Claudette Colbert/NAC
30 lat temu, 30 lipca 1996 r. zmarła Claudette Colbert – francusko-amerykańska aktorka filmowa, teatralna i telewizyjna, laureatka Oscara za rolę w filmie „Ich noce”. Nie ma nic lepszego niż to cudowne uczucie, kiedy stoisz przed publicznością – mawiała.
„Niewielka brunetka o żywiołowym charakterze, z okrągłą twarzą, figlarnym spojrzeniem – była królową amerykańskiej komedii. Ze względu na swoje francuskie pochodzenie francuska publiczność zawsze darzyła ją szczególną sympatią” – podkreślono w „Le Monde” po śmierci aktorki.
Claudette Colbert, a właściwie Emilie Claudette Chauchoin urodziła się 13 września 1903 r. w miejscowości Saint-Mande we Francji. Kiedy jej rodzina przeniosła się do Nowego Jorku Emilie miała mieć niespełna siedem lat. Co do daty przybycia Chauchoinów do Ameryki istnieją pewne rozbieżności – polskie źródła najczęściej podają rok 1910, zaś w amerykańskich i francuskich możemy natrafić na odpowiednio lata 1906 i 1913. Wiadomo, że na cześć aktorki Lillie Langtry bliscy nazywali ją po prostu Lily i to właśnie jako Lily Claudette Chauchoin została oficjalnie zarejestrowana w Stanach Zjednoczonych.
„Kiedy dawno temu przybyłam do Nowego Jorku moja matka odmówiła mówienia po angielsku aż do momentu, gdy osiągnę pełnoletność. Nie udało jej się jednak przekazać mi swojego francuskiego akcentu” – wspominała w 1953 r.
Choć już od najmłodszych lat fascynowały ją sztuki Szekspira, to początkowo chciała zostać malarką. Za sprawą swojej ciotki – krawcowej, zainteresowała się także projektowaniem mody. Zapisała się do liceum im. Washingtona Irvinga ze względu na jego bogaty program artystyczny. Uczęszczała także do Art Students League of New York, a edukację opłacała pracując w sklepie z sukienkami. Wszystko wskazywało na to, że Lily pójdzie w tym właśnie kierunku. Ostatecznie wybrała jednak scenę.
Po raz pierwszy pojawiła się na niej w 1921 r. W Provincetown Playhouse zagrała w sztuce „The Widow’s Veil”. Dwa lata później wystąpiła na słynnym Broadwayu w sztuce „The Wild Westcotts”. Od kilku lat używała już imienia Claudette uważając Lily za zbyt dziecinne. Wtedy też zaczęła przedstawiać się jako Colbert – było to nazwisko panieńskie babci ze strony jej ojca. Na Broadwayu będzie występować aż do 1985 r.
„Kiedy dawno temu przybyłam do Nowego Jorku moja matka odmówiła mówienia po angielsku aż do momentu, gdy osiągnę pełnoletność. Nie udało jej się jednak przekazać mi swojego francuskiego akcentu.”
W 1927 r. zadebiutowała na dużym ekranie rolą Mary w filmie Franka Capry „For the Love of Mike”. Uważała ją za tak złą, że rozważała porzucenie aktorstwa. „Zniechęcona mało inspirującym efektem Colbert przysięgła, że nigdy więcej nie zagra w filmie. »Kiedy zobaczyłam siebie, byłam przerażona« – powiedziała. »Byłam pewna, że nikt nie zapłaci, żeby na mnie patrzeć. Najwyraźniej się myliłam«” - czytamy w „Vanity Fair”. Sam Capra także nie był zachwycony swoim filmem uważając go za najgorszy, jaki kiedykolwiek nakręcił.
Dwa lata później wróciła na ekran. Mowa o filmie „The Lady Lies” (1929) w reżyserii Hobarta Henleya. „Colbert przez kilka lat marniała w Paramount, grając w »płytkich, bezsensownych rolach, które – moim zdaniem – nie pozwalały w pełni wykorzystać jej talentu«” – wspominał Cecil B. DeMille. „Reżyser nagle ożywił jednak jej karierę, gdy „pewnego dnia zatrzymał ją na terenie studia Paramount i bez żadnego ostrzeżenia ani wyjaśnienia zapytał: »Czy chciałabyś zagrać najnikczemniejszą kobietę na świecie?«. Claudette szeroko otworzyła swoje piękne, wielkie oczy i odpowiedziała: »Bardzo chętnie«” – czytamy w „Vanity Fair”.
