Zdjęcie ilustracyjne. Sierp żelazny z zachowaną drewnianą rękojeścią z drugiej połowy XIII wieku znaleziony na terenie wykopaliska na terenie Starego Zamku w Grodnie, 1937 r. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Kobieta, w której siedemnastowiecznym grobie znaleziono kłódkę i sierp, mogła wywodzić się spoza lokalnej społeczności. Obawiający się kobiety miejscowi do jej ust włożyli też dodatkowy przedmiot. Był on prawdopodobnie kolejnym zabezpieczeniem przed rzekomą złą mocą zmarłej - pokazują nowe badania.
Grób kobiety z sierpem na szyi i trójkątną kłódką na palcu lewej stopy w 2022 roku odkryli w miejscowości Pień (woj. kujawsko-pomorskie) archeolodzy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, kierowani przez prof. UMK dra hab. Dariusza Polińskiego. W 2024 roku o kobiecie, nazwanej później Zosią, zrobiło się szczególnie głośno, bo interdyscyplinarny zespół antropologów i lekarzy przygotował rekonstrukcję jej twarzy.
Od momentu odkrycia naukowcy przeprowadzili szereg badań, m.in. datowanie radiowęglowe, analizę DNA, badania składu pierwiastkowego oraz analizy izotopów stabilnych, które pozwoliły lepiej poznać szczegóły pochówku kobiety. Wyniki opublikowali w piśmie „Journal of Archaeological Science: Reports”.
Zabezpieczenie jej ciała co najmniej dwoma elementami, niespotykane dotąd w literaturze archeologicznej, świadczy o tym, że miejscowa ludność uznawała ją za niebezpieczną. Najpewniej uważano, że mogła odpowiadać za nieszczęścia, np. choroby czy głód, które często nawiedzały Rzeczpospolitą Obojga Narodów w XVII wieku.
Obawy mogła budzić zarówno jeszcze za życia, jak i po śmierci. Świadczy o tym kłódka założona na duży palec lewej stopy już przy pierwotnym pochówku. - W symbolice pogrzebowej oznaczała ona przede wszystkim zamknięcie ziemskiego życia oraz przejście do świata zmarłych. Mogła również symbolicznie uniemożliwiać kontakt między żywymi a umarłymi, przerywać złą passę lub chronić społeczność przed powrotem zmarłego. W niektórych interpretacjach uważano także, że pomagała zatrzymać rozprzestrzenianie się epidemii - wyjaśnił PAP prof. Dariusz Poliński.
Wkrótce po śmierci i pochowaniu zmarłej miejscowi uznali, że ciało należy zabezpieczyć dodatkowo ułożeniem sierpa wokół jej szyi, skierowanego ostrzem w stronę gardła.
Wierzono, że jeśli zmarły próbowałby powstać z grobu, sierp odciąłby mu głowę lub podciął gardło, uniemożliwiając powrót do świata żywych.
W tradycji ludowej żelazo oraz ostre narzędzia uchodziły za szczególnie skuteczną ochronę przed demonami, czarami i złymi duchami.
Jak wynika z publikacji, grób ponownie więc otwarto, prawdopodobnie po to właśnie, by dołożyć do niego sierp. Ponieważ układ kości pozostał anatomicznie prawidłowy, otwarcie grobu musiało nastąpić stosunkowo krótko po pochówku, jeszcze zanim ciało uległo całkowitemu rozkładowi, a tkanki miękkie nadal utrzymywały szkielet w naturalnym położeniu.
Analizy pozostałości drewnianej rękojeści sierpa wskazują, że najprawdopodobniej wykonano ją z brzozy, olchy lub klonu. Zwłaszcza brzozie przypisywano w kulturze ludowej właściwości ochronne przed demonami i czarami, co mogło dodatkowo wzmacniać symboliczne znaczenie tego przedmiotu.
Miejscowi mogli stosować wobec kobiety dodatkowe „zabezpieczenia”. Śladem trzeciego elementu zabezpieczającego może być rozległe, zielonkawe przebarwienie, które badacze znaleźli przede wszystkim na podniebieniu, ale też podstawie czaszki, wnętrzu jamy nosowej oraz na dwóch pierwszych kręgach szyjnych. Naukowcy wykluczają, by była to moneta, bo ona spowodowałaby znacznie mniejsze przebarwienia.
- Jednak do tej pory nie udało się nam określić, co to było. Jeśli to był przedmiot, to wykonany z miedzi lub o jej dużej zawartości. To zabezpieczenie także było już obecne przy pierwotnym pochówku. Zabezpieczenia przy pierwotnym pochówku oraz kolejne po otwarciu grobu jednoznacznie świadczą o ogromnym strachu przed Zosią - wskazał prof. Poliński.
Z analiz wynika, że Zosia zmarła około połowy XVII w. Była młodą kobietą średniego wzrostu, w momencie śmierci miała między 17 a 19 lat i od 162 do 168 cm wzrostu.
Badania genetyczne wskazują, że mogła pochodzić ze Skandynawii, choć badania izotopów strontu nie potwierdzają tej hipotezy.
Wskazują, że raczej była migrantem co najmniej drugiego stopnia. Wychowała się jednak w okolicach współczesnego Pnia.
Prawdopodobnie należała do wyższych warstw społecznych, na co wskazują analizy fragmentów ozdobnej tkanej taśmy, odnalezione wokół żuchwy. Główną osnowę wykonano z jedwabiu, a przy krawędziach taśmy umieszczono cztery nici wykonane z czystego srebra i złota. W żadnej z badanych próbek badacze nie znaleźli znaczącej zawartości miedzi, która często występuje w XVII-wiecznych niciach dekoracyjnych.
Już wcześniejsze badania wykazały, że kobieta cierpiała na naczyniaka - nowotwór w trzonie mostka, który mógł powodować ból i przyczynić się do powstania deformacji w postaci widocznego na klatce piersiowej guza. Najpewniej nie był on jednak przyczyną jej śmierci. Naukowcy są coraz bliżsi ustalenia, w jaki sposób Zosia zmarła, ale do ostatecznych wyjaśnień, potrzebują jeszcze kolejnych badań.
Z obszaru Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej znanych jest obecnie kilkaset tzw. pochówków antywampirycznych datowanych od okresu późnego średniowiecza po czasy nowożytne. W Polsce największa nekropolia z takimi pochówkami znajduje się właśnie w Pniu. Zespół pod kierownictwem prof. Polińskiego odnalazł w tym miejscu łącznie 101 pochówków, w tym co najmniej kilkanaście tzw. atypowych.
W badaniach pochówku, oprócz badaczy UMK, uczestniczyli naukowcy: Politechniki Łódzkiej, Politechniki Gdańskiej, Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, Liverpool John Moores University, University of North Texas Health Science Center.
Ewelina Krajczyńska-Wujec (PAP)
ekr/ zan/