Zdzisław Starostecki. Źródło: NAC
W Muzeum Wojska Polskiego odbyła się konferencja poświęcona gen. inż. Zdzisławowi Julianowi Starosteckiemu, twórcy systemu obrony powietrznej i przeciwrakietowej Patriot. Urodzony w Łodzi inżynier był także uczestnikiem wojny obronnej w 1939 roku i walk o Monte Cassino oraz więźniem sowieckiego łagru.
- Na takich postaciach nam zależy, o takich postaciach będziemy opowiadać. I z taką postacią spotykamy się dzisiaj – powiedział Bartosz Gondek, dyrektor Instytutu Strat Wojennych im. Jana Karskiego.
List do uczestników konferencji wystosował minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz: „Postać generała inżyniera Zdzisława Juliana Starosteckiego to symbol niesłowności, polskiego oręża oraz genialnego, choć tragicznie rozpoczętego przed II Wojną Światową, potencjału naszej myśli technicznej. Droga życia pana generała od pól bitewnych kampanii wrześniowej pod Kockiem, przez piekło sowieckich ładów i krwawą chwałę Monte Cassino, aż po amerykańskie laboratoria konstrukcyjne stanowi wielkie świadectwo polskiego patriotyzmu, determinacji i niezwykłego talentu.
"Postać generała inżyniera Zdzisława Juliana Starosteckiego to symbol niesłowności, polskiego oręża oraz genialnego, choć tragicznie rozpoczętego przed II Wojną Światową, potencjału naszej myśli technicznej."
Jako minister obrony narodowej z dumą i głębokim szacunkiem pochylam się nad faktem, że to właśnie polski oficer i inżynier był współtwórcą systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej Patriot, który dziś stanowi fundament bezpieczeństwa Polski oraz całej wschodniej flanki NATO. Dzisiejsza konferencja (…) dotyka bolesnego, ale niezwykle istotnego pytania o cenę, jaką nasz kraj zapłacił za wojenną pożogę. Cenę utraconych elit naukowych i konstruktorskich, które zmuszone do emigracji budowały potęgę innych państw wolnego świata”.
Marek Wieczerzak, sekretarz wykonawczy Towarzystwa Karskiego, przypomniał, że postać i zasługi Zdzisława Starosteckiego zostały spopularyzowane za sprawą Waldemara Piaseckiego, prezesa Towarzystwa.
- Już w roku 2006 rozpoczęliśmy kampanię awansowania inżyniera Starosteckiego na stopień generała. Trzy lata walczyliśmy o zmianę przepisów, które uniemożliwiały awansowanie na generała osoby mieszkającej za granicą. Mieliśmy sporo wsparcia w Sejmie, ale osobą, która wzięła na siebie koordynację tej pracy w parlamencie by pan Marek Borowski z SLD, przewodniczący Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Po trzech latach wniosek o awans poparł minister obrony Bogdan Klich z PO, a podpisał go prezydent Lech Kaczyński, wywodzący się jeszcze z innego ugrupowania – powiedział Wieczerzak.
W 2022 r. Towarzystwo Karskiego odznaczyło gen. Starosteckiego Medalem 75-lecia Misji Karskiego. Dwa lata później 37. Dywizjon Rakietowy Obrony Powietrznej Kraju 23 Warszawskiej Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej otrzymał im. gen. bryg. Zdzisława Juliana Starosteckiego.
- Za mało jest generała w przestrzeni publicznej. Bo trzeba mówić o Polakach, którzy dokonali czegoś na Zachodzie. Ci ludzie byliby w kraju, gdyby nie druga wojna światowa – powiedział reprezentant Towarzystwa Karskiego.
Gościem specjalnym spotkania był Andrzej Starostecki, syn inżyniera.
- Tatuś zawsze ciężko pracował. Pracował, chodził do szkoły, kończył studia w Stevens Institute of Technology. I dlatego gdy byłem mały, rzadko go widywałem, bo on był zawsze zajęty. Ale nam niczego nie brakowało. Nie mieliśmy wiele pieniędzy, ale moje życie było dobre i ciekawe. Miałem wszystko to, czego potrzebowałem – opowiadał syn generała.
Zdzisław Julian Starostecki urodził się 8 lutego 1919 roku w Łodzi. Uczył się w Korpusie Kadetów w Chełmie, a w 1939 roku walczył w Samodzielnej Grupie Operacyjnej Polesie gen. Franciszka Kleeberga, również w jej ostatniej bitwie pod Kockiem. Uniknąwszy niewoli, postanowił przedrzeć się do polskich sił zbrojnych we Francji, ale na szlaku ze Lwowa ku granicy węgierskiej został ujęty przez NKWD.
