Stanisława Przybyszewska. Fot. wikipedia
125 lat temu - 1 października 1901 roku — urodziła się Stanisława Przybyszewska, autorka dramatów o rewolucji francuskiej, m.in. „Sprawy Dantona". Pozostając za życia w cieniu sławnego ojca, uznania doczekała się wiele lat po śmierci.
W czerwcu 1899 roku pisarz Stanisław Przybyszewski legendarny „smutny szatan", guru młodopolskiej cyganerii, przyjechał do Lwowa wygłosić odczyt na temat Chopina. Żonaty z Dagny Juel, rozpoczynający właśnie romans z Jadwigą Kasprowiczową, wszedł także w relację z lwowską portrecistką, Anielą Pająkówną. Ta pochodząca z prostej rodziny malarka, wychowana jednak została w kręgu rodzinnym Pawlikowskich, zwanych Medyceuszami z Medyki. Owoc związku z Przybyszewskim — córkę Stasię — urodziła mając trzydzieści siedem lat. Często postrzega się Pająkównę jako ofiarę „młodopolskiego demona", córka jednak widziała ich związek jako spotkanie dwu silnych osobowości. Matka była dla niej wzorcem na całe życie — w 1933 roku, na prośbę Stanisława Helsztyńskiego Stanisława spisała jej portret, w którym podkreśla jej dzielność i poczucie honoru, nazywając ją rycerzem i samurajem.
Stosunek Przybyszewskiego do matki najmłodszego, szóstego z kolei dziecka, był pozbawiony odpowiedzialności. W listach zapewniał o miłości wyłudzając jednocześnie pożyczki, których z zasady nie oddawał. Pająkówna, choć wcześniej radziła sobie jako malarka, jako samotna matka została wyrzucona poza nawias dobrego towarzystwa. Co więcej — pisała po latach Stanisława w obszernym liście do Stanisława Helsztyńskiego […] - „w Lwowie moralny ostracyzm, kreślony przeciw nielegalnej matce — niszczył zarazem karierę artystki. Utrudniano mamie wystawę obrazów, ponieważ miała córkę — nie nosząc obrączki".
Dlatego Aniela z sześcioletnią córką wyjechała z Polski. W 1909 roku osiadła na stałe w Paryżu, gdzie Stanisława poznała biegle francuski, niemiecki i angielski. Po śmierci matki w 1912 roku znalazła się pod opieką ciotki Heleny Barlińskiej. W 1914 roku krewni pomogli jej uzyskać nazwisko ojca. Pierwsze lata I wojny światowej Przybyszewska spędziła w Wiedniu, w 1917 roku zamieszkała w Krakowie, gdzie w 1920 roku zrobiła maturę w seminarium nauczycielskim. Tam też spotkała ojca, z którym po śmierci matki nieomal straciła kontakt. 18-letnia Stasia najpierw napisała do niego, a gdy przyjechał do Krakowa, poszła na jego odczyt i rzuciła mu się na szyję.
Przez ponad rok ojciec był dla Stasi przedmiotem fascynacji, aby być bliżej niego, przeniosła się do Poznania, gdzie osiadł. Pracowała w Dyrekcji Pocztowej, po czym w szkole, studiując jednocześnie na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Poznańskiego. Nawiązała kontakty artystyczne ze środowiskiem pisma „Zdrój", w którym debiutowała w 1922 roku jako tłumaczka przekład „Myśli o malarstwie" Marcela Lenoira.
Ojciec ostatecznie rozczarował Stanisławę i jako człowiek i jako artysta.
Z trudem akceptująca Stanisławę żona Przybyszewskiego Jadwiga (wcześniej Kasprowiczowa), wymogła na mężu wyprowadzkę z Poznania, co miało go wyrwać z towarzystwa, które, zdaniem żony, miało na niego fatalny wpływ. Chodziło przede wszystkim o łatwy dostęp do narkotyków, którymi zachwyciła się w tej epoce również Stasia. Morfinę załatwiał Przybyszewskiemu związany ze „Zdrojem" młody malarz Jan Panieński, za którego Stanisława wyszła za mąż dwa lata później.
