Źródło: Wikipedia
Maria Jarema nazywana jest bezkompromisową artystką i kobietą awangardą. Jej twórczość wymyka się łatwym definicjom, badacze szukają w niej fascynujących pęknięć. Jak polemizowała z międzynarodowym nurtem modernizmu, można się przekonać na wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie od piątku.
„O sobie samej zawsze: Jarema. O niej - zwłaszcza od czasu przyjaźni i współpracy z Tadeuszem Kantorem - często mówi się Jaremianka. Kobieta awangarda. Jedna z bardziej charyzmatycznych postaci pierwszej połowy XX wieku. Twórczyni oryginalnej koncepcji i techniki estetycznej, mistrzyni monotypii. Była niekwestionowanym autorytetem w kręgach polskiej sztuki awangardowej” - napisała Agnieszka Dauksza w biografii „Jaremianka”.
Maria Jarema była współzałożycielką awangardowej Grupy Krakowskiej, której członkowie inspirowali się m.in. ekspresjonizmem, kubizmem i surrealizmem. Jako scenografka i kostiumografka współpracowała z Teatrem Cricot, jednym z najważniejszych ośrodków polskiej awangardy. Powtarzała, że sztuki nie można planować, ważny jest eksperyment i nie bała się o tym mówić głośno. „Umiałaś świetnie tańczyć. I taniec był w Twoich obrazach. Szaleńczy taniec z przestrzenią. (...) Tak jak w »Klasie Szkolnej« jesteś: obecna! Wielka Pani tej naszej polskiej obecności” - pisał Tadeusz Kantor w „Liście do Marii Jaremy”.
„Linia pochodu sztuki Marii Jaremy była bezkompromisowa.”
Warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej 20 marca zaprezentuje przekrojową wystawę dorobku artystki - „Maria Jarema. Pęknięty modernizm”. Nie będzie to typowa, chronologiczna monografia. Znajdą się na niej prace z każdego etapu jej twórczości - rzeźby zarówno z lat 30., jak i powojenne, rysunki, akwarele, gwasze oraz słynne dzieła wykonane techniką monotypii. Można oglądać zarówno jej pierwsze próby z monotypią, które rozpoczęły się w 1949 roku, głównie z farbą drukarską, jak i te późniejsze, do których stopniowo wprowadzała kolor, używając tempery, np. „Wyrazy”, „Godziny”.
Wystawa jest także okazją do prześledzenia jej działalności teatralnej - od przedwojennego Teatru Cricot, po powojenny Cricot II. To kostiumy i ich projekty, mniejsze malarskie prace scenograficzne, dokumentacja fotograficzna oraz kurtyna teatralna z Cricot II.
Jak tłumaczą kuratorzy wystawy, Natalia Sielewicz i Éric de Chassey, jej tytuł - „Pęknięty modernizm” - odnosi się do polemicznego i twórczego dialogu Jaremy z międzynarodowym nurtem modernizmu. Sielewicz podkreśliła, że artystka czerpała zarówno z kubizmu, jak i postkubistycznej abstrakcji, a także z języka surrealizmu i ekspresjonizmu, przefiltrowując je przez osobisty i lokalny kontekst. De Chassey dodał, że połączenie skupienia na ciele i wyrażania siebie (typowego dla surrealizmu) z dążeniem do niezależności w sztuce (związanego z abstrakcjonizmem) sprawiało, że Jarema bardzo precyzyjnie pokazywała samą siebie - zarówno taką, tę pełną wewnętrznych i zewnętrznych napięć oraz sprzeczności.

Wystawa została zaaranżowana według rosnącej skali: od jednostki, przez parę i rodzinę, po zbiorowość. - Taka logika pozwala przyjrzeć się, jak Jarema myślała o podmiocie, egzystencjalnej i cielesnej kondycji człowieka. Można też zobaczyć, że sama artystka była rozdarta, „pęknięta” między tym, co lokalne a dużymi ambicjami międzynarodowymi oraz zaangażowaniem lewicowym przed wojną a frustracją związaną z wprowadzeniem socrealizmu i zawiedzionymi nadziejami związanymi z komunizmem – powiedzieli de Chassey i Sielewicz. Według kuratorów, rozerwanie ujawnia się w rozszczepionych kompozycjach Jaremy stojących w opozycji do modernistycznej idei spójności, modernistycznemu przekonaniu, że dzieło powinno być jednolite i harmonijne, a wszystkie jego elementy podporządkowane jednej nadrzędnej wizji artystycznej. Przypomnieli, że już w rzeźbie „Akt” z lat 30. pojawiają się prześwity, otwory i pęknięcia.
