Tadeusz Janczar na planie filmu "Chłopi", 1971 r. Fot. PAP/Witold Rozmysłowicz
To co potrafił, mógłby sobie przyswoić tylko w nowojorskim Studio Lee Strasberga i Eli Kazana. Ale idee Actors Studio dotarły do nas znacznie później – przypomniał Andrzej Wajda. 25 kwietnia 1926 r. urodził się Tadeusz Musiał, który - jako Janczar - przeszedł do historii filmu i teatru polskiego.
„Chciałoby się zacząć od znanych słów: »Było cymbalistów wielu, ale…«” – napisał Wajda we wstępie do książki Piotra Śmiałowskiego „Tadeusz Janczar. Zawód: aktor” (2007). „Janczar był mistrzem!” – podkreślił. „A gdzie Jankiel opanował swój oryginalny instrument? Tego nie wie nawet Mickiewicz, dlaczego więc mamy wiedzieć my. Może otrzymał to od Boga. Przecież taka ewentualność nie jest wykluczona” – podsumował reżyser „Pokolenia” i „Kanału”.
Tadeusz miał 13 lat, kiedy wybuchła II wojna światowa i stracił ojca, Stefana Musiała, podoficera Wojska Polskiego – zamordowanego 18 września pod Oszmianą przez wkraczających do Polski Sowietów. „Czerwonoarmiści bez żadnego legitymowania strzelili każdemu w plecy, ale, co dziwne, nie zrewidowali żadnego z zabitych żołnierzy. Ich rzeczy osobiste dokumenty zabrali Polacy, którzy z ukrycia widzieli mord. To dzięki jednemu z nich matka Janczara na początku października dowiedziała się, że jej mąż nie żyje” – napisał Śmiałowski.
Przez wiele lat po wojnie Janczar starał się – bezskutecznie - odnaleźć grób ojca.
28 lipca 1941 r. umarła na gruźlicę jego o dwa lata starsza siostra, 17-letnia Janina. Tragiczne przeżycia niewątpliwie odbiły się na psychice przyszłego aktora. By odciążyć matkę, Władysławę z domu Janczak, Tadeusz zatrudnił się jako tokarz i modelarz w fabryce zabawek „As” przy ul. Ząbkowskiej w Warszawie. Działał już wówczas w podziemiu, najpierw w Grupach Szturmowych Szarych Szeregów, później w rembertowskiej Armii Krajowej. Na tajnych kompletach zdał maturę.
Chciał wziąć udział w Powstaniu Warszawskim, ale próba przedarcia się do Śródmieścia zakończyła się pojmaniem przez Niemców. Jako więzień obozu w Wawrze zakładał pola minowe pod nadzorem niemieckich saperów. Po miesiącu uciekł z obozu w kobiecym przebraniu dostarczonym przez babcię, która przekupiła wartowników. Po zajęciu Rembertowa przez Sowietów – jak opisuje Piotr Śmiałowski – „wśród miejscowych znaleźli się tacy, którzy wydawali NKWD mężczyzn należących do AK”. Ratunkiem przed wywózką w głąb Rosji wydawało się wstąpienie do Wojska Polskiego. „Często gdy NKWD przychodziło aresztować jakiegoś akowca, okazywało się, że on już od kilkunastu dni służy w 1. Lub 2. Armii” – napisał Śmiałowski.
„Janczara przydzielono do 2. Dywizji Piechoty im Henryka Dąbrowskiego. Był tam radziecki podporucznik – Włodzimierz Błachyj, w cywilu podobno reżyser, który otrzymał rozkaz zorganizowania występów polowych. Janczar i jeden z jego najbliższych przyjaciół - Józef Nalberczak - znali go już wcześniej; Blachyj na czas postoju wojska w Rembertowie dostał kwaterę u rodziców Nalberczaka” – dodał.
