Marian Walentynowicz, fot. PAP/CAF
20 stycznia 1896 r. urodził się Marian Walentynowicz, architekt, grafik, malarz, podróżnik, pedagog i żołnierz, korespondent wojenny, współtwórca postaci Koziołka Matołka i… wizjoner - już w 1953 roku opowiadał w radio o przenośnych telefonach bez drutu transmitujących obraz telewizyjny.
„Jak miałem 10 lat to moja mama wysłała moje rysunki do radia, do audycji »Obrazki ze świata«, którą prowadził Marian Walentynowicz, ilustrator przygód Koziołka Matołka. Miał on zwyczaj recenzowania nadsyłanych prac. A więc ja dołączyłem list i czekałem z niecierpliwością na kolejne audycje” - opowiadał w radiowej „Stacji Kultura” (2014) Andrzej Mleczko. „Cały czas mam w głowie słowa, które powiedział: »Przysłał nam również rysunki Andrzejek Mleczko z Kolbuszowej. Ładnie rysujesz Andrzejku, ale dlaczego twoje rysunki są takie smutne?« zapytał na antenie Walentynowicz” – wspominał.
Słuchaczem tych audycji był też Adam Myjak, który uważał Walentynowicza za swego pierwszego nauczyciela rysunku. „Dawał porządne wskazówki” – wspominał zmarły w ub. r. rzeźbiarz i trzykrotny rektor warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych”. „Adaś interesuje się także rzeźbą i rzeźbi w kredzie szkolnej. Zaproponuję ci, Adasiu, wypróbowanie jeszcze jednego pseudomateriału, a mianowicie mydła” - mówił w radiu Walentynowicz.
W 1953 r. opowiadał w radiu o świecie przyszłości: zautomatyzowanych domach i przenośnych telefonach bez drutu transmitujących obraz telewizyjny.
„Był twórcą naprawdę wszechstronnym, pracowitym i utalentowanym. Znany często tylko jako rysownik postaci Koziołka Matołka, był także autorem grafik, plakatów, reklam, karykatur, okładek partytur, scenografii baletowych i reportaży z licznych podróży, tworzył audycje radiowe, a także robił naprawdę wyjątkowe fotografie” – powiedział Annie Kondek-Dyoniziak z PAP Marek Górlikowski, autor książki pt. „Ilustrator. Przygody ojca Koziołka Matołka tylko dla dorosłych” (2025).
Walentynowicz był też „operatorem” pierwszego „dzieła” Janusza Majewskiego – który, mając 7 lat, po obejrzeniu „Królewny Śnieżki” Walta Disneya zafascynował się filmem. Niestety, pod niemiecką okupacją skończyły się wizyty w kinie – chodziły do niego „tylko świnie”. „Wobec tego postanowiliśmy z kuzynem skonstruować kino domowe" - powiedział PAP Janusz Majewski w 2021 r. Z pudełek po butach i starych soczewek od latarki zrobili prymitywny projektor i wyświetlali „Przygody Koziołka Matołka” - pocięte kartki rysunkowej książeczki sklejali w „taśmy filmowe”.
Wedle usłyszanej w okolicach Pacanowa opowieści, „przed wojną w krakowskiej kawiarni nad filiżanką herbaty siadywał samotnie smętny pan. Dość skromnie, by nie rzec ubogo, odziany. Siedział tak długo, aż zaintrygował swą obecnością rozmawiających przy innym stoliku literatów. Zagadnęli go grzecznie i od słowa do słowa ustalili, że pan ów był z Pacanowa, bardzo biednej osady. I wówczas Kornel Makuszyński rzekł: „Trzeba by jakoś pomóc temu Pacanowowi. Ja coś napiszę…”. „To ja namaluję” - dorzucił Walentynowicz. Taką anegdotę przypomniano w artykule pt. „Podkowy Matołka”. („Magazyn Rzeczpospolitej”, 1998).
Rzeczywiście Matołek „poczyna się w kawiarni” ale warszawskiej. „Jan Gebethner z Marianem Walentynowiczem przy stoliku kawiarni Lourse’a w Hotelu Europejskim dochodzą do wniosku, że trzeba wydać w Polsce historię obrazkową” – napisał Marek Górlikowski. „Rok 1932 to wielki kryzys, bezrobocie, upadki firm, rok wcześniej z powodu bankructwa samobójstwo popełnia warszawski księgarz Jakub Mortkowicz, znajomy Gebethnera. Ale 1932 to też rok filmowej nagrody Oscara dla Walta Disneya za animowaną »Myszkę Miki«, na świat wybiegają z wielkim sukcesem pies Pluto i Kaczor Donald. Gebethner chce sprawdzić, czy i w Polsce to się może udać, na razie na papierze” - dodał. Gebethner i Walentynowicz pojechali do Otwocka, gdzie leczył się na cukrzycę Kornel Makuszyński, autor popularnych książek dla dzieci. „W pierwszej chwili Makuszyński poczuł się wręcz urażony tą propozycją, uważał, że jest poniżej jego ambicji. W końcu jednak się zgodził” – przypomniał Górlikowski.
