Pierwszy niemiecki obóz koncentracyjny na terenie okupowanej Polski - Muzeum Martyrologii Wielkopolan Fort VII w Poznaniu. Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
Nazwiska wyryte przez więźniów na ceglanych ścianach Fortu VII w Poznaniu po ponad 80 latach pomagają odtwarzać listę osób więzionych i zamordowanych w pierwszym niemieckim obozie koncentracyjnym na ziemiach polskich.
Muzealników w odczytywaniu często niewyraźnych lub zatartych inskrypcji wspierają eksperci z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.
Obóz koncentracyjny w dawnym niemieckim forcie został utworzony 10 października 1939 roku. Był pierwszym niemieckim obozem koncentracyjnym na terenie okupowanej Polski i stał się największym w Wielkopolsce ośrodkiem eksterminacji polskich elit. To właśnie tam po raz pierwszy zastosowano komorę gazową do uśmiercania ludności cywilnej. Do likwidacji obozu w kwietniu 1944 roku przeszło przez niego nawet około 40 tysięcy osób. Niemcy wymordowali kilka-kilkanaście tysięcy osadzonych w nim Polaków.
Napisy z około 300 cegieł będzie można odczytać bez zastosowania dodatkowych metod badawczych. Pozostałe inskrypcje są słabo widoczne lub zatarte i wymagają wykorzystania specjalistycznych technik.
Mimo upływu lat wciąż nie udało się ustalić większości nazwisk osób, które trafiły do Fortu VII. Niemcy zniszczyli dokumentację obozową pod koniec wojny. – Im więcej poszukujemy, tym więcej odnajdujemy informacji o osobach, które przeszły przez Fort VII, lub które tutaj zginęły. Tuż po wojnie znanych było około 500 nazwisk, zachowanych w niemieckich dokumentach urzędu stanu cywilnego. Dziś dysponujemy nazwiskami około pięciu tysięcy więźniów – powiedział PAP kierownik Muzeum Martyrologii Wielkopolan – Fort VII Jacek Kaczmarek.
Jak dodał, niemal co tydzień do muzeum zgłaszają się kolejne osoby poszukujące informacji o swoich bliskich. – Czasami przynoszą dokumenty lub przekazują wiadomości, których wcześniej nie znaliśmy – zaznaczył.
Nowe nazwiska udało się ustalić między innymi dzięki kartom pocztowym wysyłanym przez więźniów do rodzin. Poszukiwania prowadzone są od początku działalności muzeum, a ich obecna forma wykształciła się na początku lat 80. ubiegłego wieku. Większość materiałów pochodzi właśnie z lat 80. i 90., kiedy żyli jeszcze byli więźniowie oraz świadkowie ich losów.
Pozbawieni archiwaliów muzealnicy zaczęli szukać informacji o więźniach na murach cel. Decyzję o systematycznym badaniu napisów pozostawionych na ścianach podjęto w ubiegłym roku. Nie jest to jednak nowy kierunek poszukiwań - wcześniejsze, fragmentaryczne analizy inskrypcji na murach prowadzono w ostatnich dekadach XX w. i po 2000 r.
Tym razem muzealnicy postanowili przebadać każdą celę metr po metrze. Efektem tych prac było ustalenie ponad 1400 cegieł z wyrytymi bądź zapisanymi literami, znakami, rysunkami.
Jacek Kaczmarek powiedział, że napisy z około 300 cegieł będzie można odczytać bez zastosowania dodatkowych metod badawczych. Pozostałe inskrypcje są słabo widoczne lub zatarte i wymagają wykorzystania specjalistycznych technik.
Napisy zachowały się w bardzo różnym stanie. Część wykonano ostrym narzędziem, inne zapisano ołówkiem lub substancjami pozostawiającymi ciemny ślad. Z relacji byłych więźniów wynika, że do pisania wykorzystywano nawet zabrudzone patyki.
Na stan napisów wpłynął nie tylko upływ czasu. Przed likwidacją obozu w kwietniu 1944 roku więźniowie zostali zmuszeni do gruntownego oczyszczenia wnętrz obiektu. Ściany cel myto lub bielono wapnem. Na wielu cegłach do dziś widoczne są ślady celowego zacierania napisów.