„Zostaliśmy aktorami na rozkaz” – wspominał po latach Janczar, który z Nalberczakiem i frontowym teatrem dotarł do Berlina. Po ustaniu działań wojennych obaj – skierowani przez płk. Piotra Jaroszewicza, wówczas zastępcę dowódcy 1. Armii WP do spraw politycznych - zdali do Szkoły Dramatycznej Janusza Strachockiego, reżysera i aktora, znanego dziś głównie z roli Konrada von Jungingena w „Krzyżakach” Aleksandra Forda.
W podobny sposób trafił tam Wojciech Zagórski, który nadał Tadeuszowi nazwisko Janczar. „Tadek zabrał mnie raz na spacer. Powiedział wtedy, że nazwisko Musiał nie pasuje do aktora. Poprosił, żebym pomógł mu znaleźć jakiś pseudonim. Zapytałem, jakie nazwisko panieńskie miała jego matka. Odpowiedział: Janczak. Zasugerowałem mu, żeby zmienił ostatnią literkę – z k na r. Bardzo mu się to podobało” – wspominał w książce Śmiałowskiego Zagórski. Ciekawostką jest, że syn Tadeusza Janczara, swoją karierę aktorską rozpocznie w roli Pawła Jankowskiego z kultowego serialu „Wojna domowa” jako… Krzysztof Musiał. „Miał umiejętność wewnętrznego skupienia się, introwertyczności, wewnętrznego smutku w oczach” – wspominał ojca w rozmowie z Polskim Radiem Krzysztof Janczar.
W kinie Tadeusz Janczar zadebiutował 27 stycznia 1952 r. filmem „Załoga”. Talent młodego aktora został szybko zauważony i zaowocował udziałem w kolejnych produkcjach. Pojawił się m.in. w filmach: „Piątka z ulicy Barskiej” (1953), „Przygoda na Mariensztacie” (1953), „Pokolenie” (1954), „Eroica” (1957), „Pożegnania” (1958), „Zezowate szczęście” (1960), „Dzień ostatni, dzień pierwszy” (1965), „Krajobraz po bitwie” (1970), „Z tamtej strony tęczy” (1972), „Hubal” (1973), „Zamach stanu” (1980), „Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny” (1982).
„Filmem, który wspominam najsilniej, mimo że nie był to mój pierwszy film, było »Pokolenie«, którego reżyserem był Andrzej Wajda” – wspominał aktor w rozmowie z Anną Retmaniak (Polskie Radio, 1976).
„Jego atutem było, że z jednej strony był aktorem bardzo kreacyjnym, a z drugiej bardzo naturalnym. Ta naturalność stanowiła atut w wielu jego następnych kreacjach. A poza tym Tadeusz Janczar był bardzo normalnym, zwykłym człowiekiem” – ocenił partnerujący mu na ekranie Ryszard Kotys, cytowany w książce Bartosza Michalaka „Wajda. Kronika wypadków filmowych” (2016).
Film „Pokolenie” był ekranizacją powieści Bohdana Czeszki. Obok Janczara i Kotysa wystąpili w nim Tadeusz Łomnicki, Roman Polański i Zbigniew Cybulski. Janczar wcielił się w postać Jasia Krone. Do historii polskiego kina przeszła scena jego samobójczej śmierci – skoku z piątego piętra klatki schodowej. Przy okazji dyskusji nad „Pokoleniem” upowszechnił się termin użyty przez Aleksandra Jackiewicza – Polska Szkoła Filmowa.
„Tuż po wojnie w polskim kinie pojawiła się duża grupa młodych, niezwykle utalentowanych aktorów w niczym nieprzypominających ulubieńców przedwojennych filmów, ale… Choć Janczar był jednym z nich, od razu dał się poznać jako niezastąpiony artysta. Janczar był mistrzem!” - ocenił Andrzej Wajda w Polskim Radiu. „To jest jeden z tych nielicznych aktorów obdarzonych absolutną intuicją aktorską. Nie zdarzyło mi się nigdy widzieć ani słyszeć Janczara, który by coś skłamał” – podkreślił. „Tadeusz ma jakąś tajemnicę niezwykle oszczędnego grania przed kamerą i ta oszczędność, delikatność bardzo go zbliża do amerykańskich aktorów, ta niezwykła prawda, którą on ma” - dodał Wajda.