Marian Walentynowicz urodził się 20 stycznia 1896 r. w Petersburgu jako syn inżyniera mechanika Rafała Antoniego i Wilhelminy z Siemaszków.
29 kwietnia 1915 r. ukończył ze złotym medalem Gimnazjum w Piotrogrodzie i podjął studia w prywatnej Szkole Rysunku i Malarstwa oraz Instytucie Politechnicznym. „Jednocześnie jesienią 1915 r. zmobilizowany został do armii rosyjskiej, ale po odniesieniu ran wiosną 1916 r. zwolniono go ze służby. W kwietniu 1917 r. otrzymał przydział do Pułku Zapasowego I Dywizji Gwardii. 9 sierpnia 1917 r. zgłosił się na ochotnika do nowo utworzonego I Korpusu Polskiego gen. Józefa Dowbór-Muśnickiego” – napisali Wojciech Walentynowicz (bratanek artysty) i Witold Tchórzewski (lekarz, kolekcjoner i entuzjasta Koziołka Matołka), w biogramie na portalu polskipetersburg.pl (2023). Służył w pułku ułanów do maja 1918 r. Powróciwszy do Piotrogrodu, podjął pracę w Szpitalu Polskim.
Już wówczas Walentynowicz działał w konspiracji niepodległościowej. „Pojmany na ulicy z bronią, został postawiony pod murem. Szczęśliwie tylko ranny, trafił do więzienia, skąd dzięki usilnym staraniom ojca zwolniono go po sześciu tygodniach. Posługując się fałszywymi dokumentami na nazwisko Okoński, uciekł wraz z rodziną do zajętej przez Niemców Warszawy, unikając tym samym wcielenia do sowieckiego wojska” – przypomnieli autorzy biogramu.
1 października 1918 r. Walentynowicz rozpoczął studia na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. W czasie wojny polsko-bolszewickiej walczył w 1. Pułku Ułanów Krechowieckich - po jej zakończeniu wrócił na studia. Pierwsze czarno-białe ilustracje opublikował w książce „Bajki polskie” (1922). W 1924 r. został członkiem ekipy plastyków, która pod kierownictwem Karola Frycza (1877–1963) aranżowała Polską Wystawę Przemysłową, w Konstantynopolu. Po śmierci schorowanego ojca, 25 października 1927 r. Walentynowicz przejął utrzymanie matki i dwojga młodszego rodzeństwa - co skutkowało wzmożoną pracą artystyczną. W latach 1928–31 zaprojektował dla Wydawnictwa Gebethner i Wolff oraz Wydawnictwa Andrzeja Własta ponad 100 okładek do zeszytów z nutami ówczesnych przebojów. W 1928 r. współtworzył scenografię do filmu „Komendant” - o dziejach Legionów i życiu Józefa Piłsudskiego. Rok później zaprojektował wystrój pawilonu Ministerstwa Reform Rolnych (wspólnie z Władysławem Jastrzębskim), oraz ekspozycję wydawnictwa Gebethner i Wolff na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu.
Studia ukończył dopiero w 1932 r. „Tematem pracy dyplomowej był projekt usytuowanego u zbiegu Alej Jerozolimskich i ul. Marszałkowskiej lotniska dla taksówek powietrznych, z obrotową płytą startową” – przypomnieli Walentynowicz i Tchórzewski. Podkreślili, że było to w przedwojennych dziejach Politechniki Warszawskiej „wielkie wydarzenie” – główny element dekoracji podczas balu absolwentów stanowił wielki napis: „Walentynowicz skończył!”.
