Kultura i sztuka w okresie międzywojennym

07.10.2017

"Iłła" - opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie

autor: Joanna Kuciel-Frydryszak
"Iłła" - opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie "Iłła" - opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie

Emancypantka, katoliczka, samodzielna, uparta, samotna, nie dająca się w żaden sposób zaszufladkować - taki obraz Kazimiery Iłłakowiczówna, poetki, sekretarki Piłsudskiego wyłania się z książki "Iłła" Joanny Kuciel-Frydryszak. "Była sobiepańska" - powiedziała PAP autorka biografii.

PAP: Iłłakowiczówna była bliską współpracownicą Piłsudskiego, napisała o nim książkę, nigdy nie wyszła za mąż. Wiele osób uważa, że Piłsudski był jej wielką, niespełnioną miłością. Czy Iłłakowiczówna kochała się w Piłsudskim?

Joanna Kuciel-Frydryszak: Myślę, że nie. Na pewno ogromnie go szanowała i podziwiała, a praca dla Marszałka w charakterze sekretarza była dla niej zaszczytem i przygodą życia, ale - tak uważam - Iłła, jak nazywali ją przyjaciele, prawdopodobnie nigdy nie kochała żadnego mężczyzny. Nie była w żadnym związku, w żadnej poważnej romantycznej relacji. Jako młoda dziewczyna przeżywała zauroczenia, ale wcześnie zdała sobie sprawę, że nie nadaje się do życia rodzinnego. Należała do osób, które nie tyle wybierają samotność, co akceptują pewne cechy własnej psychiki, swoje ograniczenia i wynikającą z nich konieczność życia w pojedynkę. Szukają w życiu czegoś innego. Iłła wielu osobom przypominała zakonnicę, była typem człowieka, który idzie przez życie sam. Ale nie oznaczało to zgorzknienia czy frustracji, bywała oschła, ale nie obojętna. Łączyła w sobie umiejętność odrzucenia świata z miłością do niego, bardzo ważna była dla niej przyroda. Myślę, że bardziej była związana ze światem niż z ludźmi.

PAP: Udało się Pani ustalić datę urodzin poetki? Dotąd wiadomo było tylko, że rok 1892, który widnieje w jej biogramach jest datą mało prawdopodobną.

Joanna Kuciel-Frydryszak: Iłłakowiczówna, jak wiele innych kobiet po I wojnie światowej, kiedy zaginęło wiele dokumentów, zmieniła sobie rok urodzenia, odmładzając się o trzy lata. Ale przyznawała, że data urodzenia, którą się posługuje, jest niepewna, ponieważ - twierdziła - dokumenty się zniszczyły i nie jest w stanie tego ustalić. Udało mi się jednak dotrzeć do metryki urodzenia Iłłakowiczówny, która znajduje się w Litewskim Państwowym Archiwum Historycznym i wynika z niego, że urodziła się w 1889 roku. Trzeba dodać, że fałszowanie dat urodzenia było zjawiskiem dosyć powszechnym w pokoleniu Iłłakowiczówny, podobne problemy sprawiały daty urodzenia Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i jej siostry, Magdaleny Samozwaniec. One również je +poprawiały+, aby się odmłodzić.

Joanna Kuciel-Frydryszak: W Iłłakowiczównie, wychowywanej na ziemiańskim dworze w Inflantach, przechował się pewien rys feudalizmu, kult indywidualności, bycia sobą, nawet przeciwko całemu światu. Ona była +sobiepańska+ - bez względu na wszystko wierna sobie, także w poezji ciężko ją przypisać do jakiegoś nurtu.

PAP: W życiu Iłłakowiczówny niezwykle ważna była figura matki, chociaż rodzonej matki nie mogła chyba pamiętać?

Joanna Kuciel- Frydryszak: Miała około czterech lat, gdy na gruźlicę zmarła jej rodzona matka, Barbara Iłłakowicz. Postacią, która najbardziej wpłynęła na jej życie była matka przybrana, Zofia Buyno z rodu Plater-Zyberk. Były sobie bardzo bliskie, choć wychowanie, jakie Kazimiera odebrała u „Matki Zofii”, jak ją nazywała, było bardzo surowe. Dorastająca Kazia zaczęła się buntować, więcej - odcięła się od przybranej matki. Żałowała tego do końca życia, miała wielkie poczucie winy. Pisała o odsunięciu się od Matki Zofii, jak o przerwaniu relacji miłosnej, uważała, że to było najsilniejsze uczucie w jej życiu. Dramat Iłły polegał na tym, że zbyt późno zrozumiała, że miłość jest rzadkim darem, nie zdarza się w życiu często. Może dlatego już nigdy później nie potrafiła się otworzyć, odpowiedzieć na uczucie?

PAP: Dlaczego nastoletnia Kazimiera się zbuntowała?