Kiedy reżyser w 1956 r. kręcił według opowiadania Jerzego Stefana Stawińskiego „Kanał”, główną rolę podchorążego „Koraba” powierzył właśnie Janczarowi. Ten, wraz z Teresą Iżewską stworzył jeden z najważniejszych i najbardziej przejmujących duetów w historii polskiego kina. W 1957 r., na festiwalu w Cannes, „Kanał” zdobył Nagrodę Specjalną Jury.
Ciekawostką, wspomnianą przez Piotra Śmiałowskiego jest, że to właśnie Janczar zainteresował Wajdę ekranizacją „Popiołu i diamentu” , mówiąc mu w Krynicy - gdzie spotkali się przypadkiem – że „to świetny materiał na film”. Janczar uważał, że to temat dla Wajdy wymarzony, uzupełnienie tryptyku rozpoczętego „Pokolenim”, „Kanałem”. „Opowiedziałem mu szczegółowo losy Maćka, zapewne nie bez nadziei, że może w przyszłym filmie zagram. Ale to nie był jedyny motyw. Byłem przekonany, że ten film powinien zrobić tylko on” – wspominał Janczar, który wcześniej zagrał Chełmickiego w słuchowisku „Jeszcze jeden dzień” zrealizowanym w Polskim Radiu (1956) na podstawie „Popiołu i diamentu”. „Gdyby jeszcze w »Popiele i diamencie« Janczar zagrał Chełmickiego, stworzyłby trzecią już postać o podobnej psychice, której tragizm determinowała wojna” – napisał Śmiałowski. Przypomniał też, że pierwszym rozważanym przez reżysera odtwórcą roli Chełmickiego był Stanisław Mikulski.
Od 1956 r. przez ponad 30 lat Janczar był Stachem Matysiakiem w radiowej powieści „Matysiakowie”.
Od 1963 r. aktor zaczął podupadać na zdrowiu. Odezwały się w nim dawne wojenne traumy – śmierć ojca, siostry, później nieudane małżeństwo z pierwszą żoną, inspicjentką teatralną Elżbietą Habich (owocem tego związku jest Krzysztof Janczar). Aktor stał się małomówny, wycofany, cierpiał na bezsenność, bał się wychodzić z domu. Lekarze zdiagnozowali cyklofrenię – afektywną chorobę dwubiegunową. Była przy nim wówczas żona Małgorzata Lorentowicz (także należąca kiedyś do AK), którą poznał w Teatrze Młodej Warszawy w 1956 roku.
Nękany chorobą Janczar nie wycofał się z życia zawodowego. Był m.in. lektorem serialu „Kolumbowie (1970), zagrał w „Chłopach” (1972) – zarówno w serialu, jak i wersji kinowej.
W 1980 r., wiedząc już, że jest chory na raka, w serialu „Dom”, zagrał swą ostatnią filmową rolę. Bohater, którego stworzył - doktor Sergiusz Kazanowicz, były więzień obozu koncentracyjnego, nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości – na własną rękę, nie licząc na państwowy wymiar sprawiedliwości, ściga niemieckich zbrodniarzy. Jego los jest tragiczny - Kazanowicz popełnia samobójstwo, wyskakując przed okno. Dramatyzmu tej historii dodaje fakt, iż Janczar miał w tym momencie za sobą kilka prób rozstania się z życiem. Cały czas trwała jednak przy nim Małgorzata Lorentowicz, z którą tuż przed śmiercią w 1997 r. związał się również ślubem kościelnym.
