Wojna polsko-bolszewicka. Żołnierze przed chatami. /NAC
W 1919 i 1920 roku służba w armii oswajała z istnieniem państwa i z polskością. Prowadzono zajęcia oświatowe, które wyjaśniały sens wojny z bolszewikami. Znaczenie miała także sama walka z nimi. To wszystko było doświadczeniem wspólnotowym i sprzyjało integracji społecznej - powiedział PAP prof. Andrzej Friszke, historyk.
PAP: Jakie były wpływy komunistów w Polsce w przededniu Bitwy Warszawskiej?
Andrzej Friszke: Po aresztowaniach i internowaniach, jakie nastąpiły w tygodniach poprzedzających bitwę, Komunistyczna Partia Robotnicza Polski organizacyjnie właściwie nie istniała i nie była w stanie prowadzić nawet działalności wydawniczej. Niemal cały jej aktyw był osadzony w obozach i Cytadeli Warszawskiej. Już jesienią 1919 roku aresztowano przywódców agitacji wojskowej ze Stanisławem Budzyńskim na czele. Im bliżej lata 1920 roku, tym zatrzymań było więcej. Tylko w trzecim kwartale organy Oddziału II Sztabu Generalnego aresztowały ponad 300 osób. W całym roku ta liczba mogła być dwa, trzy razy wyższa. We wspomnieniach działaczy szacunki sięgają dwóch tysięcy aresztowanych. Nie była to duża partia.
PAP: Dlaczego partia się nie rozrosła?
A.F.: Istotnym momentem było rozbicie Rad Delegatów Robotniczych przez Polską Partię Socjalistyczną latem 1919 roku. Rady miały być ośrodkami władzy alternatywnymi wobec administracji samorządowej, ale według komunistów, wzorem Rosji, punktem wyjścia do przyszłego przewrotu i przejęcia władzy. Działały w wielkich miastach i ośrodkach przemysłowych, między innymi w Warszawie i Zagłębiu Dąbrowskim. Formalne członkostwo w partii i działalność agitacyjna nie były wówczas wyraźnie rozgraniczone. Za aktywistów komunistycznych można uznać łącznie kilka tysięcy osób.
W radach jako reprezentacji klasowej robotników ścierały się wpływy socjalistów i komunistów, ale to ci pierwsi dominowali i domagali się od KPRP deklaracji poparcia niepodległości Polski. Tymczasem komuniści uznawali, że celem powinna być rewolucja w Polsce. Z tego wynikał negatywny stosunek do socjalistów, postrzeganych jako ugrupowanie godzące się na kompromis klasowy. PPS chciała bronić młodego państwa, a reformy społeczne wprowadzać w warunkach pokoju i funkcjonowania demokratycznych procedur.
Formalnego aktu delegalizacji KPRP nigdy nie wydano, ale od jesieni 1919 roku była zdecydowanie zwalczana. Nasilały się aresztowania, rewizje, zatrzymania i zamykanie pism komunistycznych. Wtedy partia zaczęła wydawać nielegalny „Czerwony Sztandar” i przeszła do działalności konspiracyjnej. Wiązało się to bezpośrednio z jej stosunkiem do wojny prowadzonej przez Polskę. W wydawanych w różnej formie drukach komuniści jawnie opowiadali się po stronie Rosji Radzieckiej i Armii Czerwonej jako armii rewolucyjnej, a nie po stronie - jak pisali - „burżuazyjnej armii polskiej”. Zadeklarowanie się po stronie Rosji, czyli wroga, a tak odbierało to bardzo wielu robotników, potężnie osłabiło wpływy komunistów.
PAP: W książce Janusza Szczepańskiego „Społeczeństwo Polski w walce z najazdem bolszewickim 1920 roku” jest mowa, że część chłopów małorolnych wyrażała radość z przybycia oddziałów Armii Czerwonej. Ukrywali konie przed poborem do Wojska Polskiego, a bolszewików witali „chlebem i solą”. W jakich grupach bolszewicka propaganda spotykała się z aprobatą?
