Wasze historie

Xenia Jacoby
05.05.2016 aktualizacja 17.10.2016

Order dla Łagiernika - Ostatniego Ułana Rzeczypospolitej

13 Pułk Ułanów. Fot: Xenia i Martin Jones 13 Pułk Ułanów. Fot: Xenia i Martin Jones

Spadła kartka z kalendarza, a z nią minął 1 marca. W tamten dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych telefonowałam do Polski. Dzwoniłam do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz do Kancelarii Prezydenta. Chciałam spytać kiedy będzie mianowanie i odznaczenie jednego zapomnianego przez Polskę żołnierza ułana, Stefana Mustafy Abramowicza. W słuchawce słyszałam wtedy w tle radosne głosy pracowników Kancelarii Prezydenta. Spytałam, skąd ta radość w urzędzie? Wyjaśniono, że właśnie wróciły delegacje z uroczystości poświęconych Niezłomnym.

To wspaniała sprawa, kiedy Polacy oddają chwałę polskim Bohaterom…

Co się tyczy rozmowy telefonicznej, odnosiła się do mianowania i odznaczenia łagiernika, ostatniego ułana Rzeczypospolitej ppor. czy już por. Pana Stefana Mustafy Abramowicza. Zasłużony 101. latek (urodzony 20 stycznia 1915 r. a nie jak błędnie podają dokumenty datę 20 lutego 1916 r.) wciąż nie został uhonorowany przez Polskę. Do tej pory powojenne państwo polskie nie zdążyło nagrodzić go za zasługi wojenne, za moc przetrwania w nieludzkich warunkach dziewięciu sowieckich obozów GUŁagu, gdzie był poniewierany przez 2 lata niewoli, a po amnestii brał udział w Kampanii Włoskiej - walcząc z Armią Gen. Andersa i pod Monte Cassino.

Dawno pogodzony z losem jaki go spotkał w czasie wojny i po wyzwoleniu – wybaczył wrogom naszej Ojczyzny.  Bojaźń pańska dała mu pokój serca. Zyskał czerstwe zdrowie i długie życie. Nic od Polski nie oczekuje w zamian za swe poświęcenie podczas wojny. Uważa, że to normalna rzecz stawać w obronie Narodu i swej Ojczyzny. „Wykonywałem swoje zadania i pełniłem służbę jak najlepiej. Polegano na mnie. Starałem się być dobrym żołnierzem. Nie byłem zbyt silny, mocny fizycznie, by iść pełną parą… ale dobrze strzelałem. Czasem kaprale nie byli zadowoleni ze mnie, bo byłem zbyt uparty… Tyle było tego wszystkiego, a ja jakoś wszystko przeszedłem…” Upór pomógł mu przeżyć i niewidzialna łaska, choć mieliły go młyny doświadczenia. 

Dziś w zadumie i  spokoju spędza czas, często oglądając angielski kanał historyczny „Yesterday,” co znaczy „Wczoraj”. Wpatruje się w dokumentalne filmy z czasów II wojny światowej, która pogrzebała jego najlepszą młodość. Jako młody 24-letni chłopak walczył za swą Ojczyznę, a młodość poświęcił dla Jej obrony. Zamiast 2-letniej służby zasadniczej, w wojsku spędził 10 lat ku chwale swej Ojczyzny. Miał wyjść do cywila w dniu 15 IX 39 r. Jego plany życiowe pokrzyżowała napaść Niemców na Rzeczypospolitą. Wojska sowieckie zaaresztowały go wraz z częścią żołnierzy z jego 13 Pułku Ułanów Wileńskich z Nowej Wilejki k/Wilna. Ujęto ich pod koniec września przy litewskiej granicy. Los jaki zgotowali mu Rosjanie był piekłem na ziemi, podczas sowieckiej niewoli. Liczył się z utratą życia, widząc jak obok niego padali z głodu, chorób czy od bolszewickiej kuli lub bagnetu - polscy żołnierze zesłańcy. Bardzo dużo się modlił. Ufał nadziei, że przeżyje. Do tej pory pamięta plagę głodu, jaka panowała w sowieckiej niewoli. Ten straszny głód zbierał obfite żniwo śmierci wśród polskich jeńców i nieszczęsnych polskich cywili, wywiezionych w czterech deportacjach na „nieludzką ziemię”.

