Republikańskie formacje ochotnicze w hiszpańskiej wojnie domowej, 1936 r./NAC
W sobotę Hiszpanie będą obchodzić 90. rocznicę wybuchu wojny domowej, która trwała prawie trzy lata i pochłonęła setki tysięcy ofiar. To jeden z najbardziej zmitologizowanych konfliktów XX wieku – ocenił w rozmowie z PAP historyk gdańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, dr Daniel Czerwiński.
W nocy z 17 na 18 lipca 1936 roku w silnie podzielonej politycznie Hiszpanii część armii podniosła bunt przeciwko lewicowemu rządowi II Republiki Hiszpańskiej. Ponieważ pucz powiódł się nie w całym kraju, wybuchła bratobójcza wojna.
– To chyba jeden z najbardziej zmitologizowanych konfliktów XX wieku – podkreślił Czerwiński, redaktor wydanej przez IPN książki „Dąbrowszczacy i wojna domowa w Hiszpanii”.
Strona republikańska, którą do 1938 r. wspierali w wojnie Sowieci, skupiała socjalistów, anarchistów, komunistów i część liberałów. Wśród nacjonalistów, dowodzonych przez gen. Francisco Franco, znaleźli się konserwatyści, monarchiści, a także przedstawiciele Kościoła katolickiego. Nacjonalistom Franco pomagały III Rzesza i Włochy pod rządami Benito Mussoliniego.
W konflikcie uczestniczyły też tysiące ochotników z innych krajów, walcząc po stronie republikańskiej w Brygadach Międzynarodowych, w tym Polacy z brygady im. Jarosława Dąbrowskiego. Kilkadziesiąt osób z Polski wzięło udział w walkach również po stronie Franco.
Jak przyznał Czerwiński, do dziś toczą się spory o to, jak opisać historię tej wojny, bo na jej interpretację często wpływają poglądy polemistów.
Różnice zaczynają się już przy definicji wydarzeń z 1936 roku. Zwolennicy dzisiejszej hiszpańskiej lewicy mówią o puczu wojskowych buntowników faszystowskich, występujących przeciwko legalnemu rządowi. Konserwatyści mówią o powstaniu narodowym (Alzamiento Nacional) zorganizowanym m.in. z obawy przed przejęciem kraju przez bolszewików.
Jose Andres Rojo i Nicolas Sesma, autorzy rocznicowego tekstu opublikowanego przez kojarzony z lewicą dziennik „El Pais”, zwrócili uwagę, że nie zniknęła pokusa wykorzystywania sporów związanych z dziedzictwem wojny domowej we współczesnych bitwach politycznych.
Jako przykład podali trwający konflikt wokół muzeum w Teruel w Aragonii, gdzie w czasie wojny domowej rozegrała się krwawa bitwa, w której zginęły dziesiątki tysięcy osób po obu stronach. Lewica zarzuca prawicowemu, regionalnemu rządowi, że w dokumentach opisujących powstające muzeum w ogóle nie wspomina się o dyktaturze frankistowskiej, wojnie domowej ani jej ofiarach.
Z kolei zwolennicy hiszpańskiej prawicy zarzucają przeciwnikom politycznym zawłaszczanie historii i przypominają, że przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku socjalistyczny rząd rozniecił spór wokół ekshumacji szczątków gen. Franco. – (Kolejne) rządy (szefa socjalistycznej partii PSOE) Pedro Sancheza starają się wszelkimi sposobami podtrzymywać mity, które odpowiadają ich interesom politycznym – skomentował dla PAP sytuację polityczną w kraju hiszpański historyk i publicysta Pio Moa, autor krytykowanej przez lewicę książki „Mity wojny domowej”.
Jak ocenił, lewica stworzyła ustawę o pamięci demokratycznej „na wzór sowiecki”, aby wymazać prawdę o wojnie domowej. Historyk odniósł się w ten sposób do prawa z 2022 roku, mającego zadośćuczynić ofiarom rządów Franco. W głosowaniu ustawie sprzeciwiły się partie centrowe i prawicowe, w tym Partia Ludowa (PP), Vox i Ciudadanos. Według Moi z pomocą m.in. takich narzędzi w Hiszpanii utrwalił się fałszywy obraz „sprawiedliwych republikanów” walczących o demokrację ze „złymi faszystami” od Franco.