Joanna Kuciel-Frydryszak: Było to w czasach, gdy uczyła się na pensji w Warszawie. Można przypuszczać, że bunt związany był z odkryciem własnego pochodzenia. Dopiero jako nastolatka Iłła dowiedziała się, że jest dzieckiem nieślubnym. Jej ojcem był Klemens Zan, syn Tomasza Zana "Promienistego", przyjaciela Mickiewicza. W tamtych czasach nieślubne pochodzenie oznaczało piętno do końca życia, w pewnym stopniu wykluczenie towarzyskie, coś wstydliwego. +Potępiona jestem i przeklęta i spod wszelkiego prawa wyjęta+ – pisała Iłłakowiczówna w wierszu +Córka Czarownicy+. Na skutek buntu rzuciła pensję w Warszawie i uciekła do Petersburga, gdzie skończyła szkołę. Uczyła się też w kolegium dla kobiet w Londynie, a już po śmierci Zofii Buyno w 1910 r. rozpoczęła studia na Uniwersytecie Jagiellońskim.

PAP: I wojna światowa zmieniła nie tylko dawne układy towarzyskie i pozycję nieślubnych dzieci, ale cały świat. Co robiła wtedy Iłłakowiczówna?

Joanna Kuciel-Frydryszak: Podczas I wojny światowej była siostrą miłosierdzia, czyli pielęgniarką przy wojsku carskim. Przeszkolone panienki z dobrych domów, jak Iłła, trafiły do polowych lazaretów w różnych punktach Rosji. Była na froncie dwa lata. Spała w ziemiankach, w zapchlonych chałupach, a otaczała ją śmierć. +Wśród tych pochodów, klęsk i trupów zupełnie zgubiłam siebie+ – pisała po latach. W tym okresie miało miejsce jej nawrócenie. Przyszło w chwili zagrożenia życia - chorowała na czerwonkę, omal nie umarła. Nigdy nie opowiadała szerzej o doświadczeniach z frontu, podobnie jak o rewolucji październikowej, która zastała ją w Petersburgu. Tam spotykała się zresztą z +biednym Stasiem+, jak pisała, czyli z przyszłym Witkacym. Podobno podczas zamieszek zamknęła się w domu i czytała Balzaca, żeby oderwać się od okropieństw rzeczywistości. Udało jej się wrócić do Polski z ogarniętego zamętem kraju.

PAP: Umiejętności pielęgniarskie przydały się jej 16 grudnia 1922 roku w warszawskiej Zachęcie...

Joanna Kuciel-Frydryszak: Iłłakowiczówna była obecna na wernisażu, podczas którego pierwszy prezydent niepodległej Polski, Gabriel Narutowicz został zastrzelony przez Eligiusza Niewiadomskiego. Stała tuż obok, poproszono ją, jako pielęgniarkę, o udzielenie pierwszej pomocy. Kiedy Narutowicz zmarł, to Iłłakowiczówna zamknęła mu oczy.

PAP: Czemu debiutowała jako K. Iłłakowicz?

Joanna Kuciel-Frydryszak: Sądziła, że jeżeli wejdzie w rolę mężczyzny, to jej wiersze zostaną lepiej przyjęte. Myślę, że mogło to być też wynikiem pewnego onieśmielenia samym faktem, że pisze poezję, bo dla niej pisanie wierszy stanowiło sferę intymną. Jako K. Iłłakowicz publikowała aż do 1927 r., choć bardzo wiele osób wiedziało, kim jest, była już wtedy cenioną, rozpoznawalną autorką.

PAP: Iłłakowiczówna to chyba jedyna w historii poetka, która z dumą określała się jako "urzędniczka"...

Joanna Kuciel-Frydryszak: Przyjmuje się, że praca w urzędzie nie pasuje do osobowości poetyckiej. Iłłakowiczówny to nie dotyczyło. Ona rozkwitała jako urzędniczka Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie po wojnie znalazła pracę. Była rzeczowa, konkretna, świetnie zorganizowana. Owocowało wychowanie, jakie odebrała u przybranej matki - umiała ciężko pracować. Pisania wierszy nie uważała za pracę, nigdy nie chciała zrobić z pisania zawodu. Miała też świadomość, że poezja to nie jest pewne źródło utrzymania, a przecież nie miała majątku, mogła liczyć tylko na siebie.

W MSZ zaczynała jako urzędniczka bardzo niskiego szczebla, była jedną z pierwszych kobiet na stanowiskach urzędniczych w Polsce. Nie bardzo to podobało się kolegom z MSZ, w latach 20. wiele kobiet zatrudnionych w urzędach było zwalnianych, Iłła też została przesunięta z etatu na kontrakt. Myślę, że poza płcią, z powodu której ewidentnie doświadczała dyskryminacji, jej pryncypialność i bezkompromisowość w bronieniu swoich zasad nie pomagały jej w stosunkach z kolegami z urzędu.

