Podczas uroczystości przed Pomnikiem Wielkiej Synagogi w Białymstoku stanęło „krzesło pamięci”. Fot. PAP/Artur Reszko
W Białymstoku upamiętniono w piątek 85. rocznicę spalenia przez Niemców Wielkiej Synagogi. 27 czerwca 1941 r. niemieckie oddziały spędziły do synagogi - według różnych przekazów - od 600 do tysiąca Żydów i podłożyły ogień. Uratowało się tylko kilkanaście osób.
W południe przy pomniku upamiętniającym tamte wydarzenia - przedstawiającym spaloną, stalową konstrukcję kopuły synagogi - odbyła się uroczystość z udziałem m.in. władz samorządowych, Instytutu Pamięci Narodowej, przedstawicieli urzędów i służb mundurowych.
Przy pomniku składano wieńce i kwiaty. Stanęło tam również symboliczne krzesło pamięci - to sposób upamiętnienia żydowskiej społeczności miasta - przez Stowarzyszenie Muzeum Żydów Białegostoku. Prowadzi ono w mieście małą placówkę muzealną o nazwie Miejsce (ang. The Place).
- 27 czerwca 1941 roku doszło do jednego z najtragiczniejszych wydarzeń w dziejach i historii naszego miasta (...). W ten sposób odeszła do przeszłości pewna część miasta, związana z jego żydowskimi mieszkańcami - mówił podczas uroczystości zastępca prezydenta Białegostoku Rafał Rudnicki.
- Zostali zgładzeni tylko dlatego, że byli Żydami - powiedział. Mówił o potrzebie pamięci o tych, którzy przed laty Białystok tworzyli. - Przy każdej możliwej okazji podkreślamy ten nasz wielokulturowy, wielowyznaniowy charakter, bo to było coś, co wyróżniało nasze miasto - dodał Rudnicki.
- Po tych 85 latach najważniejsze jest to, żebyśmy pamiętali, że ta zbrodnia dotyczyła człowieka, że zawsze człowiek jest najważniejszy. Jeśli mamy okazję i możliwość, to pomagajmy drugiemu człowiekowi bez względu na jego pochodzenie, wyznanie, miejsce zamieszkania. W ten sposób okazujemy swoje człowieczeństwo (...), bo z tym brakiem człowieczeństwa mamy do czynienia ciągle w różnych miejscach kuli ziemskiej - mówił.
Przywoływał też pamięć o Józefie Bartoszko (jego wnuczka wzięła udział w uroczystości), który z narażeniem życia ratował uwięzionych w synagodze ludzi.
Wielka Synagoga, która znajdowała się przy ul. Bożniczej (obecnie Suraskiej) w Białymstoku została wzniesiona w centrum miasta w latach 1909-13. W okresie międzywojennym była najokazalszą synagogą białostocką i cieszyła się największym prestiżem wśród wszystkich bożnic tego miasta.
W ocenie historyków dramat, który rozegrał się tam 27 czerwca 1941 roku (dzień ten zwany jest „czarnym piątkiem”), był początkiem eksterminacji ludności żydowskiej w Białymstoku. Według różnych przekazów (dokładnych danych brak) niemieckie oddziały spędziły do Wielkiej Synagogi od 600-700 do tysiąca Żydów, uwięziły tych ludzi w środku i podłożyły ogień.
Z pożaru ocalało tylko kilkanaście osób. Udało im się uciec, bo tylne okno otworzył - narażając własne życie - dozorca Józef Bartoszko. Jego relacja znajduje się w Żydowskim Instytucie Historycznym. Niemcy przeprowadzili też wtedy obławę na ulicach i podpalili żydowską dzielnicę, gdzie zginął kolejny tysiąc osób.
Decyzją miejskich radnych podjętą w ubiegłym roku, imię Józefa Bartoszki nosi skwer w pobliżu miejsca, gdzie przed laty stała synagoga i gdzie odbyły się piątkowe uroczystości. Jak napisano w uzasadnieniu tamtej uchwały, Bartoszko „jest symbolem odwagi i człowieczeństwa mieszkańców Białegostoku w obliczu wojennego terroru”.
Przed II wojną światową w Białymstoku żyło ok. 50 tys. Żydów, miasto było znaczącym ośrodkiem kultury i religii żydowskiej. Z tej społeczności po powstaniu w getcie białostockim, które miało miejsce w sierpniu 1943 roku i wywózkach do obozów ocalało kilkaset osób.(PAP)
rof/ aszw/