Warszawa. 12.04.2002 r. Wystawa Gruppy w Galerii Sztuki Program. Na zdjęciu obraz Marka Sobczyka "Keine Mofas". Fot. PAP / Andrzej Rybczyński
W Gruppie było wszystko - elementy opowieści wręcz literackiej, bunt polityczny, poezja, wątki społeczne, silna ekspresja i melancholia - powiedział PAP Borysław Czyżak, autor książki „Gruppa. Buntownicy sztuki”. Dodał, że nie da się poddać ich sztuki konkretnej klasyfikacji czy prostemu opisowi.
Gruppa była jedną z najważniejszych polskich formacji artystycznych lat 80. Została założona przez sześciu artystów związanych z Akademią Sztuk Pięknych w Warszawie: Ryszarda Grzyba, Pawła Kowalewskiego, Jarosława Modzelewskiego, Włodzimierza Pawlaka, Marka Sobczyka i Ryszarda Woźniaka. Ich środkiem wyrazu było malarstwo, dzięki któremy wyrażali swój bunt wobec brutalnej politycznej rzeczywistości PRL-u i oficjalnej sztuki promowanej przez państwo. Kolorowa, ekspresyjna, żywiołowa, ironiczna, groteskowa i prowokacyjna twórczość była odpowiedzią na absurd otaczającego ich świata.
Polska Agencja Prasowa: Co zbliżyło do siebie Ryszarda Grzyba, Pawła Kowalewskiego, Jarosława Modzelewskiego, Włodzimierza Pawlaka, Marka Sobczyka i Ryszarda Woźniaka?
Borysław Czyżak: Studiowali razem na warszawskiej ASP. Większość z nich w pracowni profesora Stefana Gierowskiego, a dwóch w pracowni profesora Rajmunda Ziemskiego. Znali się z koła naukowego, wydziału malarstwa, wystaw i innych spotkań towarzyskich. Zbliżyło ich pokoleniowe doświadczenie wchodzenia w świat artystyczny w czasie karnawału „Solidarności”.
W 1980 roku Polska się otworzyła, można było drukować książki, które wcześniej były zabronione, oglądać więcej amerykańskiego kina, do Polski przyjeżdżały wystawy. „Solidarność” była wtedy żywiołowym ruchem. Umiłowanie wolności i zachwyt nad kolorowym światem zbliżyło do siebie to pokolenie. Z czasem się to zmieniło, ponieważ nastał stan wojenny. Przestały działać telefony, radio, prezenterzy wiadomości występowali w mundurach wojskowych, były blokady na ulicach, wprowadzono godzinę milicyjną. W tych warunkach ludzie do siebie lgnęli. Odwiedzali się, mieli potrzebę bycia razem.
Świat artystyczny zaczął bojkot państwowych mediów.
Większość artystów nie chciała wystawiać w państwowych galeriach. Zaczęli pokazywać swoją sztukę w prywatnych mieszkaniach, ukrytych salkach. To bardzo ważny czynnik, który zbliżył do siebie członków późniejszej Gruppy.

Warszawa. 12.04.2002 r. Wystawa Gruppy w Galerii Sztuki Program. Na zdjęciu obraz Marka Sobczyka "Gdzie jeszcze w Polsce się biją". Fot. PAP / Andrzej Rybczyński
PAP: Tworzyli wspólnie czy byli indywidualistami? Mieli wspólny mianownik?
B.C.: Ważnym mianownikiem była dla nich chęć ekspresji. Wchodzili w życie artystyczne w momencie, gdy dominowała sztuka konceptualna i performatywna. Unikano tradycyjnych środków artystycznych, takich jak malarstwo czy rzeźba. Członkowie Gruppy chcieli malować kolorowo, po swojemu, o tym, co ich zajmowało. To był pewnego rodzaju bunt, który ich łączył.
Czasem malowali również wspólnie obraz, np. na jednym papierze czy płótnie. Niektóre takie przedsięwzięcia trwają do dzisiaj.
PAP: Przeciwko czemu się buntowali?
B.C.: Użyłem w książce sformułowania Ryszarda Grzyba, który oprócz tego, że jest malarzem, regularnie publikuje wiersze. Precyzyjnie dobiera słowa. Jak mówi - ich bunt był czterowymiarowy: wobec państwa stanu wojennego, Kościoła, obowiązującej wówczas sztuki i przeciwko sobie samym. Nieustannie podważali siebie samych.
PAP: Jak to rozumieć?
B.C.: Chodzi o przekraczanie granic. Kiedy wydawało im się, że coś już potrafią, coś wypracowali, ich malarstwo jest rozpoznawalne, to wszystko burzyli - nagle zaczynali malować inaczej albo o czymś innym. Zamiast wątków antypaństwowych podejmowali tematy takie jak przyjaźń, miłość, samotność, filozofia. Następnie wracali do interwencji o społecznym wydźwięku.
PAP: Zapłacili cenę za bunt wobec władzy?