A.F.: Książka Janusza Szczepańskiego jest jedynym tak szczegółowym opisem rzeczywistych zachowań ludności wobec wkraczającej Armii Czerwonej. Gorące powitania chlebem i solą należały do rzadkości. Z bardziej szczegółowych analiz, między innymi dotyczących Białostocczyzny, wynika, że dominowało raczej wyczekiwanie. Podejmowano próby organizowania elementów probolszewickich w lokalne struktury władzy, ale nie przyniosły one większych rezultatów. Najbardziej zbolszewizowaną grupą społeczną byli robotnicy rolni. Przywołane przykłady entuzjastycznych powitań dotyczą przede wszystkim ich, a nie chłopów. Istotne były jednak różnice narodowościowe. Chłopi białoruscy i chłopi na Wołyniu częściej przyjmowali Armię Czerwoną życzliwie, ponieważ jej żołnierze byli im bliscy językowo i kulturowo. W tę stronę orientowała się również część ludności żydowskiej, zwłaszcza młodzieży.
"W wydawanych w różnej formie drukach komuniści jawnie opowiadali się po stronie Rosji Radzieckiej i Armii Czerwonej jako armii rewolucyjnej, a nie po stronie - jak pisali - »burżuazyjnej armii polskiej«. Zadeklarowanie się po stronie Rosji, czyli wroga, a tak odbierało to bardzo wielu robotników, potężnie osłabiło wpływy komunistów."
Trzeba pamiętać o licznych chłopach uchylających się od poboru, ale też rozumieć szersze tło takich postaw. Państwo polskie było dla nich czymś zupełnie nowym. Istniało niepełne dwa lata. Z punktu widzenia ludzi żyjących w małych ośrodkach, szczególnie na wschód od Wisły, było eksperymentem i kolejnym elementem destabilizacji zapoczątkowanej przez wybuch pierwszej wojny światowej. Najpierw była Rosja, która przez sto lat stanowiła dla nich normę, potem nadszedł front i związane z nim straty ludzkie i materialne, oraz okupacja niemiecka. Wreszcie pojawiła się Polska i jej trwanie nie było czymś oczywistym, a powrót Rosji mógł być traktowany jako swoiste przywrócenie normalności.
PAP: Jednak Armia Czerwona to nie to samo co Cesarska Armia Rosyjska.
A.F.: Oczywiście, że to była armia zrewoltowana. Ale jej nadejście obserwowali także ludzie poddani rewolucyjnemu poruszeniu. Trudno nam dzisiaj oswoić się z faktem, że w 1918 roku i na początku 1919 r. z Rosji wróciło 700 tysięcy ludzi. Na własnej skórze doświadczyli rewolucyjnych zmian. Znamy przede wszystkim pamiętniki osób zamożniejszych i lepiej wykształconych, które opisywały rewolucyjną Rosję z niechęcią, wskazując na zbrodnie oraz niesprawiedliwości. Tymczasem wśród kilkuset tysięcy powracających było wielu ludzi prostych: żołnierzy wcielonych do armii rosyjskiej, robotników w 1915 roku wywiezionych do Rosji oraz bieżeńców uciekających przed Niemcami. Znaczna część tej masy wracała z pozytywnym stosunkiem do rewolucji rosyjskiej, postrzeganej jako ludowa zemsta, panowanie biednych nad bogatymi i przejaw sprawczości. Niektórzy zdążyli wstąpić do rozmaitych sowieckich formacji milicyjnych lub porządkowych, współpracowali z Armią Czerwoną, a zapewne również z Czeka. Po powrocie do Polski stawali się rozsadnikami tej „dobrej nowiny”. Poruszenie w społeczeństwie było wyraźnie widoczne. Kiedy analizuje się życiorysy animatorów ruchu komunistycznego, w tym działaczy młodzieżowych, często podkreślali oni swój pobyt w Rosji i bezpośrednie zetknięcie z rewolucją. Ich współpracownicy odnotowywali to z podziwem. Nastroje te były rozproszone, ale ich potencjał w masach ludowych pozostawał istotny. Dotyczyło to również wsi, ponieważ wielu żołnierzy armii rosyjskiej pochodziło ze środowiska wiejskiego. Wszystko to wpływało na postawy i zachowania, lecz wśród chłopów nie powstał ruch probolszewicki. Pewne przejawy takiego ruchu pojawiły się w 1919 roku wśród robotników rolnych, ale jesienią zostały dość skutecznie skanalizowane.