Maria Jarema wyróżniała się niepokornym charakterem, eksperymentowała artystycznie. Bezkompromisowość w jej twórczości ujawniała się w przekształceniu języka modernizmu zgodnie z jej osobnym poczuciem wolności i niezależności. - Uważała, że artysta powinien być wolny, ale i odpowiedzialny - wskazała Sielewicz. - Z jednej strony myślała o autonomii obrazu, a z drugiej jej twórczość pokazuje, że podmiot nigdy nie jest autonomiczny względem otaczającej go rzeczywistości - dodała.
Wystawa jest okazją do ćwiczenia wyobraźni oraz uwrażliwienia na formy. - Jarema doskonale wiedziała, że to, co polityczne, niekoniecznie musi się manifestować przez dosłowną ilustrację - zwrócili uwagę kuratorzy.
Ekspozycja jest przygotowana przez pryzmat spojrzenia samej artystki, tego, czym się interesowała, jakie miała poglądy na sztukę, co doceniała. Organizatorzy korzystali z relacji jej podróży do Paryża i księgozbioru, w tym katalogów wystaw, które odwiedzała i albumów mistrzów malarstwa, takich jak Paul Klee, Wassily Kandinsky i Henri Matisse. Z archiwaliów wyłania się postać obeznanej w światowych trendach intelektualistki, która interesowała się przede wszystkim literaturą francuską, dramatem i myślą polityczną.
„Uważała, że artysta powinien być wolny, ale i odpowiedzialny.”
Oprócz dzieł Jaremianki na ekspozycji znajdą się także prace innych artystów, m.in. Henriego Matisse'a, Erny Rosenstein, Tadeusza Kantora, Henryka Wicińskiego, Jonasza Sterna, Berty Grünberg i Jeana-Michela Atlana, które kuratorzy zestawiają z jej twórczością. To zarówno bliscy jej z perspektywy lokalnej twórcy, jak i zagraniczni artyści, z których twórczością pozostawała w polemicznym dialogu.
Maria Jarema (1908-1958) pochodziła ze Starego Sambora. Pierwsze w życiu farby dostała od malarza Zygmunta Waliszewskiego. Kontakt ze sztuką miała także dzięki swojemu bratu Józefowi, związanemu z grupą kapistów (malarzy kolorystów skupionych wokół Józefa Pankiewicza na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych) oraz uczestniczącemu w wymianie ze środowiskiem paryskich dadaistów. Kiedy Maria trafiła do Krakowa, nie była więc nieokrzesaną prowincjuszką. Dzięki znajomości języków czytała progresywne pisma, na łamach których dyskutowano np. o sztuce Pieta Mondriana i Kazimierza Malewicza. Studiowała rzeźbę w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w pracowni Xawerego Dunikowskiego.
Przed wojną przebywała na stypendium w Paryżu, co włynęło na jej postrzeganie sztuki i sposób pracy. Prawie codziennie bywała w Luwrze, gdzie kupowała reprodukcje, pocztówki, katalogi i magazyny. Odwiedzała także inne galerie sztuki i pracownie artystów. Historyczka sztuki Helena Blum w książce „Maria Jarema. Życie i twórczość” wspomina, że okres ten przyniósł jej upragniony kontakt z wielkimi dziełami sztuki. „Zwiedzała muzea, a przede wszystkim salony i wystawy sztuki współczesnej. Równocześnie bywała często w teatrze i na koncertach, gdyż muzyka była jej nieodzownie potrzebna. (...) Pamiętam Marię z tego czasu, jej skupienie, rozwagę, świetną orientację we współczesnej problematyce artystycznej, samodzielność w szukaniu odpowiedzi na aktualne zagadnienia sztuki. Była świadoma własnych celów. Nie uznawała kompromisów, szła konsekwentnie raz obraną drogą” - napisała Blum w latach 60.
Według kuratorów, podczas wizyty w stolicy Francji Jarema obejrzała cztery formujące ją wystawy - „Sztuka i technika w życiu współczesnym” oraz międzynarodową wystawę surrealistów w Galerie des Beaux-Arts. Odwiedziła także ekspozycje „Mistrzowie sztuki niezależnej 1895–1937” w Petit Palais, na której dominowały fowizm i ekspresjonizm, oraz „Geneza i rozwój międzynarodowej sztuki niezależnej” w Jeu de Paume. Zobaczyła wówczas dzieła m.in. Auguste'a Rodina, Henriego Matisse'a, Amedeo Modiglianiego, Georgesa Braque'a, Marca Chagalla i Fernanda Légera. Miała okazję także zobaczyć „Guernicę” Pabla Picassa. W Polsce nie miała szans na dostęp do tak nowoczesnej, międzynarodowej sztuki.