Symbol Polaków

Pan Stefan, który przetrwał sowiecki reżim, symbolizuje dzisiaj Polaków skazanych na męczeństwo i walkę z naszymi odwiecznymi wrogami. Symbolizuje rodaków zesłanych do sowieckich łagrów za to, że byli Polakami - wrogami komunizmu jako nowego porządku świata. Przez to on, łagiernik, nie może być w żaden sposób przez nas pominięty i zapomniany. Walczył wtedy o wolną Polskę i o wolność dla nas współczesnych Polaków. W czasie Kampanii Włoskiej został ranny. Potem przez całe życie miał problem z niegojącą się raną na plecach, która była jak stygmat, znamię przeklętej wojny. Mimo to, on nigdy się nie skarżył na los czy cierpienie. Rana niedawno się zagoiła i zasklepiła dopiero w wieku 100 lat. Walczył także za inne narody u boku sprzymierzeńców, którzy oddali naszą Polskę na pożarcie Stalinowi. Walczył w myśl hasła narodowego: „For our freedom and yours” („Za naszą i waszą wolność”).

Dzisiaj to My jesteśmy spadkobiercami historii i zdobyczy po naszych walecznych Obrońcach. Tę historię trzeba nam przekazywać dalej. Oddajmy honory upartemu żołnierzowi Abramowiczowi, który niezłomnie bijąc się o naszą wolność - bronił niepodległości Ojczyzny.

Dziś jest taki czas, gdzie wiele drzwi powinno się otworzyć na prawdę. Kancelaria Prezydenta pilotowała sprawę mianowania i odznaczenia  ostatniego ułana. Jednakże jak to często w życiu bywa, bez kłopotów się nie obejdzie.

Dn. 21 stycznia br. złożyłam wniosek do biura minister Pani Anny Marii Anders i dalej uzupełniałam wniosek dokumentami w dniu 7 lutego. Wtedy z dn. 27 stycznia MON poinformował, że minister Pan Antoni Macierewicz awansował ułana ppor. Abramowicza na stopień porucznika. Konsulat RP w Manchester posłużył błyskotliwą pomocą dla Kancelarii Prezydenta w pracach, na polu przyznania i odznaczenia ostatniego ułana. Ma być mu przyznany Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski - Polonia Restituta, za wspaniałe życie oraz zasługi dla Polski i Polaków. Do Konsulatu RP wysłałam skany wszystkich dokumentów ułana, sięgające aż do 1943 r. Wcześniejszych dokumentów staruszek nie posiadał. Jego polski paszport, który zdał w koszarach do sejfu na okres służby wojskowej jesienią 37 r. - po wybuchu II wojny światowej prawdopodobnie przejęli Sowieci i wraz z innymi polskimi dokumentami z koszar – wywieźli do archiwów w głąb Zw. Sowieckiego. Wg innej hipotezy, pożar mógł strawić paszporty zostawione w depozycie wojskowym 13 Pułku.

Ułański los

Uhonorowanie niestety napotkało trudności związane z polskim obywatelstwem Pana Stefana, pomimo, że on nigdy nie zrzekał się polskiego obywatelstwa. Ze względu na brak dokumentu poświadczającego polskie obywatelstwo, prace zostały zahamowane. Sprawę przejęło MSZ.
Czekając na rozstrzygnięcie sprawy, przybliżę sytuację wojenną, w jakiej znalazł się ułan i gdzie rzucił go los.

Gdy wybuchła wojna, w koszarach kawalerii była wzmożona mobilizacja. Starszy ułan Abramowicz, polski Tatar, ładował żołnierzy i konie do wagonów. Pożegnał młodszego brata Bekira, wiezionego pociągiem na 1-szą linię frontu. Bekir przyszedł w 38 r. jako rekrut do 1 Szwadronu Tatarskiego 13 Pułku. Stefan dostał rozkaz pozyskiwać konie z okolicznych folwarków dla wojska. Masy rezerwistów zgłaszały się do armii. Byli wysyłani pociągami na front zachodni wraz z czynną służbą. Ułanom, którym zabrakło mundurów, pozostał cywilny łach i praca w koszarach. Jako ułani byli też kierowani do pułków piechoty. W 13 Pułku zostało ok. 150 ułanów i koń d-cy. Wszędzie panowała panika, nie było czasu zorganizować żadnej obrony.