– Ja bym tak daleko nie szedł. Owszem, w narracji dominuje republikańskie postrzeganie wojny, ale nie jest to jedyna wersja historii – ocenił Czerwiński, przyznając zarazem, że „najmniej jest postaw wypośrodkowanych”.
Przy okazji sporów hiszpańska wojna domowa obrosła wieloma mitami, do dziś pielęgnowanymi przez obie strony.
Konserwatyści - wspierani przez historyków takich jak Moa i emerytowany profesor University of Wisconsin-Madison Stanley Payne - przekonują, że przyczyną wybuchu wojny była obawa przed komunistyczną, antychrześcijańską rewolucją w Hiszpanii. Według Moi wybory parlamentarne z 1936 roku zostały sfałszowane, co podważyło legalność rządu koalicji Front Ludowy, przeciwko któremu zbuntował się Franco, a późniejsze zaangażowanie się Stalina w wojnę groziło przekształceniem Hiszpanii w demokrację ludową, „w istocie komunistyczną”.
Większość historyków nie zgadza się z taką tezą. Paul Preston, autor m.in. książki „The Spanish Civil War”, i Julian Casanova, autor publikacji o II Republice, twierdzą, że wiosną 1936 roku w kraju rzeczywiście było niespokojnie - dochodziło do strajków, zabójstw politycznych i podpalania kościołów - ale nie ma dowodów na to, że Hiszpania stała na progu rewolucji inspirowanej przez Sowietów. Zwracają przy tym uwagę, że Komunistyczna Partia Hiszpanii (PCE) miała wtedy stosunkowo niewielkie znaczenie.
Najbardziej bolesny spór toczy się o ofiary wojny.
Autorzy tekstu w „El Pais” napisali, że dyktatura Franco usiłowała wymazać pamięć o pokonanych republikanach, tworząc własną interpretację faktów, zabarwioną heroizmem i kojarzoną z religijną krucjatą. Z drugiej strony, konserwatyści zarzucają lewicy przemilczanie ofiar po stronie frankistowskiej, zabitych m.in. wskutek tortur i morderstw dokonywanych wśród kleru, i zawyżanie liczby poległych po stronie republikańskiej.
W swojej książce Moa wskazuje w tym kontekście relację madryckiego dziennika „La Voz”, według której w Badajoz na południowym wschodzie Hiszpanii nacjonaliści dopuścili się szczególnych okrucieństw; masowemu morderstwu na republikanach mieli przypatrywać się księża, zakonnice i katolicka młodzież. Według historyka taka zbrodnia w ogóle się nie wydarzyła. Podkreślił, że masowe rozstrzeliwania zdarzały się po obu stronach, a kilka dni wcześniej to rewolucjoniści zabijali w Badajoz księży i zwolenników prawicy.
Z kolei Antony Beevor, autor książki „The Battle for Spain: The Spanish Civil War 1936–1939”, uważa negowanie masakry w Badajoz za niesłuszne. Jest jednak ostrożny wobec zbyt wysokich, jego zdaniem, bilansów ofiar śmiertelnych i przyznaje, że relacje prasowe o Badajoz miały charakter propagandowy.
Pytany o sprzeczne narracje dotyczące ofiar, Czerwiński powiedział PAP, że mitologizowanie wojny ma związek z tym, co działo się w Hiszpanii później - najpierw władzę przejął na kilkadziesiąt lat zwycięski gen. Franco, a w 1978 roku, wraz z uchwaleniem konstytucji, do kraju wróciła demokracja.
Czerwiński przyznał, że o ile w czasach Franco nie mówiono o stratach po stronie republikańskiej, o tyle po zmianie władzy sytuacja zmieniła się diametralnie i mówi się głównie o nich. Jego zdaniem mimo wszystko nie ma mowy o narzucaniu jednej wersji historii. Badania nad przebiegiem wojny trwają i najważniejsze jest, by brać pod uwagę argumenty obu stron - podkreślił.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ pś/ akl/