Lata 1921-1926

17.03.2015 aktualizacja 14.07.2016

Prof. Roszkowski: Narutowicz stał się symbolem i ofiarą wybuchu nienawiści

Prof. Wojciech Roszkowski. Fot. PAP/R. Pietruszka Prof. Wojciech Roszkowski. Fot. PAP/R. Pietruszka

Gabriel Narutowicz zapisał się w pamięci większości Polaków, jako prezydent-elekt, który nie objął władzy, ponieważ został zamordowany. Stał się symbolem i ofiarą wybuchu nienawiści oraz działania radykalnych sił. Powinniśmy również pamiętać o nim, jako o wybitnym naukowcu i pionierze energetyki wodnej – mówi PAP historyk prof. Wojciech Roszkowski. 17 marca mija 150. rocznica urodzin pierwszego prezydenta niepodległej Polski.

PAP: Z jakiego środowiska wywodził się Gabriel Narutowicz?

Wojciech Roszkowski: Narutowicz był pochodzenia ziemiańskiego, jednak jego kariera naukowa na Zachodzie w Szwajcarii oddaliła go od takiego tradycyjnego, narodowego i katolickiego punktu widzenia. Został masonem, związał się ideowo z Józefem Piłsudskim. W czasie I wojny światowej początkowo był zwolennikiem państw centralnych jak Piłsudski. W pewnym momencie trochę odszedł od tej koncepcji, aby później do niej powrócić.  Jego wizja polityki zagranicznej, miejsca Polski w Europie Środkowej i Wschodniej, była podobna do wizji Piłsudskiego. Była to koncepcja Polski sfederowanej na wschodzie z niezależnymi, ale przyjaznymi Polsce państwami, takimi jak Litwa, Białoruś i Ukraina. Ta koncepcja, jak wiemy, upadła w wyniku wojny z bolszewikami i ustaleń traktatu ryskiego z 1921 r.

PAP: Czy postać Narutowicza i jego poglądy mogły wzbudzać kontrowersje w ówczesnej Polsce?

Wojciech Roszkowski: Dla Narodowej Demokracji jego masońsko-agnostyczny światopogląd był nie do przyjęcia, zwłaszcza jeśli idzie o wybór na stanowisko prezydenta. Zdaniem Narodowej Demokracji prezydent Polski musiał być Polakiem-katolikiem.

Oczywiście Narutowicz był związany z kulturą polską, natomiast pod względem mentalności był bardzo odległy od takiej narodowo-katolickiej wizji Polski, jaką miała endecja.

Prof. Wojciech Roszkowski: Tragiczny los Narutowicza jest czasami traktowany jako taki symbol zagrożenia porządku publicznego w Polsce ze strony skrajnie radykalnych sił. Narutowicza powinniśmy pamiętać jako ofiarę rozwoju wypadków, bo on sam z godnością przyjmował obowiązki prezydenta, natomiast nie zdążył sprawować tej funkcji. Stał się symbolem i ofiarą wybuchu nienawiści oraz działania radykalnych sił.

PAP: Kto zaproponował kandydaturę Gabriela Narutowicza na prezydenta i co spowodowało, że zdecydował się on kandydować?

Wojciech Roszkowski: Narutowicz kandydował z szerszego bloku ludowo-socjalistycznego, formalnie jego kandydaturę zgłosił szef PSL Wyzwolenie Stanisław Thugutt.

Myślę, że na decyzję o kandydowaniu wpływ mogły mieć jakieś ustalenia z Józefem Piłsudskim. Narutowicz czuł chyba poparcie Piłsudskiego. Marszałek nie miał w tym czasie wyraźnego zaplecza partyjnego. Miał takie miękkie poparcie socjalistów, PSL Wyzwolenia, lewicowych partii chłopskich. Poza tym w różnych partiach miał swoich ludzi. Narutowicz był kandydatem z drugiego szeregu. Początkowo wydawało się, że nie ma szans, a potem, jako człowiek Piłsudskiego, wygrał wybory.

PAP: Jakie relacje łączyły Narutowicza z Piłsudskim?

Wojciech Roszkowski: Oni się kontaktowali rzadko w czasie wojny. Narutowicz miał katedrę na Politechnice w Zurychu, współpracował z Polskim Komitetem Pomocy Ofiarom Wojny pod kierownictwem Henryka Sienkiewicza. Natomiast już po listopadzie 1918 roku, kiedy Narutowicz wrócił do Polski, te kontakty były ściślejsze i bliższe.

PAP: Jak doszło do wyboru Narutowicza na prezydenta? Dlaczego wywołał on tak wielkie kontrowersje i protesty?

Wojciech Roszkowski: Atmosfera w kraju była coraz bardziej napięta ze względu na silny konflikt środowisk liberalno-lewicowych i narodowo-katolickich w parlamencie. Tutaj właściwie nie było szansy na zwycięstwo żadnej ze stron. W Zgromadzeniu Narodowym kolejne tury wyborów prezydenckich nie bardzo zmierzały do jakiejś wyraźnej większości.

W ostatniej turze Gabriel Narutowicz spotkał się z kandydatem Narodowej Demokracji hrabią Maurycym Zamoyskim. Przeważyło głosowanie nie lewicy i mniejszości, „języczkiem u wagi” okazał się PSL Piast Wincentego Witosa. To Witos zdecydował się przesunąć głosy Piasta na Narutowicza. I to on zdecydował o tym, że Narutowicz pokonał Zamoyskiego.

Dla Piasta hrabia Zamoyski był nie do przyjęcia. To był paradoks całej sytuacji, bo Narutowicz, oskarżany, że jest prezydentem mniejszości i masonów, został poparty nie tylko przez mniejszości, socjalistów i lewicę chłopską, ale również przez centrum chłopskie.

