Stanisław Karolewski, antykwariusz i historyk sztuki, w swoim antykwariacie we Wrocławiu. Fot. PAP/Maciej Kulczyński
Książki mówią wiele o ich właścicielu, a za każdym księgozbiorem kryje się historia jego rodziny – uważa wrocławski antykwariusz Stanisław Karolewski. Ten historyk sztuki od 20 lat prowadzi w centrum Wrocławia antykwariat, przez który przewinęło się ponad milion książek.
Antykwariat „Szarlatan” to przestrzeń eklektyczna. Półki, od podłogi po sufit, uginają się pod ciężarem książek, a ciasne pomieszczenie dodatkowo wypełniono różnymi zabytkowymi przedmiotami. Można tu znaleźć właściwie wszystkie gatunki literatury oraz publikacje z różnych dziedzin nauki. To zarówno stare, przedwojenne wydania, jak i edycje współczesne.

Na zdjęciu antykwariusz i historyk sztuki Stanisław Karolewski w swoim antykwariacie we Wrocławiu. Fot. PAP/Maciej Kulczyński
Większość z tych książek pochodzi z domów Wrocławian oraz innych dolnośląskich miejscowości. Właściciel antykwariatu „Szarlatan”, pisarz i historyk sztuki Stanisław Karolewski w rozmowie z PAP zauważył, że ludzie sprzedają bądź oddają książki do antykwariatu najczęściej z dwóch powodów – śmierci właściciela księgozbioru lub przeprowadzki.
– Odwiedzamy te domy i wybieramy książki z biblioteczek. Zawsze towarzyszy temu rozmowa z właścicielem lub jego rodziną. Książki wiele mówią o swoim właścicielu, a za każdym księgozbiorem kryje się historia jego rodziny – powiedział Karolewski. Dodał, że opowieści właścicieli książek często są narracjami o historii ich rodzin, niejednokrotnie sięgającej pradziadków.
Antykwariusz w ciągu 20 lat odwiedził setki domów i mieszkań. – Znajdowały się w nich różne biblioteczki, w niektórych było jeszcze wiele niemieckich wydań, uzupełnionych książkami, które przyjechały z Kresów Wschodnich lub innych części przedwojennej Polski, a obok tego pozycje kupowane przez lata – mówił Karolewski.
Wskazał, że nieraz były to księgozbiory gromadzone przez dwa, trzy pokolenia. – To interesujące, jak kolejne pokolenia w rodzinie dokładały do księgozbioru swoje lektury – dodał antykwariusz.
Sprzedaż lub przekazanie książek antykwariuszom jest często postrzegane przez ich właścicieli jako forma zachowania prywatnego dziedzictwa. – Często słyszę od starszych osób, że jeśli książki nie trafią do antykwariatu, to dzieci je wyrzucą – mówił Karolewski.
Zdarza się przy tym, że niektóre woluminy za pośrednictwem antykwariatu trafiają do muzeów lub bibliotek. Wrocławski antykwariat sprzedał na przykład do muzeum średniowieczny dokument.
Zdarzają się też nieoczekiwane odkrycia, jak na przykład znalezienie książki lewicowego poety z dwudziestolecia międzywojennego Stanisława Standego. Tom znajdował się w stercie książek w piwnicy jednego z domów, które odwiedził Karolewski. – To była książka, o której nikt nie wiedział, że w ogóle istnieje. Nie było jej w żadnych bibliografiach – mówił antykwariusz.
W ciągu 20 lat przez antykwariat „Szarlatan” przewinęło się ponad milion książek. Karolewski zauważył, że zainteresowanie książką rośnie, co – jak dodał – szczególnie widać w młodym pokoleniu. – To ludzie, którzy urodzili się już w momencie, kiedy upowszechnił się internet. Wydaje mi się, że oni przychodzą do antykwariatu, by szukać czegoś prawdziwego, trwałego, pięknego, bo tego im brakuje – mówił.
Antykwariusz zwrócił przy tym uwagę, że pomimo większego zainteresowania książką, spada liczba księgarń i antykwariatów. – We Wrocławiu 20 lat temu było dwa razy więcej antykwariatów – zaznaczył.
Pytany o receptę na sukces w tej branży, podkreślił, że antykwariusz musi znaleźć balans między hobby a rynkowymi realiami.
Karolewski jest również pisarzem. Wkrótce ma się ukazać jego kolejna książka „W cudzych domach. Wyznania antykwariusza”. – To nie jest książka o książkach, o przedmiotach, ale o ludziach, których odwiedzam, o ich historiach – podkreślił. (PAP)
pdo/ dki/