8 lipca 1946 odbyły się pogrzeby ofiar Pogromu Kieleckiego. Fot. PAP/CAF
W relacjach międzyludzkich istnieje cienka bariera, po przekroczeniu której człowiek staje się dla drugiego wrogiem – powiedział PAP prof. Stanisław Krajewski. W 80. rocznicę pogromu kieleckiego wskazał, że społeczeństwo nie jest dziś bardziej odporne na dezinformację.
W sobotę przypada 80. rocznica pogromu kieleckiego – jednej z najtragiczniejszych zbrodni na ludności żydowskiej w powojennej Polsce. 4 lipca 1946 roku w kamienicy przy ul. Planty 7 i jej okolicach zginęło – według ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej – 37 osób narodowości żydowskiej i troje narodowości polskiej. Bezpośrednim impulsem do wybuchu przemocy była fałszywa pogłoska o porwaniu i zamordowaniu przez Żydów chrześcijańskiego chłopca.
Profesor Stanisław Krajewski z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, ocenił w rozmowie z PAP, że wydarzenia sprzed 80 lat pozostają przestrogą również dla współczesnego społeczeństwa.
– W relacjach międzyludzkich istnieje cienka bariera, po przekroczeniu której człowiek staje się dla drugiego wrogiem. To, że jedni ludzie są nam bliżsi, a inni pozostają obcy, jest naturalne. Problem zaczyna się wtedy, gdy w drugim człowieku zaczynamy widzieć sprawcę naszych nieszczęść – powiedział.
Jak zaznaczył, nie ma prostych sposobów zapobiegania takim zjawiskom. Kluczowe jest jednak uświadomienie sobie, że negatywne emocje mogą narastać pod wpływem plotki lub fałszywej informacji i prowadzić do zachowań przekraczających normalne granice.
Odnosząc się do wydarzeń z 4 lipca 1946 roku, profesor wskazał, że bezpośrednim impulsem do wybuchu przemocy była fałszywa pogłoska o porwaniu dziecka. - To był absolutny fake – całkowicie fałszywa plotka o rzekomym porwaniu i zabiciu dziecka przez Żydów. Opierała się ona na dawnych uprzedzeniach i mitach o mordach rytualnych, które wielokrotnie były prostowane, nawet przez papieży. Mimo to fatalny zbieg okoliczności doprowadził do wybuchu strasznych zachowań – powiedział PAP.
Prof. Krajewski zwraca uwagę, że postęp technologiczny wcale nie idzie w parze z większą czujnością społeczeństwa. – Wręcz przeciwnie. Społeczeństwo nie jest dziś bardziej odporne na dezinformację niż 80 lat temu, a internet sprawia, że fałszywe informacje rozprzestrzeniają się znacznie szybciej. Złowroga plotka może dziś rozprzestrzenić się w ciągu sekund i wywołać emocje na znacznie większą skalę niż kiedyś. Pogrom pozostaje przestrogą przed siłą dezinformacji i uprzedzeń – ocenił.
Filozof zwrócił również uwagę na odpowiedzialność pojedynczego człowieka wobec zachowań tłumu. – Przeciwstawienie się tłumowi będącemu w amoku wymaga wielkiej odwagi. Ale każdy z nas może po prostu nie uczestniczyć w złu. Nieuczestniczenie w złu nie jest rzeczą trudną i pozostaje w zasięgu każdego z nas – podsumował.
4 lipca 1946 r. w Kielcach, poza wydarzeniami na Plantach, doszło także do innych zajść, których ofiarami padli obywatele narodowości żydowskiej. Na tle rabunkowym zamordowano mieszkankę Kielc pochodzenia żydowskiego Reginę Fisz i jej kilkutygodniowe dziecko.
Zgodnie z ustaleniami pionu śledczego IPN podczas pogromu w Kielcach, w którym uczestniczyli cywilni mieszkańcy miasta, milicjanci i żołnierze, zginęło 37 osób narodowości żydowskiej i troje narodowości polskiej. Rannych zostało 35 Żydów. Po pogromie władze komunistyczne wykorzystały wydarzenia w kampanii propagandowej wymierzonej w podziemie niepodległościowe, Polskie Stronnictwo Ludowe, Kościół oraz władze RP na uchodźstwie. Wywołana pogromem fala paniki doprowadziła do emigracji z Polski około 70 tys. Żydów.
Okoliczności i przebieg pogromu pozostają przedmiotem badań historyków oraz debat naukowych. (PAP)
wdz/ miś/