Agata Małodobry, kuratorka wystawy Szapocznikow. Osobista. Fot. PAP/Łukasz Gągulski
Szapocznikow pokazuje, że prawdą o człowieku jest też to, że cierpi - być może oglądający jej rzeźby zmienią stosunek do idealizacji ciała i ukrywania słabości - powiedziała PAP kuratorka wystawy „Szapocznikow. Osobista” Agata Małodobry. Ekspozycję można oglądać w Muzeum Narodowym w Krakowie.
Polska Agencja Prasowa: „Szapocznikow. Osobista” – tytuł wystawy sugeruje bliskie spotkanie z artystką. Konstruując ekspozycję, chciała pani przybliżyć jej prywatny świat i indywidualizm, czy może raczej stworzyć przestrzeń, w której ta twórczość stanie się osobista dla każdego z odbiorców?
Agata Małodobry: „Osobista”, czyli widziana z bliska, oglądana uważnie, odbierana wręcz intymnie. To nie jest kolejna pełna, encyklopedyczna prezentacja sztuki tej wybitnej artystki. Nasza ekspozycja ma zadziałać niemal haptycznie, dotykowo. Chociaż rzeźb nie można faktycznie dotknąć, chcemy stworzyć wrażenie poczucia cielesnej bliskości z dziełami Aliny Szapocznikow.
Naszym celem było zaprezentowanie prac artystki w sposób angażujący emocje widza. Narracja skupia się na rzeźbie jako na przekaźniku uczuć. Chcemy uwidocznić, że rzeźby Aliny Szapocznikow ukazują ciało człowieka niezwykle żywo i przejmująco, chociaż w sposób bardzo daleki od dosłowności. One wskazują na to, co niewyrażalne. To jest ten pierwszy powód, dla którego jest „osobista”. Ale, oprócz bliskiego spotkania z jej sztuką, podkreślamy też osobiste momenty z życia artystki.
PAP: Przeżycie Holokaustu, a także doświadczenie walki z chorobą nowotworową, znalazły odzwierciedlenie w jej twórczości. Trop biograficzny to jest ten filtr, przez który patrzy pani na jej sztukę?
A.M.: Trudno odbierać twórczość Aliny Szapocznikow, nie wiedząc, co ją w życiu spotkało. Jako nastolatka była więźniarką obozów koncentracyjnych, później chorowała. Alina nigdy nie chciała mówić o tym, co ją spotkało w czasie Holokaustu, ale bardzo wyraźnie widać to w jej rzeźbach. Zwłaszcza w pracach z początku lat 60. można dostrzec, że figury są popękane, zdeformowane, z kikutami rąk. Tak jak „Jednonoga” – wydłużona, zdeformowana postać kobiety z pionową szczeliną przecinającą postać na pół. Tym pęknięciem były lata II wojny światowej. Tym pęknięciem był Holokaust.
Potem, kiedy już czuła się kobietą spełnioną, kiedy mogła poczuć, że jest kochana, że wreszcie jej twórczość została zaakceptowana i stała się sławną we Francji, gdzie mieszkała, artystką – zdiagnozowano u niej raka piersi. W pracach próbowała oswoić to doświadczenie, tak powstał cykl przedstawiający nowotwory. Tak jakby przez rzeźbienie próbowała te guzy, które wewnątrz niej narastały, wyrzucić. „Nowotwór” jest jedną z jej najbardziej intymnych prac. Trzeba zauważyć, że Szapocznikow niezwykle odważnie dzieliła się swoją prywatnością. Była chyba pierwszą artystką, która w tak wybitny sposób potrafiła opowiadać językiem rzeźby o swojej chorobie. Więc „osobista” także przez to, co pokazywała.
PAP: Czym było ciało dla Aliny Szapocznikow?
