Dzielnica żydowska w Lublinie. Źródło: NAC
Pierwsza żydowska mafia na ziemiach polskich działała w Lublinie - powiedział PAP historyk, prof. Adam Kopciowski, autor książki o szajce Kojech gejers. Banda powstała pod koniec XIX w. i przez sześć lat terroryzowała miasto.
Historyk podał, że Lublin u schyłku XIX w. był trzecim co do wielkości miastem Królestwa Polskiego po Warszawie i Łodzi. Blisko połowę spośród ok. 50 tys. mieszkańców stanowili Żydzi.
- Miasto było podzielone na dwie części: żydowską i chrześcijańską – stwierdził prof. Kopciowski. Od pierwszej połowy XIV w. starozakonni osiedlali się na tzw. Podzamczu, czyli na terenach wokół Zamku. W XIX w. głównymi traktami tej dzielnicy była ulica Lubartowska i nieistniejąca dziś ulica Szeroka.
Ze względu na duże wpływy chasydyzmu i separatyzmu XIX-wieczny Lublin miał opinię „twierdzy żydowskiej ortodoksji”. - Większość lubelskich Żydów nie znała języka polskiego. Na co dzień posługiwano się jidysz, a w kontaktach z administracją bardziej użyteczny był język rosyjski - stwierdził.
"Przez sześć lat szajka sprawowała nieformalne rządy nad dzielnicą żydowską. Ludność chrześcijańska oraz władze carskie nie zdawały sobie sprawy, że żydowski Lublin jest systematycznie terroryzowany i rabowany przez szajkę."
Jak podał, mieszkańcy Podzamcza w większości żyli w biedzie i przeludnieniu, co w połączeniu z dramatycznymi warunkami sanitarnymi prowadziło do częstych epidemii i wysokiej śmiertelności, zwłaszcza wśród dzieci.
- Początki szajki były mocno osadzone w biedzie. Jej członkowie wywodzili się ze środowiska żydowskiego lumpenproletariatu. Kumulacja nędzy, zacofania i braku perspektyw w lubelskim kwartale żydowskim sprzyjała rozwojowi przestępczości - powiedział prof. Kopciowski.
Debiut zorganizowanej przestępczości w Lublinie wyglądał niepozorne. W połowie lat 80. XIX w. podczas rodzinnych świąt i w szabes w mieszkaniach bogatych Żydów zaczęli się pojawiać podejrzani osobnicy, którzy rozsiadali się, wyjadali przysmaki, wypijali alkohol i żądali więcej.
Wśród pierwszych ofiar grupy najprawdopodobniej była chasydzka para narzeczonych, która wbrew religijnym zakazom spacerowała samotnie ulicą Podwale. Na młodych napadła banda opryszków, zagroziła ujawnieniem „nieprzyzwoitości” i zażądała pieniędzy. Rodziny obawiały się skandalu, do ślubu nie doszło.
Pierwszym wielkim skokiem szajki – zdaniem miejscowych – był zuchwały napad, do którego doszło w nocy z 14 na 15 dnia miesiąca Adar (10/11 marca) 1887 r., czyli w święto Purim. Czterech zamaskowanych napastników z młotami i rewolwerami weszło po drabinie do mieszkania 84-letniego Abrahama Hercmana na pierwszym piętrze kamienicy przy ul. Szerokiej 27. Bandyci sterroryzowali tego zamożnego chasydzkiego kupca, ukradli 2400 rubli w gotówce, dziesięć sznurów pereł, złotą bransoletkę wysadzaną brylantami i uciekli. Sprawcy nigdy nie zostali ujęci.
- Przez sześć lat szajka sprawowała nieformalne rządy nad dzielnicą żydowską. Ludność chrześcijańska oraz władze carskie nie zdawały sobie sprawy, że żydowski Lublin jest systematycznie terroryzowany i rabowany przez szajkę - podkreślił prof. Kopciowski.
Jak ustalił historyk, w aktach z późniejszego procesu często padają stwierdzenia, że szajka „rozrastała się na ciele żydowskiej społeczności Lublina niczym nowotwór”. Jej członkowie trudnili się przede wszystkim kradzieżami i wymuszeniami. Ofiarami padali głównie bogatsi Żydzi, jubilerzy, zegarmistrzowie, choć nie gardzono i mniej wartościowym łupem.