Panieński uczył w Gimnazjum Polskim w Gdańsku. Stanisława zamieszkała z nim w skrajnie prymitywnych warunkach w służbowym baraku nr 12. W 1925 roku zmarł, przypuszczalnie przedawkowawszy morfinę, a Stanisława pozostała bez środków do życia, choć pozwolono jej zachować mieszkanie. Utrzymywała się początkowo z korepetycji językowych, żeby wkrótce całkowicie zdać się na stypendia i zapomogi Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Zajmowała się pracą literacką i malarstwem, współpracowała z gdańskim Towarzystwem Przyjaciół Nauki i Sztuki. Żyła w całkowitej abnegacji i izolacji od świata, jeśli nie liczyć korespondencji, która prowadziła z ojcem, ale też Leonem Schillerem, Antonim Słonimskim, Mieczysławem Grydzewskim.
Jolanta Janiczak, reżyser spektaklu o Stanisławie Przybyszewskiej (Gniezno 2024), uważa, że świadomie odrzuciła ona społeczne konwenanse i starania o poprawę swojego bytu decydując się na najbardziej ryzykowny sposób egzystencji — samotny, opłacony nędzą, głodem, zimnem, ale jednocześnie pozwalający dobrowolnie dysponować swoim czasem i energią. Przybyszewska przeżyła 12 lat w nieogrzewanym baraku, płacąc wysoką cenę za artystyczną wolność. „Przemarznięta i głodna, siadała do pisania o dziesiątej wieczorem i pracowała do rana. Sama wyznaczyła sobie pory aktywności i odpoczynku. (...). Samotnie przeżywała załamania, frustracje, poczucie wyobcowania, odrzucenia i przede wszystkim niezrozumienia przez świat" — mówiła Janiczak.
Przybyszewska była morfinistką i godziła się na konsekwencje nałogu. Zdecydowanie odmawiała leczenia. Gdy w lutym 1933 roku Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego uzależniło dalszą pomoc finansową (stanowiącą wtedy podstawę egzystencji pisarki) od podjęcia leczenia w zakładzie dla nerwowo chorych w Kocborowie, nie wyraziła zgody. Zmarła przedwcześnie, 14 sierpnia 1935 roku, w wieku zaledwie 34 lat, wskutek wyniszczenia organizmu przez skrajną nędzę i narkotyki.
„Zmarła pochowana została na cmentarzu katolickim, w obecności rodziny przybyłej z Warszawy i delegacji szkoły. Grób i trumnę poświęcił ks. Antoni Ledtke.
Zmarła była osobą głębokiej wiary, wiary graniczącej z mistycyzmem. Wiedzą o tym osoby analizujące życie i twórczość zmarłej, a potwierdzenie tego faktu znajdujemy również w listach pisarki" - napisał Roman Nadolny w artykule pt. „Nowe fakty z ostatnich chwil życia i śmierci Stanisławy Przybyszewskiej" („Nasz Gdańsk", 2016).
W ostatnim okresie życia Przybyszewska zaangażowała się bardzo emocjonalnie w obronę Rity Gorgonowej, skazanej w głośnym wówczas poszlakowym procesie na karę śmierci za zabójstwo córki swojego kochanka i chlebodawcy. Trudno obecnie ustalić, na ile jej artykuły, publikowane m.in. w „Wiadomościach Literackich" miały wpływ na kasację tego wyroku przez Sąd Najwyższy.
Od dziecka fascynowała ją Wielka Rewolucja Francuska, a zwłaszcza postać Robespierre'a. Najpełniej temat ten rozwinęła w utworach dramatycznych.
W jednoaktówce „Dziewięćdziesiąty trzeci" opisała tragedię rodzinną spowodowaną wydarzeniami rewolucyjnymi. Pięcioaktową „Sprawę Dantona" poświęciła analizie walki politycznej o władzę wewnątrz obozu rewolucyjnego. Trzeci dramat Stanisławy Przybyszewskiej - „Thermidor" — zachował się w oryginale niemieckim (na język polski przetłumaczył go Stanisław Helsztyński) - to obraz załamania dyktatury rewolucyjnej. Sztuki Przybyszewskiej rewidowały poglądy na temat rewolucji francuskiej, rehabilitując szczególnie postać Robespierre'a.
Za życia pisarki jej twórczość była prawie nieznana, choć doczekała się dwóch inscenizacji „Sprawy Dantona". Żadna jednak nie była sukcesem, mimo że we Lwowie jej sztukę reżyserował Edmund Wierciński (z inicjatywy i przy współpracy Leona Schillera, 1931), a w warszawskim Teatrze Polskim w 1933 roku — Aleksander Zelwerowicz. Po II wojnie światowej „Sprawę Dantona" wprowadził na sceny reżyser Jerzy Krasowski (Teatr Polski we Wrocławiu, 1967).