B.C.: Istniało ryzyko usunięcia ich z uczelni i zawieszenia w prawach studentów. Aby do tego nie doszło, musiał interweniować profesor Gierowski. Z wystawy w Lublinie w 1983 roku cenzura usunęła obraz Włodzimierza Pawlaka „Czerwony autobus rusza w drogę dookoła świata”, dwa lata później zażądała zdjęcia jego obrazów „Rozmowa z Olkiem Misiurą o Syberii” i „Droga z piekła do nieba”. Cenzura w latach 80. nie była tak represyjna w stosunku do sztuk wizualnych jak wobec słowa. Wystawy podlegały kontroli, ale nie aż takiej jak druk. Natomiast jeśli ktoś prześmiewczo namalował coś o Związku Radzieckim, to natychmiast był usuwany. Czasem była to również cenzura kościelna.
Obrazy Gruppy często są obsceniczne czy radykalnie szorstkie w swojej ekspresji, budziły emocje, przez co Kościół blokował ich ekspozycję.
Czasem sprzeciw budził wymiar religijny, ale przede wszystkim obrazy Gruppy były postrzegane jako sprzeciw wobec władzy. Paweł Kowalewski opowiadał mi, jak jego obraz został usunięty z wystawy przez księdza Wiesława Niewęgłowskiego, ponieważ nawiązywał do śmierci księdza Jerzego Popiełuszki. Ksiądz bał się interwencji władz, nie chciał iść na tak jawną konfrontację.
W latach 90. i na początku XXI w. zapłacili cenę, jaką było zapomnienie. Nowe pokolenie zajęło się sztuką krytyczną. Zmieniły się sposób opowiadania, estetyka i waga problemów. Wydawało się, że sztuka z lat 80. jest przebrzmiała przede wszystkim dlatego, że była postrzegana jako polityczna. Było jeszcze za mało dystansu, żeby wybrzmiały wątki egzystencjalne, filozoficzne i odnoszące się do literatury i filozofii - m.in. do Dantego Alighieri, Stanisława Ignacego Witkiewicza, Witolda Gombrowicza, Józefa Conrada Korzeniowskiego, Friedricha Hölderlina, Ludwiga Wittgensteina - które dopiero teraz dostrzegamy i doceniamy z perspektywy czasu. W latach 90. twórczość Gruppy wydawała się należeć do przeszłości, teraz odkrywamy jej uniwersalność.
Okazało się, że ich bezkompromisowość, szczerość, zainteresowanie światem uniwersalnym, a nie jedynie polityką, jest czymś, co do dzisiaj może inspirować.

Warszawa. 12.04.2002 r. Wystawa Gruppy w Galerii Sztuki Program. Fot. PAP / Andrzej Rybczyński
PAP: Czy ich twórczość wytrzymała próbę czasu? Czy była jedynie barwnym epizodem w najnowszej polskiej historii sztuki? Co z niej zostało?
B.C.: Zostały wątki egzystencjalne: samotność, przyjaźń, czułość, złość i brutalność, niekoniecznie polityczna, często czysto międzyludzka. Została także ich fascynacja odmiennością. W pierwszych wystawach Gruppy brała udział Ewa Piechowska, modelka zarabiająca pozowaniem na ASP, a jednocześnie malarka amatorka. Jej nieakademickość była dla nich fascynująca. Miała inne spojrzenie na świat, inne skojarzenia. Zapraszali ją na wystawy i do pisania tekstów w czasopiśmie „Oj, dobrze już”, które wydawali. Wystawiała z nimi także Małgorzata Rittersschild, na dwóch ważnych wystawach w Lublinie, był z nimi również Maciej Wilski. To świadczy o tym, że członkowie Gruppy patrzyli znacznie szerzej i tworzyli zróżnicowane środowisko.
PAP: Wróćmy jeszcze do słowa. Jaką funkcję pełniło w ich działalności?
B.C.: Niezwykle ważną. To wyróżniało Gruppę - słowo było dla nich inspiracją. Dużo czytali. Ważny był dla nich m.in. Witold Gombrowicz. Podobnie kultura popularna. To wszystko kłębi się na ich obrazach. W ich twórczości można odnaleźć wiele wątków literackich czy inspirowanych przez literaturę.
Słowo było też dla nich materią. Nie tylko uzupełnieniem obrazu, ale pełnoprawnym środkiem wyrazu. Tytuły ich dzieł niekoniecznie bezpośrednio korespondują z tym, co było na nich przedstawione. Ani obraz nie jest ilustracją słów, ani słowa nie są podpisem obrazu. To gra skojarzeń. Mistrzem jest Marek Sobczyk, którego tytuły prac często są bardzo enigmatyczne, a obrazy wielowarstwowe. Im dłużej widz o nich myśli, tym bardziej go wciągają.

Warszawa, 31.03.2005. Ryszard Grzyb, malarz, członek Gruppy w czasie realizacji projektu pt. "Zdania napowietrzne”. Fot. PAP/Andrzej Rybczyński
PAP: Ich słowa wiążą się czasem wręcz z prowokacją. Gdzie przebiegała granica między buntem a prowokacją w ich sztuce?
B.C.: Sami artyści musieliby odpowiedzieć na to pytanie. Dostalibyśmy sześć zupełnie różnych odpowiedzi, które jeszcze by się zmieniały w zależności od pory dnia i roku.
