Palce pacjenta z rozpoznaną dżumą septyczną. /Źródło: Wikipedia
Dżuma zbierała śmiertelne żniwo już 5,5 tys. lat temu, zabijając ludzi żyjących w niewielkich, wędrownych społecznościach łowców-zbieraczy. Najstarsze epidemie dżumy mogły być równie zabójcze jak późniejsze postacie tej choroby, szczególnie dla dzieci - wynika z badania opublikowanego w piśmie Nature.
Dżuma kojarzy się przede wszystkim ze szczurami, zatłoczonymi średniowiecznymi miastami i epidemiami, które przetaczały się przez Europę w okresie średniowiecza i później. Nowe badanie, opublikowane na łamach Nature (DOI: 10.1038/s41586-026-10540-5), pokazuje, że epidemie dżumy zdarzały się na długo przed powstaniem miast.
Międzynarodowy zespół naukowców przeanalizował starożytne DNA pozyskane ze szczątków odkrytych na czterech cmentarzyskach łowców-zbieraczy w rejonie jeziora Bajkał we wschodniej Syberii. Dzięki zaawansowanym technikom sekwencjonowania DNA badacze odtworzyli genomy dawnych bakterii zachowane w zębach zmarłych i odkryli nieznane dotąd, wczesne szczepy dżumy.
„Od dawna dyskutowano, czy najwcześniejsze szczepy dżumy były stosunkowo łagodne, czy też wysoce zjadliwe. Nasze wyniki pokazują, że były bardzo śmiercionośne” – mówi współautor badania, prof. Eske Willerslev z Uniwersytetu Kopenhaskiego i Uniwersytetu Cambridge, cytowany w prasowym komunikacie.
W nowym badaniu wykorzystano dane genetyczne, archeologiczne i wyniki datowania radiowęglowego. Dzięki połączeniu tych metod naukowcy odtworzyli przebieg epidemii w prehistorycznych społecznościach.
„Udało nam się stworzyć wyjątkowo jasny i kompletny obraz tego, co wydarzyło się podczas epidemii” – wyjaśnia główny autor pracy dr Ruairidh Macleod, który prowadził badania jako doktorant na Uniwersytecie Cambridge, a obecnie jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu Oksfordzkiego.
Łącznie DNA Yersinia pestis, bakterii wywołującej dżumę, wykryto u 18 spośród 46 badanych osób, czyli u niemal 40 proc. zmarłych. To odsetek wyższy niż notowany w niektórych średniowiecznych masowych grobach ofiar dżumy.
Wcześniejsze badania wykazały, że najstarsze szczepy Yersinia pestis nie posiadały cech genetycznych, które później umożliwiły skuteczne rozprzestrzenianie się dżumy dymieniczej za pośrednictwem pcheł i gryzoni. Z tego powodu wielu naukowców uważało, że pierwsze formy choroby nie mogły wywoływać dużych epidemii. Nowe badanie podważyło jednak to przekonanie.
Na dwóch największych cmentarzyskach odkryto wiele pochówków dzieci i nastolatków.
„Niezwykle wysoka liczba pochówków dzieci oraz krótki okres, w którym dokonano pochówków, były zagadką, którą próbowaliśmy rozwiązać od lat 90. Odkrycie, że przyczyną (ich śmierci - PAP) była dżuma, doskonale tłumaczy obserwowane dane” – mówi archeolog prof. Andrzej Weber z Uniwersytetu Alberty, kierownik Baikal Archaeology Project.
Pradawne szczepy dżumy zawierały również unikalny superantygen, czynnik genetyczny związany z produkcją toksyn, którego nie stwierdzono w historycznych szczepach tej choroby. Superantygeny mogą wywoływać niezwykle silną reakcję układu odpornościowego, prowadząc do ciężkich stanów zapalnych i zwiększając ciężkość zakażenia.
„To odkrycie zmienia nasze rozumienie najwcześniejszych epidemii dżumy. Jeszcze zanim bakteria wykształciła zdolność skutecznego przenoszenia się przez pchły, te pradawne szczepy posiadały wyjątkowo niebezpieczną kombinację czynników, czyniących zakażenie bardzo śmiertelnym” – mówi współautor badania prof. Martin Sikora z Uniwersytetu Kopenhaskiego.
Badanie wspiera również hipotezę, że dżuma mogła wywodzić się z Azji Środkowej lub północno-wschodniej części Azji, skąd później rozprzestrzeniła się po Eurazji za pośrednictwem dzikich populacji gryzoni. Dowody archeologiczne wskazują, że badani łowcy-zbieracze utrzymywali bliski kontakt ze świstakami, które do dziś mogą być nosicielami dżumy. Naukowcy przypuszczają, że choroba mogła przenosić się bezpośrednio z zakażonych świstaków na ludzi. (PAP)
ekr/ zan/