PAP: Dlaczego?
A.F.: Kontrolę nad tym ruchem przejęli socjaliści, którzy podobnie jak w Radach Robotniczych zaczęli eliminować wpływy komunistów. Sytuacja ustabilizowała się na tyle, że nie doszło do poważniejszych wystąpień robotników rolnych po stronie bolszewików, choć na zajętych latem 1920 roku terenach zdarzały się takie przypadki. Trzeba jednak pamiętać, że po zachodniej stronie Bugu bolszewicy przebywali bardzo krótko i zajęli niewielki obszar. Walki toczyły się między innymi wokół Zamościa, a całkowicie zajęta została Białostocczyzna. W Białostockiem bolszewicy działali mniej więcej przez dwa tygodnie. To zbyt krótki okres, by mówić o możliwości wyraźnego zaangażowania miejscowej ludności.
PAP: Wojsko Polskie składało się w większości z chłopów, ale nie wszyscy chcieli walczyć. Na przykład w powiecie łomżyńskim stawiło się do wojska 60 procent powołanych, w ostrołęckim zaledwie 40 procent. Z czego to wynikało?
A.F.: Armia musiała składać się w większości z ludności chłopskiej, skoro chłopi stanowili około 70 procent mieszkańców kraju. Pobór prowadzony od pierwszych miesięcy 1919 roku, a następnie obejmujący kolejne roczniki, siłą rzeczy dotyczył przede wszystkim ludności wiejskiej. Na poziomie oficerów, a nawet podoficerów, skład klasowy był już inny. Komuniści zwracali uwagę, że armią dowodzili inteligenci, często wywodzący się z ziemiaństwa lub - jak to określali - z burżuazji, podczas gdy chłopi służyli jako zwykli szeregowcy. Tak jednak wyglądały ówczesne stosunki społeczne.
Niechętne lub wyczekujące podejście chłopów do wstępowania do armii polskiej było zachowaniem dość typowym: wynikało z niechęci do ryzyka i angażowania się w sprawę, do której nie byli jeszcze przekonani. Państwo istniało krótko, a identyfikacja z nim była słaba. Wśród chłopów rozpowszechniona była postawa wsobna i zdystansowana wobec oficjalnych struktur państwowych. Ważniejsze wydawały się żniwa niż stawanie do boju. Pojawiało się pytanie: po co właściwie walczyć? Ruch ochotniczy był słaby, a odsetek dezercji znaczny, ale nie możemy zapominać o czynnikach przeciwnych. Agitacja ruchu ludowego i objęcie funkcji premiera przez Wincentego Witosa miały korzystny wpływ na morale. Państwo oraz obronę przed bolszewikami wspierał również Kościół, bardzo ważny dla określania postaw wsi.
"Niechętne lub wyczekujące podejście chłopów do wstępowania do armii polskiej było zachowaniem dość typowym: wynikało z niechęci do ryzyka i angażowania się w sprawę, do której nie byli jeszcze przekonani. Państwo istniało krótko, a identyfikacja z nim była słaba."
Należy także pamiętać o zróżnicowaniu regionalnym. Na wschodzie żyła ogromna liczba przedstawicieli mniejszości narodowych. Na Chełmszczyźnie znaczny odsetek mieszkańców stanowiła ludność ukraińska, w Białostockiem – białoruska, a na obu tych terenach w biednych, małych miasteczkach mieszkało bardzo wielu Żydów. Stosunek tych grup do Polski nie mógł być wówczas inny niż co najmniej obojętny. Wszystkie te czynniki nakładały się na siebie. Inna byłaby sytuacja w Galicji, gdzie sympatyków Rosji i bolszewizmu prawie nie było, ale istniał żywy konflikt polsko-ukraiński. Galicji bolszewicy na szczęście nie okupowali. Jeszcze inna sytuacja istniała w województwach zachodnich i centralnych częściach dawnego Królestwa Kongresowego, gdzie skład etniczny ludności wiejskiej był jednoznacznie polski. Większe znaczenie miało tam również oddziaływanie dużych ośrodków miejskich wyraźnie polskich. Już w 1919 roku odbyły się wybory, działały samorządy, prowadzono pobór do wojska, krążyła prasa i organizowały się stronnictwa polityczne. Na wschodnich pograniczach procesy te zachodziły w minimalnym stopniu albo nie zachodziły wcale.