Tadeusza Kantora poznała w 1937 roku. Był wówczas studentem ASP. Mieli wspólnych znajomych, m.in. Ernę Rosenstein i Tadeusza Brzozowskiego. Łączyła ich artystyczna przyjaźń i ogromny wzajemny szacunek. W latach powojennych współpracowała z jego awangardowym Teatrem Cricot 2, jako aktorka oraz projektantka kostiumów i scenografii. Pierwszy wspólny spektakl stworzyli jeszcze przed powstaniem Cricot 2 - wyreżyserowali antyimperialistyczny, antyniewolniczy i abolicjonistyczny spektakl „Drwal”, w którym wziął udział zespół robotniczy Domu Kultury w Krakowie. Jednak do ich najbardziej znanych współprac należy „Mątwa”. - Twórcy Cricot 2 myśleli szerzej o ciele, kostiumie, nowych środkach wyrazu i funkcji aktora na scenie - powiedziała Natalia Sielewicz.
Zgadzali się, w jakim kierunku powinien iść teatr współczesny - nie powinien naśladować rzeczywistości ani być jedynie ilustracją literatury, lecz tworzyć własny, autonomiczny świat, być niezależną dziedziną sztuki. Jak wspomina w książce Dauksza, Jarema imponowała Kantorowi temperamentem - „nie owija w bawełnę, jest skryta, choć bezpośrednia, wydaje się delikatna, gdy słucha, ale gdy tylko zechce się odezwać, bywa ostra, wręcz bezwzględna w swoich osądach”.
Klub Artystów założony przez Jaremę wraz z Tadeuszem Kantorem, Jadwigą Maziarską, Erną Rosenstein i Jonaszem Sternem zorganizował I Wystawę Sztuki Nowoczesnej w krakowskim Pałacu Sztuki, która wywołała niemałe kontrowersje i wzburzenie publiczności.
Maria Jarema była artystką awangardową tworzącą abstrakcję organiczną, dynamiczną - jej prace często wywodziły się z obserwacji ruchu i ludzkiej postaci. „Jeśli spaprała niewielką akwarelę, zwykle pooddycha trochę, poprzeklina na samą siebie, wycina, podkleja, domalowuje. Ale gdy jest to coś poważniejszego, gwasz lub tempera na tekturze, o, wtedy gniecie i tarmosi ją aż do bólu pięści, po czym kładzie ostentacyjnie to, co z niej zostało, na środku stołu, żeby napawać się swoją porażką przez długie godziny” - napisała o jej charakterze Agnieszka Dauksza.
Podkreśliła w biografii, że niewiele było wówczas artystek o jasno zadeklarowanym stanowisku, które jednocześnie znały tradycje sztuki europejskiej i proponowały własne, oryginalne rozwiązania. Jak zaznaczyła Sielewicz, w centrum twórczości Jaremy „stoi stawka człowieczeństwa wyrażona przez to, co w nas wszystkich pęknięte, sprzeczne, w kontraście, kolizji, zarówno z otaczającym światem, jak i w naszych wnętrzach”.
Maria Jarema znana jest z prac tworzonych metodą monotypii - techniką graficzną z pogranicza malarstwa i rysunku, pozwalającą na uzyskanie tylko jednej, niepowtarzalnej odbitki. Helena Blum oceniła Jaremiankę jako oficjalną przedstawicielkę kierunków postkubistycznych. Pisarz Stefan Flukowski wskazywał, że konstruuje oryginalne abstrakcyjne koncepcje w soczystych barwach, „intelektualnie bardzo śmiało przeprowadzone, chociaż zachodnioeuropejskie w kulturze, przecież z wyraźnym piętnem polskiej indywidualności”.
„Obraz jest przeżyciem emocjonalnym, ale ta emocja jest tak wysokiego gatunku, że trzeba być na jej przyjście przygotowanym, a brak przygotowania można zastąpić jedynie niezepsutym instynktem ludzkim i dlatego my, artyści, możemy liczyć raczej na zdrowy instynkt prostego człowieka” - napisała Maria Jarema w swoich notatkach.
Dzieła artystki reprezentowały polską sztukę na 29. Biennale w Wenecji w 1958 roku oraz w 1961 roku na Biennale Sztuki Współczesnej w Sao Paulo. Wyróżniono ją polsko-włoską nagrodą Towarzystwa im. Francesco Nullo, a dwa lata wcześniej została nominowana do Międzynarodowej Nagrody Guggenheima.
Maria Jarema zmarła na białaczkę kilka miesięcy po Biennale. „Linia pochodu sztuki Marii Jaremy była bezkompromisowa, odeszła w pełni sił twórczych i rozwoju. Umarła ciałem, ale dla nas pozostała i trwa nadal w Innym Wymiarze - myślę o jej sztuce, o tej osobliwej harmonii koloru i dźwięku” - pisał o artystce jej promotor Xawery Dunikowski.
Wystawę „Maria Jarema. Pęknięty modernizm” można oglądać od 20 marca do 28 czerwca w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.
Zuzanna Piwek (PAP)
zzp/ aszw/