Nakładem "Gościa Niedzielnego" ukazał się nowy numer magazynu Historia Kościoła. Znalazły się w nim artykuły zarówno o chwalebnych, jak i wstydliwych epizodach z dziejów Kościoła katolickiego.
O sprawie Galileusza w wywiadzie z Jackiem Dziedziną opowiedział dominikanin i historyk Kościoła - profesor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie Tomasz Gałuszka.
Wyjaśnił, że w sprawie Galileusza pretekstem do konfliktu był spór o heliocentryzm. Za tym naukowym sporem kryły się zaś głębsze napięcia: osobiste, instytucjonalne, polityczne i kulturowe.
"Pojawiła się obawa, że poglądy Galileusza doprowadzą do podważenia metafizyki, a w konsekwencji pojawi się pokusa podważania dogmatów" - przypomniał historyk i podkreślił, że swoją rolę w zaognieniu sporu odegrała również osobowość Galileusza.
"Był człowiekiem niezwykle pewnym siebie. Co więcej, od początku lubił łączyć nauki przyrodnicze z refleksją filozoficzną i teologiczną. Nie ograniczał się wyłącznie do matematyki czy astronomii" - przypomniał historyk i dodał, że "w oczach swoich przeciwników Galileusz przestał być jedynie matematykiem i astronomem. Uznano, że przekroczył granice swojej kompetencji. Nie zajmował się już wyłącznie ruchem planet czy obserwacjami nieba, ale proponował nową wizję świata. Zarzucono mu tworzenie nowej filozofii i nowego światopoglądu".
O. Tomasz Gałuszka zwrócił też uwagę na to, że Galileusz, który przez wiele osób kojarzony jest głównie jako ofiara prześladowań nie spędził ani jednego dnia w więzieniu. Nigdy nie został poddany torturom fizycznym, choć formalnie możliwość ich zastosowania pojawiła się w procedurze inkwizycyjnej. "Oczywiście, można dziś mówić o presji psychicznej czy emocjonalnej, ale fizycznych tortur nie było. Po ogłoszeniu wyroku Galileusz mieszkał w bardzo dobrych warunkach. Przebywał najpierw w ambasadzie Toskanii, później we własnych posiadłościach" - przypomniał historyk.
W 1633 r. Galileusz został uznany za „w najwyższym stopniu podejrzanego o herezję”.
Miał się wyrzec heliocentryzmu i została na niego nałożona kara w postaci aresztu domowego. Epilog sprawy nastąpił dopiero w 1992 roku, gdy komisja powołana przez papieża Jana Pawła II uznała, że sędziowie Galileusza popełnili błąd, traktując teorię astronomiczną jako problem wiary.
Według o. Tomasza Gałuszkai dwaj dominikanie, którzy wystąpili przeciwko Galileuszowi, dostrzegali zagrożenie dla arystotelizmu, a więc dla całego ustalonego porządku świata.
"W ich przekonaniu myśl Arystotelesa, teologia i Biblia tworzyły spójną całość. Jeśli ktoś zaczynał podważać jeden element, to podważał całość. Tymczasem w tekstach Galileusza nie widać intencji niszczenia wiary. Wręcz przeciwnie. Do końca życia pozostał człowiekiem wierzącym i wiernym Kościołowi. Problem polegał na czymś innym. W oczach swoich przeciwników Galileusz przestał być jedynie matematykiem i astronomem, a proponował nową wizję świata – podkreślił historyk.
W tym samym numerze magazynu Historia Kościoła Przemysław Kucharczak przypomniał postać Ludwika Wrodarczyka, księdza pochodzącego z górnośląskiego Radzionkowa.
Na trzy dni przed wybuchem wojny – 29 sierpnia 1939 roku – został on administratorem parafii św. Jana Chrzciciela w Okopach koło Rokitna na Wołyniu i szybko zaskarbił sobie życzliwość miejscowych mieszkańców - zarówno polskich, jak i ukraińskich.
W 1942 r. razem z tamtejszą nauczycielką udzielił schronienia dwójce żydowskich chłopców. Dzięki ich świadectwu pośmiertnie został odznaczony medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
W nocy z 6 na 7 grudnia 1943 r. został zamordowany przez UPA razem z ok. stu mieszkańcami wioski, w której posługiwał.
W Kościele rozpoczął się właśnie jego proces beatyfikacyjny.
W kolejnym artykule tego samego numeru magazynu Historia Kościoła teolog i filozof Wojciech Marek wyjaśnia, skąd się wzięły dogmaty.
"Dogmat wydaje się dziś najmniej poprawnym politycznie i zarazem najmniej użytecznym pojęciem. Czy jest coś bardziej niepotrzebnego niż starożytne formuły, które wierzący często powtarzają bezrefleksyjnie, a współczesna kultura uznaje za zupełnie nieprzydatne do opisu problemów współczesnego świata? Co w świecie zachwyconym kolejnymi modelami sztucznej inteligencji może przynieść znajomość dogmatów wiary i ich historii?" - napisał we wstępie.
Z kolei o schizmach i herezjach napisał ks. Stanisław Adamiak, historyk Kościoła i profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Zaznaczył, że do sporów doktrynalnych dochodziło już w początkach chrześcijaństwa.
Przypomniał, że w czasach nowożytnych za heretyckie uznano wiele poglądów XVI-wiecznych reformatorów protestanckich. Natomiast miano wielkich schizm nadano dwóm wydarzeniom. Wielka schizma wschodnia to (z punktu widzenia Rzymu) wydarzenia z 1054 roku, czyli rozdział Kościołów Wschodu i Zachodu. W tle były tam niewielkie różnice doktrynalne (przede wszystkim kwestia pochodzenia Ducha Świętego – od Ojca według teologii wschodniej, od Ojca i Syna według zachodniej), ale zawsze pamiętano, że zasadniczo wiara obu Kościołów jest wspólna, dlatego przez stulecia prawosławnych katolicy nazywali „schizmatykami”, podczas gdy protestantów „heretykami”. Z kolei wielka schizma zachodnia w latach 1378–1417 to schizma „w stanie czystym” – rozdzielenie się Kościoła katolickiego na zwalczające się stronnictwa posłuszne dwóm, a od 1409 roku trzem równolegle sprawującym swój urząd papieżom, bez oskarżania się o herezję i różnice doktrynalne.
W innym artykule tego samego numeru magazynu Historia Kościoła Franciszek Kucharczak napisał o czwartej krucjacie. Za sprawą Wenecjan krzyżowcy zamiast do Ziemi Świętej udali się pod mury Konstantynopola. Zdobyli go, splądrowali i osadzili na tronie podporządkowanego sobie władcę. Pamięć o tym epizodzie na trwale skonfliktowała świat łaciński i grecki. (PAP)
kr/