Wnuczka inżyniera Tadeusza Wendy, głównego projektanta i kierownika budowy portu Gdynia - Hanna Wenda-Uszyńska podczas sesji zdjęciowej dla Polskiej Agencji Prasowej. Fot. PAP/Albert Zawada
Wnuczka budowniczego Gdyni Tadeusza Wendy powiedziała PAP, że gdyński port był dziełem życia jej dziadka. Poświęcił mu 17 lat, wierząc w wizję, którą konsekwentnie realizował. Ten port stał się symbolem jego sukcesu - stwierdziła Hanna Wenda-Uszyńska.
Hanna Wenda-Uszyńska w rozmowie z PAP zaznaczyła, że dziadka zna z przekazów i opowieści, ponieważ sama urodziła się już po jego śmierci.
- Moja rodzina, zwłaszcza babcia i ojciec, zaszczepiła we mnie ogromną miłość do niego. Od najmłodszych lat wiem, że był bardzo ważną osobą w ich wspomnieniach i człowiekiem, któremu należy się ogromny szacunek – mówiła Hanna Wenda-Uszyńska.
Wnuczka budowniczego Gdyni zaznaczyła, że małżeństwo jej babci było wspaniałe i niezwykłe, zwłaszcza że przez długie lata było związkiem na odległość, kiedy Tadeusz Wenda pracował w Gdyni.
– Od taty natomiast wiem, że dziadek był cudownym i czułym ojcem. Przyjeżdżał raz w miesiącu do Warszawy, aby spędzić czas z żoną i dziećmi. Był z nimi bardzo związany i zawsze starał się wynagrodzić im swoją nieobecność – dodała.
Wspomniała, że podczas tych wspólnych dni chodzili do teatru, na wystawy do Zachęty, bo Tadeusz Wenda interesował się sztuką. Dowiedziała się też, że dziadkowie mieli swoją ulubioną cukiernię na Krakowskim Przedmieściu.
- Chcąc zrekompensować swoją nieobecność, dziadek kupił letnisko w Dąbrowie Chotomowskiej nieopodal Warszawy, w pięknej, leśnej miejscowości. Tam jego żona i dzieci często wypoczywali. Ojciec wspominał ten czas jako bajeczny – mówiła Hanna Wenda-Uszyńska.
- Również wakacje w Gdyni należały do jego najszczęśliwszych wspomnień. Mieszkali wtedy u dziadka przy ulicy Waszyngtona. Chodzili na spacery, organizowali pikniki, wycieczki, również statkiem po porcie, czy zawody pływackie – wspomniała Hanna Wenda-Uszyńska.
- Dziadek interesował się postępami dzieci w nauce, edukacja była dla niego ważna. Wielką wagę przykładał do nauki języków obcych, sam władał czterema. Zwracał również uwagę na obecność sportu w życiu dzieci.

Uroczystość odsłonięcia pomnika budowniczego gdyńskiego portu - Tadeusza Wendy, maj 2021 r. Fot. PAP/Adam Warżawa
W rodzinnych wspomnieniach jej ojca przewijały się również wieczory z książką, kiedy siadali przy kominku w warszawskim domu i dziadek czytał dzieciom. Przyznała, że w jej rodzinnym domu mówiło się o dziadku jak o człowieku wielkiej skromności, pokorze i uczciwości.
- Nie o jakimś wielkim bohaterze, ale o człowieku, który uważał, że budowa portu to był jego obowiązek dla Polski, a nie sposób na zdobycie władzy czy osobistą promocję. Dziadek był wielkim patriotą. Podobno kiedy duński przedsiębiorca zaproponował mu stanowisko dyrektora przy budowie portów z uposażeniem dziesięciokrotnie wyższym, dziadek powiedział: „Ja ten port buduję dla Polski”. Gdynia była jego ukochanym miastem, a port nazywał swoim dzieckiem – podkreśliła.
Rodzina wspominała, że nie lubił życia salonowo–kawiarnianego i rzadko pokazywał się na oficjalnych uroczystościach.
- Był tytanem pracy, o głębokiej wiedzy i profesjonalizmie, miał poczucie odpowiedzialności wobec kraju – zauważyła Hanna Wenda-Uszyńska.
- Każdy dzień rozpoczynał podobnie; przed południem sprawy biurowe, po południu wyjazd do portu, aby osobiście sprawdzić stan robót i porozmawiać ze współpracownikami. Darzyli go wielkim szacunkiem i zaufaniem. Podobno zawsze rano obchodził biuro i witał się z każdym, podając rękę, pytał, jakie kto ma plany na dany dzień. Miał łatwość i chęć przekazywania wiedzy innym. Przy nim wykształciło się wielu młodych inżynierów – dodała wnuczka Wendy i zaznaczyła, że mimo pozycji był człowiekiem bardzo wrażliwym na biedę ludzką i służył dyskretną pomocą potrzebującym wsparcia finansowego.
– Port był dziełem życia Tadeusza Wendy. Poświęcił mu 17 lat, wierząc w wizję, którą konsekwentnie realizował. Stał się symbolem jego sukcesu. Warszawa była z kolei domem rodzinnym, miejscem korzeni: tu się urodził, tu mieszkała ukochana żona i dzieci. To była jego przystań. Oba miasta odegrały w jego życiu kluczową rolę – mówiła Hanna Wenda-Uszyńska. – Niewątpliwie kochał port i Gdynię. Jak mawiała babcia, był pozytywistą o duszy romantyka.
– Gdynia to miasto bliskie memu sercu, czuję się jego częścią. To miejsce, w którym marzenie może stać się rzeczywistością – dodała.
Tadeusz Wenda (1863-1948) był polskim inżynierem komunikacji, głównym projektantem i kierownikiem budowy portu Gdynia. W tym roku miasto Gdynia obchodzi swoje 100. urodziny. (PAP)

