Warszawa 01.1965. Poetka, autorka tekstów piosenek Agnieszka Osiecka w swoim mieszkaniu na Saskiej Kępie. Fot. PAP/Erazm Ciołek
„Kochany Misiu! O sobie, piciu i całej reszcie" to odnalezione zapiski Agnieszki Osieckiej z lat 70. Panorama życia imprezowego tamtych czasów zawiera także opis próby ustatkowania się, założenia rodziny przez bohaterkę. Próby nieudanej, poetka sama o sobie pisała jako o kobiecie „nieudomawianej”.
„Kochany Misiu” to nigdy niewysłane listy do przyjaciela, Janusza Minkiewicza. Przypuszczalnie Osiecka nigdy nie zamierzała ich wysyłać, wyobrażanie sobie adresata zapisków po prostu ułatwiało ich prowadzenie. „To zaskakujący formą, wyjątkowy w historii polskiej literatury polskiej zapis 16 lat życia towarzyskiego, uczuciowego, twórczego i zawodowego. Adresując komunikat do Janusza Minkiewicza, zdobywa się autorka na pewien rodzaj szczerości, który można nazwać autoterapią - nie tylko zdaje sprawę z podróży, spotkań, ale też analizuje własne przeżycia, stosunek do rozmaitych sytuacji, nierzadko wyznanie winy wobec bliskich. Być może taka strategia literacka była Osieckiej potrzebna do podjęcia rozrachunków, przyjęcia odpowiedzialności za podjęte decyzje” - pisze w przedmowie Radosław Młynarczyk, badacz życia Osieckiej.
Adresat listów Janusz Minkiewicz, poeta i satyryk, to bliski przyjaciel Osieckiej, stały bywalec SPATiF-u. Łączyło ich podejście do życia, zarazem „sentymentalne i cyniczne” - jak pisała Osiecka. W 1969 roku, gdy powstał pierwszy list, poetka jest już dojrzałą kobietą dobiegającą czterdziestki. Robi karierę, nie brak jej pieniędzy ani przyjaciół. Ciągle mieszka z mamą, co lubi, ale potrzeba własnego domu, samodzielności i dorosłości staje się coraz ważniejsza. Życie Osieckiej jest wypełnione miłością, ale jej obiekty ciągle się zmieniają. Ma za sobą dwa małżeństwa i kilka poważnych związków, m.in. z Markiem Hłaską, Andrzejem Jareckim, Jeremim Przyborą. Teraz flirtuje z Andrzejem Wajdą, ale najpoważniejszy okazuje się związek z Danielem Passentem. Dziennikarz długo zabiegał o miłość Agnieszki, ale gdy ją zdobył, zaczął się spełniać znany już Osieckiej scenariusz - im bardziej ona się angażuje, tym bardziej nieuchwytny okazuje się obiekt uniesień.
„To zaskakujący formą, wyjątkowy w historii polskiej literatury polskiej zapis 16 lat życia towarzyskiego, uczuciowego, twórczego i zawodowego. Adresując komunikat do Janusza Minkiewicza, zdobywa się autorka na pewien rodzaj szczerości, który można nazwać autoterapią ...”
„Kim właściwie był Daniel? Chłopak, którego nie chciałam, od którego się opędzałam. Chłopak, który właściwie wytupał, wykrzyczał i wybłagał mnie sobie. Chłopak, który mnie złościł, nużył i śmieszył. I chłopak, któremu wreszcie powiedziałam »tak« i byłam gotowa rodzić dziecko. I przymierzałam się do wspólnego życia. (...) Ale cierpię i cierpiałam przez niego jak przez nikogo na świecie” - pisze o Passencie.
„Możesz bredzić... Pleść bzdury... Androny.../ Tylko błagam cię: nie mów, nie mów, tylko nie mów do mnie jak do żony” - głosi refren jednej z piosenek Osieckiej, która całe życie uciekała od tradycyjnego „udomowienia”. Mawiała, że role żony i matki nie pasują do jej natury, artystyczna i osobista wolność jest jej konieczna do życia, podobnie jak nomadyczny tryb oraz spontaniczność zamiast stabilizacji. Około czterdziestki poetka zauważyła jednak zalety życia rodzinnego, poczucia przynależności, bezpieczeństwa, zwłaszcza że dawni przyjaciele emigrują, umierają albo też skupiają się na swoich małżonkach. Osiecka zaczyna doświadczać samotności.
