Przedpremierowy pokaz wystawy "Formy obecności. Sztuka Łemków/Rusinów Karpackich" w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Fot. PAP/Rafał Guz
Sztuka Łemków wychodzi dziś z cienia i to na naszych, łemkowskich/rusińskich warunkach - powiedział PAP dr Michał Szymko, historyk sztuki i kurator wystawy „Formy obecności. Sztuka Łemków / Rusinów Karpackich” w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Dodał, że łemkowska sztuka nigdy nie zniknęła.
Polska Agencja Prasowa: Od otwarcia wystawy „Formy obecności. Sztuka Łemków / Rusinów Karpackich” minęło kilka tygodni. Jak przyjęła ją publiczność?
Dr Michał Szymko: Ekspozycja cieszy się dużą popularnością. Okazuje się, że nikt o nią nie pytał, ale wiele osób jej potrzebowało. Pisze się i mówi o niej nie tylko w Polsce, ale także w Serbii, Słowacji, Węgrzech, a nawet w Stanach Zjednoczonych. Ludzie zaczynają zwracać uwagę, że Łemkowie to Rusini Karpaccy.
Dużym zainteresowaniem cieszą się również wydarzenia towarzyszące wystawie, wykłady i oprowadzania. Niedawno miałem przyjemność gościć Monikę Sznajderman, autorkę książki „Pusty las” i współzałożycielkę wydawnictwa Czarne. Podczas tego kameralnego oprowadzania spontanicznie dołączyło kilkadziesiąt zaciekawionych osób, co najlepiej pokazuje autentyczne zainteresowanie sztuką łemkowską. Publiczność coraz rzadziej postrzega ją jako etnograficzną ciekawostkę czy egzotyczny temat. Wyraźniej dostrzega natomiast, że my, Łemkowie od stuleci jesteśmy częścią tej ziemi, mimo historycznych zawirowań i zmieniających się granic.
Wystawa staje się przestrzenią żywych dyskusji. Wiele osób dzieli się ze mną własnymi historiami, a gdy odwiedzam ekspozycję jako zwykły widz, przysłuchuję się rozmowom gości, którzy wspominają choćby swoje wędrówki po Beskidzie Niskim. Na wystawę przychodzi też wielu Łemków. Niedawno po jednym z oprowadzań podeszła do mnie młoda dziewczyna i przekazała kontakt do Oleny Telepy, żony artysty Stefana Telepa, którego prace prezentujemy na ekspozycji. Takich ważnych spotkań zdarza się więcej. Tytułowe „formy obecności” znajdują więc swoje odbicie w rzeczywistości, a ogromną siłą tej wystawy jest to, że łączy ludzi i otwiera przestrzeń dialogu.
PAP: Odwiedzających przyciąga pierwsza tak duża prezentacja sztuki Łemków czy jednak dzieła Andy’ego Warhola?
M.S.: Obawiałem się, że widzowie będą przychodzić, żeby zobaczyć obrazy Warhola, zrobić sobie z nimi zdjęcie i wrzucić do internetu. To się zdarza. Jednak nawet jeżeli kogoś przyciągnęło samo nazwisko, zostaje na wystawie dłużej i dodatkowo ogląda np. wideoinstalację Alexandry Bodnarchuk czy instalację Doroty Nieznalskiej na piętrze. Wystawa jest tak skonstruowana, że każda z czterech sal jest osobną opowieścią, które się dopełniają. Prace Warhola można odnaleźć dopiero w jej głębi. Wedle naszej koncepcji nie sposób przejść do dzieł Warhola, nie zauważając reszty prac.
PAP: Dlaczego dotychczas nie prezentowano sztuki łemkowskiej w takiej skali?
M.S.: To pytanie należy skierować do instytucji kultury. Dlaczego przez dekady sztuka łemkowska była pomijana, marginalizowana, sprowadzana do rangi etnograficznej ciekawostki, a jeśli już pokazywana, to jako czysty folklor i sztuka naiwna? Jestem Łemkiem, dlatego to pytanie ma dla mnie wymiar egzystencjalny. Odpowiadam przez pryzmat doświadczenia łemkowskiego, a nie z pozycji zewnętrznego obserwatora.