Badacz przyznał, że nie jest jasne czy grupa posiadała własną nazwę. Mieszkańcy nazywali ją grandą, chewrą, Kolejką lub Kojech gejers, co miało być przekładem na język jidysz rosyjskiego słowa grabitieli (rabusie).
- Szajka była znakomicie zorganizowana – ocenił prof. Kopciowski. Grupa była podzielona na wyspecjalizowane sekcje m.in. kieszonkowców, złodziei mieszkań, koniokradów i ciperów, czyli młodocianych rabusiów zajmujących się okradaniem wozów i furmanek.
Hersztem bandy był Motel Gajer, znany jako Motel Tracz. Jako młody człowiek został zawodowym złodziejem, piął się po szczeblach przestępczej hierarchii, aż dorobił się miana Księcia Złodziei, zwanego też Nawi (hebr. prorok) – zaszczytnym złodziejskim tytułem, przysługującym „wybitnym” rabusiom.
Grupa miała własną „szkółkę złodziejską”, którą kierował Wolf Faterblat, były żołnierz carski, na którego mówiono Majster lub Fajfer. Jako najbardziej doświadczony i otoczony szacunkiem nie kradł, ale uczył młodzież.
Przez pierwsze lata działalności szajki jej członkowie rozwiązywali konflikty wewnętrzne, jak spory o łupy za pomocą dintojry, czyli doraźnego trybunału złodziejskiego. Później zorganizowali wyspecjalizowany sąd, oparty o carskie kodeksy i imitujący rzeczywisty proces sądowy.
"Jednej nocy przez dzielnicę żydowską przetoczyła się fala aresztowań. Grupa operacyjna złożona ze strażników ziemskich i żandarmów wyłapała wierchuszkę szajki. Podejrzani trafili do więzienia na Zamku."
– Banda pełniła poniekąd rolę zwierzchnika lubelskich Żydów. Zakulisowo regulowała wiele ważnych spraw w tej społeczności, ingerowała w życie społeczno-polityczne, w tym np. w obsadę stanowisk kantorów w Wielkiej Synagodze – podkreślił prof. Kopciowski.
Bandyci kradli towar z furmanek kupców, którzy przyjeżdżali na targ, zbierali haracz, trudnili się rozbojami, wymuszeniami i prowokacjami na zlecenie. – Aby skompromitować pewnego rabina z podlubelskich Piask, sprowadzili mu do pokoju hotelowego prostytutkę - powiedział badacz.
Rozgłos zyskała kradzież srebrnego żyrandola z Wielkiej Synagogi Maharszala. Członkowie szajki przewieźli łup do Ogrodu Saskiego i zakopali. Udało się go odzyskać po rozbiciu grupy.
Społeczność zgłaszała kolejne napady do władz carskich, które je ignorowały lub działały nieefektywnie. Interweniujący strażnicy byli bici, zastraszani lub przekupywani. Działalność bandy szczególnie dała się we znaki kupcom żydowskim, którzy w końcu porozumieli się z handlarzami chrześcijańskimi i z ominięciem niechętnej do działania policji zwrócili się o pomoc do rotmistrza miejscowej żandarmerii Karla Uthofa.
Mieszkańcy poskarżyli się rotmistrzowi, że szajka paraliżuje handel, kupcy boją się przyjeżdżać na jarmark, bo są systematycznie rabowani, bandyci kontrolują szosy wylotowe z miasta i zaczynają zakładać oddziały w okolicznych miejscowościach.
Uthof zyskał rozgłos po 1906 r., kiedy został zastępcą generała-gubernatora warszawskiego do spraw policyjnych. Trzy lata później stał się celem nieudanego zamachu zorganizowanego w Warszawie przez Organizację Bojową PPS. - W historii Polski zapisał się bardzo negatywnie, ale akurat w walce z Kojech gejers odegrał pozytywną rolę – przyznał prof. Kopciowski.