D-ca por. Zygmunt Barcicki nie mając kontaktu ze swym d-dztwem, wydał samodzielny rozkaz opuszczenia koszar i przebicia się na Litwę.  Honorowo szedł pieszo ze swymi ułanami a na jego koniu jechał Stefan. Porucznikowi i innym ułanom udało się przedrzeć przez granicę i przedostać do obozu internowania na Litwie. Stefan natomiast został aresztowany, zrewidowany i wywieziony do łagru w Kozielsku. Tam też NKWD dokonało spisu naszych żołnierzy oraz polskich cywilów. Po ewidencji wszyscy zostali zarejestrowani i przydzieleni do różnych tymczasowych podobozów a potem tysiącami wywożono ich w nieznane - w głąb ZSRS na katorgę, a oficerów zlikwidowano.

Na mocy układu Sikorski – Majski, podpisanego w lipcu 41 r., polscy jeńcy wojenni (z ros. „wojenno-plenni”) byli wypuszczani na wolność i zapisywali się masowo do WP. Chcieli jak najszybciej opuścić Archipelag GUŁag - komunistyczny raj Kraju Rad. Do wojska ze wszystkich stron pchali się wygłodniali, obdarci i strasznie wynędzniali polscy cywile. „Aż przykro było na nich patrzeć…” - zapisywano ich do wojska bez względu na wiek, by ułatwić wyjazd z Rosji. Był to jedyny ratunek, bo „lepiej było zginąć z bronią w ręku niż u Rosjan w obozie” mówił Pan Stefan. Pomimo że Polacy wszędzie umierali, zostawiając za sobą całe masy trupów i groby po sobie – Stalinowi nie powiódł się plan ludobójstwa Polaków i całkowitej eksterminacji polskiego wroga.

Starobielsk

Wieści o wyjściu na wolność, zastały Stefana w Starobielsku – w ósmym z kolei obozie, gdzie przebywał. „Do Starobielska przyjechał pułkownik Wiśniewski w przedwojennym mundurze oficerskim. Jako polski przedstawiciel rozmawiał z Rosjanami. Tu formowało się Wojsko Polskie, którego żołnierze byli prawdziwymi nędzarzami”. Stefan został także zapisany do WP. Stamtąd wraz z innymi szczęściarzami, jako wybrańcy losu dotarli do innego obozu armii sow. w Tockoje. Obóz był strasznie zawszawiony, jak i inne łagry. Jeńcy jedni drugich omiatali miotłą z pluskiew i wszy, które zmiecione na piasek maszerowały za nimi jako wierne towarzyszki biedy. Podczas snu obłaziły każdego i gryzły niemiłosiernie wchodząc we wszystkie otwory ciała – wywołując tyfus i inne choroby. Był to letni obóz ćwiczebny Sowietów, nie przystosowany do zimowania wojska. Przy ostrej zimie i 40 stopniowych mrozach, drzewa trzaskając pękały. „Kopaliśmy na 1 metr głębokości ziemianki i stawialiśmy nad nimi namioty. Zbieraliśmy cegły z bruku w obozie Sowietów i budowaliśmy piece, by przetrwać ostrą zimę”.

Mieli obdarte łachmany, które kiedyś były letnim mundurem polskim. Mimo siarczystych mrozów, ratowało ich to, że nie było tu wiatrów. Piłą krojono zamarznięty na kość chleb i dzielono kromki między siebie. Wychudzone i poodmrażane ciała więźniów GUŁagu - obleczone były brudną oraz zainfekowaną wrzodami i ranami skórą. Stefan miał odmrożone ręce i palce u stóp. Stąd Mojżesz Wschodu – Gen. Anders wyprowadził na wolność swą niepokonaną armię.

„Generał był bardzo odważny i kłócił się ze Stalinem, że musi powstać Wojsko Polskie. Wszyscy wyczekiwaliśmy swego Mojżesza. Anders to nasz zbawiciel. Widział jacy głodni byliśmy… Powiódł nas jak najdalej od terroru nieludzkiej ziemi” - w płaczu mówił Pan Stefan, łapiąc oddech za oddechem. „Pomimo że w pierwszej defiladzie maszerowaliśmy w obdartych łachmanach, w łapciach i bez butów uderzając odmrożonymi stopami po lodzie - radości nie było końca. Defilowaliśmy przed Generałami: Andersem i Sikorskim. Anders wypychał Polaków z Rosji. Miliony tych, co nie dołączyło do wojska, zostało w Rosji” - zamilkł i zamyślił się... „Jako jeńcy za 2-letnią niewolniczą przymusową pracę, otrzymaliśmy po 500 rubli odszkodowania wojennego, za które można było kupić na czarnym rynku aż 2 szklanki machorki (tytoniu) lub melony do zjedzenia… Taka była cena naszej niewoli… Ja nie paliłem. Kupiłem sobie za to pieczonych placków do jedzenia i jadłem z kolegami”.