„Może i plącze się to wszystko przy mnie tak mocno, bo tak mi strasznie wymiera i wykrusza się nasze pokolenie. Śmierć, Tworki, choroba... Jestem jak wdowa po powstaniu styczniowym, chociaż mamy za sobą same zwycięstwa. Zbyszek, Bobek, Marek. Pustawo jak w karneciku staruszki. Nie mieliśmy krzepy Kolumbów. Jakieś wieczne dzieci, marzyciele. Wierzyliśmy w swoją nieśmiertelność. (...) Infantylność. Lęk przed dorosłością. Ucieczka w bycie wiecznym chłopaczkiem, wieczną dziewczyną” - pisze Osiecka. Najwyraźniej i dla niej formuła wiecznej młodości okazała się niewystarczająca. Daniel Passent - uporządkowany, odpowiedzialny - wydaje się człowiekiem, który ma szansę wprowadzić poetkę na drogę życia rodzinnego. Także matka Agnieszki widzi w Passencie obiecującego kandydata na zięcia. Pod koniec 1973 roku podejmują kolejną próbę wspólnego życia w nowym mieszkaniu Osieckiej w Falenicy.
Poetka zachodzi w ciążę i godzi się na poświęcenia wynikające z procesu tworzenia rodziny. Najbardziej zapalnym punktem okazuje się alkohol. Daniel najwyraźniej widzi problem Agnieszki i próbuje nad nim zapanować - ogranicza jej wyjścia i zakrapiane spotkania, obserwuje i krytykuje. Jednak to nie wszystko. Osiecka nie umie i nie chce prowadzić domu, sprawy codzienności są dla niej wielkim ciężarem. Już po dwu latach wspólnego życia poetka, czekając na powrót partnera z podróży, spekuluje, co stanie się przedmiotem awantury - dobranie się do ukrytych zapasów kawy, picie wódki z koleżankami, zbyt głośne przełykanie herbaty, włos na kołnierzu. „Śmieszne jest to, że ten mój Pantofel ponury, pod którym siedzę, potrafi być często całkiem miły i zabawny, gdy rozmawia z innymi. A w domu wychodzi z niego ta piła bez wdzięku. Zastanawiam się, jak ja mogłam tak Pantofla rozpuścić. (...) W każdym razie jest rozpuszczony, a może się też trochę mści za to, że młodość spędziłam na frykowiskach, że jestem siwa, że stracił przeze mnie swoje mieszkanie z antykami, że nie jestem Żydówką i diabli wiedzą za co. A może jest po prostu niesympatycznym starym gówniarzem i dla wszystkich byłby taki?” - zastanawia się Osiecka.
Im dalej, tym gorzej. Kilka miesięcy później pisze: „W domu - awantury porządkowe: że pożyczyłam niani radio zagraniczne, że chleba suchego za dużo się marnuje, że talerz niedomyty odstawiłam, że włos mam na klapie, że wody ciepłej za dużo wypaprałam i że kołnierzyki od bluzek mam brudne. Czasem awantury nie ma, więc tylko widzę, jak się Danek na twarzy z wściekłości mieni i już rozprawiania mego o aplolinerach nie słucha, i rozumiem, że znów coś jest nie tak, że pewnie zlew zatkałam. Nie jesteśmy na siebie źli, ale to nie jest przyjaźń, tylko porozumienie” - pisze Osiecka i zaczyna rozmyślania, jak odzyskać wolność, zwłaszcza że zakochała się znowu, w redakcyjnym koledze Passenta z „Polityki”. Azylem Osieckiej znów stał się jej dziecięcy pokój przy ulicy Dąbrowieckiej 25 na warszawskiej Saskiej Kępie. Poetka odczuwa zarazem ulgę i ma poczucie przegranej.
Ale dawne radości, przyjaźnie, cały tryb życia, który kochała w młodości - wszystko to już się wyczerpało. Charakterystyczny jest zapis wieczoru z jesieni 1973 roku, który Osiecka spędzała w warszawskich knajpach z Elżbietą Czyżewską, przyjaciółką, która przyjechała na chwilę po latach emigracji. Oczywiście obie piją jak za młodu i idą z kolegami do sławnego Ścieku. Tam Agnieszka dostrzega, jak czas zmienił jej dawna partnerkę towarzyskich szaleństw. „Ta Elka, taka kiedyś cudowna i rozchwytywana, miotała się po jakimś pożal się Boże dansingu, żebrząc o litość i tańczenie - między jakimiś pożal się Boże drugorzędnymi facetami, z których każdy czegoś żałował: a to godziny snu, a to nóg do tańca, a to gęby do strzępienia. Oddawaliście ja sobie z rąk do rąk jak pieska niechcianego. (...) Włosy miała sklejone i spodnie pęknięte na pupie, a buzię przecież całkiem dziecinną. Może to i dobrze, że Zbyszek i Marek wycofali się wcześniej, jeśli wszyscy mamy tak skończyć” - wspomina Osiecka śmierć Cybulskiego i Hłaski, dawnych towarzyszy imprezowania. Ale widać, że identyfikuje się z Czyżewską i widzi w jej zagubieniu i samotności swoją przyszłość.
Książka „Kochany Misiu! O sobie, piciu i całej reszcie” ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.
Agata Szwedowicz (PAP)
aszw/ wj/ miś/