Ta wystawa dojrzewała przez ostatnie dziesięć lat mojej pracy, badań i poszukiwań, dlatego mogła powstać dopiero teraz. Nauczyłem się czytać pomiędzy historią sztuki, etnografią, zasobami archiwalnymi a żywą pamięcią. To też dziesiątki rozmów z artystami i ich rodzinami. Często bardzo trudno było mi do nich trafić. Niektórych musiałem „wykopać spod ziemi”. Przykładem jest Jozef Miklošík. Jego rusińskość potwierdziłem, czytając monografię o monastyrze w Krasnym Brodzie, w którym znajdował się przypis z informacją o twórczości rusińskich malarzy. Najsłynniejszych Łemków - Epifaniusza Drowniaka (Nikifora), Jerzego Nowosielskiego i Andy'ego Warhola - starałem się przedstawić z innej perspektywy niż dominująca narracja. Nikifora często prezentuje się jako polskiego malarza, a nie łemkowskiego, co jest błędne. Patrząc na prace Warhola w kontekście jego tożsamości etnicznej, zyskujemy nową rangę interpretacyjną.
"Ta wystawa dojrzewała przez ostatnie dziesięć lat mojej pracy, badań i poszukiwań, dlatego mogła powstać dopiero teraz. Nauczyłem się czytać pomiędzy historią sztuki, etnografią, zasobami archiwalnymi a żywą pamięcią."
To zasługa godzin spędzonych w archiwach, na kwerendach w kolekcjach muzealnych, lektury starych czasopism i współpracy z instytucjami kultury. Dzięki pani Marcie Derejczyk, obecnej kierowniczce Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu, odkryłem Jana Mychalaka, którego dzieła znajdują się na ekspozycji. Podobnie było w przypadku Mykołaja Fedaka, za którego śladami leciałem aż do Mołdawii.
Wystawy poświęcone Rusinom Karpackim pojawiały się wcześniej, jednak miały raczej skromny charakter. Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie stało się właściwym miejscem dla pierwszej tak szerokiej prezentacji sztuki łemkowskiej/rusińskiej, ponieważ uznaje za swoją misję krytyczne przyglądanie się dotychczasowym sposobom konstruowania obrazów mniejszości etnicznych. Pytania o wykluczenie, asymilację czy mechanizmy przemocy symbolicznej nie są tu traktowane jako próba korygowania historii, lecz jako akt przywracania pamięci i budowania świadomości. Ta wystawa potwierdza także coś bardzo istotnego: nasza sztuka nigdy nie zniknęła. Nasz głos był obecny, choć przez lata pozostawał poza kadrem dominujących narracji. Dziś wychodzi z cienia i to na naszych, łemkowskich/rusińskich warunkach.
PAP: O sztuce Łemków mówi się jako o sztuce folklorystycznej. Czy to odpowiednie określenie?
M.S.: Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba się najpierw zastanowić, czym właściwie jest sztuka łemkowska. Kultura Łemków została naznaczona wysiedleniem, rozproszeniem i przerwaną ciągłością osadniczą, dlatego pytanie o sztukę nie dotyczy jedynie estetyki czy rozpoznawalnych motywów, lecz także warunków, w jakich mogła i może powstawać. Sztuki łemkowskiej nie da się więc sprowadzić do stylu czy zamkniętego kanonu. Jej historycznym centrum pozostaje ikona, nie jako dekoracyjny obiekt, lecz jako sposób porządkowania świata, medium relacji między sacrum i profanum, ludzką codziennością a Bogiem.
Procesy asymilacyjne sprawiły, że nasz świat uległ pęknięciu, a sztuka nie mogła już być prostą kontynuacją dawnych form. Stała się sztuką po katastrofie, nawet wtedy, gdy nie mówi o niej wprost. Dlatego czysto etnograficzna, folklorystyczna perspektywa okazuje się niewystarczająca. Pozwala opisać motywy i techniki, ale nie oddaje tego, co w tej sztuce najistotniejsze, jej sensu.
Folklor mówi, jak było, a sztuka, jeśli potraktujemy ją poważnie, pyta, co to znaczy dzisiaj.
PAP: Dlatego nie da się wymienić emblematycznych cech sztuki łemkowskiej.
M.S.: To trochę tak, jakby zapytać, jakie tematy podejmuje sztuka słowacka. Sztuka łemkowska jest równie pojemna i różnorodna. Na wystawie prezentujemy dzieła powstałe od XVI wieku po rok 2025, a jej cztery części pomagają uporządkować ten szeroki materiał.
Pierwsza opowiada o pamięci, ale także o jej braku. Mówi o twórcach, którzy świadomie do niej nawiązują, oraz o tych, o których historia zdążyła zapomnieć. Przywraca widzialność anonimowym autorom obiektów z muzealnej kolekcji, które dziś stały się symbolami trwania i obecności Rusinów Karpackich.
