który miał stanowić podstawę operacyjną polskiej kontrofensywy, ale w równym stopniu informacje dostarczone przez radiowywiad. Był to przekazany marszałkowi Piłsudskiemu 1 sierpnia 1920 r., schemat ugrupowania wojsk Frontu Zachodniego (na północ od Polesia), w którym – na podstawie pomiarów radiogoniometrycznych w rejonie Lidy i Mołodeczna – rozpoznane zostało zgrupowanie sześciu nowych stacji radiotelegraficznych. Biuro Szyfrów sugerowało, że jest to nowa Armia Rezerwowa. Marszałek Piłsudski miał w świeżej pamięci sytuację, sprzed czterech miesięcy, gdy niemal w przededniu rozpoczęcia bitwy o Ukrainę otrzymał z radiowywiadu dane o koncentracji na głębokim zapleczu Frontu Zachodniego kilku nowych stacji radiotelegraficznych. Wówczas dowiedział się, że przeciwnik przygotowuje jednak główne uderzenie na Białorusi. Obecna koncentracja Armii Rezerwowej oceniona została przez Marszałka logicznie, jako przygotowanie odwodów do walnej bitwy, albo też do wprowadzenia owej armii w lukę operacyjną, jaka otwierała się w rejonie Brześcia, a więc tam, skąd zamierzał wyprowadzić natarcie.

Józef Piłsudski po powrocie do Warszawy ze sztabu Frontu Południowo-Wschodniego w Chełmie Lubelskim, był szczególnie zainteresowany położeniem i składem owej Armii Rezerwowej. Jej radiostacje prowadziły jednak wyłącznie korespondencję służbową, nie pozwalając na udzielenie odpowiedzi na zadane przez Wodza Naczelnego pytania. 3 sierpnia 1920 r. sytuacja wyjaśniła się o tyle, że owe stacje radiotelegraficzne zidentyfikowano w Biurze Szyfrów, jako przynależne do III Armii, o której sądzono logicznie, że została przesunięta do odwodu dowódcy Frontu. Wówczas mogła być wprowadzona na kierunek Brześć – Lublin, w lukę powstałą po przekierowaniu XII Armii na południowy zachód. Dwa dni później meldunki wojsk własnych stwierdziły obecność dywizji III Armii pomiędzy XV i XVI Armią. Oznaczało to, że radiostacje dywizyjne ugrzęzły na w taborach, daleko na tyłach za sztabami, do których były przydzielone. Prawda – z pozoru bardzo groźna – okazała się prozaiczna, ale niepokój zasiany wówczas pozostał, tym bardziej że dowódca Mozyrskiej GO (znając swe zadanie polegające na osłonie południowego skrzydła Frontu Zachodniego od Dęblina do Włodawy) dopominał się przez radio wzmocnienia swych wojsk dywizjami z XVI Armii (działającej na północ od niego) oraz XII Armii (operującej na południe). Obawa, gdzie przeciwnik zgrupował rezerwy strategiczne Frontu Zachodniego, nie opuszczała marszałka Piłsudskiego aż do rozstrzygającej kontrofensywy znad Wieprza. Polski Wódz Naczelny nie dopuszczał myśli, że przeciwnik decydując się na rozejście się w odmiennych kierunkach obu rosyjskich Frontów, nie przygotował rezerw do wprowadzenia ich w powstałą w ten sposób lukę, nie zgromadził rezerw przed walna bitwą, której jeszcze nie stoczył.

Bitwa Warszawska

Analiza polskiej dokumentacji operacyjnej z czerwca i lipca 1920 r. (w tym decyzje dotyczące sformowania GO Jazdy, mającej stanowić przeciwwagę Armii Konnej), szczególnie zaś rozkazu z 9 lipca, a następnie przygotowań do przeprowadzenia tzw. wielkiej kombinacji, przesądza spekulacje dotyczące autorstwa planu bitwy warszawskiej. Była ona niczym innym jak przesunięciem w czasie (z początku na połowę sierpnia) i przestrzeni (z linii Bugu na linię Wieprza) drugiego etapu (po bitwie po Beresteczkiem i Brodami) „wielkiej kombinacji” Wodza Naczelnego.