PAP: Czy wojna z bolszewikami przyczyniła się do unarodowienia chłopów?
A.F.: W znacznej mierze. Służba w armii oswajała z istnieniem państwa i z polskością. Prowadzono zajęcia oświatowe, które wyjaśniały sens wojny. Znaczenie miała także sama walka z bolszewikami. To wszystko było doświadczeniem wspólnotowym i sprzyjało integracji społecznej. Widać to w późniejszym rozwoju ugrupowań chłopskich w II Rzeczypospolitej, w których nurt prokomunistyczny pozostawał zupełnie marginalny, a wieś konsekwentnie głosowała na różne polskie ugrupowania chłopskie. W legendzie wykorzystywanej w wychowaniu obywatelskim w II RP chłopski udział w obronie Polski w 1920 roku był mocno podkreślany. Miał dowodzić, że chłopi byli lojalni wobec państwa. Tworzono w ten sposób opowieść budującą poczucie tożsamości i patriotyzmu oraz służącą wychowywaniu młodzieży.
PAP: Około 10 tysięcy Żydów ochotników i poborowych władze wojskowe osadziły w obozie w Jabłonnie. Jak oceniać tę decyzję?
A.F.: Temat nie został dobrze opracowany, ale nic mi nie wiadomo o przypadkach, które mogłyby skłonić władze do takiej decyzji. Był to raczej rezultat zbiorowego myślenia o charakterze antysemickim. Antysemityzm w Polsce był dość silny już przed pierwszą wojną światową. Narodowa Demokracja prowadziła systematyczną agitację w tym kierunku. Podtrzymywał go również Kościół katolicki, przedstawiając Żydów jako grupę obcą. Rewolucja rosyjska zdawała się potwierdzać te wyobrażenia. Prawicowa prasa wskazywała na Lewa Trockiego, Grigorija Zinowjewa, Lwa Kamieniewa czy Karola Radka i podkreślała, że byli żydowskimi komunistami, którzy przejęli władzę w Rosji. Rozpowszechniało się przekonanie, że władza komunistyczna jest zarazem władzą żydowską. Wśród działaczy komunistycznych odsetek Żydów był rzeczywiście bardzo wysoki. W aktywie SDKPiL wręcz dominowali. Byli widoczni w poszczególnych miastach, podczas obrad rad delegatów robotniczych, a także jako organizatorzy i uczestnicy demonstracji. To rodziło kolejne stereotypy i obawy. W sytuacji wojennej łatwo było je uogólniać i budować poczucie zagrożenia.
Trzeba jednak jasno powiedzieć, że była to histeria: ogromna większość Żydów, niezależnie od poglądów politycznych i pozycji społecznej, była przeciwna komunizmowi. Żydzi bali się zarówno komunizmu, jak i nacjonalizmu oraz polskich wystąpień skierowanych przeciwko nim. Od 1918 roku, począwszy od pogromu we Lwowie, dochodziło do serii pogromów. Obawy te nie oznaczały jednak zwrotu ku bolszewizmowi, który wiązał się z perspektywą kompletnej anarchii. Społeczność żydowska dążyła raczej do stabilizacji, ponieważ na niej opierała swoją egzystencję, handel i rzemiosło. Taka była postawa ogromnej większości. Z wydarzeniami w Rosji sympatyzowały jednak radykalne żydowskie ugrupowania lewicowe, przede wszystkim Bund, komuniści oraz jedna z frakcji Poalej Syjon. Bund oceniał rewolucję w Rosji zasadniczo pozytywnie, choć miał wobec niej zastrzeżenia, a jego stosunek do państwa polskiego był w tym okresie bardzo niejednoznaczny. Wszystko to sprawiało, że napływające informacje o możliwych zachowaniach Żydów budziły niepokój. Armia nie dzieli włosa na czworo, a trwała wojna. Prawdopodobnie uznano więc, że lepiej internować więcej osób, niż ryzykować działalność dywersantów, ucieczki z linii frontu lub przechodzenie na stronę przeciwnika. Cała ta historia wzmacniała obsesje antysemickie, które prawica intensywnie wykorzystywała w kampaniach wyborczych. Przedstawianie Żydów jako wrogów państwa i sojuszników bolszewizmu stanowiło stały element propagandy licznych pism endeckich. Trafiały one do szerokiego grona czytelników i kształtowały społeczne wyobrażenia.
