Dziennikarz, długoletni korespondent Polskiej Agencji Prasowej Mirosław Ikonowicz, 2025 r. Fot. PAP/Piotr Nowak
Relacjonował dla PAP kilkanaście światowych konfliktów zbrojnych, przyjaźnił się z Ryszardem Kapuścińskim, uczestniczył w portugalskiej „rewolucji goździków”, ciął trzcinę cukrową z Che Guevarą — legenda polskiego dziennikarstwa Mirosław Ikonowicz, od 73 lat związany z Agencją, w czwartek obchodzi 95. urodziny.
Dziennikarską karierę rozpoczął w 1953 r. w Polskiej Agencji Prasowej jako 22-letni młodszy redaktor w dziale krajów socjalistycznych. Wiadomości ze świata odbierano jeszcze wówczas dalekopisami.
„Jako student trzeciego roku historii zostałem PAP-owskim »aplegierem«, czyli czeladnikiem dziennikarskiego fachu. Miałem dużo szczęścia. Moim mistrzem-opiekunem został jeden z najbardziej doświadczonych dziennikarzy dawnego PAT-a (Polska Agencja Telegraficzna – PAP) redaktor Zygmunt Bogucki, pełen osobistego uroku i niezwykłej cierpliwości. (...) W pliku informacji Reutersa, AFP i innych agencji na temat jakiegoś wydarzenia, które kładł mi na biurku, podkreślając swemu uczniowi niebieskim ołówkiem fragmenty, które uznał za najważniejsze, była na ogół również jakaś depesza TASS-a. Specyficzny język, jakim w owych latach posługiwała się ta agencja, wprawiał nieodmiennie pana Zygmunta w wielkie zakłopotanie. Gdy natrafialiśmy w TASS-owskiej depeszy na sformułowania w rodzaju »psy łańcuchowe imperializmu« lub »KPZR – przewodnia siła narodu«, mój mistrz redakcyjny tłumaczył dyplomatycznie i nie bez zażenowania: »Panie Mirku, to taka specyfika współczesnego rosyjskiego żargonu dziennikarskiego, zupełnie nieprzetłumaczalnego na język naszej agencji«. Ta nieodzowna w owych czasach dyplomacja pozwalała na ogół serwisowi zagranicznemu PAP zachować własny, w miarę europejski styl i rytm pracy” — wspominał Ikonowicz początki swojej pracy.
– Redaktor Mirosław Ikonowicz całe swoje zawodowe życie związał z Polską Agencją Prasową. Jako dziennikarz PAP był naocznym świadkiem i uczestnikiem przełomowych wydarzeń w Polsce i na świecie. Cenimy go i kochamy za wybitną znajomość problematyki międzynarodowej, perfekcjonizm w działaniu, obowiązkowość i oddanie sprawom Agencji, otwartość na świat i ludzi, życzliwość wobec kolegów. PAP jest dumna z Mirka; wciąż staramy się zasłużyć, by i On był dumny z nas, swoich wychowanków — powiedział Marek Błoński, dyrektor generalny Polskiej Agencji Prasowej.
Wojciech Tumidalski, redaktor naczelny PAP, dodał: – Mirek to nie tylko świetny reporter, ale także świadek historii świata, która działa się na jego oczach. Było mu dane uprawiać nasz zawód w czasie sprzed powszechnego dostępu do informacji z dowolnej części globu, gdy dotarcie do źródła było dużo większym wyzwaniem niż dziś. Jego przywiązanie do PAP, trwające od 1953 r., to absolutny fenomen. Che Guevara albo Fidel Castro to nie są bohaterowie mojego romansu, ale tego, że Mirek mógł z nimi rozmawiać, a z Che Guevarą ścinać maczetami trzcinę cukrową, nie sposób mu nie zazdrościć.
Urodzony 5 listopada 1931 r. w Wilnie Ikonowicz pracował dla PAP jako korespondent w Sofii (1956-1958), skąd go wyrzucono, w Hawanie (1963-1969), gdzie zastąpił Leopolda Ungera i napisał chwaloną przez Fidela Castro, a krytykowaną przez polskie KC książkę „Wyspa nadziei” (wydany w 1973 r. reportaż o pierwszym, „romantycznym” okresie rewolucji Castro), a także w Madrycie i Lizbonie (1974-1980), gdzie książką „Hiszpania bez kastanietów” (reportaż z 1971 r. o ostatnich latach dyktatury generała Franco) wywołał oficjalny protest dyplomatyczny. Z Hawany jeździł także do innych krajów Ameryki Łacińskiej, z Madrytu i Lizbony robił wypady do Afryki jako korespondent wojenny, by relacjonować konflikty w Angoli, Kongu i Mozambiku. Był świadkiem sześciu rewolucji, między innymi tzw. rewolucji goździków w Portugalii w roku 1974. Relacjonował także pielgrzymki papieża Jana Pawła II, z którym odwiedził 23 kraje. Był korespondentem PAP w Watykanie najpierw w latach 1981-1986, a potem od 1990 do 1994 r. Współpracował także z „Polityką” i „Przeglądem”.
