Aktorka i reżyserka Barbara Wysocka Fot. PAP/Albert Zawada
Szekspir najlepiej brzmi na pustej scenie. Stawiamy na ascezę, opierając się na ludziach i ich emocjach – powiedziała w Studiu PAP Barbara Wysocka. „Romea i Julię” w jej reżyserii od soboty można zobaczyć w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie.
Barbara Wysocka w swojej inscenizacji w TW-ON szuka współczesnego wymiaru historii Romea i Julii. – Tematy, które tu odnajdujemy – życie, śmierć, niedozwolona miłość, nienawiść, konflikt władzy, walka dwóch rodów – zawsze są aktualne. Zresztą w każdym tekście Szekspira można znaleźć materiał, który jest żywy w dzisiejszych czasach – powiedziała PAP reżyserka.
Jak jednak zastrzegła, trudno ocenić, że przygotowany przez nią spektakl dzieje się tu i teraz. Reżyserka, która nie pierwszy raz spotyka się z Williamem Szekspirem (w 2016 r. Złotym Yorickiem na Międzynarodowym Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku nagrodzono jej inscenizację „Juliusza Cezara” z Teatru Powszechnego w Warszawie), umieszcza akcję poza konkretnym czasem. – Zdecydowanie stawiamy na ascezę. Scenografię tworzą trzy ściany w różnych konfiguracjach. Przede wszystkim opieramy się na ludziach - na aktorach, solistach - oraz ich emocjach. Podobnie było w przypadku „Juliusza Cezara”. Szekspir niesamowicie sprawdza się na pustej scenie – zaznaczyła. Wyjaśniła również, że „wycofanie scenograficzne” jest świadomym zabiegiem – ma podkreślić wyraziste konflikty targające silnymi postaciami. – Możliwe, że nasza realizacja nie odnosi się do żadnych realiów z przeszłości, jednak kostiumy są zdecydowanie bardziej współczesne niż historyczne – dodała.
Historia Romea i Julii jest jednym z najbardziej znanych mitów we współczesnej kulturze pojawiających się m.in. w teatrze dramatycznym, musicalu i filmie. W XIX w. kompozytorzy odkryli siłę tkwiącą w tragedii kochanków z Werony, a jednym z nich był Charles Gounod należący do czołówki najpopularniejszych twórców francuskich swego czasu, piszący muzykę religijną, oratoria i pieśni, spełniający się także na niwie teatru operowego.
„Romeo i Julia”, obok „Fausta”, jest najpopularniejszym dziełem scenicznym Gounoda. Kompozycja zyskała rozgłos podczas paryskiej prapremiery, która odbyła się podczas wystawy światowej w 1867 r. Libretto Jules'a Barbiera i Michela Carrégo dość wiernie podąża za oryginałem, choć inspirowane jest późniejszą przeróbką dramatu Williama Szekspira dokonaną przez XVIII-wiecznego aktora Davida Garricka.
Wysocka w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej pracuje nie po raz pierwszy. Wcześniej przygotowała tu m.in. „Toscę” Giacoma Pucciniego i „Moby Dicka” Eugeniusza Knapika, a nowy sezon otworzy jej inscenizacja „Matek Chersonia” Maxima Kolomiietsa. Artystka zwróciła uwagę, że zadaniem reżysera w operze jest przełożenie opowiadanej historii na obrazy oraz właściwe wyeksponowanie muzyki. – Kiedy libretto oparte na tekście dramatycznym jest mu bliskie, stanowi niezwykle ciekawe wyzwanie dla reżysera, ponieważ nie zostało dostosowane do tego, czego życzył sobie kompozytor – zaznaczyła.
Reżyserka wskazała, że wykształcenie muzyczne pomaga jej w pracy. – Kiedy słucham opery i wiem, że mam nad nią pracować, to „domyślam” obrazy do muzyki – powiedziała. – Pociąga mnie jednak bardziej treść utworu, to raczej nią - a nie muzyką - kieruję się przy wyborze – wyjaśniła.
W jej ocenie kompozycja Gounoda pozostaje w kontraście do tragedii Szekspira. – To jest bardzo piękna, słodka, cukierkowa muzyka. Mocno wspiera historię romantyczną. Rys tragedii słychać bardziej we fragmentach instrumentalnych. Nie chcę powiedzieć, że Gounod naiwnie widzi tę miłość, ale ja ją chyba postrzegam inaczej – podkreśliła.
Pierwsza wersja spektaklu Wysockiej przygotowana została w Semperoper w Dreźnie. Premiera odbyła się maju ubiegłego roku. – W obecnej realizacji zachowujemy podobne dekoracje, kostiumy i czas. Jednak scenografia będzie nieco większa, ponieważ musi zostać poszerzona - jesteśmy przecież na największej scenie w Europie. Mamy także inną obsadę. Zespół solistów jest naprawdę świetny, liczę na to, że warszawskie przedstawienie będzie równie ciekawa, a może nawet ciekawsze niż to w Dreźnie – powiedziała.
W rolach głównych wystąpią Nina Minasyan (Julia), Zuzanna Nalewajek (Stefano), Elżbieta Wróblewska (Gertruda), Bekhzod Davronov (Romeo), Mateusz Zajdel (Tybalt), Krzysztof Lachman (Benvolio), Paweł Trojak (Merkucjo), Adam Dobek (Parys), a także Mateusz Hoedt (Gregorio), Paweł Konik (Capuleto), Rafał Siwek (Friar Laurence), Karol Skwara (Książę) i Bartosz Kieszkowski (Brat Jan). Wystąpi także Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego - Opery Narodowej.
Za realizację opery poza Wysocką odpowiadają: Robert Houssart (dyrygent), Barbara Hanicka (scenograf) i Julia Kornacka (kostiumy).
Premiera odbędzie się w sobotę o godz. 19. Kolejne spektakle w tym sezonie zaplanowano na 17, 19, 21 i 23 czerwca.
Anna Kruszyńska (PAP)