Używane przez nich słowa to kwestia swobodnych skojarzeń. Ryszard Woźniak opowiadał mi, że jeśli chce coś przedstawić, to zastanawia się, jakie dobrać środki - i malarskie, i słowne. Z tego rodzi się konstrukcja, która czasem skręca w stronę początkowo niezamierzoną czy nieoczekiwaną. Skojarzenia często są mylące, prowokacyjne. Można to nazwać myleniem tropów, żeby zostawić widzom wolność interpretacji.
Członkowie Gruppy używali pojęcia „niedoformie”, co oznacza niedopowiedzenie, niedokończenie, pozostawienie czegoś jeszcze niedomkniętego.
Nie chcieli nic narzucać odbiorcom. „Niedoformie” było zaplanowane, skomponowane, to nie były spontaniczne gesty. A przynajmniej nie tylko spontaniczne.
Odbiorcy ich sztuki często początkowo czują się bezradni, doszukując się logicznych wytłumaczeń, a jednocześnie ich to fascynuje, budzi różne skojarzenia. Dochodzi do tego, że z czasem mniej istotne stają się wątki aktualne, dziejące się w chwili powstania obrazu, a widz zaczyna – prowadzony przez malarza tylko na początku – budować własne odczucia i refleksje. Wchodzi się w przestrzeń niedopowiedzeń i to jest fascynujące w dziełach Gruppy.
Jednocześnie, sztuka Gruppy niesie w sobie wielki bunt i wiele warstw prowokacji. Możemy mówić o dwóch aspektach – jeden to bunt, chęć wykrzyczenia swojego sprzeciwu. Bunt czasem bywa samotny, może być reakcją zbiorową, ale może też być przeżywany i wyrażany w samotności. Natomiast w twórczości Gruppy jest jeszcze silny aspekt prowokacji, która prowokuje kogoś, do czegoś. Może do działania, może po prostu do myślenia. „Niedoformie”, niedopowiedzenia prowokują widza do własnych refleksji. Niezależnie od tego, że bywały również prowokacją wobec władz.
PAP: Czy groteska była ich sposobem na radzenie sobie z codziennością w PRL-u?
B.C.: Była reakcją na absurd otaczającego ich świata. W latach 80. nie byli jedynymi, którzy operowali absurdem i sięgali po groteskę. Tak samo robił kolektyw Łódź Kaliska. Było to też widoczne w działalności środowiska Pomarańczowej Alternatywy we Wrocławiu. Ubierali się na pomarańczowo, zakładali czapki krasnoludków i nagle kilka tysięcy ludzi zaczynało podskakiwać w centrum Wrocławia. Władza była bezradna wobec tak absurdalnych wydarzeń. To emanacja wolności. Nigdy nie było wiadomo, co zrobią ani z czym było to związane. Sięgali po groteskę, ponieważ dawała swobodę.

Warszawa, 28.04.2008 r. W Galerii Studio w Pałacu Kultury i Nauki miał miejsce wernisaż wystawy malarstwa Ryszarda Woźniaka, współzałożyciela legendarnej Gruppy - pt. "Grand Reserva. Obrazy z lat 1982-1989, odnalezione". Fot. PAP/Tomasz Gzell
PAP: Co wyróżniało Gruppę na tle innych artystów buntowników lat 80.?
B.C.: Są dwie perspektywy. Pierwsza jest międzynarodowa. Podobne grupy artystyczne formowały się we Włoszech, w Niemczech, Francji, Stanach Zjednoczonych, choć często o sobie nie wiedziały. Powstawały nowe nurty, takie jak tzw. bad painting w USA, sztuka dzika we Francji i nowi dzicy w Niemczech.
Na przełomie lat 70. i 80. przyszło pokolenie, które chciało dużo, głośno, zamaszyście i kolorowo malować. Przeciwstawiało się chłodnej abstrakcji, minimalizmowi i konceptualizmowi, wszystkim intelektualnym, wysublimowanym obszarom ówczesnej sztuki. Chcieli obrażać, prowokować, byli żywiołowi. Pojawiło się pojęcie transawangardy. Wprowadził je włoski historyk i krytyk sztuki Achille Bonito Oliva. Transawangarda przeciwstawiała się awangardzie.
Polscy twórcy wyróżniali się spośród rówieśników z zagranicy wielowymiarowością. Nie ograniczali się tylko do zagadnień egzystencjalnych, czy wyłącznie politycznych, społecznych czy czysto formalnych, estetycznych. To nie był jedynie bunt dotyczący samej formy, chęć opowiadania albo niechęć do opowiadania. W Gruppie było wszystko - elementy opowieści wręcz literackiej, bunt polityczny, poezja, wątki społeczne, silna ekspresja i melancholia. Nie da się poddać ich sztuki konkretnej klasyfikacji czy prostemu opisowi. Ta sztuka nieustannie nam się wymyka i to jest w niej fascynujące.
Rozmawiała Zuzanna Piwek
Książkę „Gruppa. Buntownicy sztuki” wydano nakładem wydawnictwa Marginesy. (PAP)