Swoje doświadczenia korespondenta zagranicznego Ikonowicz opisał m.in. w książce „Zawód: korespondent. Wilno-Hawana-Madryt” (2007). Z kolei książkę „Angola Express” (2009) poświęcił wojnie w Angoli. W „Pohulance” (2018) wspominał dzieciństwo i lata najwcześniejszej młodości, a także pierwszy kontakt z wojną w okupowanym Wilnie. „Życia i przetrwania uczyła nas wojna, ale romantycznie zazdrościliśmy o kilka lat starszym od nas, że czynnie walczyli z okupantem. Może dlatego ja i paru moich najbliższych przyjaciół, w tym Ryszard Kapuściński, szukaliśmy spełnienia w zawodzie, który dostarcza mocnych przeżyć (...). Z całej grozy tego, co przeżyłem jako nastolatek, przemierzając »za chlebem« leśne drogi i ścieżki mojej Wileńszczyzny ogarniętej wojenną pożogą, zdałem sobie w pełni sprawę dopiero jako korespondent wojenny w portugalskiej Afryce. Jednak starałem się opisywać »moją pierwszą wojnę« tak, jak ją wtedy widziałem” - pisał.
– Dziennikarze PAP, korespondenci zagraniczni, w moich oczach i chyba w ogóle wśród ludzi, którzy myśleli o pracy dziennikarskiej, cieszyli się dobrą opinią jako nadzwyczaj kompetentni. Tego właśnie wymagał PAP. Kompetencji, na drugim miejscu dyspozycyjności, a na końcu lekkiego pióra – powiedział Wojciech Jagielski, korespondent wojenny i pisarz związany z Agencją w latach 1986–1991 i 2012–2017. – Ikonowicz był moim drugim szefem. Trafiłem najpierw na dyżur poranny, a dopiero potem awansowałem do roli dziennikarza merytorycznie odpowiedzialnego za jakieś części świata. Ja byłem od południa Związku Radzieckiego. Ikonowicz był szefem „Biuletynu Specjalnego”, pisma reglamentowanego dla wybrańców, ale wyjątkowego, w którym publikowanie było wyróżnieniem. Dopiero później dowiedziałem się o jego bliskich relacjach z Kapuścińskim – dodał.
Jak zaznaczył, dla niego Ikonowicz to „dziennikarski wzór z Sevres i dowód, że można przetrwać jako kompetentny i merytoryczny dziennikarz depeszowy”. – Pozostaje dziennikarzem tej samej klasy, niezależnie od zmian ustrojów i rządów – powiedział.
W „Hombre Kapuściński” (2011) Ikonowicz opisał swoją długoletnią przyjaźń z Ryszardem Kapuścińskim, kolegą z redakcji PAP, legendarnym korespondentem wojennym, autorem „Cesarza”, „Szachinszacha” i „Hebanu”. Poznali się jeszcze podczas studiów na Uniwersytecie Warszawskim i w tym samym czasie rozpoczynali dziennikarskie kariery. „Obaj byliśmy z Kresów, a swój swego wyczuwa. Nie przeczuwaliśmy, że będziemy korespondentami wojennymi, jasne jednak było, że obaj chcemy pisać i zostaniemy dziennikarzami” – mówił w 2018 r. w rozmowie z Mirosławem Wlekłym dla „Dużego Formatu”, magazynu reporterów „Gazety Wyborczej”.
„Polska była takim krajem Układu Warszawskiego, w którym stało się w pewnym momencie możliwe pojawienie się dziennikarstwa w miarę niezależnego. Wszystko, co pisaliśmy o egzotycznych krajach, w jakiś sposób odnosiło się do Polski. Z przełomu lat 60. i 70. pochodzi przykład z twórczości Kapuścińskiego, który opisując dyktaturę wojskową w odległej Gwatemali, wspomina o charakterystycznej »ciszy« w służbie dyktatury. Jeżeli w radio są tylko piosenki, reklamy i ciekawostki, to znaczy, że radiostacja pracuje w służbie ciszy” – pisał Kapuściński o Gwatemali. „Po latach jego słowa o ciszy w służbie dyktatury wypisywali na ścianach internowani w Białołęce” – wspominał Ikonowicz.
W 2008 r., w 55. roku swojej pracy w PAP, relacjonował dla Agencji przebieg wojny w Gruzji. „Po prostu lubię tę pracę – wyznał Wlekłemu. – Nadal niechętnie wychodzę z redakcji. Mam przeciętnie trzy dyżury tygodniowo”.
Ikonowicz pracuje w Polskiej Agencji Prasowej od 73 lat, obecnie jest dziennikarzem redakcji zagranicznej. Według Księgi rekordów Guinnessa najdłuższą karierę w zawodzie – 74 lata i 140 dni – miał Sid Hartman, amerykański dziennikarz sportowy z „The Star Tribune” w Minneapolis; rozpoczął pracę 11 września 1945 r., a zakończył 28 stycznia 2020 r. (PAP)
pj/ miś/