Ministerstwo Pracy i Polityki Socjalnej przy ul. Nowogrodzkiej, początek urzędowania Andrzeja Bączkowskiego, ministra pracy i polityki socjalnej w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza, 1996 r. PAP/Longin Wawrynkiewicz
Miał wizję Polski z niskim bezrobociem, zreformowanymi emeryturami i rentami, nowym kodeksem zbiorowych stosunków pracy, rozwiązywaniem konfliktów przez dialog – 7 listopada 1996 r. zmarł Andrzej Bączkowski, minister pracy i polityki socjalnej; państwowiec.
„Polska poniosła wielką stratę. Zmarł Andrzej Bączkowski, Minister Pracy i Polityki Socjalnej. Wszyscy znaliśmy pana Andrzeja Bączkowskiego jako człowieka prawego, oddanego sprawom publicznym, który w swej działalności, zarówno przed pełnieniem wysokich funkcji państwowych, jak i w czasie ich pełnienia, dawał dowody zaangażowania i poświęcenia sprawom społecznym” - powiedział dzień później, 8 listopada, na posiedzeniu plenarnym Sejmu Aleksander Małachowski (1924-2004). „My, ludzie z »Solidarności«, znaliśmy go z czasów, kiedy był działaczem związku, zarówno w jawnym okresie działalności, jak i później, kiedy »Solidarność« pracowała w ukryciu” - dodał. „Myślę, że możemy powtórzyć te staropolskie słowa, iż Andrzej Bączkowski dobrze zasłużył się ojczyźnie. Uczcijmy jego pamięć chwilą ciszy” – podsumował wicemarszałek Sejmu.
„Muszę powiedzieć, że człowieka tak niesłychanie odpowiedzialnego za to co robi, to ja w życiu nie spotkałem” – ocenił Jacek Kuroń, szef Minister Pracy i Polityki Socjalnej (MPiPS) w rządach Tadeusza Mazowieckiego (1989-91) i Hanny Suchockiej (1992-93).
„Andrzej Bączkowski nadawał kształt procesom dialogu społecznego w Polsce na początku lat 90. Współtworzył m.in. pakt o przedsiębiorstwie państwowym (jedyna umowa społeczna podpisana w Polsce po 1989 r.), Trójstronną Komisję i wiele ważnych aktów legislacyjnych” – przypomniała publicystka gospodarcza Irena Dryll (1937-2020) w artykule pt. „Andrzej Bączkowski: Człowiek dialogu i porozumienia” („Pismo Dialogu Społecznego”, 2006).
„Polska reforma musi być maksymalnie odważna, ale w granicach realności. Nie możemy czekać z założonymi rękami na cud, bo cudu nie będzie. Polska zasługuje na reformę, która musi być przede wszystkim sprawiedliwa” – mówił Andrzej Bączkowski o reformie ubezpieczeń społecznych; jednym z wielu przedsięwzięć, nad którymi pracował.
- On miał wizję polskiej polityki społecznej z niskim bezrobociem, zreformowanymi emeryturami i rentami, nowym kodeksem zbiorowych stosunków pracy, rozwiązywaniem konfliktów przez rozmowy. Był kimś, kto mógł to zrobić – powiedziała PAP Natalia Skipietrow, która w 1996 roku była rzecznikiem prasowym MPiPS. – Płacił za to wysoką cenę, pracował dzień i noc, niemal normą było, że weekendy spędzał przy biurku w opustoszałym budynku ministerstwa. Nie mógł już spać ze zmęczenia. Brał na siebie zdecydowanie za dużo – podkreśliła.
„Stał się symbolem poświęcenia dla spraw państwa. Był osobą obdarzaną powszechnie wielkim szacunkiem, ponad podziałami politycznymi. Odznaczał się niezwykła pracowitością, zdolnością do słuchania i rozmawiania z ludźmi, był skutecznym negocjatorem” – czytamy na stronie Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” im. Andrzeja Bączkowskiego.
Andrzej Bączkowski urodził się 8 października 1955 roku w Łukowie. Jego ojciec Tadeusz był technikiem meliorantem, matka - Klementyna z Domańskich - technikiem ekonomistą. W 1974 r. ukończył Liceum Ogólnokształcące im. Tadeusza Kościuszki w Łukowie i podjął studia na Wydziale Prawa i Administracji UMCS w Lublinie. Później był asystentem w Zakładzie Prawa Pracy na Wydziale Prawa i Administracji UMCS (1978-88), w 1989 r. uzyskał uprawnienia radcy prawnego. Od 1980 r. aktywnie działał w „Solidarności”, współuczestniczył w organizowaniu struktur związku na UMCS, był ekspertem prawnym i doradcą Zarządu NSZZ „Solidarność” Regionu Środkowo-Wschodniego w Lublinie.