A.M.: Szapocznikow przez cały okres swojej twórczości była zafascynowana biologizmem ludzkiego ciała, ale w równej mierze była zafascynowana materią rzeźbiarską. Kochała ciało człowieka, ponieważ kochała życie. Przy tych wszystkich tragediach, które ją spotkały, nie przestawała być osobą witalną, kochającą, pełną czaru i uroku, który rzucała na wszystkich wokół. Mam wrażenie, że potrafiła w swoich rzeźbach przekazać doznanie żywego ciała, które z kolei przekazuje uczucia. W jednym z ostatnich tekstów nazwała ludzkie ciało „strefą całkowicie erogenną”. Wydaje mi się, że skupienie na cielesności w twórczości rzeźbiarskiej Szapocznikow bierze się przede wszystkim ze zmysłowości jej samej. Z jej radości życia. Z tego, że chciała po prostu kochać, kochała, czuła się kochana. Ciało było też dla niej źródłem miłości. Myślę, że u Aliny Szapocznikow niezwykle wyraźna jest zarówno miłość do ciała, jak i miłość do rzeźbienia. Ona zarówno ukochała rzeźbę jako medium i rzemiosło, jak i życie, ludzkie ciało.
PAP: Alina Szapocznikow jest nazywana prekursorką sztuki feministycznej. To kolejny filtr, przez który należy czytać jej prace?
A.M.: Zdecydowanie. Choć wiele tych najdobitniej feministycznych dzieł jest rozproszonych w prywatnych kolekcjach i nie widzimy ich na naszej wystawie, warto pamiętać o serii „Desery”. Szapocznikow odlała z poliestru najbardziej erotyczne części kobiecego ciała, piersi i usta, i umieściła w deserowych pucharkach. W ten sposób pokazywała rolę kobiecego ciała, widzianego z perspektywy mężczyzny. Ale rzeźbiła części kobiecego ciała również w przepiękny, liryczny sposób, ukazując je jako coś wspaniałego i pokazując miłość do tego ciała, widzianego już z perspektywy kobiecej. W tamtym momencie to było odważne i bardzo feministyczne.
PAP: Pucharki spotkały się też z krytyką i zarzutami m.in. „beztreściowej” sztuki. Jak odbierana była Szapocznikow, kiedy prezentowała swoje nowe pomysły?
A.M.: Za życia nie zaznała, niestety, tej sławy, na jaką zasłużyła. Kiedy pracowała we Francji, wiązano ją z ruchem Nouveau Réalisme, grupą artystów nowych realistów, do których należeli m.in. Jean Tinguely i César. Ale nie mówiło się o Alinie. Mówiło się o mężczyznach z tej grupy, a ona pozostawała w ich cieniu. Pierwsze międzynarodowe wystawy poświęcone jej jako kobiecie-rzeźbiarce, artystce, zostały zorganizowane wiele lat po jej śmierci, już w XXI wieku. Być może była zbyt odważna na tamte czasy.
PAP: Chciała prowokować?
A.M.: Myślę, że ona była po prostu z natury odważna, miała dobrą relację ze swoim ciałem, nie wstydziła się. Dzięki temu przełamywała tabu. Dzięki temu sprawiała, że sztuka współczesna szła krok dalej. Dzięki swojej odwadze popchnęła do przodu historię sztuki feministycznej.
Dziś wielu rzeźbiarzy odwołuje się do niej, uważając Szapocznikow za jedną z najwybitniejszych rzeźbiarek. Szapocznikow jest „osobista” dla innych wybitnych artystów XX i XXI wieku. Była bardzo ważną postacią dla krakowskiego rzeźbiarza, profesora krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych Jacka Waltosia, a także dla takich artystek, jak Zuzanna Janin, Joanna Pawlik, Barbara Falender. Ona jest osobista dla nas, widzów. Ona w osobisty sposób ukazuje nam swoją intymną twórczość. I jest ważna dla innych artystów.
PAP: Szapocznikow eksperymentowała z materiałami rzeźbiarskimi, kwestionując tradycyjne wyobrażenia o rzeźbie. Jej prace są np. z poliestru.
A.M.: To bardzo ciekawe, dlatego że Alina, wprowadzając do swojej pracy sztuczne tworzywa, mogła jeszcze pełniej opowiedzieć prawdę o człowieku, człowieczeństwie, o ludzkim ciele. Poliester jako materiał ma specyficzne właściwości; jest półprzeźroczysty, potrafi doskonale imitować ludzkie ciało. Dodatkowo artystka barwiła go na delikatne kolory, które odwoływały się do naturalnej barwy ludzkiego ciała i pozwalały pokazać je jeszcze bardziej realnie, albo przeciwnie, potrafiły ciało oddalić od rzeczywistości.