Przełomem tym była rola cesarzowej Poppei w filmie „Pod znakiem krzyża” (1932). DeMille obsadził ją także w tytułowej roli w „Kleopatrze”. Kreacja ta zapewniła Colbert status gwiazdy. „Rolę Kleopatry powierzono Claudette Colbert, odtwórczyni roli Poppei w filmie »Pod znakiem krzyża«. Aktorka nosi ciemną perukę i wygląda jeszcze atrakcyjniej niż zwykle. Wypowiada swoje kwestie z niezbędną pewnością siebie, niezależnie od tego, czy dotyczą one miłości, nienawiści czy polityki” – zauważył Mordaunt Hall z „New York Timesa”.
„Nigdy nie chodziłam do szkoły aktorskiej. Ale dlatego nigdy nie zagrałam w Szekspirze. Szkoła aktorska dużo daje, choć osiemdziesiąt procent powodzenia to instynkt. Zaczynałam na scenie i zdobyłam sobie pozycję, zanim znalazłam się w Hollywood w 1927 r.” – zaznaczyła cytowana na łamach „Filmu”. „Grałam proste role w komediach sytuacyjnych. Nie było czasu na próby. Elektrycy śmiali się, ale to nie równoważyło braku prawdziwej widowni… Po rolach komediowych próbowano zrobić ze mnie symbol seksualny. Cecil B. DeMille powierzył mi rolę Kleopatry: wyłaniałam się z dywanu ze słowami: »Pozdrowienia dla cezara od Egiptu«. Bardzo mi się to podobało” – wspominała aktorka.
Krytycy pisali, że w „urodzie panny Colbert tkwi pewna tajemniczość”. „Jej oczy są jedynymi całkowicie czarnymi oczami, jakie kiedykolwiek widzieliśmy. Śmieje się bez przerwy, jest pełna życia i werwy, a jednocześnie emanuje pewną dziewiczością i godnością” – czytamy w „Vanity Fair”. „Wciąż się śmieje. Jej nos jest jeszcze bardziej zadarty niż na ekranie, a policzki jeszcze bardziej okrągłe pod schludną fryzurą, którą nosi odkąd kino ją przyjęło. Żartuje z samej siebie” – pisała Christine de Rivoyre.
Krótko po „Kleopatrze” Colbert wystąpiła w filmie, który zapewnił jej przejście do historii światowej kinematografii. Mowa oczywiście o przeboju Franka Capry „Ich noce” (1934) z Clarkiem Gablem i Claudette Colbert w rolach głównych.
Produkcja od samego początku cieszyła się uznaniem krytyków. „Clark Gable i Claudette Colbert grają role swojego życia. On jest dziennikarzem, który pomaga jej uciec od ojca, który za wszelką cenę chce zapobiec jej małżeństwu z młodym łajdakiem. Podczas podróży autostopem z Miami do Nowego Jorku zakochują się w sobie. Ani Gable, ani Colbert nie wydają się grać. Po prostu radośnie przemierzają film, zachowując się całkowicie naturalnie i niezwykle ludzko” – recenzowano w 1934 r. na łamach „The Hollywood Reporter”.
„Nigdy nie chodziłam do szkoły aktorskiej. Ale dlatego nigdy nie zagrałam w Szekspirze. Szkoła aktorska dużo daje, choć osiemdziesiąt procent powodzenia to instynkt. Zaczynałam na scenie i zdobyłam sobie pozycję, zanim znalazłam się w Hollywood w 1927 r.”
Obydwoje za swoje role zostaną nagrodzeni Oscarami – pierwszymi i jak się potem okaże jedynymi w ich karierach. „Gable i Colbert są bez wątpienia piękni, ale zaskakujące jest, jak wiele szczerych emocji potrafią wplatać w swoje przekomarzania. Oglądając film ponownie, uderzyło mnie, jak bardzo wzburzony jest Gable w końcowej scenie, kiedy wydaje się, że nowa wybranka wróciła do swojego pierwszego męża” – recenzował w „The Guardian” z okazji 90-tej rocznicy premiery Jesse Hassenger.