PAP: Pierwszy prezydent Rzeczypospolitej, zamordowany został w warszawskiej Zachęcie 16 grudnia 1922 r., kilka dni po objęciu urzędu. Kto jest odpowiedzialny za jego śmierć?

Wojciech Roszkowski: Prezydenta zabił artysta, krytyk sztuki Eligiusz Niewiadomski. Pytanie jakie były motywy Niewiadomskiego i na ile Narodowa Demokracja przez stworzenie pewnej atmosfery politycznej w kraju była za to odpowiedzialna. To jest oczywiście pytanie otwarte. W tej kwestii do dzisiaj istnieją bardzo ostre spory. Niewątpliwie atmosfera nagonki na wybranego prezydenta była rzeczą wielce naganną i Narodowa Demokracja pewną odpowiedzialność za to ponosi.

Natomiast „ulica” rządzi się swoimi prawami, tzn. to nie przywódcy endecji rzucali pigułami w prezydenta-elekta, kiedy przejeżdżał ulicami Warszawy. To nie przywódcy Narodowej Demokracji rozkazali Niewiadomskiemu zamordować głowę państwa.

Związek między atmosferą oburzenia na to, że wygrał „ich” kandydat tzn. mniejszości, a zabójstwem jest jednak pośredni. Oczywiście zwolennicy Narodowej Demokracji będą pomniejszać ten związek, a przeciwnicy zawsze powiększać.

PAP: Jakie były konsekwencje zabójstwa prezydenta Narutowicza dla Polski i dla polskiej demokracji?

Wojciech Roszkowski: Wydawać się mogło, że zabójstwo Narutowicza pchnie Polskę na skraj przepaści, ale stało się inaczej. Zamordowanie prezydenta-elekta w atmosferze tak niesłychanie ostrej polaryzacji między prawicą narodową a kręgami liberalno-lewicowymi, mogło grozić wojną domową.

Z dwóch stron było oczekiwanie jakiegoś przełomu. Wiadomo o tym, że organizacja warszawska PPS naciskała na Piłsudskiego, żeby zdelegalizować endecję, żeby dokonać pewnego rodzaju zamachu stanu i przejąć władzę na fali żałoby i oburzenia części opinii publicznej na zabójstwo inspirowane – jej zdaniem - przez endecję.

Niesłychanie ważną sprawą jest to, że Piłsudski nie poparł tego planu. On nie zdecydował się w tym momencie na dokonanie zamachu stanu, chociaż czuł dosyć spore poparcie PPS-u, mógł liczyć również na PSL Wyzwolenie, na mniejszości.

Ten niesłychanie ostry kryzys został rozładowany w zdumiewający sposób. Otóż tymi samymi głosami co Narutowicz, został wybrany na prezydenta Stanisław  Wojciechowski. Tyle tylko, że Wojciechowski był znany jako działacz spółdzielczy i  nie przylgnęło do niego miano masona, socjalisty czy agnostyka.

Stanisław Wojciechowski był kandydatem znacznie bardziej centrowym, sprawiał wrażenie umiarkowanego, chociaż za jego wyborem stała ta sama większość socjalistyczno-ludowo-mniejszościowa oraz Piłsudski.

PAP: Jak mogłaby wyglądać prezydentura Narutowicza. W jakim kierunku zmierzałaby Polska pod jego przywództwem?

Wojciech Roszkowski: Wydaje mi się, że prezydentura Narutowicza nie groziła Polsce jakimś odchyleniem lewackim, ponieważ prezydent nie miał tak wielkiej roli. Kompetencje głowy państwa zapisane w Konstytucji marcowej nie były duże, w rzeczywistości rządził Sejm. Nawet gdyby Narutowicz wykazywał jakieś inicjatywy w kierunku nieprzychylnym endecji czy środowiskom narodowo-katolickim, to moim zdaniem, nie groziło Polsce zmierzanie w stronę socjalizmu. Myślę, że to, co robił prezydent Wojciechowski, mógłby równie dobrze robić prezydent Narutowicz.

PAP: Czy prezydent Narutowicz jest obecny w pamięci historycznej Polaków?

Wojciech Roszkowski: Właściwie Gabriel Narutowicz zapisał się w pamięci większości Polaków, jako prezydent-elekt, który nie objął władzy, tylko został zamordowany. Czyli jego nazwisko związane jest z tym potwornym kryzysem i zabójstwem przede wszystkim.

Tragiczny los Narutowicza jest czasami traktowany jako symbol zagrożenia porządku publicznego w Polsce ze strony skrajnie radykalnych sił. Narutowicza powinniśmy pamiętać jako ofiarę rozwoju wypadków, bo on sam z godnością przyjmował obowiązki prezydenta, natomiast nie zdążył sprawować tej funkcji. Stał się symbolem i ofiarą wybuchu nienawiści oraz działania radykalnych sił.

Jest problem z naszą pamięcią historyczną. Pamiętamy konflikty, takie zakręty historii jak np. zabójstwo prezydenta. Narutowicz nie jest pamiętany za rzecz, za którą powinien być pamiętany. Był jednym z pionierów energetyki wodnej. W Zurychu zaprojektował jedną z największych i najnowocześniejszych wówczas elektrowni wodnych w Europie. Ta elektrownia w końcu nie została zbudowana, ale ten projekt był niezwykle śmiały. Powinniśmy go cenić za to, że był wybitnym naukowcem.

Rozmawiała Katarzyna Krzykowska (PAP)

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.
Do góry

Walka
o niepodległość
1914-1918

II Rzeczpospolita

II Wojna
Światowa

PRL