Joanna Kuciel-Frydryszak: W pewnym sensie była państwowcem, dla niej zaszczytem było pracować dla Polski. Uważała, że można to robić ponad podziałami, co okazało się piękną iluzją jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym. Po II wojnie światowej, gdy wróciła do Polski z Rumunii, nadal chciała pracować w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, tym razem PRL-owskim, choć jej stosunek do nowego ustroju był mało entuzjastyczny.

PAP: Nie było jej też chyba po drodze z innymi poetami?

Joanna Kuciel-Frydryszak: W Iłłakowiczównie, wychowywanej na ziemiańskim dworze w Inflantach, przechował się pewien rys feudalizmu, kult indywidualności, bycia sobą, nawet przeciwko całemu światu. Ona była +sobiepańska+ - bez względu na wszystko wierna sobie, także w poezji ciężko ją przypisać do jakiegoś nurtu. Był taki moment, że należała do Skamandrytów, to oni - debiutujący wtedy poeci zaprosili ją do swojego grona, chyba szukali oparcia w bardziej doświadczonej poetce. Ale konserwatywną Iłłakowiczównę wiele rzeczy w Skamandrytach drażniło. Ich prowokacje odbierała jako awanturnictwo. Dotąd zdania na temat przynależności Iłłakowiczówny do Skamandrytów były podzielone. Ale dotarłam do nieznanego wcześniej listu Iłły do Grydzewskiego, z którego wynika, że to Mieczysław Grydzewski (redaktor +Skamandra+ i późniejszych +Wiadomości Literackich+) i Antoni Słonimski zaprosili ją do Skamandra osobiście i ona to zaproszenie przyjęła. Później, zniechęcona ich prowokacjami, poprosiła, aby ją +wykreślili+ z grupy. Udało im się jednak ją uprosić, aby nie ogłaszała swojego odejścia ze Skamandra, ponieważ czuli się atakowani i wiedzieli, że decyzja Iłłakowiczówny ucieszy ich licznych antagonistów. Odeszła więc po cichu.

PAP: Jakie Iłłakowiczówna miała poglądy polityczne?

Joanna Kuciel-Frydryszak: W pewnym sensie była państwowcem, dla niej zaszczytem było pracować dla Polski. Uważała, że można to robić ponad podziałami, co okazało się piękną iluzją jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym. Po II wojnie światowej, gdy wróciła do Polski z Rumunii, nadal chciała pracować w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, tym razem PRL-owskim, choć jej stosunek do nowego ustroju był mało entuzjastyczny. Oczywiście o tym, żeby zatrudnić w ministerstwie dawną sekretarkę Piłsudskiego, nawet mowy być nie mogło. Jeszcze w 1981 roku na pytanie dziennikarza, co myśli o Polsce, ponad 90-letnia, niewidoma już Iłłakowiczówna odpowiedziała: +Te spory nie mają żadnego znaczenia, ważne że Polska jest+. Trzeba pamiętać, że w 1918 roku Iłłakowiczówna miała niemal 29 lat, niepodległa Polska nie była dla niej oczywistością, tylko rodzajem cudu.

PAP: Po II wojnie światowej Iłła osiadła w Poznaniu, utrzymywała się z nauczania języków. Jak przyjęła wydarzenia 1956 rok, Poznański Czerwiec?

Joanna Kuciel-Frydryszak: Iłłakowiczówna była jedyną poetką, której wiersz, w którym opowiada się po stronie protestujących robotników pt. +Rozstrzelano moje serce+, został opublikowany. Cenzor oczywiście ten wiersz odrzucił, doceniając jednocześnie jego walory artystyczne, ale zdecydowało się go opublikować szczecińskie pismo "Ziemia i morze", będące symbolem odwagi i niezależności (i w związku z tym zlikwidowanym w lipcu 1957 roku). +Rozstrzelano moje serce…+ to dziś jeden z najpopularniejszych i najbardziej rozpoznawalnych wierszy rozpoznawalnych utworów Iłłakowiczówny. Choć jeśli chodzi o walory artystyczne, do najwybitniejszych utworów, które przetrwały, należy tłumaczenie +Anny Kareniny+ Lwa Tołstoja, uznane za przekład kongenialny, wciąż czytane i wznawiane.

Rozmawiała Agata Szwedowicz

Książka "Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie" Joanny Kuciel-Frydryszak ukazała się nakładem wydawnictwa Marginesy. (PAP)

autor: Agata Szwedowicz

edytor: Paweł Tomczyk

aszw/ pat/

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.
Do góry

Walka
o niepodległość
1914-1918

II Rzeczpospolita

II Wojna
Światowa

PRL