XIX wiek

06.06.2017 aktualizacja 07.06.2017

Tomasz Kozłowski: Ossolineum to zobowiązanie

Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Lwowie. Pocztówka, sprzed 1906 r. Źródło: BN Polona Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Lwowie. Pocztówka, sprzed 1906 r. Źródło: BN Polona

"Na Ossolineum trzeba dziś patrzeć nie tylko, jako na składnicę narodowych pamiątek, ale jak na zobowiązanie, żeby i po nas, po wieku XXI, pozostało dziedzictwo" – powiedział PAP Tomasz Kuba Kozłowski z Domu Spotkań z Historią, pomysłodawca Warszawskiej Inicjatywy Kresowej.

PAP: Czy 200-lecie powstania Zakładu Narodowego im. Ossolińskich jest tylko okazją do przywołania lat świetności tej wielkiej polskiej instytucji kultury, czy również można mówić o jej znaczeniu i dynamicznej obecności we współczesnej kulturze?

Tomasz Kozłowski: 200-lecie Ossolineum to wyjątkowa okazja do przypomnienia nie tylko dziejów samego Zakładu ale też znaczenia dziedzictwa historyczno-kulturowego Lwowa dla Rzeczypospolitej, dla naszej tożsamości narodowej i państwowej. Przeciętny Polak nie ma na przykład pojęcia, że w zbiorach Lwowskiej Galerii Sztuki znajduje się największa poza Polską kolekcja polskiego malarstwa licząca ok. 2000 płócien. Pochodzących zarówno z przedwojennej Galerii Narodowej Miasta Lwowa jak i przejętych później innych polskich zbiorów. W 1946 r. w ramach tzw. daru narodu ukraińskiego dla Wrocławia trafiło do nas zaledwie 286 obrazów i rysunków. Dzisiaj, jeśli chce się oglądać i studiować polskie malarstwo, trzeba jechać do Lwowa. To samo dotyczy muzealiów i archiwaliów.

Tomasz Kozłowski: Ossolineum nie jest tylko skarbnicą zgromadzonych zbiorów, ale jest w równej mierze wyzwaniem na przyszłość, aby po wieku XXI, po współczesnej Rzeczpospolitej nie zostały tylko w jakiejś chmurze łatwe do skasowania maile. Jeśli nie zadbamy o to, aby spuścizna zapisana na papierze przez wielkich Polaków znalazła się w zbiorach Ossolineum, to po prostu za sto czy dwieście lat jej w naszych zbiorach nie będzie.

W wieku XIX i w początkach XX we Lwowie zgromadzono jeden z największych zasobów dzieł kultury całej Rzeczypospolitej. Obok Ossolineum powstały znakomite biblioteki Baworowskich i Dzieduszyckich. Lwów był jedynym miastem, które miało dwie polskie wyższe uczelnie działające przez cały XIX i początek XX wieku: Uniwersytet i Politechnikę. Uczelnie te zgromadziły ogromne zbiory. Tu mieściło się kilka istotnych muzeów: Muzeum Historyczne miasta Lwowa, Muzeum Narodowe im. Króla Jana III, wspomniana Galeria Narodowa miasta Lwowa, Muzeum Przemysłu Artystycznego, Muzeum im. Lubomirskich, Muzeum Dzieduszyckich. Do tego trzeba dodać liczne zbiory prywatne, choćby znakomite zbiory Pawlikowskich czy kolekcję baronów Brunickich, które jeszcze przed II wojną światową trafiły do zbiorów publicznych. Do tego dochodzą ogromne zasoby archiwów lwowskich. Tymon Terlecki pisząc o Lwowie końca XIX i początku XX wieku zasadnie stwierdzał „Z woli losu Lwów mógł być miastem bardziej zachodnim, bardziej europejskim, bardziej stołecznym niż Kraków i oczywiście niż Warszawa”.

Niestety znakomita większość zgromadzonych dzieł sztuki, zbiorów bibliotecznych, archiwalnych i muzealnych zgromadzonych przed 1939 rokiem pozostaje do dziś poza granicami Rzeczypospolitej.

PAP: I we Lwowie powstała instytucja, której 200-lecie dzisiaj obchodzimy...

Tomasz Kozłowski: Dzięki determinacji wybitnych jednostek, w warunkach autonomii Galicji, dzięki szczególnej pozycji, jaką mieli Polacy pod zaborem austriackim, mogły powstawać instytucje gromadzące dzieła kultury polskiej. Największą z nich, prawdziwym skarbem kultury polskiej jest działające od 1817 r. Ossolineum, czyli Zakład Narodowy im Ossolińskich, ufundowany dzięki darowiźnie Maksymiliana Józefa hrabiego Ossolińskiego; zbiór po jego śmierci liczył 25 tysięcy 402 druki, 708 rękopisów, 133 mapy 1445 rycin, 551 medali i 962 portrety. Potem powiększono go wielokrotnie.