„»Ich noce«, romantyczna opowieść o sile miłości, wprowadziły do kinematografii motyw drogi jako główny czynnik kompozycyjny. Akcja prawie całego filmu rozgrywa się w podróży i w przestrzeniach z nią związanych: w autobusie, samochodzie, na przystanku, na poboczu szosy i w przydrożnym hoteliku. (…). W jednym z ujęć Clark Gable, ściągając koszulę, ukazuje publiczności nagi tors. Obraz ten miał spore konsekwencje ekonomiczne, wyeliminował bowiem powszechny do tej pory zwyczaj noszenia przez mężczyzn podkoszulków. Amerykański przemysł tekstylny stracił miliony dolarów” – czytamy w książce „Historia kina. Tom 2. Kino klasyczne”.
Film Capry jest jednym z zaledwie trzech w historii, które zdobyły oscarową „Wielką Piątkę” - nagrody we wszystkich najważniejszych kategoriach – dla najlepszego filmu, reżyserii, aktora, aktorki i za najlepszy scenariusz. W ten sposób doceniono jeszcze tylko „Lot nad kukułczym gniazdem” (1975) Milosa Formana i „Milczenie owiec” (1991) Jonathana Demme.
Co ciekawe, Colbert nie do końca wierzyła w sukces tego filmu, a przynajmniej nie w swój własny. „Claudette Colbert nie wierząc w swoje szanse wybierała się do Nowego Jorku, ściągnięto ją na uroczystość w ostatniej chwili ubraną w podróżny kostium. Schwyciła Oscara i pobiegła do samochodu, by zdążyć na pociąg. (...) zawróciła i krzyknęła do mikrofonu” »Zawdzięczam to Frankowi«” – przypominał na łamach „Filmu” Jerzy Toeplitz.
Zdaniem amerykańskiej pisarki Leonory Hornblow „to nie był przypadek, że Claudette stała się gwiazdą”. „Bardzo ciężko na to pracowała. Nie była największą pięknością Hollywoodu, ale miała coś więcej – twarz, która nie przypominała twarzy nikogo innego. Twarz, którą się zapamiętywało” – podsumowała Hornblow.
„Jej gwiazdorskie kaprysy stały się tematem plotek. Posunęła się nawet do tego, że zażądała osobistego operatora kamery na wszystkich planach filmowych” – podaje „Le Monde”. „Uchwyćcie mój lewy profil i nie fotografujcie mnie z dołu, bo wyglądam jak żaba” – pouczała fotoreporterów.
W późniejszych latach jeszcze dwukrotnie była nominowana do Oscara dla najlepszej aktorki – za role w filmach „Prywatne światy” (1935) i „Od kiedy cię nie ma” (1944). W wyprodukowany przez Davida O. Selznicka wojennym melodramacie „Od kiedy cię nie ma” (1944), Colbert wciela się w rolę atrakcyjnej i wyrozumiałej matki córek – Jane i Bridget (Jennifer Jones i Shirley Temple), które wkraczają w okres wczesnej młodości.
„Claudette Colbert, jako matka i filar rodziny, znakomicie gra rolę kobiety, która z godnością panuje nad swoimi emocjami, a Jennifer Jones jest niezwykle urocza jako dobrze wychowana amerykańska córka w okresie, gdy po raz pierwszy odkrywa kobiecość i miłość” – ocenił Bosley Crowther. Wyreżyserowany przez Johna Cromwella film otrzymał aż dziewięć nominacji do Oscara. Ostatecznie zgarnął statuetkę za najlepszą muzykę.
Choć nie był to sukces na miarę „Ich nocy”, nominacja za rolę filmie „Od kiedy cię nie ma” była ostatnią w karierze Colbert. W 1961 r. postanowiła wycofać się z kina, poświęcając teatrowi i telewizji. Za kreację w serialu „Dwie panie Grenville” (1987) nagrodzoną ją Złotym Globem. Była to jej ostatnia rola.
Claudette Colbert zmarła 30 lipca 1996 r. w Speightstown na Barbadosie. „Księżniczka Hollywoodu, która zrewolucjonizowała komedię” – napisał po śmierci aktorki francuski krytyk Edouard Waintrop.
„Chociaż jej wczesne dzieciństwo upłynęło we Francji, to kariera rozwinęła się w Stanach Zjednoczonych. Ernst Lubitsch, Cecil B. DeMille, John Ford, Mitchell Leisen, a przede wszystkim Capra zapewnili jej karierę hollywoodzkiej gwiazdy” – podsumowano w „Le Figaro”. (PAP)
Mateusz Wyderka
mwd/ dki/