Dymarki w Nowej Słupi, 2025 r. Fot. PAP/Piotr Polak
W Nowej Słupi trwają 58. Dymarki Świętokrzyskie, których sercem są widowiskowe starcia gladiatorów. Eksperci przypominają krwawe korzenie tych walk i ich rolę w rzymskiej kulturze, podczas gdy rekonstruktorzy ożywiają antyczną historię na arenie.
Walki gladiatorów z barbarzyńcami to jeden z najbardziej ikonicznych i wyczekiwanych punktów programu 58. Dymarek Świętokrzyskich, które zainaugurował barwny korowód z pochodniami w Nowej Słupi. Choć dzisiaj starcia te kojarzą się głównie z rozrywką, ich obecność w historycznym kontekście regionu ma głębokie uzasadnienie w rzymskiej polityce i kulturze.
Jak wyjaśniał w rozmowie z PAP prof. Dariusz Słapek z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, postać gladiatora była w świecie rzymskim wszechobecna. Dowodem na tę popularność na terenach dzisiejszej Polski jest unikatowe znalezisko z 1986 roku z powiatu staszowskiego – w miejscowości Grzybów odnaleziono kościaną rękojeść nożyka przedstawiającą postać gladiatora. Świadczy to o tym, jak mocno rzymskie wzorce przenikały do tzw. Barbaricum.
Profesor Słapek zwracił uwagę na religijne korzenie tych krwawych widowisk, które pierwotnie nie służyły jedynie zabawie. - Warto to podkreślać, bo często w literaturze i nie tylko pojawiają się opinie, że to jakiś akt dehumanizacji, jakiś akt dowodzący wielkiego okrucieństwa Rzymian. Ale jeśli próbować zrozumieć te obrzędy religijne, to patrzymy nieco inaczej na walki gladiatorów” – zauważył naukowiec. Pierwotnie walki te były częścią kultu pogrzebowego. Wierzono, że krew przelana na grobie wielkiego wojownika dostarcza mu sił witalnych, pozwalając duszy zmarłego na symboliczny powrót do świata żywych.
W okresie cesarstwa, szczególnie za panowania Nerona, igrzyska stały się narzędziem politycznym, znanym jako zasada „chleba i igrzysk” (Panem et Circenses). Prof. Słapek podkreślił, że Neron był tak zafascynowany egzotyką, że podczas zorganizowanych przez siebie igrzysk kazał wypełnić arenę nie piaskiem, lecz pyłem bursztynowym sprowadzonym z wybrzeży Bałtyku przez rzymskie ekspedycje zwiadowcze.
Dzisiejsze pokazy w Nowej Słupi to dzieło profesjonalnych rekonstruktorów, wywodzących się głównie z koła naukowego „Amatorzy Antyku” przy Instytucie Historii UMCS w Lublinie. Są to wyszkoleni szermierze, którzy dbają o to, by widowisko było nie tylko atrakcyjne, ale i pouczające.
- Nie pokazujemy śmierci, nie propagujemy śmierci i zabijania. (...) Tutaj jest komentarz. Mamy pewność, że ci, którzy się potykają ze sobą, to ludzie do tego przygotowani – zaznaczył prof. Słapek. Dzięki ich pasji, gladiatorzy stają się łącznikiem między współczesnością a cywilizacją antyczną.
Choć gladiatorzy przyciągają tłumy, sercem imprezy pozostaje starożytne hutnictwo. Pod hasłem „Ludzie ognia i żelaza” odbywają się pokazy wytopu żelaza w piecach ziemnych metodą sprzed dwóch tysięcy lat. Jest to nawiązanie do potężnego centrum hutniczego, które działało w Górach Świętokrzyskich na przełomie er, produkując tysiące ton surowca.
Odwiedzający mogą również podziwiać pokazy starożytnych rzemiosł, rewie mody antycznej oraz bitwy barbarzyńców z legionami rzymskimi. Najważniejszym punktem archeologicznym jest „wielki finał”, czyli rozbicie pieca dymarskiego (godz. 16.00 w weekend). Wydarzeniu towarzyszy Świętokrzyski Festiwal Kultury Ludowej oraz występy gwiazd estrady – na scenie „Pod Lasem” zaplanowano koncerty m.in. Agnieszki Chylińskiej, zespołu Róże Europy oraz Zenka Martyniuka. Nowością tegorocznej edycji jest obecność gości z Sardynii, którzy prezentują włoskie specjały, w tym oliwę z oliwek i lokalne wina. (PAP)
maj/ dki/