PAP: Jakie było Ossolineum, jakie idee przyświecały Józefowi Maksymilianowi Ossolińskiemu, gdy ustanawiał swoją bibliotekę, a jakie funkcje pełni, i czy pełni obecnie?

Tomasz Kozłowski: Józef Maksymilian Ossoliński urodzony w 1748 r. w arystokratycznej rodzinie, pochodzący z Galicji badacz literatury, pisarz i kolekcjoner na przełomie wieków pełnił funkcje prefekta nadwornej Biblioteki Cesarskiej w Wiedniu. Jednocześnie gromadził własne zbiory książek, obrazów, rycin i medali. Z czasem przekształcił ten zbiór prywatny w służący celom społecznym i narodowym. Fundator w akcie ustanowienia Biblioteki imienia Ossolińskich, która z czasem rozbudowała się w wielką polską instytucję kultury, pisał "Ponieważ nie mam własnego potomstwa łączy mnie ściślejszy z moimi współobywatelami i moim imieniem związek". Ale poza tymi osobistymi powodami, przyświecał mu cel - jaki również wskazał w akcie założycielskim, że zależy mu na pokazaniu, jaka była Polska przed upadkiem, przed rozbiorami - i jak jej historia zapisała się w dobrach kultury. Dzięki wizji założyciela Ossolineum przetrwało kilka wojen, zmieniające się granice państw, okupacje, zmiany ustrojów. Nawet przeniesienie fragmentu zbiorów wraz z Polską - ze Lwowa do Wrocławia nie naruszyło fundamentu.

Ossolineum

PAP: Zbiory Ossolineum są wciąż podzielone i w większości pozostają poza Polską. Ocenia się, że do Polski trafiło ostatecznie ok. 30 proc. zasobów przedwojennego Zakładu im. Ossolińskich.

Tomasz Kozłowski: To, że mamy w Polsce Ossolineum, to że doszło do przekazania Polsce części zbiorów w 1945 i 1946 roku w wielkiej mierze zawdzięczamy postawie wybitnego muzealnika i kuratora zbiorów Ossolineum prof. Mieczysława Gębarowicza, postaci, niestety, nieznanej współczesnym Polakom. To dzięki niemu i determinacji polskich bibliotekarzy i archiwistów wiosną 1944 roku wyekspediowano ze Lwowa do Krakowa wyselekcjonowane, najcenniejsze obiekty ze zbiorów Ossolineum, Biblioteki Baworowskich oraz Biblioteki Uniwersyteckiej. W tym m. in. rękopis "Pana Tadeusza", spuściznę rękopiśmienną Juliusza Słowackiego, rękopisy Aleksandra Fredry z Zemstą” na czele, rękopisy całej plejady najwybitniejszych polskich twórców i z czasów I Rzeczpospolitej – Ignacego Potockiego, Jana Andrzeja Morsztyna, bp Ignacego Krasickiego, i pisarzy XIX wieku - Goszczyńskiego, Ujejskiego, Lenartowicza, Ujejskiego,Asnyka, Kraszewskiego, Conrada Korzeniowskiego, Orzeszkowej i tych XX – wiecznych – Kasprowicza, Żeromskiego. To dzięki tej akcji mamy dzisiaj we Wrocławiu rękopisy „Chłopów” Reymonta, i „Trylogii” Sienkiewicza a to tylko kilka przykładów z długiej, bardzo długiej listy.

Te skarby Ossolineum nie wzięły się znikąd; pochodziły z darowizn setek ofiarodawców, zapisów, wspaniałych legatów, depozytów składanych do zbiorów Ossolineum od początku XIX wieku.

PAP: Czy współcześnie do Ossolineum również trafiają ważne archiwalia?

Tomasz Kozłowski: Do Ossolineum przekazali swoje zbiory i archiwa w ostatnich latach i Władysław Bartoszewski, i Jan Nowak-Jeziorański; tak silnie związani z Warszawą mieli jednak świadomość, że to Ossolineum jest odpowiednim miejscem, gdzie powinny znaleźć się tak ważne spuścizny. Jednak – moim zdaniem - nie ma o Ossolineum odpowiedniej wiedzy w społeczeństwie. Nie ma w systemie polskiej edukacji nigdzie miejsca na to, żeby powiedzieć, że jest to jedna z najważniejszych placówek kultury nadal gromadząca rękopisy dzieł literackich, muzycznych, kolekcjonująca archiwalia.

PAP: Co możemy zrobić by zmienić ten stan rzeczy?