Tworzenie inskrypcji było surowo karane przez niemiecką załogę obozu. Dlatego więźniowie pozostawiali je w miejscach trudno dostępnych – przy podłodze, w narożnikach cel lub wysoko pod sklepieniem. Sprzyjały temu panujące w pomieszczeniach ciemność i półmrok. Kierownik muzeum powiedział, że część napisów więźniowie wykonywali po omacku, dlatego kolejne zapiski często nakładały się na wcześniejsze.
Charakter odnalezionych inskrypcji jest bardzo zróżnicowany. Niektórzy więźniowie pozostawili pełne dane – imię, nazwisko, datę i miejsce urodzenia – co pozwala dziś jednoznacznie ustalić ich tożsamość. Najczęściej jednak na cegłach zachowały się jedynie nazwiska, pojedyncze imiona albo inicjały. W takich przypadkach identyfikacja jest znacznie trudniejsza, a napisy ograniczone wyłącznie do inicjałów są niemożliwe do rozszyfrowania.
Do tej pory pracownikom muzeum udało się odczytać około 80 nazwisk. Nie wszystkie zostały jeszcze zidentyfikowane. Część z nich nie figuruje ani w muzealnych kartotekach, ani w prowadzonej przez Instytut Pamięci Narodowej bazie straty.pl, dlatego konieczne są dalsze kwerendy archiwalne.
Jednym z najlepiej zachowanych, odnalezionych na ścianach podpisów jest nazwisko Antoniego Wolniewicza, szefa Narodowej Organizacji Bojowej i działacza Stronnictwa Narodowego. Został aresztowany w grudniu 1940 roku w Warszawie, przewieziony do Poznania i stracony na gilotynie. Pod jego podpisem zachowała się data osadzenia, dzięki której możliwa była jednoznaczna identyfikacja.
Na ścianach zachowały się jednak nie tylko podpisy. Wśród odkrytych inskrypcji są również krótkie notatki i sentencje. Jedną z najbardziej poruszających odnaleziono w celi nr 58 w której jednorazowo przetrzymywano nawet kilkaset osób i w której wykonywano egzekucje przez powieszenie. Na dziesięciu znajdujących się w różnych miejscach tej celi cegłach ktoś wyrył słowa: „Cześć bohaterom, którzy na drodze łez i krwi zginęli”.
- Każde słowo, nawet spójnik „i”, zostało zapisane na osobnej cegle, a wyraz „bohaterom” podzielono na dwie części. Rozproszony napis udało się odczytać w całości dopiero latem ubiegłego roku. Zachował się w doskonałym stanie, ponieważ został wyryty ostrym narzędziem – powiedział Kaczmarek.
W tej samej celi odnaleziono również zapiski o charakterze kronikarskim. Na jednej z cegieł więzień zanotował, że 7 lipca 1942 roku rozstrzelano m. in. Adolfa Bnińskiego, Głównego Delegata Rządu RP na ziemie wcielone do III Rzeszy, Adama Poszwińskiego i inne wymienione tam z nazwiska osoby „jako członków Rządu gen. Sikorskiego”. Inny napis informuje, że jednego dnia w celi przebywało aż 600 mężczyzn, pokazując skalę panującego tam przeludnienia.
Badacze odkryli także więzienne kalendarze tworzone z kresek oraz liter oznaczających dni tygodnia. Na ścianach zachowały się również rysunki – fragmenty portretów czy autoportretów, przedstawienia zwierząt, między innymi szczurów.
W poprzednich latach w celi nr 58 odnaleziono podpisy czterech z pięciu członków Poznańskiej Piątki, beatyfikowanych w 1999 roku. Na ścianach zachowały się nazwiska bł. Czesława Jóźwiaka, bł. Franciszka Kęsego, bł. Jarogniewa Wojciechowskiego i bł. Edwarda Kaźmierskiego. Piąty z nich – bł. Edward Klinik – był więziony w innym, dotąd nieustalonym pomieszczeniu Fortu VII.
W odczytywaniu zatartych inskrypcji muzealników wspierają eksperci z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. Współpraca obu instytucji trwa już od kilku lat, jednak po otwarciu nowoczesnego laboratorium zyskała nowe możliwości.
Policyjni specjaliści kilkakrotnie odwiedzili teren byłego obozu. Pierwsze działania objęły wykonanie dokumentacji fotograficznej oraz rekonesans w miejscach, które dotychczas nie były szczegółowo badane przez pracowników muzeum.
