Bruksela, Belgia, 04 lutego 2026r. Wystawa "Solidarność" w Centrum Wszechświata w Brukseli. Przygotowana przez organizację Help Centre Belgium we współpracy z ECS ekspozycja poświęcona jest historii "Solidarności", jej dziedzictwu i znaczeniu dla przemian demokratycznych w Europie. Fot. PAP/Wiktor Dąbkowski
Wystawa „Solidarność” zostanie w Brukseli na stałe - w siedzibie polskiego Sztabu Pomocy Belgia. Belgia to jest właśnie to miejsce, gdzie możemy mówić o solidarności, bo belgijscy związkowcy byli z nami - powiedziała PAP działaczka opozycyjna Danuta Kuroń.
Ekspozycja opowiadająca o związku zawodowym Solidarność była prezentowana w ubiegłym roku w Brukseli w związku ze sprawowanym przez Polskę przewodnictwem w Radzie UE. Znalazły się na niej m.in. trzy emblematy Jerzego Janiszewskiego: jego pamiętny znaczek „Solidarność” z sierpnia 80' oraz ten sam emblemat w barwach unijnych i ukraińskich.
Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku w porozumieniu z europosłanką Magdaleną Adamowicz postanowiło, że wystawa nie wróci do Polski, lecz zostanie na stałe w siedzibie Sztabu Pomocy Belgia w Brukseli, organizacji zrzeszającej polskich wolonatariuszy.

Była działaczka opozycyjna Danuta Kuroń, która wzięła udział w otwarciu wystawy w jej nowym miejscu w Brukseli, przypomniała o wsparciu, jakiego belgijscy związkowcy udzielali Polakom w czasie stanu wojennego. - Gdy tylko zaczął się stan wojenny, to belgijscy związkowcy, w tym Pierre Grega z Nivelles, pojawili się u nas w Polsce z pytaniem: „W czym możemy Wam pomóc?” - wspominała. - Nawiązała się pomiędzy nami przyjaźń, która trwała do końca, do Okrągłego Stołu - zaznaczyła działaczka Solidarności.
Jak powiedział PAP Grega, związkowcy z Nivelles mieli kontakt z Lublinem, a działacze z Liege, Charleroi, Leuven współpracowali z innymi ośrodkami w Polsce - Stalową Wolą, Krakowem, Wrocławiem. W Brukseli Solidarność miała także swoje biuro.
- Ze względu na tamtą współpracę, ważne jest, że ta wystawa zostanie w Brukseli - podkreślił belgijski związkowiec. Jak dodał, przed utworzeniem Solidarności w Polsce Belgowie nie wiedzieli prawie nic o Polsce, „mieli problem ze znalezieniem jej na mapie”. - A w latach 80. okazało się, że to właśnie Polska zmieniła Europę - zauważył Grega.

On także - jak podkreślał - nie wiedział, czego się spodziewać, kiedy 1982 r. wybrał się po raz pierwszy do Polski. - Z Belgii do Lublina jechaliśmy dwa i pół dnia, w tym 20 godzin trzymali nas na granicy między NRD a Polską - opowiadał belgijski związkowiec. Z Kuroniami nawiązał kontakt przez żonę, profesorkę na uniwersytecie w Leuven, która z kolei znała matkę Danuty, jeżdżącą do Leuven na stypendia. - Solidarność była w podziemiu, więc te kontakty rodziły się nieoficjalnie - wspominał.
Według Danuty Kuroń wsparcie związkowców z zachodniej Europy miało ogromny wpływ dla walki Solidarności w Polsce. - Gdy zaczął się stan wojenny, nasz związek został zdelegalizowany i musieliśmy przejść do podziemia. Jednocześnie był olbrzymi kryzys gospodarczy i w sklepach nic nie było - powiedział.
- Domeną działania związków zawodowych była organizacja wakacji dla dzieci, zimowisk, gwiazdki z zabawą dla dzieci z prezentami. Mieliśmy jeszcze pod opieką rodziny osób, które były internowane albo aresztowane. Tymczasem w Polsce nie było papieru toaletowego, pasty do zębów, mydła. Pomoc zachodnich związków zawodowych, w tym belgijskich, była nieoceniona, także jeśli chodzi o takie wsparcie w życiu codziennym - dodała Kuroń.

Wystawę można oglądać w siedzibie Sztabu Pomocy Belgia, obecnie liczącego 120 polskich wolontariuszy. - W Belgii, czy generalnie wśród Polonii na świecie, jest tak, że jest bardziej pokazywana historia II wojny światowej, a nie jest pokazywana historia Solidarności, która ma w gruncie rzeczy dobre zakończenie - powiedział PAP szef Sztabu Jacek Waldhaus.
Sztab Pomocy Belgia został założony przez Polaków w Belgii w trakcie pandemii Covid-19. - W Belgii był całkowity lockdown, nikt nie mógł wychodzić na ulicę. Chcieliśmy dotrzeć do osób w kryzysie bezdomności, które zostały na tych ulicach same. W ten sposób staliśmy się pierwszą organizacją w ogóle w Belgii, która mogła poruszać się po ulicach - podkreślił Waldhaus.

- Pandemia minęła, a inicjatywa została. Organizowaliśmy już zbiórki dla Ukrainy i pomoc dla powodzian - dodał.
Z Brukseli Magdalena Cedro (PAP)