Gdy rodziły się pierwsze decyzje, gdy na podstawie wcześniejszych doświadczeń konfliktu na wschodzie kształtował się zamysł dalszego prowadzenia wojny z Rosją, gdy powstawały zręby „wielkiej kombinacji”, na stanowisku szefa Sztabu Generalnego i jego doradcy nie było ani gen. Rozwadowskiego, ani gen. Weyganda. O ile pierwszy z nich dostrzegł operacyjną wartość tego planu i włączył się z zapałem w jego realizację, o tyle gen. Weygand został do niej przekonany najpóźniej włączając się na etapie realizacji w jeden z fragmentów planowanej operacji – wzmocnienie obrony Warszawy i linii Wisły. Jednak wraz z gen. Rozwadowskim i gen. Hallerem (a wbrew Wodzowi Naczelnemu) nadal szukał decydującego rozstrzygnięcia w uderzeniu na północnym skrzydle, konsekwentnie dążąc do jego wzmocnienia.

Plan bitwy warszawskiej sformułowany przez marszałka Piłsudskiego i zawarty w Rozkazie do przegrupowania nr 8358/III z 6 sierpnia 1920 r., oparty był na dostępnym – dzięki radiowywiadowi – zasobie informacji o sile i ugrupowaniu przeciwnika do godzin nocnych z 5 na 6 sierpnia. Podstawową przesłanką planu była – wspomniana wcześniej – konstatacja rozwierania się głównych kierunków strategicznych obu rosyjskich Frontów – Zachodniego i Południowo-Zachodniego. Pierwszy z nich kierował swe natarcie na zachód (na Warszawę), drugi odginał się na południowy zachód – na Lwów. Ponadto po stronie przeciwnika silnie oddziaływała bariera Polesia, uniemożliwiająca realne współdziałanie obu Frontów, a dowództwo działającej na tym kierunku GO Mozyrskiej alarmowało, że swymi siłami nie było w stanie zapewnić skutecznej osłony skrzydła Frontu Zachodniego od Lubelszczyzny. Tam właśnie, za linią dolnego Wieprza i między Wieprzem a Bugiem, nastąpiła koncentracja wojsk przewidzianych do uderzenia na wojska Frontu Zachodniego maszerujące i zdobywające Warszawę. Zgodnie z wcześniejszymi planami (ujętymi w formę Rozkazu nr 8358/III) z odcinka frontu na południe od Polesia przegrupowane zostały do bitwy warszawskiej („wielkiej kombinacji”) trzy dywizje piechoty, brygada i pułk jazdy oraz dwa dowództwa (Frontu i armii). Z odcinka poleskiego trzy dywizje i jedno dowództwo GO, z odcinka 4 Armii – jej dowództwo armii z jedną dywizją.

Dokonująca się rekoncentracja do bitwy warszawskiej polskich jednostek, grupowanych za linią dolnego Wieprza i dalej aż do Bugu, pozostała niezauważona na odcinku GO Poleskiej i 4 Armii, natomiast z odcinka 3 Armii przeciwnik zdobył aż dwa rozkazy ze szczebla armii. Ujawnienie polskiego zamiaru zostało do pewnego stopnia zminimalizowane przez fakt przejęcia przez polski radiowywiad meldunków przeciwnika informujących o tym rzadkim a niecodziennym wydarzeniu. Paradoks polegał na tym, że polskie sztaby wiedziały, co wie przeciwnik, a przeciwnik nie wiedział, że my o tym wiemy; więcej, radiowywiad nie dawał jakichkolwiek informacji świadczących o tym, że przeciwnik uwierzył w owe rozkazy i dostrzegł jakiekolwiek zagrożenie z tytułu polskiej koncentracji „armii lubelskiej” (jak nazywany był w rosyjskiej dokumentacji Front Środkowy). Jak możemy sądzić z opublikowanej rosyjskiej dokumentacji operacyjnej, informacje o polskiej koncentracji Tuchaczewski zlekceważył, a zdobyte rozkazy potraktował jako dezinformację, mającą na celu odciągnięcie jego wojsk od walnej bitwy, którą spodziewał się stoczyć nie na południe od Warszawy, ale na północ od niej. Tam też przegrupowywał swe armie, wyciągając na podstawie fałszywych meldunków wojsk własnych (i ciężkich walk pod Łomżą, Nowogrodem oraz Ostrołęką) błędne przeświadczenie o zgrupowaniu gros sił polskich nie tylko na północ od Bugu, ale także na zachód od Narwi i na północ od Warszawy.