Tomasz Kozłowski: Wczoraj odbyła się uroczysta gala z okazji 200-lecia z udziałem Prezydenta RP, Ośrodek KARTA poświęcił dziejom Ossolineum najnowszy numer kwartalnika „KARTA”, wkrótce ukaże się obszerny album a jesienią odbędzie się we Wrocławiu konferencja naukowa. Te i inne ważne działania to jednak za mało by zmienić powszechną świadomość a raczej „nieświadomość” co do Ossolineum. Wydaje się, że obchodzona w tym roku rocznica 200-leciem istnienia Zakładu Narodowego im. Ossolińskich jest szczególną okazją ku temu, by w wielkiej akcji państwowej, społecznej, medialnej uświadomić każdemu Polakowi, co to jest Ossolineum z jednej strony, a z drugiej, aby na przykład zainicjować akcję „Podaruj Ossolineum rękopis”. Wybitni literaci, pisarze, naukowcy, profesorowie uniwersytetów, kompozytorzy, muzycy – listę można dowolnie poszerzać - mieliby znakomitą okazję, by ofiarować do zbiorów Ossolineum przynajmniej jakiś fragment spuścizny. Tak by te współczesne dary dołączyły do tego niezwykłego dziedzictwa, gromadzonego w Ossolineum przez ponad dwa wieki – jedynej takiej polskiej kolekcji, która przez dwieście lat ostała się wichrom i burzom dziejowym.

PAP: Słuszna i piękna akcja, ale co zrobić, żeby przetrwała wtedy, gdy jubileusz się zakończy?

Tomasz Kozłowski: 200-lecie Zakładu Narodowego im. Ossolińskich jest dobrą okazją do ogłoszenia ogólnopolskiej akcji. A co zrobić, żeby była to akcja skuteczna i trwała? Sądzę, że należy krzewić wiedzę o tym, czym jest ta instytucja kultury. Ossolineum, bowiem nie jest tylko skarbnicą zgromadzonych zbiorów, ale jest w równej mierze wyzwaniem na przyszłość, aby po wieku XXI, po współczesnej Rzeczpospolitej nie zostały tylko w jakiejś chmurze łatwe do skasowania maile. Jeśli nie zadbamy o to, aby spuścizna zapisana na papierze przez wielkich Polaków znalazła się w zbiorach Ossolineum, to po prostu za sto czy dwieście lat jej w naszych zbiorach nie będzie.

Ossolineum

PAP: W najnowszym 91. numerze kwartalnika „Karta” 91 przedstawiono m.in. montaż tekstów źródłowych, jakiego w swym artykule "Między Lwowem a Wrocławiem" dokonała Markowska. Przedstawia on pełną dramatycznych zwrotów walkę o zachowanie zbiorów w polskich rękach i powojenne przeniesienie Zakładu do Wrocławia, prowadzoną przez prof. Mieczysława Gębarowicza.

Tomasz Kozłowski: Jest to jeszcze jedno zobowiązanie. W przyszłym roku mija 125 rocznica urodzin legendarnego Mieczysława Gębarowicza, postaci, która powinna mieć w Polsce ulice, biblioteki, instytucje nazwane jego imieniem. To przecież dzięki jego determinacji i zabiegom przynajmniej część zbiorów Ossolineum udało się uratować, zachować i przewieźć do Polski. Nazwisko Gębarowicza znają oczywiście specjaliści - bibliotekarze, archiwiści, historycy sztuki, ale przeciętny Polak niestety się z nim nie zetknął. Człowiek ten poświęcił wiele, także podejmując brawurową decyzję pozostania we Lwowie po 1945 r., aby tam, na miejscu, pilnować niezwykłych polskich zbiorów. Prof. Gębarowicz słał memoranda i apele do Rzeczypospolitej, upominał się o zwrot polskiego dziedzictwa, które pozostaje poza granicami Polski.

Podjęte przez niego działanie jest wciąż aktualnym zadaniem, które stoi przed władzami państwa polskiego, instytucjami, aby przynajmniej część skarbów narodowych pozostających poza granicami powróciła do macierzy. Choćby archiwum zakładowe Ossolineum czy zbiory Pawlikowskich. Przypomnijmy jeszcze raz w Ossolineum znajduje się około 30 proc. zasobów przedwojennych, 70 proc. pozostaje nadal na Ukrainie.

Rozmawiała Anna Bernat (PAP)

Tomasz Kuba Kozłowski, jako autor cyklu „Opowieści z Kresów” i pomysłodawca Warszawskiej Inicjatywy Kresowej współpracuje z Domem Spotkań z Historią w Warszawie.

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.
Do góry

Walka
o niepodległość
1914-1918

II Rzeczpospolita

II Wojna
Światowa

PRL