Wystawa fotografii Rafała Milacha (w 2025 r.). Fot. PAP/Albert Zawada
Jeśli chce się być fotografem, a nie użytkownikiem narzędzi rejestrujących, należy nauczyć się krytycznie patrzeć na świat. Taka refleksja nad rzeczywistością odróżnia fotografa od kogoś, kto po prostu ma aparat fotograficzny - ocenił w rozmowie z PAP fotograf Rafał Milach.
W Muzeum Powstania Warszawskiego 3 lutego (we wtorek) odbędzie się spotkanie z Rafałem Milachem, jedynym polskim członkiem najważniejszej agencji fotograficznej na świecie Magnum Photos. Dołączył do niej w 2018 r. z nominacji członków agencji, w 2020 r. został stowarzyszonym członkiem Magnum, a w 2023 r. otrzymał pełne członkostwo.
Milach w swojej pracy podejmuje tematy dotyczące napięć polityczno-społecznych w regionie byłego bloku wschodniego. W krytyczny sposób przygląda się systemom kontroli i strategiom protestu. Od 2019 r. wraz z szesnastoma fotografami współtworzy Archiwum Protestów Publicznych, platformę gromadzącą dokumentację aktywizacji społecznej. Jego książka fotograficzna „Strajk”, która jest fragmentem tego zbioru, została wybrana najlepszą autorską książką fotograficzną na Festiwalu Fotografii Rencontres d'Arles w 2022 r. W 2008 r. Milach został laureatem World Press Photo, jest jednym z 22 Polaków, których nagrodzono w historii konkursu. Jego fotografie znajdują się w kolekcjach m.in. Museum Folkwang, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Muzeum Narodowego w Warszawie i CSW Zamku Ujazdowskiego. Rafał Milach jest również finalistą Deutsche Börse Photography Prize oraz Paszportów Polityki.
Polska Agencja Prasowa: Jak definiuje pan swoją twórczość? Czuje się pan reporterem, dokumentalistą czy artystą?
Rafał Milach: Wszystkie te kategorie wydają mi się drugoplanowe w tym, czym się zajmuję. Moim nadrzędnym celem jest opowiadanie historii. Trzonem mojej praktyki jest po prostu fotografia, nawet jeśli ona czasami jakoś znika z tej pracy, to zawsze jest u korzeni. Od samego początku moja praktyka to była fotografia dokumentalna z wątkami pobocznymi. Natomiast ważne jest dla mnie zakorzenienie w rzeczywistości i krytyczne przyglądanie się temu, co się dzieje wokół nas. Myślę, że fotografia jest do tego dobrym narzędziem.
PAP: Kiedy dokumentacja zaczyna być interpretacją?
R.M.: Mam przekonanie, że nie istnieje prawda obiektywna. Wszystko, co robimy, jest w jakiś sposób subiektywne. Nie wierzę w paradygmat fotografii jako narzędzia obiektywnie neutralnej rejestracji. To bardzo technologiczne podejście, które zakłada, że to, co widzimy przed obiektywem, jest rezultatem mechanicznego procesu. Aparat to narzędzie interpretacji tego, co tak naprawdę widzimy. Nawet w przypadku fotografii reporterskiej i dokumentalnej te interpretacje są ułomne jeżeli dążymy do wiernego odbicia rzeczywistości.
PAP: Traktuje pan swoją pracę jako powinność wobec bohaterów i tematów, które pan fotografuje?
R.M.: Tak. I myślę, że to nie jest związane tylko z fotografią. Żyjemy w takich czasach, że niezależnie od tego, jaką dyscypliną zajmujemy się jako artyści i osoby opowiadające o świecie naszą rolą jest krytyczna refleksja nad rzeczywistością. Obecna sytuacja w Polsce i na całym świecie wymaga od nas nie tylko reaktywnej, ale też proaktywnej postawy. Jest coraz mniej obszarów, w których możemy zachować neutralność. Staram się angażować przez narzędzia, którymi operuję. Fotografia może nie tylko odbijać rzeczywistość, ale też nadawać sprawczość, wspierać zmianę i uruchamiać dyskusje. W tym sensie ma funkcję utylitarną. Oczywiście obraz i forma pozostają ważne, ale nadrzędna jest jej użyteczność społeczna. Szczególnie teraz, kiedy te palące problemy wdzierają się w „bezpieczny obszar” naszego życia, gdzie wydawało się, że nie mają wstępu.
PAP: Jest to bardziej praca dziennikarza podążającego za tematem, czy artysty budującego własną wypowiedź?
R.M.: Te dwie rzeczy nie muszą się wykluczać. Można budować spójny przekaz przyjmujący konkretną formę, który jednocześnie jest odpowiedzią na nurtujący nas problem. Gdybym miał założyć ogólną ramę tego, czym się zajmuję, to jest to transformacja naszego regionu Europy Środkowo-Wschodniej na różnych poziomach i opowiadana na różne sposoby - od metafory i abstrakcji po proste przedstawienia, fotografie reporterskie. Zawsze istniejemy w globalnym układzie współzależności, a ja przyglądam się temu obszarowi, z którego pochodzę i który jest mi najbliższy, i który w jakiś sposób rozumiem. Traktuję go jako laboratorium pewnych procesów, które nie są domeną wyłącznie tego regionu, ale tutaj się im przyglądam, bo to środowisko rozumiem najbardziej.