Na wiosnę 42 r. nastąpił upragniony moment ewakuacji, istny cud – opuszczenie ZSRS. Na tę okoliczność niemieckie radio podawało komunikaty, że „polscy turyści, wyjeżdżają na południe…” - wspominał Pan Stefan. Masy ludzkie, teraz jako nowo powstałe Wojsko Polskie, rodziny, osoby samotne oraz setki tysięcy osieroconych polskich dzieci, osadzonych uprzednio w więzieniach i obozach sowieckich - na własną rękę przemierzały tysiące kilometrów o głodzie i chłodzie, byleby dotrzeć do WP. Wszyscy oni jechali transportem kolejowym do Krasnowodzka przy Morzu Kaspijskim. Uderzeni licznymi tragediami i plagami chorób - polscy zesłańcy uciekali do nowego życia poza Rosją sowiecką. Te tłumy ładowane były w Krasnowodzku do strasznie brudnych statków transportowych, cuchnących rozkładającą się rybą. Nikt nie zwracał na to uwagi, byleby być jak najdalej od stalinowskiego terroru. Niemiłosiernie stłoczeni w spiekocie wysokiego słońca, mieli dopłynąć do Iranu.  Wielu z nich swą podróż w drodze do Ojczyzny – zakończyło w morskich odmętach, które stały się ich grobem i nigdy nie ujrzeli swej ukochanej Polski. Pamiętajmy o Nich!

Inni wybrańcy – byli więźniowie i jeńcy sowieckich łagrów - także z beznadziejnym stanem zdrowia, dotarli do Pahlevi w Persji (Iranie). Tam był już raj na ziemi, pomimo wstrząsających wspomnień i głębokiej traumy z łagrów. Ocaleni od zagłady wojennej Polacy, byli mile widziani przez Persów. Zetknęli się z nieznaną im dobrocią ludzką. Każdy zaznawał w Iranie życzliwości i innego życia, zachłystując się wolnością. Nie udało się Stalinowi uciszenie i tuszowanie prawdy o wydarzeniach z łagrów. Wiele setek tysięcy Polaków skazano na eksterminację przy niewolniczej pracy archipelagu i przeznaczono na śmierć głodową z myślą, że prawda o GUŁagu nigdy nie wypłynie. „Dobrobyt” sowieckiego komunizmu, o którym śpiewali Sowieci i kłamały ich filmy wyświetlane polskim jeńcom w obozach - wycisnął ból i smutek nie do zniesienia w psychice zesłańców. Jednym z propagandowych filmów wyświetlanych w obozie w Kozielsku, był film o rewolucji październikowej pt.: „Na dworze jesienny wiatr wieje i z każdym dniem życie jest weselsze”. Polacy - oporny naród - nie ulegli sowietyzacji. Po odzyskaniu wolności wielu z nich wycieńczonych długotrwałym głodem niewoli - zmarło przez najedzenie się do syta. Ich ciała grzebano, na nowo powstałym polskim cmentarzu wojennym w Pahlevi. Nie opłakani przez swych bliskich – rodacy, spoczęli tam na wieki… Cześć Ich pamięci!