Druga część koncentruje się wokół tożsamości. Krąży wokół gór i lasów, rytmu życia w Karpatach oraz jądra naszej kultury - ikon i cerkwi. Dawne i współczesne doświadczenia pokazane są tu poprzez malarstwo, rzeźbę i fotografię. Prace przedstawiają Łemkowynę w Polsce, ale także Zakarpacie oraz miejsca w Rumunii, Węgrzech, Ukrainie i Słowacji, gdzie żyją Rusini Karpaccy. To często bardzo intymne obrazy codzienności. Patrząc na nie, można mieć wrażenie podglądania czyjegoś życia.
Trzecia wprowadza widza w przestrzeń kulturowej przemiany, gdzie pamięć i tożsamość spotykają się z językiem współczesnej kultury wizualnej. Pokazuje twórców, którzy przetwarzają rusińskie dziedzictwo w idiom współczesnej sztuki, przekraczając granice stylów, tradycji i przynależności. Dziedzictwo nie jest tu zamkniętym archiwum, lecz żywym materiałem, który pozwala budować nowe formy widzialności i opowiadać o tożsamości w świecie globalnych obrazów i popkulturowych kodów.
"Sztuki łemkowskiej nie da się więc sprowadzić do stylu czy zamkniętego kanonu. Jej historycznym centrum pozostaje ikona, nie jako dekoracyjny obiekt, lecz jako sposób porządkowania świata, medium relacji między sacrum i profanum, ludzką codziennością a Bogiem."
Ostatnia sekcja prezentuje pracę Doroty Nieznalskiej „Przemoc i pamięć” - dotyka doświadczenia wysiedleń i ich długotrwałych konsekwencji zapisanych w pamięci jednostek i całych społeczności. Artystka pokazuje, że przemoc nie kończy się wraz z wydarzeniem historycznym, lecz trwa w biografiach, krajobrazie i pamięci kolejnych pokoleń, zmuszając do konfrontacji z trudną, często wypieraną częścią historii.
PAP: Podkreślasz, że sam jesteś Łemkiem. Czy dzięki temu opowieść, którą przedstawiasz na wystawie, jest wreszcie perspektywą od wewnątrz?
M.S.: Wcześniej organizowano wystawy i wydarzenia poświęcone naszej kulturze, jednak miały one znacznie mniejszy zasięg. Nasze łemkowskie inicjatywy były autentyczne, lecz najczęściej realizowane skromnymi środkami i bez dostępu do dużych przestrzeni wystawienniczych. Ta wystawa niczego nie musi udowadniać, jest po prostu opowieścią prowadzoną z naszego, wewnętrznego punktu widzenia i pozwala szerokiej publiczności zobaczyć ją z tej perspektywy. Warto też pamiętać, że to przede wszystkim wystawa o sztuce, a nie kolejna ekspozycja etnograficzna.
PAP: Czy spośród łemkowskich artystów, których prace po raz pierwszy ogląda tak duża publiczność, są tacy, którzy powinni mieć monograficzną wystawę, a ich dzieła powinny się znaleźć w takich instytucjach jak np. Muzeum Narodowe?
M.S.: Jest ich zbyt wielu. Z szacunku do wszystkich nie wymienię ani jednej osoby. Tytułowe „formy obecności” mówią o całej społeczności, w której każdy głos jest równie ważny i silny. Wierzę, że kiedyś któraś z tych osób będzie miała monograficzną wystawę i jeżeli tylko będę mógł w tym jakoś pomóc, to oczywiście zrobię, co w mojej mocy. Jeżeli jakaś instytucja się na to zdecyduje dzięki tej wystawie, będzie to dla mnie największa nagroda.
Rozmawiała Zuzanna Piwek
Dr Michał Szymko jest historykiem sztuki, kulturoznawcą i łemkoznawcą związanym z Uniwersytetem Warszawskim. Do jego zainteresowań badawczych należą m.in. sztuka łemkowska/rusińska, ukraińska oraz marginalizowane wątki europejskiej historii sztuki, w szczególności twórczość mniejszości etnicznych. Zajmuje się problematyką etnoregionu karpackiego. Popularyzuje wiedzę o kulturze Europy Środkowo-Wschodniej. Jest kuratorem wystaw poświęconych tym zagadnieniom.
Wystawę „Formy obecności. Sztuka Łemków / Rusinów Karpackich” można oglądać do 30 czerwca w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie. (PAP)
zzp/ miś/