Przewagę informacyjną dawał Wojsku Polskiemu i wszystkim jego strukturom dowodzenia od Wodza Naczelnego począwszy radiowywiad, z którego korzystał Józef Piłsudski często, a Jan Kowalewski miał stały telefoniczny i bezpośredni kontakt z Belwederem, przekazując czasem najważniejsze i najbardziej aktualne dokumenty w języku oryginału, przed przetłumaczeniem ich i przepisaniem na maszynie.

Przykład ten dowodzi różnic w ocenie ugrupowania przeciwnika, możliwie pełnego i racjonalnego po stronie polskiej oraz niepełnego, a zarazem błędnego po stronie rosyjskiej. Tę przewagę informacyjną dawał Wojsku Polskiemu i wszystkim jego strukturom dowodzenia od Wodza Naczelnego począwszy radiowywiad, z którego korzystał Józef Piłsudski często, a Jan Kowalewski miał stały telefoniczny i bezpośredni kontakt z Belwederem, przekazując czasem najważniejsze i najbardziej aktualne dokumenty w języku oryginału, przed przetłumaczeniem ich i przepisaniem na maszynie.

W swej pracy Rok 1920, Marszałek uczynił wręcz aluzję do pracy radiowywiadu, która dopiero dziś jest możliwa do odczytania i zrozumienia. W 1925 r. napisał z przymrużeniem oka: Zasadniczy mój rozkaz, przygotowujący bitwę, spotkał się prawie natychmiast z rozkazem p. Tuchaczewskiego [z 8 sierpnia]. Gdy teraz zestawiam te dwa rozkazy, żałuję niezmiernie, żem nie mógł w owe czasy zajrzeć w Mińsku do tajemnic rozkazowych p. Tuchczewskiego. Dziś wiedząc, że tak często, jak to tylko było możliwe, marszałek Piłsudski dzięki radiowywiadowi (owej „Enigmie” wojny 1920 roku) – zaglądał do tajemnic rozkazowych pana Tuchaczewskiego – i zasadnicze decyzje tak w skali strategicznej jak i operacyjnej podejmował na podstawie przejmowanej przez polski radiowywiad rosyjskiej dokumentacji dowództw Frontów i armii możemy lepiej zrozumieć jego słowa.

Na czym polegał ów – gorzki, jak się okazuje – dowcip Marszałka? Otóż ugrupowanie, jakie obserwował przed 6 sierpnia 1920 r. (przed wydaniem Rozkazu nr 8358/III) wskazywało na przyjęcie przez Tuchaczewskiego planu koncentrycznego natarcia siłami co najmniej trzech, a nawet czterech armii na Warszawę i Modlin, na wzór planu gen. Diebitscha (z początku 1831 roku). Tymczasem Tuchaczewski postawił to zadnie tylko dwóm armiom (III i XVI), natomiast dwie armie (XV i IV z III KK) skierował na szlak Paskiewicza (z sierpnia i września 1831 r.). Ów ruch zaznaczył się dopiero po 8 sierpnia, a nawet później, co spowodowało opracowanie przez gen. Rozwadowskiego Rozkazu nr 10000/III, wzmacniającego siły polskie na północy, przeciwko obchodzącym Warszawę od północy wojskom IV i XV Armii. Z iluż ciężarów duszy byłbym zwolniony! – wspominał Marszałek Piłsudski – Ile innych, efektowniejszych koncepcji możnaby było wytworzyć, gdybym wiedział albo przypuszczał, że (...) p. Tuchaczewski nie stawia sobie jako celu natarcia wszystkimi siłami na Warszawę!

Ruch okrążający Warszawę od północy i kolejne etapy działań rosyjskich armii były na bieżąco monitorowane przez polski radiowywiad, a ze szczególnym zainteresowaniem (jednocześnie ze zdziwieniem) obserwowany był marsz-manewr IV Armii i III Korpusu Konnego rozsypanych dywizjami i brygadami na kształt wachlarza od Płocka, po Nieszawę i Brodnicę. Ruch ten był tym dziwniejszy, że IV Armia (zdobywając teren) traciła czas nie biorąc udziału w walnej bitwie. Jak to określił jeden z oficerów francuskich – maszerując na Pomorze, nie walczyła z wojskiem polskim, ale z Traktatem Wersalskim.