PAP: W wojnie z bolszewikami brali udział również żołnierze ukraińscy. Czy wojna polsko-bolszewicka mogłaby dzisiaj stać się wspólnym mitem Polaków i Ukraińców?
A.F.: Powinna się nią stać, ale sytuacja jest skomplikowana. Ta wspólna wojna nie jest postrzegana przez Ukraińców jako jednoznacznie pozytywny przykład. Walki polsko-ukraińskie we Lwowie rozpoczęły się 1 listopada 1918 roku, jeszcze zanim Józef Piłsudski wrócił do Warszawy 10 listopada. Po wyparciu Ukraińców ze Lwowa przerodziły się w regularną wojnę dwóch armii, toczoną w Galicji Wschodniej do lipca 1919 roku. Wówczas Polska wyparła armię ukraińską za Zbrucz, na Ukrainę naddnieprzańską, i przejęła pełną kontrolę nad tym obszarem. Dla Ukraińców była to okupacja. Towarzyszyło temu osadzenie znacznej liczby żołnierzy Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej w obozach jenieckich oraz emigracja wielu ukraińskich polityków i działaczy przede wszystkim do Wiednia, gdzie powstał ukraiński ośrodek emigracyjny. Jeżeli mówimy o Ukraińcach zamieszkujących Galicję, mamy do czynienia z najdojrzalszą narodowo i najlepiej zorganizowaną politycznie częścią społeczności ukraińskiej. Tamtejsze partie były zdolne do wystawienia regularnej armii. Dla tych Ukraińców Polska była wrogiem numer jeden. Dlatego bardzo negatywnie oceniali Symona Petlurę po zawarciu przez niego porozumienia z Polską. Uważali go za zdrajcę, który zgodził się na zrzeczenie Galicji Wschodniej na rzecz Polski. Wrogość galicyjskich polityków ukraińskich wobec Petlury utrzymywała się w następnych latach.
"Dla tych Ukraińców Polska była wrogiem numer jeden. Dlatego bardzo negatywnie oceniali Symona Petlurę po zawarciu przez niego porozumienia z Polską. Uważali go za zdrajcę, który zgodził się na zrzeczenie Galicji Wschodniej na rzecz Polski."
Petlura i jego zwolennicy wywodzili się z Ukrainy naddnieprzańskiej, przede wszystkim z Kijowszczyzny, i właśnie tam widzieli centrum Ukrainy. Nie oznaczało to, że od razu uznawali Polskę za przyjaciela. Po klęskach zadanych im przez bolszewików i wojska Antona Denikina latem 1919 roku zostali jednak przyparci do polskiej granicy. Polska podjęła decyzję, by ich nie dobijać, lecz spróbować im pomóc. Następnym etapem było porozumienie z Petlurą, wspólny marsz na Kijów w maju 1920 roku, a potem odwrót. W tamtym momencie resztki armii petlurowskiej nie były już liczne, ponieważ wcześniej została ona rozbita w kolejnych walkach. Jednak ukraińscy żołnierze walczyli lojalnie po stronie polskiej, między innymi pod Zamościem, gdzie generał Marko Bezruczko stawiał opór Armii Czerwonej.