Italia

W kwietniu 44.  Stefan wraz z innymi szczęściarzami dopłynął do Italii, gdzie został wcielony do 2 Warszawskiej Dywizji Pancernej 2 Korpusu, który włączono do VIII Armii Wojsk Sprzymierzonych. Stefan jako ułan został kierowcą czołgu Sherman w jednostce bojowej 2 Dywizji Pancernej 2 Korpusu w 1 Pułku Ułanów Krechowieckich. Służyła tam kawaleria Kampanii Wrześniowej. Dowodził im mjr Kazimierz Zaorski, witając ich: „Czołem ułani!”. Po heroicznych walkach 18 maja 1944 r. polscy żołnierze zdobyli Monte Cassino. „Zginęło wtedy bardzo dużo Polaków, tysiące oficerów” Gen. Anders mówił: „Moja rezerwa jest po drugiej stronie wśród Niemców” - miał na myśli Polaków siłą wcielonych i służących w niemieckiej armii. Oni uzupełnili polską armię i brali udział w Kampanii Włoskiej. Około czerwca, gdzieś niedaleko Ankony, podczas ataków - artyleria niemiecka ostrzelała czołg o nazwie „Ballada”, który prowadził Stefan. On i zapasowy kierowca zostali rażeni ogniem. Odłamki zraniły go w plecy. Nie czując bólu, a jedynie mokry od krwi mundur – ranny Stefan odsunął dolną płytę czołgu i wraz z krwawiącym kolegą - dołem wymknęli się z palącego się czołgu. Pozostała trójka ich załogi opuszczała czołg górą, włazem w wieżyczce, gdzie pełno było amunicji. Nikt nie zginął. Sanitarka przewiozła rannych do szpitala polowego, a tam Stefan leżał tydzień. Potem jeden miesiąc mieli odpoczynek. Załoga dostała nowy czołg.

W lutym 45 r. wjechali do Loreto i Stefan spotkał się ze swym d-cą por. Barcickim, z którym widział się ostatni raz w 39 r. pod litewską granicą. Tym razem była to inna okoliczność, związana ze ślubem kościelnym jego d-cy. Po przyjęciu weselnym wyruszyli na front i dotarli z 2 Korpusem aż do Bolonii, oswobadzając miasto w maju 45 r. Wtedy oświadczono Polakom, że wojna dla nich jest już skończona.

Pan Stefan wspominał, że po wygranej Kampanii Włoskiej, dumni polscy żołnierze Armii Andersa, nie tak dawno jeńcy łagrów, odarci przez Sowietów z godności żołnierza polskiego, szukali odwetu na wrogach ze wschodu. Polscy żołnierze chcieli dalej bić się i ginąć za Polskę. Chcieli brać udział w walkach frontowych w dojściu na Berlin i zemścić się na Sowietach za łagry i za wykrwawioną Warszawę. Skończyło się tylko na śpiewaniu piosenki: „Do Berlina my z paradą wjedziemy – da Bóg!”. Niestety, po Kampanii Włoskiej alianci rozbroili polską armię, znając gniew i zamiary Polaków. Nie dopuścili ich do dalszych walk zbrojnych. Naszym zamknięto także dostęp do defilady w Berlinie i w Londynie.

Taki to był wojenny, tułaczy szlak polskiego ułana - Stefana, który jako ambasador polskości opowiadał o wolnym życiu w Polsce – zalęknionym narodom Związku Sowieckiego, „gdzie wszyscy się wszystkich bali, bo wszyscy donosili. Jeden  drugiego wydawał”. Wierność Bogu i ideałom, jakim służył ułan Abramowicz, nagrodziły go wolnością i długim życiem. On jest tym darem dla nas, który służy nam prawdą o zakazanych kartach komunistycznej zbrodni krwawego reżimu w ZSRR. Cuda zawsze mają miejsce a wszystko jest w bożym ręku. Tak ocalał Stefan Mustafa Abramowicz – w domu zdrobniale nazywany „Munia”.

