
Muzeum Biblii w Waszyngtonie, któremu doradza grono ekspertów reprezentujących wiele religii, oficjalnie nie prowadzi działalności misyjnej, ale by znaleźć się w radzie nadzorczej, należy podpisać „oświadczenie wiary”. „Jesteśmy otwarci na wszystkich, przychodzą tutaj ewangelicy, żydzi, katolicy, osoby niewierzące czy agnostycy” – zauważa w rozmowie z PAP Heather Bryant, asystentka kustosza.
Muzeum Biblii w Waszyngtonie – jedyna tego rodzaju placówka na świecie – imponuje rozmachem. Na sześciu piętrach oprócz 40 tys. eksponatów podziwiać można m.in. multimedialne rozstępujące się fale Morza Czerwonego czy gorejący krzew. Jest też imitacja starożytnego Nazaretu.
„Od wieków ludzie szukają w Biblii pocieszenia, pouczenia, inspiracji i nadziei. Ale co z przygodą, intrygami i rozrywką? Muzeum Biblii zaprasza Cię do poznania Biblii w zupełnie nowy sposób” – czytamy na stronie internetowej prywatnej placówki. Jej cel – jak deklarował były dyrektor muzeum Cary Summers – to „ponowne zapoznanie świata z Księgą” i „pozwolenie odwiedzającym dojść do własnych wniosków”.
Muzeum, któremu doradza grono ekspertów reprezentujących wiele religii, oficjalnie nie prowadzi działalności misyjnej, ale by znaleźć się w radzie nadzorczej należy podpisać „oświadczenie wiary”. „Jesteśmy otwarci na wszystkich, przychodzą tutaj ewangelicy, żydzi, katolicy, osoby niewierzące czy agnostycy” – zauważa w rozmowie z PAP Heather Bryant, asystentka kustosza. Kobieta podkreśla, że otwarta trzy lata temu kosztem ponad 500 mln dolarów placówka jest jedyną takiego rodzaju na świecie.
Na sześciu piętrach budynku w centrum Waszyngtonu znajduje się ponad 40 tys. eksponatów – to m.in. archeologiczne wykopaliska z Bliskiego Wschodu czy kolekcje historycznych oraz wyjątkowych egzemplarzy Biblii (m.in. wodoodporne, z obrazkami 3D czy z ilustracjami biblijnych historii przedstawionych klockami lego). Narracja prowadzona jest od początków Księgi przez dzieje judaizmu i chrześcijaństwa. Jedno piętro poświęcono historii przekazu oraz tłumaczeniu Pisma Świętego na różne języki z akcentem na protestanckie angielskie tłumaczenie Biblii króla Jakuba.
Zgodnie z danymi, przedstawionymi w muzeum najpopularniejszej książki w historii świata, w całości przetłumaczono już ją na 695 języków, a egzemplarze te zbierane są w budynku. Placówka współpracuje z organizacją illumiNations, której celem jest, by do 2033 „zapewnić dostęp do Biblii dla każdego mieszkańca Ziemi w ojczystym języku i w odpowiedniej formie”.
Jedno z pięter poświęcone jest wpływie Biblii na amerykańskie społeczeństwo, w tym popkulturę. Wchodząc do owalnego, półotwartego pomieszczenia posłuchać można muzycznych hitów, w których tekstach są nawiązania do Pisma Świętego – puszczane są przeboje Leonarda Cohena czy Freddy’ego Mercurego. Z najwyższego szóstego piętra rozpościera się natomiast widok na centrum amerykańskiej stolicy - Pomnik Waszyngtona, kopułę Kongresu oraz Katedrę Narodową. Jest też sala kinowa na 500 osób oraz sale konferencyjne, które w trakcie pandemii święcą pustkami.
Bryant przyznaje, że koronawirus spowodował zmniejszenie ruchu. W dni przed świętami Bożego Narodzenia – jak ocenia rozmówczyni PAP – widać jednak zwiększone zainteresowanie.
I tak przed wejściem do sali multimedialnej na trzecim piętrze ustawia się niewielka kolejka. Obecnie jedynie 10 osób może wspólnie uczestniczyć w blisko półgodzinnej prezentacji o Starym Testamencie. To jedna z największych atrakcji – zrobiony z rozmachem pokaz światła, dźwięku i ilustracji rozpoczyna się od biblijnej wersji stworzenia świata. Następnie słuchając narratora przechodzi się do kolejnych pomieszczeń i kolejnych opowieści z Pisma. Przy fragmentach o Mojżeszu z zaskoczenia zapala się podświetlany gorejący krzew, a gdy narrator opowiada o wyjściu Izraelitów z Egiptu idzie się w korytarzu wśród kilkumetrowej inscenizacji, przypominającej wielkie fale Morza Czerwonego. Głośny dźwięk oraz migotające światła są imponujące; nie są zalecane dla dzieci.
Multimedialne instalacje wpleciono także w tradycyjne wystawy o historii - aktorzy odgrywający role Marcina Lutra i Erazma z Rotterdamu wypowiadają z ekranów w portalach monologi.
„Jestem pod wrażeniem, czuje się jak w świecie Harry’ego Pottera, gdzie bohaterowie mogli rozmawiać z obrazami” – wyznaje PAP jedna ze zwiedzających. Starożytną inscenizację Nazaretu na wzór skansenu, tym razem bez multimedialnych akcentów, porównuje natomiast do Disneylandu. Podziwiać można w niej m.in. winnicę. Pracownicy muzeum w strojach z epoki tłumaczą gościom, z której strony powinno się czytać Torę, a także pokazują, jak wytłaczać oliwę.
Strudzeni zwiedzaniem mogą zjeść posiłek w koszernej restauracji o nazwie Manna; z jedzeniem można wyjść na taras, gdzie posadzono rośliny z Ziemi Świętej. Między piętrami zwiedzający przemieszczają się windami, które obudowane są wewnątrz ekranami, pokazującymi zmieniające się pejzaże z Izraela, Palestyny oraz Egiptu.
Przy tworzeniu ekspozycji nie brakuje kontrowersji. Na muzeum spada krytyka, że za mało uwagi poświęca prawosławiu oraz temu, jak Biblia postrzegana jest przez muzułmanów. W 2017 roku placówką wstrząsnął skandal – jej twórca Steve Green kupił za zaledwie 1,6 mln dolarów bezcenne eksponaty, w tym sumeryjskie tablice z pismem klinowym. Okazało się, że zostały one przemycone do USA i ostatecznie większość z nich musiał zwrócić.
Z Waszyngtonu Mateusz Obremski (PAP)
mobr/ mal/ kgod/