Dotychczasowe prace miały charakter rozpoznawczy. Ich celem było określenie skali przedsięwzięcia, ocena stanu zachowania inskrypcji oraz przygotowanie metodologii dalszych badań. Obecnie ustalana jest kolejność analiz poszczególnych pomieszczeń oraz wybór cel, które zostaną przebadane w pierwszej kolejności.
Jeszcze tego lata policyjni eksperci planują rozpoczęcie systematycznych prac. Badania obejmą wykonywanie specjalistycznych fotografii w świetle widzialnym, ultrafiolecie i podczerwieni. Specjaliści podkreślają jednak, że kompleksowe przebadanie całego Fortu VII będzie wymagało wielu lat pracy.
Dotychczasowe analizy dają nadzieję, że nowoczesne techniki kryminalistyczne pozwolą odczytać napisy niewidoczne dziś gołym okiem, zwłaszcza wykonane ołówkiem i później zatarte.
Badacze liczą również na odnalezienie ukrytych grypsów i listów, które do dziś mogą znajdować się między cegłami lub w spoinach murów. Analizą mają zostać objęte także inne miejsca na terenie Fortu VII.
Planowane analizy obejmą również wykorzystanie metod stosowanych w ekspertyzach pisma ręcznego. Policjanci chcą sprawdzić, czy podpisy pozostawione na ścianach cel będzie można porównać z próbkami pisma odręcznego przekazanymi przez rodziny ofiar, na przykład z zachowanymi listami lub dokumentami.
Choć więźniowie ryli napisy gwoździem lub kawałkiem drutu, a listy pisali piórem, eksperci nie wykluczają, że możliwe będzie odnalezienie indywidualnych cech graficznych pisma. Takie porównania mogłyby pomóc w identyfikacji więźniów noszących popularne nazwiska. Zdaniem historyków rezygnacja z systemowych prac badawczych w latach osiemdziesiątych ub. wieku skutkowała utratą wielu śladów pozostawionych przez więźniów. Wówczas żyło też jeszcze wielu świadków, którzy mogliby pomóc w ustaleniu autorstwa poszczególnych napisów. Od tamtej pory część inskrypcji uległa bezpowrotnemu zniszczeniu m.in. wskutek działania czynników atmosferycznych. Cegłom fortu szkodzi zarówno wilgoć, jak i ich przesuszenie. Mimo to pracownicy muzeum wierzą, że dzięki nowoczesnym metodom badawczym uda się odcyfrować informacje o następnych więźniach Fortu VII. - Każde nowe nazwisko oznacza, że udało się przywrócić pamięć o kolejnym człowieku, którego Niemcy próbowali wymazać z historii – powiedział PAP Jacek Kaczmarek.
Fort VII jest częścią XIX-wiecznych fortyfikacji Poznania. Po zajęciu we wrześniu 1939 r. miasta przez wojska niemieckie utworzono w nim obóz nazwany Konzentrationslager Posen. Według dokumentów Rządu Londyńskiego mógł być też wykorzystywany jako miejsce szkolenia dla przyszłych kadr innych obozów koncentracyjnych.
Pierwszymi więźniami Fortu VII byli powstańcy wielkopolscy i śląscy, członkowie polskich organizacji politycznych i społecznych, urzędnicy, nauczyciele i profesorowie wyższych uczelni, księża, przedstawiciele wolnych zawodów, kupcy i przemysłowcy, ziemianie. Niemal wszyscy zginęli w masowych egzekucjach.
Oficjalna nazwa obozu była później zmieniana dwukrotnie, nie miało to jednak wpływu na sytuację jego więźniów. Osadzeni przebywali w nim do czasu decyzji gestapo co do ich dalszego losu: oddania pod sąd, wywózki do innego obozu bądź stracenia na miejscu.
W październiku 1939 r. Niemcy uruchomili w jednej z remiz artyleryjskich Fortu VII testową komorę gazową, w której stosowano przywożony w butlach tlenek węgla. Ofiarami testów było kilkuset pacjentów Zakładu Psychiatrycznego w Owińskach i Oddziału Psychiatrycznego Kliniki Neurologiczno-Psychiatrycznej Uniwersytetu Poznańskiego. (PAP)
Rafał Pogrzebny
rpo/ aszw/