„Taki był ten wielki aktor: tajemniczy, niedostępny, poetycki, introwertyczny, zdystansowany wobec świata, oszczędny w gestach, pozbawiony patosu, a jednocześnie porywający i zachwycający” – pisał w „Kinie” ks. Andrzej Luter, dodając, że Janczar był „zjawiskiem artystycznym wyprzedzającym epokę”. „Ktoś kiedyś powiedział, że Janczar był aktorem pesymistycznym. Rzeczywiście, jest w tych rolach ogromny ładunek smutku, ale paradoksalnie Janczarowy pesymizm daje nadzieję, bowiem artyzm tego aktora niósł ze sobą to, co w sztuce najważniejsze: piękno. A to, co piękne, zawsze podnosi na duchu” – podsumował ks. Luter.
„Muszę wykonywać swój zawód do tego momentu, kiedy będę ludziom potrzeby. Norwid mądrze powiedział » rzeczy świata tego ostaną tylko te dwie, dwie tylko - poezja i dobroć… i więcej nic«” – powiedział Janczar Annie Retmaniak w 1976 roku. „Pierwszy w moim życiu był teatr” - podkreślił.
Pierwszą profesjonalną sceną w jego życiu był Teatr im. Jaracza w Olsztynie, w którym przepracował sezon 1947/48. Później występował przez kilka miesięcy w łódzkim Teatrze Powszechnym ale już w październiku 1948 roku występował na scenach warszawskich: Rozmaitości, Powszechnego i Narodowego. Warto wspomnieć o takich spektaklach jak „Hamlet” (1959, 1970) i „Wesele” (1963, 1974). „Nie widziałem lepszego Czepca i nie zobaczę” - wspominał Adam Hanuszkiewicz
Inne ważne przedstawienia w karierze Janczara to m.in. „Dwa teatry” (1978), „Jan Maciej Karol Wścieklica”(1979), „Rzecz listopadowa”(1969) i „Pan Tadeusz” (1982).
Kiedy w 1963 r. dyrekcję Teatru Powszechnego objął Adam Hanuszkiewicz Janczar wykazał się niezwykłą solidarnością zawodową i koleżeństwem. „Szalenie się martwił, niepokoił o zwolnienia kolegów, które zawsze przy zmianie dyrekcji następują. Proszę sobie wyobrazić, że spisał sobie kolegów, tych którym najbardziej groziły zwolnienia i przy każdym nazwisku wypisał argumenty dla których kolegów zwolnić nie można. I przyszedł do mnie z tym” – wspominał Hanuszkiewicz w audycji Anny Retmaniak. „Ja mówię: Tadziu bądź spokojny nikogo nie chcę zwolnić. Ale zwracam ci uwagę na pewien paradoks. Skąd wziąłeś tę listę?… Sam wypisałeś tych, którzy mogliby być zwolnieni, sam tę listę wymyśliłeś?!” – opowiadał. „To jest pełny człowiek. Artysta i człowiek… Być może nawet naprzód człowiek, obywatel, artysta, kolega” – podkreślił Hanuszkiewicz w 1976 roku.
Podkreślaną przez innych istotą gry Janczara, zarówno w teatrze jak i filmie, była absolutna szczerość i prawda. „Prawda organiczna, jego własna prawda. Wyrażał ją całym ciałem, ruchem, minigestem, minireakcją. Umiał wyrazić powstającą myśl, nagle z niej rezygnował i znów ją podejmował – i wtedy padała kwestia” – wspominała Zofia Kucówna. „Bardzo nowoczesne aktorstwo, niemal ze studia Kazana, z tym, że jego nikt tego nie uczył. Instynkt kazał mu tak grać. Było to wspaniałe i prawdziwe. Rodzaj czystości i prawości, którą reprezentował w życiu, przenosił także w swoje role” - podkreśliła.
Tadeusz Janczar zmarł 31 października 1997 r. Został pochowany na warszawskich Powązkach.
„Takich ludzi wymyśla Pan Bóg, gdy jest w dobrym humorze, po dobrym obiedzie, gdy nie uwierają go ludzkie grzechy i gdy słucha anielskich chórów” – powiedziała podczas pogrzebu artysty Zofia Kucówna. „Takich ludzi prawie nie ma, jest ich może dziesięciu na jedno stulecie, a może tylko trzech” – oceniła. (PAP)
Mateusz Wyderka, Paweł Tomczyk