Po wprowadzeniu stanu wojennego, został członkiem komitetu strajkowego w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Świdniku – 16 grudnia 1981 r. strajk został spacyfikowany, jemu udało się uciec. Wszedł w skład Regionalnego Komitetu Strajkowego, był organizatorem kolportażu wydawnictw podziemnych. 2 maja 1982 r. został internowany za to, że „nie zaniechał działalności w zawieszonym NSZZ »Solidarność« przyczyniając się do wzrostu napięć na uczelni”. Przebywał najpierw w zakładzie karnym w Lublinie a od 2 sierpnia w Kwidzynie, gdzie 14 sierpnia doszło do protestu internowanych z powodu niewpuszczenia ich rodzin choć był to wyznaczony dzień odwiedzin. „Skutkiem czego była pacyfikacja internowanych przez ściągnięte oddziały kwidzyńskiej milicji, sztumskich strażników więziennych i elbląskiego ZOMO. Podczas pacyfikacji brutalnie pobito 80 protestujących, w tym wielu ciężko” – czytamy na stronie IPN. „Robili nam »ścieżkę zdrowia« na korytarzu. Wyciągali po kolei z celi i kazali biec pod pałami. Rozbijali butelki z pastą Buwi, trzeba było biec po paście i rozbitym szkle. A wieczorem poniżające rewizje osobiste” – wspominał Bączkowski. Potraktowani w ten sposób internowani 15 sierpnia rozpoczęli głodówkę - Andrzej Bączkowski głodował dziesięć dni.
„Dlatego najboleśniej przeżywał strajki głodowe, które miały miejsce gdy on był rządowym negocjatorem. Wówczas, gdy nie są brutalnie i przemocą łamane prawa człowieka, ta forma jest niedopuszczalna – uważał. Negocjacje i porozumienia zawierane z pistoletem głodowym przy skroni, najczęściej są niewykonalne i chore, szybko przeradzają się w kolejny konflikt. Robił wszystko, aby nie dochodziło do tak dramatycznej eskalacji protestów” – napisała Irena Dryll.
Po zwolnieniu z internowania, 15 października 1982 roku, Bączkowski wrócił do zakładu prawa pracy na UMCS, uważanego za „rozsadnik opozycji”. „Pomagał ludziom wyrzuconym z pracy – pisał pozwy do sądu i najczęściej udawało mu się ludzi wybronić. Razem z prof. Tadeuszem Zielińskim, późniejszym rzecznikiem praw obywatelskich i Lechem Kaczyńskim, późniejszym szefem NIK i prezydentem Polski, opracowywał materiały dotyczące prawa pracy i praw pracowniczych. Raporty w tej sprawie otrzymywał Wałęsa” – przypomniała publicystka.
„Przed obradami Okrągłego Stołu przygotowywał materiały dla stolika związkowego” – wspominał Stanisław Węglarz (1948-2005), szef „Solidarności” Regionu Środkowo-Wschodniego w latach 90.
Wiosną 1989 r. stał się współtwórcą legalnych struktur NSZZ „Solidarność” - utworzył i prowadził biuro prawne, później biuro konsultacyjno-negocjacyjne, które rozwiązywało problemy pracownicze i prowadziło negocjacje z pracodawcami. Kierował nim do sierpnia 1991 roku, kiedy to został podsekretarzem stanu w MPiPS – funkcję wiceministra pełnił do 1996 roku.
Negocjował wówczas m.in. pakt o przedsiębiorstwie państwowym wspierając ministra Jacka Kuronia, który w połowie 1992 r. wystąpił z taką inicjatywą stanowiącą próbę naprawy błędów popełnionych na początku transformacji. „Ostro oceniał to, co się stało, mówiąc, że przez ostatnie trzy lata prowadzono politykę »nad ludźmi« i »poza ludźmi«. I to się teraz mści. Jej ilustracją był tzw. plan Balcerowicza, przy jego wdrażaniu doszło – właśnie w tym okresie – do kumulacji oporu i konfliktów społecznych, nasilały się akcje protestacyjne i strajki, których organizatorem była także coraz częściej »S«. Związek wzywał do walki przeciwko własnemu rządowi zarzucając mu, że zdradził »ideały Sierpnia 1980 roku«” – napisała Irena Dryll.