Petlurowcy nie mieli jednak większego wpływu na większość miejscowej ludności ukraińskiej, ponieważ na tym obszarze traktowano ich jako obcych. O Galicji już mówiłem, a z kolei ziemie dawnego imperium rosyjskiego bardzo różniły się od prowincji, jaką znamy. Było tam niewiele dróg, miasteczka przeważnie żydowskie, a ludność ukraińska pozostawała słabo zorganizowana. Petlura miał tam minimalne oparcie. Szersze struktury ukraińskie zaczęto budować dopiero później, już w odrodzonej Polsce. Trzeba pamiętać, że w imperium rosyjskim nie istniał samorząd w naszym rozumieniu i nie odbywały się wybory samorządowe. Był to teren podatny na anarchię przynoszoną przez Armię Czerwoną. Sympatie do niej były dość duże. Do 1924 na Wołyniu podejmowano próby antypolskich powstań i rozwijano konspirację. Towarzyszyły temu hasła, że kończą się dni polskiego panowania, a Armia Czerwona wkrótce przyjdzie i przyniesie wyzwolenie. Nie twierdzę, że hasła te dominowały, lecz znajdowały pewne poparcie i stanowiły dla Polski poważny problem. Petlurowców już wówczas na tych terenach nie było. Na mocy traktatu ryskiego Polska musiała bowiem zrezygnować z popierania Ukrainy petlurowskiej, a następnie jej zwolennicy zostali wysiedleni z Polski. Na miejscu pozostały tylko bardzo niewielkie grupy.
Kolejnym problemem, szczególnie kłopotliwym dla Ukraińców z Kijowszczyzny, było to, że w 1919 r. władza i armia petlurowska nie były w stanie kontrolować całego obszaru, na którym działały. Trwała rewolucja, a sytuacja była skrajnie anarchiczna. Bardzo trudno było zapanować nad oddolnymi buntami oraz zachowaniami ludności i żołnierzy. Dochodziło do rzeczy strasznych: palono polskie majątki na Ukrainie, mordowano Żydów i urządzano pogromy. Nie oznacza to, że Petlura świadomie na nie zezwalał. Pytanie brzmi raczej, w jakim stopniu mógł kontrolować oddziały działające kilkadziesiąt kilometrów, a nieraz kilkaset, od miejsca jego postoju. W tym samym czasie powstawały oddolne ruchy, z którymi nie wiadomo było, co robić. Najbardziej znanym przykładem był ruch Nestora Machny: wielkie, anarchistyczne, przeważnie chłopskie grupy bojowe, które tworzyły fakty dokonane, często bardzo brutalne.
Co rząd lub armia Petlury mogły z nimi zrobić? Prowadziły wojnę z bolszewikami i denikinowcami, a na zapleczu działał Machno. Czy miały opuścić linię frontu, żeby pacyfikować wsie? Był to obszar niezwykle skomplikowanych zjawisk i bardzo ograniczonej kontroli nad sytuacją na froncie oraz jego zapleczu. Podobne problemy pojawiały się podczas wyprawy kijowskiej Piłsudskiego. W jednym z listów skarżył się, że niektóre polskie pułki, posuwające się przez Żytomierz w kierunku Kijowa, powodowały poważne problemy w stosunkach z ludnością żydowską i ukraińską. Żołnierze dopuszczali się rabunków i pogromów. Piłsudski pisał, że pułki poznańskie robiły bałagan i zniechęcały miejscową ludność. Bo chyba każda wojna sprawia, że oprócz działań podejmowanych z rozkazu dowódców na tyłach dochodzi do wydarzeń drastycznych.
Mimo to petlurowcy walczyli z bolszewikami z bronią w ręku i niewątpliwie powinni być bardzo ważnym elementem ukraińskiej tradycji niepodległościowej. Istnieją jednak zaszłości, które utrudniają budowanie takiej pamięci.
Rozmawiał Igor Rakowski-Kłos (PAP)
Andrzej Friszke – profesor historii, badacz dziejów najnowszych Polski. Redaktor miesięcznika „Więź”. Pracuje w Instytucie Studiów Politycznych PAN, członek rzeczywisty Akademii. Przewodniczący Nagrody Historycznej m.st. Warszawy im. Kazimierza Moczarskiego. Autor wielu książek, m.in. „Państwo czy rewolucja. Polscy komuniści a odbudowanie państwa polskiego 1892–1920” i „Czekanie na rewolucję. Komuniści w II Rzeczypospolitej 1921–1926”.