„KTO wie, czy historycy naszej kultury nie ocenią kiedyś wyżej nieślubnych dzieci Stanisława Przybyszewskiego, niż jego samego. Już teraz można w każdym razie powiedzieć, te zarówno jego syn Bolesław, który był znakomitym muzykiem, ekonomistą oraz... wybitnym działaczem bolszewickim, jak i jego tragicznie niespokojna córka Stanisława, której utwór oglądamy obecnie w Teatrze Polskim, budzą więcej sympatii niż ich sławny ojciec" — napisał Tadeusz Lutogniewski recenzując ten spektakl w „Gazecie Robotniczej". „Nie zmienia to niestety faktu, te ocena wrocławskiej inscenizacji »Sprawy Dantona« jest kwestią co najmniej skomplikowaną lub, mówiąc inaczej: daleką od gładkiej jednoznaczności. Mamy tu bowiem do czynienia z niewątpliwą dysproporcją między budzącymi uznanie motywami podjęcia tej decyzji repertuarowej, a jej ostatecznym efektem artystycznym" — ocenił.
Prawdziwym wydarzeniem stała się jednak inscenizacja „Sprawy Dantona" przygotowana przez Andrzeja Wajdę w 1975 roku na otwarcie nowo usytuowanego Teatru Powszechnego w Warszawie.
„Publiczność i krytyka bezbłędnie odczytała sztukę jako komentarz do współczesnej sytuacji. »Jest nam bliższa dzisiaj niż przed półwieczem« — pisał August Grodzicki w »Życiu Warszawy«. »Nareszcie prawdziwy teatr polityczny« - chwalił Roman Szydłowski w »Życiu Literackim«. Marta Fik uzupełniała w »Polityce«: »To historia walki o urzeczywistnienie idei dobra powszechnego siłą z pominięciem prawa i o konsekwencjach — dla rewolucji, dla idei i dla dobra powszechnego«" — przypomniał Roman Pawłowski w artykule pt. „Teatr Powszechny" („Gazeta Wyborcza", 2007). „W kontekście niedawnych wypadków grudniowych opowieść o terrorze i dyktaturze brzmiała szczególnie boleśnie" — ocenił.
W 1982 roku Wajda wyreżyserował na podstawie tego dramatu film „Danton" - rolę tytułową zagrał Gerard Depardieu, a Robespierre'a — Wojciech Pszoniak. Wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku reżyser zmusiło reżysera do przeniesienia produkcji filmu do Francji.
„Stan wojenny wpłynął jednak na kształt filmu w jeszcze inny, znacznie ważniejszy sposób. Na fali atmosfery, która zapanowała w Polsce, Wajda postanowił bowiem zasadniczo zmienić wymowę sztuki, ewidentnie wbrew samej Przybyszewskiej, która w tekście dramatu wyraźnie sympatyzuje ze stojącym na czele jakobińskiego terroru Robespierre'em. W nowej sytuacji, Wajda, na ogół chętnie komentujący w swoich historycznych filmach wydarzenia współczesne, dostrzegł w zimnym i opanowanym Robespierze uosobienie Wojciecha Jaruzelskiego. Podobnie jak generał uzasadniał wprowadzenie stanu wojennego odwołaniami do wyższej konieczności, tak samo Robespierre w filmie Wajdy tłumaczy konieczność skazania na śmierć Dantona. W jednym i drugim przypadku jest to oczywiste nadużycie" - czytamy na stronie Polskiego Radia (2024) w artykule pt. „»Danton«. Polacy pokazali Francuzom, jak wygląda rewolucja".
„Miała to nieszczęście, że od razu, u zarania twórczości postawiła odważnie problemat polityczny wielkiej aktualnej doniosłości, wyidealizowała dyktatorka z czasów rewolucji francuskiej wówczas, gdy zagadnienie dyktatury stało się w powojennej Europie czymś bynajmniej nie teoretycznem" - napisał dwa tygodnie po śmierci Przybyszewskiej krytyk literacki i teatralny Władysław Zawistowski, cytowany przez Annę Kaszubę Dębską w książce pt. „Przybyszewska/Pająkówna. Głuchy krzyk" („Marginesy", 2023). „Wartość »Sprawy Dantona« dozna jeszcze rehabilitacji" - przepowiedział.
Agata Szwedowicz, Paweł Tomczyk (PAP)
aszw/ top/