PAP: Kilka lat temu z inicjatywy kilku fotografów - w tym pana - powstało Archiwum Publicznych Protestów, które udostępnia dokumentacje demonstracjach w Polsce.
R.M.: Archiwum jest kumulacją sytuacji, którymi zajmuję się już od prawie dwóch dekad - różnych punktów styku społeczeństwa i systemów władzy, kontroli i nadzoru badanych jednocześnie z dwóch perspektyw. Archiwum Protestów Publicznych nie zostało wymyślone i zrealizowane, jak wiele moich innych działań. APP zostało wymuszone przez lokalny kontekst polityczno-społeczny. Archiwum powstało z potrzeby reakcji i włączenia się w oddolne ruchy społeczne. Fotografia ma wspierać i budować widzialność ruchów oraz ich postulatów.
PAP: Czy pojawiają się tematy wspólne dla współczesnych fotografów dokumentalnych na świecie?
R.M.: Moją uwagę automatycznie przyciągają projekty podążające za problemem głębiej i przybliżające nas do danego tematu, zarówno w Polsce jak i za granicą. Niesamowite jest to, jak dużo wspólnego mamy z miejscami oddalonymi od nas geograficznie i kulturowo. Choć ciężko porównywać sytuację w Polsce do innych lokalizacji geograficznych, gdzie rzeczywistość jest bardziej brutalna, to ogólne mechanizmy są bardzo podobne. Potrzeba sprawczości, samostanowienia jest wspólna oddolnym ruchom na globalnym poziomie. Głównie przyglądam się temu, co dzieje się tutaj, w jaki sposób region jest opowiadany za pomocą fotografii i nie tylko. Jeżeli te opowieści są uwikłane we współczesne, ważne, bieżące problemy społeczne, to „mój radar” to wychwytuje. Nie wiem, czy jest to ogólna tendencja, czy po prostu moja wrażliwość.
PAP: A w jakiej sytuacji jest dzisiejszy odbiorca obrazów?
R.M.: Jako odbiorcy jesteśmy na bardzo wrażliwej pozycji. Wynika to z naszych nawyków oraz fizjologicznych możliwości naszego mózgu, który jest w stanie przeprocesować ograniczoną ilość informacji i obrazów. Jest ich dzisiaj zbyt wiele i nie spędzamy z nimi wystarczająco dużo czasu. Nie jesteśmy w stanie zastanowić się nad kontekstem. Wyrzut dopaminy, który mamy z przeglądania platform społecznościowych otwiera pole do nadużyć i manipulacji.
Porządek, w którym funkcjonowaliśmy jest kwestionowany, a umowy społeczne przestają być przestrzegane. Przerażające jest to, że zarejestrowany obraz przestał być dowodem na istnienie, podważany jest fundament relacyjności. Widzimy to patrząc chociażby na ostatnie wydarzenia z Minneapolis. Policja graniczna ICE przedstawia jedną wersję rzeczywistości, podczas gdy nagrania pochodzące z wielu różnych źródeł pokazują zupełnie inną.
Coraz łatwiej jest wygenerować technologicznie pewne sytuacje, a coraz trudniej wyłapywać w nich błędy. Taka manipulacja jest o tyle groźniejsza, że ona imituje rzeczywistość. Zmienił się też cały krajobraz dystrybucji obrazu. Dzisiaj praktycznie każdy z nas jest wydawcą, niejednokrotnie o zasięgach dużo wyższych niż wysokonakładowe gazety.
PAP: Jak w tej nowej rzeczywistości mogą odnaleźć się początkujący fotografowie i fotografki?
R.M.: Powinni pielęgnować w sobie wrażliwość. Niezależni, gdy coś dzieje się w skali naszej rodziny, społeczności, miasteczka, regionu czy kraju. Fotografia może nieść w sobie siłę i perswazyjność. Wydaje mi się, że jeśli chce się być fotografem, a nie użytkownikiem narzędzi rejestrujących, to należy nauczyć się krytycznie patrzeć na świat. Taka refleksja nad rzeczywistością nie ma służyć do wytykania błędów, a zmierzać do tego, co może być lepiej. Chyba to odróżnia fotografa i fotografkę od kogoś, kto po prostu ma aparat fotograficzny.
Zaplanowane na 3 lutego spotkanie w Muzeum Powstania Warszawskiego jest kolejnym w ramach cyklu „Decydujący moment – spotkania z mistrzami polskiej fotografii” organizowanych przez MPW. Ich goście oprócz swoich powszechnie znanych prac prezentują również te, które prywatnie uważają za najistotniejsze w swoim dorobku. (PAP)
Maria Kuliś
maku/ dki/