Co wspólnego mają bitwa pod Grunwaldem, powstanie styczniowe, założenie Uniwersytetu Jagiellońskiego i manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego? Wszystkie te wydarzenia zostały wykorzystane przez ekipę Władysława Gomułki dla celów propagandowych, ale w centrum tej skoordynowanej akcji były obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego. Opowiada o tym w książce wydanej nakładem IPN Kajetan Hamerlak.
Rządzący od 1956 r. Władysław Gomułka zdawał sobie sprawę z tego, że większość społeczeństwa przywiązana jest do katolicyzmu, a kilka lat brutalnych represji wobec Kościoła za czasów Bolesława Bieruta niewiele pod tym względem zmieniło. Rzecz w tym, że Gomułka uważał Kościół za zagrożenie dla swojej pozycji. Nie mogąc sobie pozwolić na tak otwarte jego zwalczanie, jak to robili jego poprzednicy, Gomułka postanowił stoczyć walkę na polu propagandowym i zdyskredytować ogłoszone przez prymasa Stefana Wyszyńskiego uroczystości Milenium Chrztu Polski.
Chodziło o to, żeby przekonać mieszkańców Polski, że Polska Ludowa jest zwieńczeniem tysiącletniego procesu budowy państwa - od księcia Mieszka I aż po wiek XX.
Aparat państwowy zabrał się do realizacji całej akcji metodycznie. Sejm przyjął w tej sprawie uchwałę już w lutym 1958, ideologiczny charakter wytyczył Komitet Centralny PZPR, a całość miał koordynować Ogólnopolski Komitet Frontu Jedności Narodu. Celem kampanii było pokazanie dziejów Polski w taki sposób, żeby rolę Kościoła przemilczeć i zmarginalizować, a przy tym „przypomnieć chlubne dzieje rozwoju państwa pierwszych Piastów i ukazać dziedzictwo twórczej myśli politycznej, która w ciągu dziesięciu wieków była czynnikiem wspólnoty narodu i jednoczącym jego wysiłki w obronie ojczyzny, a później w walkach o jej wyzwolenie”.
Nic nie pozostawiono przypadkowi – Rada Państwa powołała Komitet Naukowy Obchodów Tysiąclecia Państwa Polskiego, choć tak naprawdę polecenie w tej sprawie wyszło z Biura Politycznego KC PZPR.
Szczególną rolę w realizacji całego przedsięwzięcia mieli odegrać historycy. Dla specjalistów od średniowiecza była to niezwykła okazja do zyskania wsparcia dla prowadzonych przez siebie badań – np. nad edycją źródeł. Intensywną działalność na polu badawczym prowadziła też komisja archeologiczna. Efekty prac z tamtego okresu wciąż po kilkudziesięciu latach zachowały wielką wartość.
Władze nie szczędziły wydatków na barwne uroczystości i wydawane w wielotysięcznym nakładzie publikacje, bo – jak uzasadniała to cytowana przez Kajetana Hamerlaka partyjna gazeta „obchody tysiąclecia państwa polskiego dodadzą nam nowych sił dla dalszego rozwoju ludowej ojczyzny”.
Wśród efektów tak pomyślanych obchodów znalazły się szkoły – tysiąclatki i 120 mln zasadzonych drzew. Przeprowadzone przez Najwyższą Izbę Kontroli inspekcje wykazały wprawdzie, ze znaczna część sadzonek się nie przyjęła, ale i tak istniejące do dziś leśne pasy (np. na Żuławach Wiślanych) warte były podjętego wysiłku.
Preludium do tak pomyślanych obchodów nastąpiło w 1960 r., gdy uczczono 550. rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Potem przyszła pora na 100. rocznicę wybuchu powstania styczniowego (w 1963 r.), a w 1964 r. 600. rocznicę założenia Akademii Krakowskiej i dwudziestolecie PRL.
Jak zaznaczył Autor publikacji, Obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego miały niebagatelne znaczenie dla upowszechnienia laickiego obrazu dziejów Polski. Zgodnie z tą wizją niemal całkowicie rugowano obecność pierwiastka kościelno-religijnego, a skupiano się na uwypukleniu tradycji „postępowych” i rewolucyjnych. Narrację tę uwiarygadniać miały rozpoznawalne nazwiska autorów – znanych literatów, historyków, a nawet działaczy partyjnych.
Była to swoista walka o „rząd dusz”, bo równocześnie z państwowo-partyjnymi obchodami tysiąclecia, Kościół organizował swoje własne – Milenium Chrztu Polski. (PAP)
Kajetan Hamerlak, Centralne obchody tysiąclecia państwa polskiego (1960-1966) w świetle źródeł archiwalnych i wybranych tytułów prasowych, Wyd. IPN Katowice-Warszawa 2026
jkrz/