Jednocześnie polski radiowywiad przejął 12 sierpnia (zaszyfrowany przy pomocy nowego szyfru o nazwie „Rewolucja”) rozkaz dowódcy XVI Armii, wyznaczający zadania do szturmu stolicy, mówiący też o współdziałaniu na północnym jej skrzydle z natarciem III Armii. Rozkaz ten przekazany był natychmiast, po częściowym rozszyfrowaniu w wersji oryginalnej telefonicznie do Bewederu. Tego bowiem dnia Wódz Naczelny wyjeżdżał z Warszawy do Puław w celu objęcia dowództwa „Grupą Uderzeniową” Frontu Środkowego. Treść rozkazu potwierdzała oczekiwania Marszałka, że dywizje III i XVI Armii stracą czas na „wgryzanie się” w obronę Przedmościa Warszawskiego, XV Armia związana będzie walką przez 5 Armię, a IV Armia – maszerować będzie na Pomorze. Mimo że bitwa rozgrywała się zgodnie z przewidywaniami Wodza Naczelnego pozostawało wiele niewidomych: – Czy wytrzyma obrona Warszawy? – Jak poradzi sobie z nową 5 Armią gen. Sikorski? – Czy IV Armia zawróci do walnej bitwy, by współdziałać z XV Armią? Wreszcie nie dawała spokoju obawa, gdzie są zgrupowane rezerwy strategiczne Frontu Zachodniego, ponieważ Mozyrska GO była zbyt słaba i marszałek Piłsudski nie przypuszczał, iż przeciwnik popełni tak szkolny błąd, jakim było pozostawienie na lewym skrzydle Frontu Zachodniego sił niewspółmiernie słabych w stosunku do otrzymanych zadań.

Oprócz wyżej zarysowanych dylematów, od 7 sierpnia 1920 r. dochodził nowy, wynikający z przejęcia szyfrogramu z dyrektywą Naczelnego Dowództwa Armii Czerwonej, zapowiadającą podporządkowanie XII Armii i Armii Konnej Tuchaczewskiemu, a to oznaczało, że polska „Grupa Uderzeniowa” Frontu Środkowego jest zagrożona ze wschodu i południowego-wschodu potencjalnym koncentrycznym natarciem dwóch rosyjskich armii. Jednak monitorowanie sieci radiowych XII Armii i Armii Konnej nie potwierdzało, aby przegrupowywały się one na kierunek lubelski. Przeciwnie rozpoczęły natarcie w kierunku na Chełm – Rawę Ruską i Lwów. Ale informacje o planowanej zmianie podporządkowania zasiały ziarno niepokoju w umyśle Naczelnego Wodza, a za tym rodziło potrzebę dokonania niezbędnych przegrupowań i zmiany zadań w kolejnej fazie bitwy warszawskiej, gdyby Budionny zawrócił spod Lwowa na Lublin. 

Bitwa Warszawska toczyła się zaś zgodnie z przewidywaniami, z zaangażowaniem zaledwie dwóch dywizji z III i XVI Armii na Przedmościu Warszawskim. Radiowywiad dostarczył informacji o zapóźnieniach pozostałych rosyjskich dywizji tych armii, pozostających o dzień dwa w marszu na stolicę Polski.

Po rozpoczęciu polskiej kontrofensywy znad Wieprza, polski radiowywiad śledził kolejne rozkazy dowództwa Frontu Zachodniego oraz dowództw podległych mu armii i aby sparaliżować łączność radiową (a w konsekwencji utrudnić dostarczanie rozkazów) polskie radiostacje podjęły na szeroka skalę zagłuszanie sieci radiowych przeciwnika – frontowej i armijnych.

W warunkach pełnego monitorowania manewru IV i XV Armii, 5 Armia rozpoczęła bitwę nad Wkrą, podczas której epizodyczne rozbicie sztabu polowego IV Armii w Ciechanowie przyniosło daleko idące skutki operacyjne. W zajętym przejściowo mieście zniszczona została radiostacja IV Armii, rozproszony jej sztab, który na pięć decydujących dni utracił łączność z dowództwem Frontu Zachodniego. Od tego czasu IV Armia i III Korpus Konny prowadziły własną „prywatną” – można rzec – wojnę w oderwaniu od sił głównych – zakończoną rozbiciem armii, kapitulacją części dywizji, internowaniem innych i przebiciem się zaledwie III Korpusu Konnego do Kolna, gdzie (przyparty do granicy) został zmuszony do przejścia na teren Prus Wschodnich.

