Miejscowi i letnicy w Gdyni, ok. 1910 r. Fot. no author known, Public domain, via Wikimedia Commons
Zanim powstał port i miasto, Gdynia funkcjonowała jako rozwijająca się wieś zróżnicowana społecznie - powiedział PAP dr Tomasz Rembalski z Uniwersytetu Gdańskiego. Dodał, że zamożni gospodarze mieszkali w murowanych domach, działały cegielnie, tartaki i rzemiosło. 10 lutego br. Gdynia świętuje setną rocznicę nadania praw miejskich.
Polska Agencja Prasowa: Jak wyglądała Gdynia zanim rozpoczęła się jej gwałtowna urbanizacja w XX wieku?
Dr Tomasz Rembalski: Wbrew obiegowym mitom nie była to bajkowa osada biednych rybaków. Gdynia była zwyczajną wsią o typowym, jak na Pomorze, standardzie — zdecydowanie nie była „zabitą dechami dziurą”. Była to miejscowość rozwijająca się, szczególnie od momentu poprowadzenia przez nią linii kolejowej w 1870 roku.
Punktem zwrotnym okazała się jednak budowa przystanku kolejowego w latach 90. XIX wieku, o którą wystąpili sami mieszkańcy. Ułatwiło to handel produktami rolnymi i rybami, a także umożliwiło napływ turystów.
PAP: Jak więc wyglądała ta wieś w praktyce?
T.R.: Z zachowanych materiałów dziennikarskich z okresu decyzji o budowie portu znamy głównie obrazy skrajnej biedy — walące się chałupy, lepianki kryte słomą. Takie obrazy są prawdziwe, ale przedstawiają jedynie najuboższych mieszkańców.
W każdej wsi istniał wyraźny podział społeczny. Trzon społeczności stanowili gospodarze, czyli po kaszubsku gburzy. Wśród nich byli zarówno Kaszubi, jak i Niemcy. Mieli oni robotników rolnych, na Pomorzu nazywanych po prostu chłopami.
PAP: Czyli zdjęcia krążące dziś m.in. w internecie pokazują tylko fragment rzeczywistości?
T.R.: Dokładnie tak. Te fotografie były nośne propagandowo — z jednej strony rozwieszane na plaży sieci rybackie, z drugiej waląca się chałupa. Pasowało to do narracji o Polsce budującej „swój Nowy Jork”.
PAP: Jaka więc była Gdynia u schyłku XIX wieku?
T.R.: Była to standardowa pomorska wieś okresu zaboru pruskiego. Zamożni mieszkańcy mieszkali w murowanych domach krytych dachówką lub w popularnych od lat 80. XIX wieku domach z erklem, pokrytych papą. Budownictwo było zunifikowane — istniała tzw. policja budowlana, która udostępniała gotowe projekty.
PAP: Czym zajmowali się mieszkańcy?
T.R.: Najwięcej było rolników, ale nie brakowało innych zajęć. Funkcjonowały aż cztery karczmy — co świadczy o tym, że we wsi sporo się działo. Działały co najmniej dwie cegielnie: jedna w rejonie dzisiejszej galerii handlowej, druga u podnóża Kamiennej Góry.
Był też tartak parowy, wapniarnia oraz podstawowe rzemiosła: kowal, piekarz, dwóch rzeźników. Ponadto były dwie szkoły (katolicka i ewangelicka), agencja pocztowa z telegrafem i telefonem, stacja kolejowa, od 1908 r. Ochotnicza Straż Pożarna, a także dwudziestu trzech rybaków. W 1904 r. powstał dom kuracyjny, a do wybuchu I wojny światowej kilka dalszych pensjonatów wzdłuż nowej alei Kuracyjnej (obecnie ul. 10 Lutego).
PAP: Dlaczego właśnie tutaj zdecydowano się zbudować port?
T.R.: Po traktacie wersalskim Polska otrzymała bardzo krótki odcinek wybrzeża. Inżynier Tadeusz Wenda analizował kilka lokalizacji. Rozważano m.in. Puck, Wielką Wieś (dzisiejsze Władysławowo), a nawet Tczew z przekopem do morza — co jednak przekraczało możliwości finansowe państwa.
