Jerzy Kluger i Jan Paweł II. Fot. domena publiczna
4 kwietnia 1921 roku urodził się Jerzy Kluger, polski Żyd, przyjaciel Karola Wojtyły od szkolnych lat. To on od niespełna jedenastoletniego Lolka usłyszał: jesteśmy wszyscy dziećmi jednego Boga.
„Urodziłem się w Krakowie ale mieszkałem i wychowywałem się w Wadowicach. Gdyby ktoś 70 lat temu powiedział mi, że mój kolega Lolek będzie zapraszał mnie na kolacje do Watykanu, tutaj w Rzymie, gdzie mieszkam, to ja bym mu powiedział, że zwariował” – mówi Jerzy Kluger w filmie dokumentalnym Pawła Pitery i Janusza Tatarkiewicza pt. „Jan Paweł II i jego przyjaciel” (TVP, 2005).
O przyjaźni, nawiązanej w szkole podstawowej w Wadowicach na przełomie lat 20. i 30. papież wspominał m.in. w wywiadzie-rzece „Przekroczyć próg nadziei” (1994).
„Pamiętam naprzód szkołę podstawową w Wadowicach, gdzie w klasie co najmniej 1/4 uczniów stanowili chłopcy żydowscy. Trzeba by tutaj wspomnieć o mojej koleżeńskiej przyjaźni z jednym z nich, to znaczy z Jerzym Klugerem. Trwa ona od ławy szkolnej do dnia dzisiejszego” - mówił Jan Paweł II. „Mam żywo przed oczyma obraz Żydów podążających w dzień sobotni do synagogi, która znajdowała się na zapleczu naszego gimnazjum”- przypomniał.
O tym, że obaj dostali się do tego gimnazjum, pierwszy dowiedział się Jurek. Chcąc powiadomić o tym fakcie Lolka pobiegł do jego mieszkania, ale nie zastał go – bo ten akurat służył jako ministrant do mszy w wadowickim kościele. Pobiegł więc do kościoła, a tam rozpoznała go „jedna z tych takich kumoszek wadowickich”. „Ty jesteś synem doktora Klugera, prezesa gminy?” – upewniła się. „Tak” – potwierdził Jurek. „To co ty tu robisz w kościele?” – zapytała. „Co ta baba od ciebie chciała?” - zapytał już po zakończeniu nabożeństwa Lolek. „Pytała co ja Żyd robię w kościele” – wyjaśnił Jurek. „Tak?… a powinna rozumieć, że jesteśmy wszyscy dziećmi tego samego Boga” – podsumował Lolek. „On miał wtenczas niecałe jedenaście lat” – podkreślił Kluger w filmie Pitery i Tatarkiewicza.
Urodził się 4 kwietnia 1921 roku jako syn Wilhelma i Rozalii z domu Huppert. „Ojciec był bohaterem I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej a w okresie międzywojennym wziętym wadowickim adwokatem oraz prezesem gminy żydowskiej w Wadowicach. Matka prowadziła dom, wychowywała syna oraz córkę Stefanię, zwaną Tesią, i opiekowała się babcią Anną Huppertową” – napisał Michał Żmuda w artykule pt. „Druga wojna światowa we wspomnieniach wadowickiego Żyda” („Wadoviana. Przegląd historyczno-kulturalny”, 2019”).
Po maturze, jesienią 1938 roku, Jerzy Kluger rozpoczął studia inżynierskie na Politechnice Warszawskiej. „W stolicy młody Kluger spędził zaledwie miesiąc z powodu antyżydowskich ekscesów. Zarówno na Politechnice Warszawskiej, jak i w innych szkołach wyższych dochodziło do pobić Żydów oraz do ich dyskryminacji przy zajmowaniu miejsc w salach wykładowych. Był szykanowany i został pobity również Jerzy” – przypomniał Michał Żmuda. „W owym czasie przyjechał do Warszawy w interesach Wilhelm Kluger, ojciec młodzieńca. Widząc pobitego syna, podjął decyzję o zabraniu go ze sobą do domu. Już wówczas rodzice rozważali decyzję o tym, by wysłać Jerzego na studia techniczne do Wielkiej Brytanii do Nottingham” – napisał wadowicki historyk.