Bracia

Pan Stefan miał trzech braci: Bekira, Aleksandra i najmłodszego Hasana, a los każdego z nich wyglądał inaczej. Bekir wysłany pociągiem na pierwszą linię frontu, wraz z polskim wojskiem wycofywał się z frontu zachodniego na wschód, a ze wschodu nacierający Rosjanie wszystkich ich wyłapali. Dostał się do niewoli sowieckiej i wieziony pociągiem do Rosji przez Baranowicze (50 km od Klecka tuż przy Nieświeżu w woj. Nowogródek, w dawnej Polsce - dziś Białoruś) – uciekł z transportu jenieckiego i wrócił do domu. Krótko nacieszył się wolnością. Został siłą wciągnięty do Armii Czerwonej wraz z – Hasanem, który miał niespełna 17 lat. Kiedy Sowieci anektowali polskie Kresy Wschodnie, wciągali na siłę Polaków do armii Stalina. Bekir miał wadę wzroku. Nazywano go „kosooki” czyli zezowaty a mimo to służył w polskiej armii. Rosjanie pytali go czy był w WP. On się nie przyznał. Nie wysłano Bekira na front ale pracował przy ros. oficerze w zaopatrzeniu żywności. Hasana wcielono do piechoty zmotoryzowanej i wraz z Sowietami szedł z ofensywą na Berlin. On był bardzo bojowy, świetnie strzelał. Pisał do domu, że strasznie głodują. By przetrwać - nocą zakradali się na niemiecką stronę i polowali na krowy. Transportowali je na swoją stronę sznurami przyczepionymi do czołgu. Po wojnie nie zwolniono go z sowieckiego wojska ale rok czasu musiał być instruktorem i szkolił rosyjskich żołnierzy jako wyborowy strzelec. Wrócił do Klecka, który należał już do ZSRS.  Czerwonoarmiści docenili zasługi Hasana w walkach z Niemcami. Wielokrotnie dekorowali go wysokimi odznaczeniami wojennymi. Dostał „Krasnyje Znamie” z wstążką z sowieckiej flagi. Za zasługi wojenne zwolniony był z płacenia podatków za dom, nie musiał płacić za gaz czy leczenie. Co rok zapraszany był na przyjęcia wojskowe. Średni brat Alik, czyli Aleksander, nie był w wojsku, pracował w Polsce przed wojną i podczas wojny na kolei.

Sowieci dopytywali o Stefana, nośnika wielu informacji z łagrów i Armii Andersa, który po wojnie został w Wielkiej Brytanii. Wtedy to w 46r. jego najstarsza siostra Ewa, z obawy przed deportacją uciekła z Klecka wraz z mężem i dziećmi do Wrocławia. Pan Stefan urodzony jako drugi z kolei z sześciorga dzieci Fursi (zd. Aleksandrowicz) i Ibrahima Abramowiczów - przeżył ich wszystkich. W 2015 r. zmarł najmłodszy z rodzeństwa - Hasan. Wszyscy pochowani są na cmentarzu muzułmańskim w miejscowości Osmołowo – 7 km od Klecka.

Cieszę się życiem Pana Stefana i dziękuję mu za jego poświęcenie i heroizm przetrwania katorgi. Za niezłomną postawę honoru żołnierza polskiego wobec sowieckich okupantów, za stawienie czoła Niemcom u boku odważnej Armii Gen. Andersa. Stąd moja wdzięczność i troska o dobre imię i pamięć dla skromnego ułana – łagiernika.

Doczekawszy się proroctwa słów naszego hymnu „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my (patrioci) żyjemy” na nas spoczywa obowiązek pamięci i mówienia czystej prawdy o polskich Bohaterach. Tę prawdę jako służbę Ojczyźnie, trzeba nam przekazać kolejnym pokoleniom Polaków w Polsce i na Emigracji. Polacy żyjący na brytyjskiej ziemi, powinni dzielić się prawdą historyczną na wyspie, wypełniając luki i braki w wiedzy wyspiarzy.

Jasna postać ułana

Proces medialny, który rozpoczęłam rok temu, w 100. urodziny Pana Stefana, miał za zadanie przedstawić jego skromną, jasną postać – ukrytą przed nami przez 100 lat. Było to o tyle istotne, że nikt z Polaków w Ojczyźnie i na Emigracji nie spotkał się wcześniej z osobą ostatniego żyjącego ułana.  „Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie” uczy polska mądrość. Jego książce o tułaczce wojennej nie udało się przebić przez komercję londyńskich wydawnictw. Życie ułanów wileńskich, krechowieckich oraz okres niewoli w łagrach nie zainteresowały „Londynku”.

Myślę, że Pan Stefan Abramowicz zasłużył na lepsze miejsce w naszej pamięci niż obecne.

Posłuchaj Ojczyzno dzisiaj przywołana:  - Oto syn Twój polski Tatar, co wiernie Ci służył. Życia nie szczędził, krwią przelaną miłość swą do Ciebie przypieczętował.  Z bólu i znoju takich jak on, Polska powstała - by żyć!  Upomnij się o swego syna nawet jeśli on nie upomina się o nic.

„Pamięci wygnańców polskich, którzy w drodze do Ojczyzny w Bogu spoczęli na wieki”

Tekst Xenia Jacoby
Zdjęcia Xenia i Martin Jones
Anglia, 24.04.2016.

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.
Do góry

Walka
o niepodległość
1914-1918

II Rzeczpospolita

II Wojna
Światowa

PRL