Puck odpadał ze względu na niekorzystne prądy morskie wymagające stałego pogłębiania. W przypadku Jeziora Żarnowieckiego problemem była bliskość granicy z Niemcami i obawy o bezpieczeństwo.
Wenda uznał, że teren między Oksywiem a Gdynią ma bardzo dobrą redę i korzystne warunki hydrologiczne. Dodatkowym atutem była Pradolina Kaszubska — rozległe łąki należące w dużej części do jednego majątku, możliwe do jednorazowego wykupu, gdyż spekulacje gruntami w tamtym czasie nie należały do rzadkości.
PAP: Niektórzy bardzo się na tym wzbogacili.
T.R.: Tak, zdarzali się pośrednicy, którzy wykupywali ziemię od Kaszubów za bezcen. Jedni mieszkańcy na tym stracili, inni zyskali całkiem sporo.
PAP: Jak długo trwała budowa portu?
T.R.: Port tymczasowy zaczęto budować w 1921 r., w czasie, gdy wojna polsko-bolszewicka dobiegła końca. Konieczność wybudowania portu wynikała z trudności rozładunku zaopatrzenia wojskowego z Francji w porcie gdańskim. W 1922 r. po długich debatach Sejm przyjął ustawę w sprawie budowy „portu morskiego przy Gdyni na Pomorzu”. Uroczyste poświęcenie portu tymczasowego przy udziale najwyższych władz RP miało miejsce 23 kwietnia 1923 r. W 1924 r. ruszyły prace przy budowie właściwego portu. Uroczyste otwarcie miało charakter symboliczny, ponieważ port rozbudowywano jeszcze przez wiele lat — baseny portowe powstawały w głąb lądu, a nawet w czasie II wojny światowej Niemcy prowadzili dalszą rozbudowę.
PAP: Kim byli pierwsi mieszkańcy miasta Gdyni?
T.R.: Powstała prawdziwa mozaika społeczna. Najwięcej osadników pochodziło z Pomorza i Wielkopolski. Później napływali także ludzie z centralnej Polski, Galicji i dawnych Kresów, choć stanowili mniejszość. Wśród inteligencji proporcje wyglądały inaczej — w zaborze pruskim było jej niewiele, natomiast Galicja miała jej nadmiar.
PAP: Czym zajmowali się pierwsi gdynianie?
T.R.: Przede wszystkim byli to robotnicy. Gdynia funkcjonowała jako „polskie eldorado”, choć szybko okazało się, że potrzebni są głównie fachowcy. Wielu przyjezdnych, którzy nie znaleźli pracy, wracało w rodzinne strony.
PAP: Jak wyglądał proces osiedlania się?
T.R.: Do miasta przyjeżdżali głównie młodzi mężczyźni, co spowodowało zachwianie proporcji między płciami. Gdy komuś udało się zdobyć pracę i mieszkanie, dopiero wtedy sprowadzał do Gdyni żonę. Potwierdzają to księgi metrykalne — mężczyźni pochodzący z kaszubskich parafii figurowali już jako mieszkańcy Gdyni, choć ślub brali jeszcze w miejscu pochodzenia, po czym osiedlali się w mieście na stałe.
PAP: Które wydarzenie najmocniej ukształtowało Gdynię?
T.R.: Zdecydowanie decyzja o budowie portu. Bez niej Gdynia by nie powstała. Była to decyzja polityczna — gdyby Gdańsk znalazł się w granicach Polski, nie byłoby potrzeby budowy nowego portu. W takim wariancie Gdynia byłaby raczej miejscowością wypoczynkową, czymś pomiędzy Sopotem a Rumią, pełniącą funkcję zaplecza dla aglomeracji gdańskiej.
PAP: Jaką rolę odegrała Gdynia w budowaniu niezależności gospodarczej II Rzeczypospolitej?
T.R.: Była kluczowa. Polska miała trudne relacje z sąsiadami — z Niemcami, Rosją Radziecką i Litwą — a port w Gdyni stał się jedynym realnym „oknem na świat”.
Dlatego do dziś żywy pozostaje mit Gdyni jako morskiej stolicy II Rzeczypospolitej. Miasto rzeczywiście odegrało w okresie międzywojennym fundamentalną rolę w funkcjonowaniu młodego państwa.
Rozmawiał Piotr Mirowicz (PAP)