Po napaści Niemiec na Polskę Wilhelm i Jerzy Klugerowie zostali powołani do wojska. „Obaj opuścili Wadowice, żegnając babcię, matkę i siostrę. Zostawili je w domu w przekonaniu, że nic kobietom nie grozi ze strony Niemców” – podkreślił Żmuda. Szukając swoich jednostek dotarli do Lwowa, który wkrótce znalazł się pod sowiecką okupacją. Kiedy zaczęły się wywózki Polaków w głąb ZSRS postanowili udać się do Rumunii. Nie zdążyli – w czerwcową noc 1940 roku zostali aresztowani. Po dwóch tygodniach podróży w bydlęcych wagonach znaleźli się w miejscowości Maryjskaja, w tzw. „obozie reedukacyjnym”.
Mecenas Kluger z racji wieku otrzymał w obozie funkcję stróża nocnego, natomiast Jerzy został skierowany do pracy przy wyrębie lasów.
Po zawarciu 30 lipca 1941 roku układu Sikorski – Majski zwolnieni z łagru Klugerowie dotarli do Kujbyszewa, do punktu werbunkowego armii gen. Andersa. Wilhelm Kluger został włączony do korpusu sędziów wojskowych, natomiast Jerzego skierowano do szkoły oficerskiej. Jerzy Kluger przeszedł praktycznie cały szlak bojowy armii Andersa – za walki o Monte Cassino został odznaczony Krzyżem Walecznych. Niejako „po drodze” ożenił się ze służącą w brytyjskiej armii Irlandką Ireną White.
Po zdobyciu w kwietniu 1945 r. Bolonii dowiedział się o śmierci matki, siostry i babki, które zostały w Wadowicach.
Po wojnie Jerzy Kluger podjął studia na politechnice w Turynie, kontynuował je w Nottingham – tam uzyskał tytuł inżyniera. W 1954 roku wraz z żoną i córkami na stałe osiadł w Rzymie.
„Przede wszystkim mój mąż zaczął prowadzić interesy z Włochami. Pojechaliśmy do Italii także turystycznie - byliśmy m.in. w San Remo i Positano - i zakochaliśmy się w tym kraju. Poza tym bardzo nam odpowiadał tutejszy klimat - młodsza córka cierpiała na astmę, a we Włoszech czuła się lepiej, natomiast Jerzy mógł grać w tenisa prawie cały rok, bo nie było wówczas krytych kortów (miał naprawdę bzika na punkcie tenisa). Z tych wszystkich powodów postanowiliśmy zamieszkać we Włoszech” – powiedziała Irene Kluger Włodzimierzowi Rędziochowi (niedziela.pl, 2012).
Ze swym żydowskim przyjacielem, Kurtem Rosenbergiem z Bielska, Jerzy Kluger założył firmę.
W listopadzie 1965 roku, podczas służbowej jazdy z Neapolu do Rzymu, Rosenberg przeczytał Klugerowi notatkę z gazety, w której podkreślono „bardzo ważne przemówienie” na Soborze Watykańskim II arcybiskupa krakowskiego. „Czy chodzi o księcia Adama Sapiehę?” – zapytał Kluger. „Nie, Karola Wojtyłę” – przeczytał Rosenberg. „No to Lolek został arcybiskupem” – powiedział Kluger. „Jaki Lolek?” – spytał zaskoczony Rosenberg. „Nie pamiętasz?… Lolek, ten nasz najlepszy uczeń, ten co grał na bramce” – wyjaśnił Kluger.
Przyjechawszy do Rzymu, zadzwonili do kościelnego Instytutu Polskiego w Wiecznym Mieście, gdzie zatrzymał się Wojtyła. „Zostawiłem swój numer telefonu, nazwisko, bo trochę się krępowałem, może po tylu latach nie będzie chciał ze mną mówić, nie wiadomo” – opowiadał Kluger w filmie Pitery i Tatarkiewicza. „Trzy, cztery, może pięć minut po drugiej telefon: czy to jest ten Jurek Kluger, którego ja pamiętam?… - Tak, a to jego ekscelencja?… - Słuchaj Jurek, to nie jest żadna ekscelencja, ja jestem Lolek Wojtyła” – wspominał pierwszą po latach rozmowę ze szkolnym przyjacielem. Spotkali się jeszcze tego samego wieczora.
Potem spotykali się regularnie - od 1978 roku w Watykanie: papież Polak i jego żydowski przyjaciel ze szkoły, który po wojnie nie chciał pojechać do Polski. Rozmawiali do późna przy kolacjach, wspominali lata szkolne.