Jako rysownik współpracował z: m.in. „Tygodnikiem Ilustrowanym”, „Z Całego Świata”, „Kurierem Warszawskim”, „Naokoło Świata” i „Małym Dziennikiem”. Ilustrował też książki dla dzieci. Zapewniało mu to środki na podróże po świecie, które były jego pasją - należał do towarzystwa National Geographic. W 1924 r. był w Turcji, rok później w Tunezji, w 1927 r. w Maroku, potem w Algierze i Egipcie, w 1934 r. zwiedził Bliski Wschód i kraje azjatyckie. W 1936 r. wyruszył w podróż dookoła świata dziewiczym rejsem „Batorego” do Nowego Jorku a potem przez USA do Azji i przez Bliski Wschód do Europy. W 1937 i 1938 r. odwiedził Afrykę Zachodnią i Kanadę. Nic dziwnego zatem, że „Przygody Koziołka Matołka” duetu Walentynowicz-Makuszyński są fascynującą „powieścią drogi”.
Książka „120 przygód Koziołka Matołka” była gotowa w grudniu 1932 r., by móc stać się prezentem gwiazdkowym – cały nakład został sprzedany do końca roku. Rezolutny Koziołek - szukający Pacanowa, w którym „kozy kują” - szturmem zdobył serca dzieci i rodziców.
„Jest to zadziwiający swą barwnością film” – reklamowały publikację wileńskie „Słowo” i „Wiadomości Księgarskie”. Nikt jeszcze wtedy nie słyszał o Indianie Jonesie – Steven Spielberg miał się urodzić dopiero za 14 lat. Tym, którzy zdążyli już zapomnieć o niezwykłych przygodach Matołka, przypomniał je w swej książce Górlikowski, wykazując niezbicie, że bohater Spielberga przy Koziołku to mały pikuś.
„Matołka znajduje Baba Jędza, on ją bodzie, ta topi się w wodzie, a dzięki temu wolne są dzieci przeznaczone na pożarcie. Dziatwa klęka i dziękuje Bogu. Koziołek wychodzi bez szwanku ze zderzenia czołowego: rogi–samochód osobowy, wpada do środka auta. Ale musi wiać, bo mijani na poboczu ludzie mają ochotę na kozinę, chcą go oddać rzeźnikowi. Nie umie czytać, więc mimo ostrzeżenia na rogatkach wkracza do miasta, gdzie za noszenie brody ścina się głowy, co też i jego spotyka. Ściętą przez kata głowę przyszywa szewc, następnie bohater śpiewa na balu, okrutnie fałszując. Nieco zdegenerowana królewna Zofia wyzywa go od trąb jerychońskich i każe upiec na rożnie. Matołek znów ucieka, trafia do armaty na statku, marynarze wystrzeliwują go wprost na grzbiet wieloryba, a stamtąd ptak przenosi na Księżyc, gdzie już czeka kolejny amator koziny. Ratunek przychodzi od Pana Twardowskiego żyjącego w kosmicznej okolicy. Jedynie w przedwojennych wydaniach Matołek z Twardowskim ewidentnie raczą się alkoholem. Przez trzy lata leci na gwieździe, wpada do Wisły, wychodzi na brzeg w sam środek polowania, zostaje trafiony śrutem pod ogon, ucieka wprost w kły wilka. Nagle ni stąd, ni zowąd pojawia się tęcza, którą koziołek przedostaje się do Chin” – czytamy z zapartym tchem.
„To jedna z najpiękniejszych scen historii, z moich obserwacji wynika, że najlepiej zapamiętana przez czytelników. Ilu z nas w ilu sytuacjach oddałoby wszystko za taką tęczę, by uciec z beznadziei!” – podkreśla autor „Ilustratora…”. Sukces skłonił autorów do wymyślenia jeszcze trzech części Matołka, a później przygód Małpki Fiki Miki (1934).
Jako architekt Walentynowicz wykonał projekty wnętrz willi - m.in. ministra spraw zagranicznych Józefa Becka - dworków, pawilonów, kawiarni i kaplic.
We wrześniu 1939 r. ewakuował się z Warszawy wraz z MSZ i przez Rumunię, Jugosławię, Włochy, dotarł do Francji. Służbę wojskową w Polskich Siłach Zbrojnych poza Krajem rozpoczął już 30 września w Coëtquidan jako dowódca 3. kompanii ciężkich karabinów maszynowych. W styczniu 1940 r. został przeniesiony do podchorążówki saperów w Angers. Po kapitulacji Francji służył w Biurze Propagandy i Oświaty w Londynie. Zaprojektował wówczas „Znak spadochronowy” – odznakę, którą nosili m.in. Cichociemni i żołnierze generała Stanisława Sosabowskiego.
Z misją werbunkową gen. Bolesława Ducha Walentynowicz udał się do Kandy. „Został tam kierownikiem graficznym dwujęzycznego pisma propagandowego wydawanego od lipca 1941 do kwietnia 1942 r. »Odsiecz«, w którym wspólnie z poetą, pisarzem i dziennikarzem Ryszardem Kiersnowskim (1912–1977) stworzył komiksową postać żołnierza – Walentego Pompki” – napisali Walentynowicz i Tchórzewski.