Skazany na osiem lat łagru, pracował przy wyrębie lasów nad Peczorą. Tam podjął próbę ucieczki. Zbiega jednak schwytano i doliczono mu do wyroku dodatkowe dwa lata. Starostecki trafił następnie do kopalni złota na Kołymie, gdzie zetknął się z rozstrzelanym później Aleksandrem Swanidze, bratem pierwszej żony Stalina.
Z łagru wyszedł dzięki amnestii, przewidzianej polsko-radzieckim układem z 1941 roku. Szczęśliwie dotarł do ośrodka formowania armii polskiej w Tockoje, a po ewakuacji do Iraku ukończył w 1942 roku szkołę podchorążych.
W walkach II Korpusu we Włoszech uczestniczył w składzie 4. pułku pancernego „Skorpion”. 17 maja 1944 roku, w trakcie drugiego polskiego natarcia na Monte Cassino, pułk ten miał wesprzeć piechotę, atakującą kluczowe w systemie obrony wzgórze, nazwane Widmem.
Według spopularyzowanej przez reportaż Melchiora Wańkowicza wersji wydarzeń podchorąży Starostecki przekonał swego bezpośredniego dowódcę, porucznika Jana Kochanowskiego, że wbrew opinii ich zwierzchników czołgi są w stanie sforsować w natarciu stromy teren. Podczas ataku zniszczono kilka niemieckich punktów oporu i osiągnięto szczyt Widma, skąd po nastaniu nocy wycofano się na pozycje ubezpieczone. Następnego ranka Monte Cassino było już w rękach Polaków.
W udzielonym w 2008 roku „Tygodnikowi Powszechnemu” wywiadzie Starostecki przedstawił to nieco inaczej: „Czołgi wspinały się pod ostrzałem. Kochanowski zwątpił i nakazał odwrót. Powiedziałem mu, że przejmuję dowództwo. Wyrwał mi mikrofon, żebym nie mógł komunikować się z resztą czołgów. Walnąłem go sierpowym. I ucichł. Wzięliśmy wzgórze”.
W kwietniu 1945 roku Starostecki został ciężko ranny pod Bolonią - groziła mu amputacji nogi. Jednak dzięki opiece polskich lekarzy udało się tego uniknąć. Kuracja szpitalna trwała blisko rok.
Został zdemobilizowany w stopniu porucznika, odznaczono go orderem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych.
Po przybyciu do Wielkiej Brytanii podjął studia ekonomiczne, a w 1952 roku wyemigrował wraz z żoną i dwoma synami do Stanów Zjednoczonych, osiedlając się w Harrison na obrzeżach aglomeracji nowojorskiej. Pracował jako tokarz, a następnie kreślarz, studiując jednocześnie w Stevens Institute of Technology w Hoboken w stanie New Jersey.
Po uzyskaniu dyplomu inżyniera mechanika został w 1960 roku przyjęty do pracy w Centrum Badań Obronnych Armii USA w Dover w New Jersey. Zajmował się tam najpierw pociskami artyleryjskimi do przenoszenia ładunków jądrowych, potem przeciwpancernymi pociskami kierowanymi, a na początku lat 80., stanął na czele 40-osobowej grupy, opracowującej radar i głowicę bojową rakiety do zwalczania celów powietrznych na znacznych wysokościach, znanej obecnie jako Patriot.
Parametry taktyczno-techniczne uczyniły z Patriota pierwszy amerykański skuteczny środek przechwytywania rakiet balistycznych krótkiego i średniego zasięgu. Po raz pierwszy został zastosowany podczas wojny nad Zatoką Perską w 1991 roku. Zapytany przez „Tygodnik Powszechny”, czy odczuwał wtedy satysfakcję, Starostecki odparł: „Oczywiście. Rezultatami nie byłem jednak zaskoczony. Tak to po prostu miało działać”.
W wywiadzie udzielonym w 2007 roku chicagowskiemu „Dziennikowi Związkowemu” podkreślił, iż była to zasługa całego jego zespołu: „W głowicy znajduje się wiele elementów, do których to rozwiązań przyczynili się także inżynierowie z mojej ekipy. Ja mogę się przyznać do autorstwa głowicy w jakichś 75-80 procentach. Moją koncepcją był między innymi żyroskop oraz koder i dekoder”.
Starostecki zdecydowanie popierał ideę udostępnienia Patriotów Polsce, i to bez względu na rosyjskie obiekcje. Zwracał uwagę, że Moskwa nie ma żadnych zastrzeżeń wobec chronienia przez te pociski całego terytorium Niemiec.
Starostecki zmarł 31 grudnia 2010 roku na Florydzie.
dmi/ irk/ dki/