Bączkowski uważał, że strajki i protesty świadczą o nasilaniu się zasadniczego sporu o kierunek polskich reform gospodarczych i społecznych. Oceniał, że transformacja ustroju gospodarczego dotkliwie naruszała dotychczasowy status grup społeczno-zawodowych. „Podstawową kwestią jest jednak to, w jakich formach, z kim i o czym będzie prowadzony w Polsce dialog społeczny” - mówił. Jego zdaniem, rządowa oferta paktu była propozycją wynegocjowania ze związkami zawodowymi i organizacjami pracodawców rozwiązań, zapewniających pełne włączenie załóg w proces wyboru własnej drogi przekształceń własnościowych przedsiębiorstw i współdecydowanie o ich losie. „Bączkowski z nieodłącznym papierosem w ustach wykazał maksimum profesjonalizmu i świętej cierpliwości tłumacząc tę samą kwestię na różne sposoby w różnych gremiach – najpierw partnerom społecznym, potem dziennikarzom, jeszcze potem posłom itd.” - przypomniała Dryll.
Pakt o przedsiębiorstwie państwowym był reakcją na strategię transformacji odrzucającą dialog i negocjacje. Podpisano go 22 lutego 1993 roku - po 130 godzinach wyczerpujących, także nocnych rozmów. „Zawarliśmy wiele kompromisów z korzyścią dla uprawnień pracowniczych, co nie znaczy, że nie było ustępstw na rzecz pracodawców” – ocenił wówczas Bączkowski. „Największym efektem paktu będzie powołanie Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych” – dodał.
Szefem MPiPS był wówczas Jacek Kuroń. „Choć mówiliśmy »pakt Kuronia«, tak naprawdę wynegocjował go Bączkowski” - powiedziała mediom po śmierci Andrzeja Bączkowskiego Ewa Lewicka, wówczas wiceprzewodnicząca mazowieckiej „Solidarności”.
„Pakt był z jednej strony próbą instytucjonalizacji konfliktów społecznych i wbudowania mechanizmu dialogu i negocjacji w procesy gospodarcze, z drugiej tarczą ochronną dla przyspieszonej prywatyzacji, o której już wówczas niektórzy mówili »złodziejska«” – oceniła Dryll. „Tylko w ciągu półrocza 1993 r. miała ona objąć ponad sześć tysięcy przedsiębiorstw – nie licząc PGR-ów. W zamian za darmowe akcje i możliwość ich dodatkowego zakupu po preferencyjnych cenach oraz wprowadzenie pracowniczego leasingu, a także udział pracowników w radach nadzorczych – rząd zyskał szanse na społeczne przyzwolenie dla tej ogromnie trudnej operacji” - wyjaśniła.
Pakt o przedsiębiorstwie państwowym zawierał m.in. zapis o powołaniu Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych – zorganizował ją w 1994 roku, i przewodniczył jej Andrzej Bączkowski.
W 1995 r. redakcja „Nowego Życia Gospodarczego” przyznała mu tytuł najlepszego urzędnika państwowego. W lutym 1996 r. został ministrem pracy i polityki socjalnej w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza - co wzbudziło spore kontrowersje. Niektórzy koledzy z „Solidarności” uznali, że pozostając w lewicowym rządzie „przestał być swój”.
„Jedni mieli mu za złe, że za słabo, inni, że za mocno broni pracowników, robotników, emerytów, bezrobotnych i bezradnych. W jego wizji polityki społecznej naszych czasów – z niskim bezrobociem, nowym kodeksem zbiorowym stosunków pracy, reforma emerytur i rent, rozwiązywaniem konfliktów i sporów drogą dialogu i negocjacji, wszystkie te grupy miały mieć prawo do godnego życia. Jego własne, pracowite, aż do granic rozsądku, przecięła śmierć. Umarł w biegu, z rozpostartymi skrzydłami” – podsumowała Irena Dryll.
Andrzej Bączkowski zmarł 7 listopada 1996 roku – miał 41 lat.
„Nie potrafię pracować na pół gwizdka, zawsze pracuję »na full«. A kilkuletnie funkcjonowanie w ministerstwie określanym przez naszych kierowców jako »ministerstwo pracy i rozpaczy«, to zbyt wiele, jak na przeciętnego człowieka” – mówił Bączkowski w jednym ostatnich wywiadów. Przypominając tę wypowiedź Natalia Skipietrow oceniła, że w jednym jej ówczesny szef się pomylił.
- Był bowiem człowiekiem zdecydowanie nieprzeciętnym pod wieloma względami, prawdziwym państwowcem. I przez to bardzo osamotnionym bo niestety takich ludzi wciąż w Polsce brakuje – podkreśliła. (PAP)
top/ aszw/