PAP: Czy współcześni kuratorzy, analizujący dziś na nowo życie i dorobek Aliny Szapocznikow, natrafiają na wątki lub konteksty, które rzucają nowe światło na interpretację jej sztuki?
A.M.: Każda z tych wystaw odkrywa coś nowego. Sporo mówiło się już o cielesności i feminizmie Szapocznikow, ale jednym z długo utrzymujących się tabu była choroba nowotworowa. Zauważyłam, że dopiero w ostatnich biografiach Aliny Szapocznikow temat jej cierpienia, nowotworu wybrzmiewa.
Myślę, że wciąż wiele osób nie potrafi opowiadać o swoich własnych doświadczeniach choroby. Nowotwór i generalnie każda choroba dzisiaj, w czasie dążenia do doskonałości, chwalenia się najpiękniejszą wersją siebie, instagramowych filtrów, często nadal pozostaje tabu. A na wystawie spotykamy Alinę, która swoimi rzeźbami pokazuje, że prawdą o człowieku jest też to, że cierpi. I być może to, że Alina to tabu już dawno przełamała, że nie bała się odważnie opowiadać o swojej chorobie niszczącej jej ciało, o cierpieniu, zmieni też nasz stosunek. Być może współcześni zwiedzający, jeśli będą uważnie tę wystawę oglądać i odczytywać, zmienią stosunek do idealizacji ciała i ukrywania naszych słabości.
Rozmawiała Julia Kalęba-Wysocka
Agata Małodobry - kustoszka w Muzeum Narodowym w Krakowie, kuratorka wystaw, badaczka rzeźby nowoczesnej. Interesuje ją rzeźba polska XX i XXI wieku w szerszym kontekście kulturowym. Przygotowana przez nią wystawa „Szapocznikow. Osobista” jest dostępna dla zwiedzających w Muzeum Narodowym w Krakowie od piątku do 23 sierpnia br.
Alina Szapocznikow urodziła się 16 maja 1926 roku w Kaliszu, gdzie akurat przebywali u rodziny jej rodzice, ale wychowała się w Pabianicach. Jej ojcem był Jakub Szapocznikow, pabianicki dentysta, a matką Ryfka z domu Auerbach, pediatra. Alina ukończyła Państwowe Gimnazjum Żeńskie im. Królowej Jadwigi w Pabianicach (obecnie II Liceum Ogólnokształcące).
Lata 1940-1942 razem z matką (ojciec zmarł w 1938 roku) spędziła w pabianickim getcie. Stąd trafiły do getta łódzkiego, a następnie, przez obóz Auschwitz, kolejno do obozów w Bergen-Belsen i w czeskim Teresinie, gdzie doczekały końca wojny i gdzie prawdopodobnie doszło do ich rozdzielenia. Doświadczenia obozowe wpłynęły na zdrowie artystki - w 1949 r. zdiagnozowano u niej gruźlicę otrzewnej.
Po wojnie Szapocznikow postanowiła podjąć studia rzeźbiarskie. W latach 1945–1946 praktykowała w praskiej pracowni Otokara Velimskiego. Dalsze studia odbyła w Wyższej Szkole Artystyczno-Przemysłowej w Pradze i w latach 1948-1950 w Ecole Nationale Superieure des Beaux-Arts w Paryżu. W 1951 roku wróciła do Polski. Tutaj włączyła się w życie artystyczne, biorąc udział m.in. w konkursach na pomniki - Fryderyka Chopina, Bohaterów Warszawy, upamiętniający ofiary Auschwitz, Juliusza Słowackiego.
W latach 60. XX wieku artystka pracowała głównie w Paryżu, tworząc odlewy ciała z żywic syntetycznych i materiałów nietrwałych, dokumentując tym samym ulotność życia, chorobę i doświadczenie własnej fizyczności. Zmarła 2 marca 1973 r. w Passy we Francji.(PAP)
juka/ aszw/