Właściciel Krakowskiego Salonu Numizmatycznego kupił kolejne listy byłego więźnia Majdanka. Fot. PAP
Marek Trybulski, właściciel Krakowskiego Salonu Numizmatycznego kupił kolejne listy Jana Nowaka - lekarza, a w czasie wojny więźnia obozu koncentracyjnego na Majdanku. Podobnie jak wcześniej nabyte przez siebie dokumenty, podaruje je do muzeum.
Marek Trybulski, właściciel Krakowskiego Salonu Numizmatycznego, w czerwcu kupił ok. 90 listów, pocztówek i innych dokumentów - pamiątek po doktorze Janie Nowaku. Ten krakowski lekarz w czasie II wojny światowej został przez Niemców osadzony w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, stamtąd przewieziony do obozu na Majdanku, a w końcu do Gross Rosen.
Wyzwolenia doczekał dopiero w ostatnim dniu wojny w Litomierzycach (Leitmeritz) w znajdującej się na terenie dzisiejszych Czech filii obozu Flossenbürg.
Przez cały ten czas utrzymywał kontakt listowny z mieszkającą w Krakowie swoją matką. Listy od niej, a także pocztówki i pokwitowania wysyłanych przez nią do obozu paczek, przechowywał i przywiózł z powrotem do domu. Mieszkająca obecnie za granicą spokrewniona z Janem Nowakiem osoba sprzedała je Markowi Trybulskiemu.

Na zdjęciu Marek Trybulski, właściciel Krakowskiego Salonu Numizmatycznego. Fot. PAP/Wojtek Jargiło
Ten od razu postanowił, że podaruje wszystko muzeom. – Tam ta historia się zaczęła i tam powinna się zakończyć – podkreślił w rozmowie z PAP właściciel Krakowskiego Salonu Numizmatycznego. Wyjaśnił, że nie wyobraża sobie, żeby na tego typu pamiątkach historycznych można było próbować zarabiać.
W lipcu podarował do muzeów na Majdanku oraz w Oświęcimiu zakupione przez siebie pamiątki po Janie Nowaku. Pierwsze z tych muzeów dostanie też od niego kolejną ich partię, bo Marek Trybulski kupił właśnie 22 pocztówek i innych dokumentów.
Szczególnie ciekawy jest ten, na którym Jan Nowak poświadczył odbiór wysłanej do niego paczki. Dwukrotnie zapisał tam, że stało się to 4 grudnia 1934 roku (choć z pewnością chodziło o rok 1944). Marek Trybulski przypuszcza, że był to celowy błąd, a lekarz chciał w ten sposób przekazać jakąś wiadomość.

Na zdjęciu poświadczenie otrzymania paczki z podpisem Jana Nowaka. Fot. PAP
Jan Nowak na Majdanku wraz z innymi lekarzami współtworzył konspiracyjną komórkę medyczną. Leczyli, zdobywali leki, fałszowali karty chorych i ukrywali osoby wyznaczone w trakcie obozowych selekcji do egzekucji.
Po wojnie zrobił drugą specjalizację z psychiatrii i doktorat. Był też biegłym sądowym. Na pewien czas przeniósł się do Warszawy, ale potem wrócił do Krakowa i tam zmarł w 1990 r.
O swoich obozowych przejściach opowiedział w 1977 r. Józefowi Musiołowi w książce „Świadkowie”. Pretekstem do jej napisania był toczący się wtedy proces członków załogi obozu na Majdanku przed sądem w Düsseldorfie. Jan Nowak był w nim jednym z głównych świadków oskarżenia.
To właśnie na Majdanku, jak wynika z jego relacji, przeżył najbardziej dramatyczne chwile. Był tam świadkiem śmierci tysięcy więźniów, którzy zmarli przy stawianiu obozowych baraków, a także tych zabijanych przez strażników lub sadystycznego felczera.
„Błoto, jakiego nigdzie nie widziałem. Wszy, pluskwy, pchły i wyniszczenie głodem” – wspominał warunki panujące w obozie na Majdanku. „Moralna więź, poczucie godności, mimo deptania wszystkiego, co ludzkie, niesienie pomocy drugiemu – oto, co pomagało nam więźniom politycznym przetrwać” – dodawał.
Wyjaśniał też, dlaczego kilka dekad po wojnie zdecydował się, by zeznawać w procesie członków obozowej załogi: „Widziałem więcej od innych i obowiązkiem moim było obiektywne przedstawienie tego, co się działo w tym piekle”.
Podkreślił, że udało mu się przetrwać to obozowe piekło, bo był silny duchowo. (PAP)
jkrz/