„»Walenty Pompka na wojnie« cieszył się wówczas dużą popularnością, opisując często dosyć fantastyczne i niepoprawne politycznie przygody żołnierzy, niestroniących od alkoholu czy romansów” – przypomniał Górlikowski. „Walentynowicz ma też zresztą na koncie rysunki stricte erotyczne, dystrybuowane trochę »spod lady«, do czego między innymi nawiązuje tytuł mojej książki »tylko dla dorosłych«” - dodał. Anonimowo ilustrował m.in. sprośne utwory Aleksandra Fredry.
11 czerwca 1943 r. Walentynowicz otrzymał legitymację Korespondenta Wojennego nr. 1 i wraz z Dywizją Pancerną gen. Maczka przeszedł jej cały szlak bojowy od Arromanches do Wilhelmshafen. Tworzone przezeń, często „na gorąco” na polu bitwy, rysunki, karykatury i szkice były wystawiane na wystawach indywidualnych w Anglii, Kanadzie, w Muzeum Polskim w Chicago oraz na terenie okupowanych Niemiec. Zilustrował też kilka wydanych w Anglii książek dla dzieci. „Po zakończeniu działań wojennych został oddelegowany na proces norymberski, a jego relacje i rysunki z tego wydarzenia były drukowane w polskiej prasie emigracyjnej” – przypomnieli Walentynowicz i Tchórzewski.
O jego powrocie do kraju informowała w 1947 r. Polska Kronika Filmowa. Walentynowicz został kierownikiem graficznym Wydawnictwa MON, szybko jednak – jako żołnierz Maczka i przyjaciel Becka - być nim przestał. Współpracował m.in. z „Życiem Warszawy”, „Ekspresem Wieczornym”, „Przygodą”, „Światem Młodych”, „Horyzontami Techniki”, „ABC Techniki”; ilustrował książki, projektował również plakaty i dyplomy okolicznościowe, okładki do rozkładów jazdy i foldery turystyczne. Przez prawie 20 lat miał w Polskim Radiu pogadanki pt. „Wędrujemy z malarzem”. W styczniu 1953 r. zilustrował pierwszy program dla dzieci wyemitowany przez TVP.
„Chociaż przeszedł szlak bojowy z żołnierzami gen. Maczka, jakoś odnalazł się w nowym systemie. Myślę, że był w pewien sposób konformistyczny, po prostu rysował dla wszystkich. Zilustrował więc np. książkę Wandy Wasilewskiej i stworzył socrealistyczną postać Felka Tarapaty albo Don Kichota jako przodownika pracy, choć wprawne oko może się tu doszukać wyszydzenia systemu komunistycznego” – ocenił Marek Górlikowski. Jego zdaniem, Walentynowicz pokazywał dynamicznie zmieniający się świat XX wieku. „Przed wojną pracował dla gazet o różnym zabarwieniu politycznym, ma więc też na koncie rysunki o charakterze antysemickim. A z niektórych reportaży z Afryki przebija głos ówczesnych elit, takiej »wyższości białego człowieka«, który dzisiaj byłby uznany prawdopodobnie za rasistowski. Z drugiej strony to jednak także ciekawe studium zmian, jakie zaszły w mentalności Europejczyków. On zresztą miał też chyba w tych kwestiach trochę wyższą świadomość i w niektórych artykułach trochę się naśmiewa z tego białego człowieka stereotypowo patrzącego na Afrykę” - wyjaśnił.
Marian Walentynowicz zmarł 26 sierpnia 1967 r. w Warszawie – miał 71 lat. W 1969 r. wyszła książka pt. „Wojna bez patosu”, w której barwnie, z humorem i sarkazmem opisał swoje wojenne losy.
Nieco paradoksalnie, w pamięci fanów „Koziołka Matołka” Walentynowicz wciąż pozostaje w cieniu Makuszyńskiego. Jednak, zdaniem literaturoznawcy Jerzego Szyłaka, „to nie słowo tu kupiło czytelników” tylko „obrazek” Walentynowicza. „Makuszyński pewnie by się z tym nie zgodził, jak nie zgadzał się od razu, by słowo podporządkowywać obrazkowi” – ocenił Szyłak, cytowany w książce Górlikowskiego. (PAP)
Anna Kondek-Dyoniziak, Paweł Tomczyk
akn/ top/ dki/