O wyborze polskiego papieża Jerzy Kluger dowiedział się na dentystycznym fotelu – leczył właśnie bolący ząb u swojego partnera od tenisa. „To mój kolega z dzieciństwa, razem chodziliśmy do szkoły ”- powiedział zdumiony Kluger. „To pewnie zrobi cię kardynałem” - zażartował dentysta.
„Mój mąż często odwiedzał Papieża, a od czasu do czasu chodziliśmy do Papieża na obiad lub kolację całą rodziną - zarówno w Watykanie, jak i w Castel Gandolfo. Te nasze spotkania były zwyczajne, proste, bo postrzegaliśmy Papieża jako kogoś z rodziny, a zarazem były to wydarzenia nadzwyczajne, bo Karol Wojtyła był człowiekiem nadzwyczajnym. Mój mąż mówił zawsze, że Wojtyła już od najmłodszych lat miał w sobie coś więcej niż inni, a widać to było, czegokolwiek by nie robił” – wspominała Irene Kluger. Dodała, że jej mąż nie miał żadnego udziału w przygotowaniu papieskiej wizyty w rzymskiej synagodze 13 kwietnia 1986 roku.
„Oczywiście, znał ówczesnego rabina Toafa, lecz nie chodził do rzymskiej synagogi, bo większość rzymskich Żydów to sefardyjczycy, a Jerzy był aszkenazyjczykiem. Warto jednak przypomnieć, że Karol Wojtyła po raz pierwszy wszedł do synagogi w 1936 r. w Wadowicach - Wilhelm Kluger, ojciec mojego męża, zorganizował w miejscowej synagodze koncert słynnego tenora, na który zaprosił również przyjaciela syna” – powiedziała Włodzimierzowi Rędziochowi.
„Pokonanie przez papieża około kilometra, jaki dzieli Watykan od żydowskiej świątyni, uznano wtedy za najdłuższą podróż; trzeba było na nią czekać prawie 2 tysiące lat” – napisała Sylwia Wysocka, włoska korespondentka PAP (2021).
„Ja tylko myślałem o jednej rzeczy – jakby szczęśliwy byłby mój tatuś gdyby dożył tej chwili, że Lolek Wojtyła jako papież wszedł do synagogi” – wspomniał Jerzy Kluger. Wilhelm Kluger zmarł w Londynie w 1962 roku.
Jan Paweł II w „Przekroczyć próg nadziei” wspominał, że kolejnym wydarzeniem, które jeszcze bardziej zespoliło jego przyjaźń z Jerzym Klugerem, były uroczystości w Wadowicach w roku 1987, w miejscu, gdzie stała spalona przez Niemców synagoga.
„Oto przyszedł kiedyś do mnie Jerzy, by mi powiedzieć, iż miejsce, na którym stała, ma zostać uczczone płytą pamiątkową. Muszę powiedzieć, że w tym momencie udzieliło się nam obu głębokie wzruszenie” – mówił papież. „Stanęły nam przed oczyma sylwetki osób znajomych i bliskich oraz te soboty dziecięcych i młodzieńczych lat, kiedy społeczność żydowska Wadowic udawała się na modlitwę. Powiedziałem wówczas Jerzemu, iż chętnie napiszę na tę okazję moje osobiste słowo, znak solidarności i duchowej łączności z tym znaczącym wydarzeniem. I tak się stało. Osobą, która przekazała treść tego listu moim rodakom z Wadowic, był właśnie Jerzy. Wiele go ten wyjazd kosztował. Trzeba bowiem zaznaczyć, iż cała jego rodzina, która pozostała w Wadowicach, zginęła w Oświęcimiu, a przyjazd do Wadowic na odsłonięcie płyty pamiątkowej wadowickiej synagogi był pierwszym po pięćdziesięciu latach” - wyjaśnił.
Pod koniec życia Jerzy Kluger cierpiał na chorobę Alzheimera. Zmarł w rzymskim szpitalu 31 grudnia 2011 r. w wieku 91 lat. „Jego pogrzeb odbył się 2 stycznia 2012 roku, został pochowany na cmentarzu Flaminio (Prima Porta) w Rzymie w kwaterze żydowskiej” – przypomniał Michał Żmuda.
Paweł Tomczyk (PAP)
sw/ top/