Uthof w tajemnicy zbierał dowody przestępczej działalności i w maju 1891 r. doprowadził do obławy, która zakończyła działalność Kojech gejers.
- Jednej nocy przez dzielnicę żydowską przetoczyła się fala aresztowań. Grupa operacyjna złożona ze strażników ziemskich i żandarmów wyłapała wierchuszkę szajki. Podejrzani trafili do więzienia na Zamku – powiedział historyk.
Proces grupy ruszył 16 maja 1892 r. i trwał miesiąc. Na ławie oskarżonych zasiadło 47, spośród 87 członków grupy. Części podejrzanych udało się uciec, niektórym nawet do Ameryki.
W procesie zeznawało ok. 300 świadków. Ze względu na ogromne zainteresowanie rozprawa toczyła się w niedawno oddanym do użytku Teatrze Miejskim, dzisiejszym Teatrze im. Juliusza Osterwy. Rozprawą żyło całe miasto, a jej kolejne odsłony relacjonowała prasa w Kongresówce, zaborach pruskim i austriackim.
- Obrona starała się zwracać uwagę na opłakane warunki życia oskarżonych, czyli nędzę, w której żyła większość lubelskich Żydów. Podnoszono, że w wyniku działań grupy nikt nie zginął - zauważył badacz.
Wyrok zapadł 17 czerwca 1892 r. Dwudziestu siedmiu oskarżonych, w tym przywódców bandy z Motelem Gajerem na czele, sąd skazał na wieloletnią zsyłkę na Syberię i pozbawienie wszystkich praw. Pozostali uzyskali łagodniejsze kary, a 11 podsądnych uniewinniono.
- Część skazanych trafiła na Daleki Wschód i w latach 1904-1905 broniła Sachalinu przed Japończykami, za co niektórym darowano kary – powiedział prof. Kopciowski.
Historyk przyznał, że pojęcie „zorganizowanej przestępczości” narodziło się dopiero w latach 30. XX w. w Stanach Zjednoczonych, ale lubelska szajka wpisuje się w definicję tego zjawiska.
- Kojech gejers do pewnego stopnia wyprzedzała swoją epokę. Trudno ją porównywać z organizacjami mafijnymi w Nowym Jorku czy Chicago w XX w., ale ówczesna prasa nazwała ją „pierwszą żydowską mafią na ziemiach polskich”. I uważam, że to w pewnym sensie trafne określenie - zaznaczył prof. Kopciowski.
Jego zdaniem, jeżeli chodzi o organizację, specjalizację, skalę działalności i liczbę członków nie było w XIX w. na ziemiach polskich niczego porównywalnego z lubelską szajką Kojech gejers. – Jej historia stała się częścią legendy miejskiej miejscowych Żydów, która funkcjonowała do II wojny światowej – dodał.
W czasie wojny Niemcy utworzyli wokół Zamku getto, jego mieszkańców w 1942 r. wywieziono głównie do obozu zagłady w Bełżcu, gdzie zostali zamordowani. Dzielnicę żydowską hitlerowcy wyburzyli.
- Stare Podzamcze wraz z zabudowaniami przy Szerokiej zostało zniszczone przez Niemców. Dziś znajdują się tam błonia, dworzec autobusowy, targ. Natomiast serca żydowskiego starego Lublina już nie ma – przyznał historyk.
Zagłada - dodał - przewartościowała dotychczasową wizję Żydów na temat własnej historii. - Pewne wątki były nieodpowiednie, żeby je wciąż podnosić po tragedii Holokaustu. Dlatego Kojech gejers przez ponad 80 lat pozostawała zapomniana - powiedział.
Prof. Adam Kopciowski kieruje Katedrą Kultury i Historii Żydów na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, specjalizuje się w historii Żydów w XX-wiecznej Polsce. Ostatnio ukazała się jego książka pt. „Nieświęte miasto. Opowieść o szajce Kojech gejers i żydowskim półświatku dawnego Lublina”. Spotkanie promujące wydawnictwo odbędzie 20 marca o godz. 18 w Ośrodku „Brama Grodzka – Teatr NN”.
Piotr Nowak (PAP)
pin/ dki/