Muhammed Ali (z prawej) w walce bokserskiej z George'em Foremanem w 1974 r. w Kinszasie. Fot. PAP/EPA/AFPI_FILES
10 lat temu, 4 czerwca 2016 roku w wieku 74 lat zmarł jeden z najlepszych pięściarzy w historii - Muhammad Ali. „Esteta ringu” - pisali o nim dziennikarze, a on nazywał siebie „Elvisem Presleyem boksu”. Sławę przyniosły mu nie tylko występy w ringu, ale i działalność społeczna.
Cassius Marcellus Clay Jr., znany później powszechnie jako Muhammad Ali, urodził się 17 stycznia 1942 roku. W autobiografii pod znaczącym tytułem „The Greatest: my own story” ogłosił siebie najlepszym pięściarzem wszech czasów. Za takiego uznał go też w 1987 roku fachowy „Ring Magazine”.
Karierę zaczął na olimpijskim ringu w Rzymie (1960), pokonując w finale wagi półciężkiej Zbigniewa Pietrzykowskiego. Szybko zaczął odnosić sukcesy w gronie zawodowców. Pierwszy tytuł mistrza świata wszech wag zdobył w 1964 roku, mając 22 lata, po zwycięstwie nad inną sławą - Sonnym Listonem, osiłkiem o kryminalnej przeszłości. Po jego pokonaniu Ali biegał po ringu i krzyczał: „Wstrząsnąłem światem! Jestem największy!”.
Wcześniej wstąpił do radykalnej sekty czarnych muzułmanów Nation of Islam i przybrał nazwisko Muhammad Ali, czyli „ukochany Allaha”. W 1967 roku pozbawiono go mistrzowskiego pasa, licencji i paszportu za odmowę służby wojskowej. Był zdeklarowanym przeciwnikiem wojny w Wietnamie.
Zawsze wykazywał się charakterem, miał silną osobowość i poczucie własnej wartości. Gdy powrócił ze złotym medalem olimpijskim do Louisville, odmówiono mu posiłku w barze. Usłyszał: „kolorowych nie obsługujemy...”. Wzburzony tymi przejawami rasizmu poszedł na most i wrzucił medal do rzeki Ohio.
Miał rzesze admiratorów, szczególnie wśród ciemnoskórych Amerykanów. Nie brakowało mu też wrogów. Nazywali go „krzykaczem”, na co sam nieco zapracował, „tancerzem”, bo hołdował specyficznemu stylowi walki, zgodnie z wersem piosenki „tańczył jak motyl, żądlił jak pszczoła”.
Lubił też walczyć z niską gardą i przy linach, a nawet w narożniku. Przyjmował dużo ciosów lub unikał ich balansem ciała. Z upodobaniem stosował metody wojny psychologicznej, zarówno w czasie walki, jak i przed nią. Gdy Ernie Terrell uparcie mówił o nim „ten Clay”, zamiast Muhammad Ali, ten celowo przedłużał ringową agonię rywala, by mieć okazję po każdym celnym ciosie zadawać mu pytanie: „What is my name?” (Jak się nazywam?).
Potem przyszły słynne pojedynki, opisywane przez najlepszych dziennikarzy, ekspertów, a nawet pisarzy, np. Normana Mailera. Z George'em Foremanem na ringu w stolicy Zairu (dziś Demokratycznej Republiki Konga) - Kinszasie, nazywanym „Rumble in the Jungle” („Bójka w dżungli”) w 1974 roku czy z Joe Frazierem w Manili (1975). Przed walką w stolicy Filipin Ali przechwalał się rymowanką: „zabiję tego goryla, na ringu w mieście Manila”.
W sumie trzykrotnie zdobył tytuł mistrza świata wszechwag. Pas obronił 19 razy. Do 1981 roku stoczył w ringu 61 profesjonalnych walk. Wygrał 56, z czego 37 przez nokaut.
W 1988 roku w wywiadzie dla „The New York Times Magazine” ogłosił, że cierpi na chorobę Parkinsona.
„Gdybym cieszył się doskonałym zdrowiem, gdybym wygrał swoje dwie ostatnie walki, gdybym nie miał kłopotów, ludzie baliby się mnie. Teraz mi współczują. Myśleli, że byłem supermenem. Teraz mogą mówić - on jest człowiekiem, takim jak my. Też ma problemy” - tłumaczył.
W 1996 roku, mimo postępującej choroby, zapalił znicz na rozpoczęcie igrzysk w Atlancie.
W ostatnich latach życia poruszał się z trudem, przemieszczał się na wózku inwalidzkim, miał problemy z mówieniem. Pozostawił po sobie nie tylko centrum swego imienia w Louisville (Kentucky), ale cytaty, które często są przypominane.
W wywiadzie dla magazynu „The People”, zapytany, czy żałuje, że w ogóle wszedł do ringu, odparł: "Gdybym nie był bokserem, nie byłbym sławny. Gdybym nie był sławny, nie zdołałbym dokonać tego, co dokonałem”.
Powiedział też kiedyś: „Ludzie nie doceniają tego, co mają tak długo, aż im tego nie zabraknie. Tak jak prezydenta Kennedy’ego, bo nigdy nie będzie już takiej osoby. Tak jak Beatlesów, bo nigdy nie będzie drugiego takiego zespołu. Tak jak Elvisa Presleya. A ja byłem właśnie Elvisem boksu”.
Był czterokrotnie żonaty, miał dziewięcioro dzieci (jedno adoptowane). Najsłynniejsza z córek - Laila Ali - poszła w jego ślady i sięgnęła po mistrzostwo świata. Karierę zakończyła w 2007 roku jako niepokonana czempionka, niedługo później przyszedł na świat jej syn, a wnuk Alego - Curtis Muhammad. (PAP)
pp/ wha/