Po rozpoczęciu polskiej kontrofensywy znad Wieprza, polski radiowywiad śledził kolejne rozkazy dowództwa Frontu Zachodniego oraz dowództw podległych mu armii i aby sparaliżować łączność radiową (a w konsekwencji utrudnić dostarczanie rozkazów) polskie radiostacje podjęły na szeroka skalę zagłuszanie sieci radiowych przeciwnika – frontowej i armijnych: IV Armii na północy oraz XVI Armii i Mozyrskiej GO na południowym skrzydle. Zagłuszanie to, do którego posłużono się m.in. tekstem Ewangelii Św. Jana – możemy uznać za symboliczne urzeczywistnienie „Cudu nad Wisłą” (którą to nazwę uknuli przeciwnicy Józefa Piłsudskiego, aby odebrać mu laur zwycięskiego wodza). Owo zagłuszanie, niezależnie od chaosu odwrotu spowodowanego tempem polskiej kontrofensywy znad Wieprza, sparaliżowało system rosyjski rozkazodawstwa tak dalece, że żaden rozkaz Tuchaczewskiego zawierający dyspozycje zorganizowanego odwrotu, nie tylko nie został wykonany, ale nawet nie został dostarczony do podległych mu armii. Resztki rosyjskich armii, które uratowały się z pogromu w Bitwie Warszawskiej, zawdzięczały swoje ocalenie bardziej zdrowemu instynktowi zachowawczemu, niźli odwrotowym rozkazom Tuchaczewskiego.

Kontrofensywa znad Wieprza, zgodnie z założeniami poprowadzona na lewe skrzydło i tyły Frontu Zachodniego była – jak napisał Marian Kukiel – ideą napoleońskiego manewru na tyły masą główną, która zdezorganizowała łączność, komunikację oraz zaopatrzenie rosyjskich armii, wymusiła ich chaotyczny odwrót, podczas którego były bite i rozbijane częściami. Natarcie to przesądziło o zwycięstwie w Bitwie Warszawskiej.

W ten sposób sprawdziły się nie tylko założenia „wielkiej kombinacji” marszałka Piłsudskiego, ale również wykorzystana została cała dotychczasowa wiedza o nieprzyjacielu, przedstawiona wcześniej w rozważaniach o pozaoperacyjnych walorach radiowywiadu. Tak szeroką wiedzą, analizowaną nie tylko w kategoriach bezpośrednich działań politycznych i decyzji operacyjnych, dysponowały polskie sztaby Frontów i armii, Sztab Generalny i Wódz Naczelny Józef Piłsudski. Gdy czyta się Jego studium Rok 1920, tę wiedzę o przeciwniku można wyczytać z tekstu, przeziera między wierszami. Gdy czyta się notatki lorda d’Abernona, widoczny jest w nich – odbierany zrazu przezeń jako beztroska – spokój panujący w najwyższych polskich gremiach dowódczych. Ów spokój i pewność siebie wynikały nie tyle z lekkomyślnej niefrasobliwości, ale klimatu moralnego panującego wśród najwyższej polskiej kadry dowódczej. Ów klimat kształtowany był przez pewność siebie i własnych walorów, które muszą w ostatecznym rachunku przeważyć, pewność, że „Pan Bóg będzie po stronie silniejszych batalionów”. Ta pewność uprawniała do śmiałości w podejmowaniu trudnych decyzji, ograniczała lęk zawsze związany z niepewnością. Na tym polegał ów moralny, pozaoperacyjny walor informacji uzyskanych z radiowywiadu. Autor amerykańskiego opracowania o złamaniu szyfru „Ultra”, czyli „Enigmy”, napisał kilkadziesiąt lat później: Poczucie, że wiesz, co robi nieprzyjaciel, sprawia ogromną ulgę. Gdy ktoś regularnie i dokładnie obserwuje myśli i zwyczaje przeciwnika, poczucie to stopniowo się umacnia. Dzięki tej wiedzy można planować działania z większą śmiałością i pewnością siebie, bez lęku związanego z podejmowaniem decyzji.

prof. dr hab. Grzegorz Nowik
Instytut Studiów Politycznych PAN
Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.
Do góry

Walka
o niepodległość
1914-1918

II Rzeczpospolita

II Wojna
Światowa

PRL