Afisz Lublin Europejska Stolica Kultury 2029 fot. lublin2029.pl
Lublin zaproponował ideę Re:union, która bardzo dobrze odpowiada na współczesne potrzeby. To odpowiedź na dezintegrację i kryzysy, których doświadczamy w Europie – powiedziała PAP ekspertka ds. Europejskiej Stolicy Kultury Else Christensen-Redzepovic.
Lublin został wybrany na Europejską Stolicę Kultury 2029 jako trzecie w historii polskie miasto (wcześniej tytułem tym wyróżniono Kraków w 2020 r. i Wrocław w 2016 r.). Hasłem przewodnim jest RE:UNION, które nawiązuje do Unii Lubelskiej i 25-lecia wejścia Polski do Unii Europejskiej. Program ESK dla Lublina opiera się na trzech filarach: Wspólnota, Habitat, Granice. Budżet na realizację programu ESK to 46 mln euro.
Polska Agencja Prasowa: Na czym polegała wyjątkowość aplikacji Lublina?
Else Christensen-Redzepovic: Ze wszystkich miast kandydackich Lublin w sposób najbardziej przekonujący i spójny przygotował odpowiedzi na sześć wymaganych kryteriów. Panel ekspercki złożony z 12 osób ocenia zawsze długoterminową strategię rozwoju oraz zaplanowany program artystyczny i kulturalny. Pod uwagę brany jest także wymiar europejski, społeczny zasięg oddziaływania i zarządzanie. Liczą się również praktyczne możliwości realizacji, m.in. zapewnienie budżetu, infrastruktura (np. drogi, baza noclegowa).
PAP: Co przesądziło o wygranej Lublina?
E.C.-R.: Do finału wybrano cztery miasta: Bielsko-Białą, Katowice, Kołobrzeg i Lublin. Każde z nich miało dorobek i propozycję aplikacyjną na tyle przekonującą, że rywalizacja była zacięta. Natomiast Lublin miał bardzo jasną, klarowną wizję – konkretny plan, żeby następne pokolenia w pełni czuły się osobami z Europy i identyfikowały z byciem Europejczykami – mieszkańcami Europy. Miasto zaproponowało ideę Re:union, która dobrze odpowiada na współczesne potrzeby. To odpowiedź na dezintegrację i kryzysy, których doświadczamy na naszym kontynencie.
PAP: Czy bliskość granicy z Ukrainą miała wpływ na wybór Lublina?
E.C.-R.: Nie, żadne aspekty geopolityczne czy społeczne nie mają znaczenia. Nawet wizyty studyjne członków komisji nie są brane pod uwagę jako element oceny, bo jurorzy wiedzą, że te spotkania są zaaranżowane, następuje swego rodzaju teatralizacja. Kluczowa jest zawartość aplikacji oraz rozmowa na żywo z zespołem eksperckim podczas konkursowego przesłuchania. To ciało niezależne, na jego decyzje nie ma wpływu żadna siła polityczna. Czasem zdarza się, że nie ma wśród nas jednomyślności i trzeba głosować.
PAP: Czy obrady przy wyborze miasta na ESK 2029 były burzliwe?
E.C.-R.: W przypadku Lublina głosowanie musiało się odbyć, bo nie mogliśmy dojść do ostatecznego konsensusu. Nie mogę powiedzieć o szczegółach ze względu na obowiązującą mnie tajemnicę. Podczas ogłaszania werdyktu podkreślono silną konkurencję. Było blisko do potencjalnej wygranej innego miasta.
PAP: Czym Lublin odróżnia się od innych miast z tytułem ESK?
E.C.-R.: To miasto najbardziej wysunięte na wschód Europy spośród tych, które dotychczas otrzymały ten tytuł. Do tej pory było widać tę niezagospodarowaną, pustą przestrzeń na mapie stolic. Dla mnie osobiście – nie jako członkini zespołu eksperckiego – ciekawe i ważne jest również to, że Lublin graniczy z Ukrainą i Białorusią i ma relacje sąsiedzkie z krajami spoza Unii Europejskiej. Jednym z dzisiejszych problemów jest postrzeganie Europy jako fortecy, a Lublin ma właśnie szansę przeciwdziałania „fortyfikacji» Europy w sensie niedostępnego, zamkniętego na innych terenu. Mieszkając na co dzień w Danii, mam świadomość, że żyjemy w swego rodzaju bańce, z dala od spraw bieżących w Ukrainie. Myślę, że z tego doświadczenia współpracy Lublina inne kraje europejskie mogą się wiele nauczyć i próbować wyjść ze swoich baniek.
PAP: Do świętowania ESK w 2029 r. zostały ponad dwa lata. Jak w tym czasie Lublin powinien się przygotować, na czym skupić?
E.C.-R.: Mieszkańcy nie odczuwają jeszcze na co dzień tego, że Lublin został wybrany na ESK 2029. Są duże oczekiwania, ale też trzeba umieć zarządzać tymi oczekiwaniami. Można porównać to do okresu przedświątecznego, gdy czeka się na Gwiazdkę i prezenty. W przypadku Lublina tą kulminacją będzie rok 2029. Do tego czasu organizatorzy powinni się już zająć formalnoprawną stroną wydarzenia, np. umowami, kontraktami, płatnościami. Z drugiej strony to czas na zwiększenie rozpoznawalności marki Lublin w Polsce, Europie i na świecie poprzez udział w konferencjach, sympozjach, targach branżowych – w całym procesie sieciowania. Jednocześnie zespół ekspercki będzie się w tym czasie bacznie przyglądać Lublinowi i monitorować ten proces. Miasto ma obowiązek wypełnić to, co jest zapisane w aplikacji. Gdyby stało się inaczej, byłoby to niezgodne z obowiązującymi zasadami, z powziętym zobowiązaniem i niesprawiedliwe w stosunku do innych kandydujących miast, które były blisko wygranej.
PAP: Jakie miała pani pierwsze spostrzeżenia po wizycie w Lublinie?
E.C.-R.: Byłam pod ogromnym wrażeniem. Lublin to naprawdę piękne i duże miasto. Poczułam się tu dobrze i bezpiecznie. Mieszkańcy są otwarci i gościnni względem przyjezdnych. Poznałam bogate życie kulturalne.
PAP: Jak tytuły ESK zmieniały w przeszłości inne miasta?
E.C.-R.: Bez wątpienia zwiększyła się ich rozpoznawalność i świadomość istnienia wśród Europejczyków. Takim przykładem może być niemieckie, wschodnie miasto Chemnitz. Kiedyś nosiło nazwę Karl-Marx-Stadt (Miasto Karola Marksa – PAP) i długo kojarzone było jako miasto prawicowego ekstremizmu. Wraz ze zdobyciem tytułu ESK stało się bardzo atrakcyjne kulturalnie i turystycznie. Nawet mieszkańcy Drezna zaczęli tam przyjeżdżać na wydarzenia kulturalne, co wcześniej było nie do pomyślenia.
PAP: Które miasto nie wykorzystało tej szansy, jaką daje Europejska Stolica Kultury?
E.C.-R.: Wiele, ale nie chcę wskazywać konkretnych miast. Mogę powiedzieć, że łączą je zawsze trzy czynniki skutkujące klęską. To polityka, czyli brak stabilności i długoterminowego wsparcia wykraczającego poza jedną kadencję, chaotycznie zarządzane finanse, tj. zmniejszanie budżetu, oraz brak wykwalifikowanej kadry zarządzającej.
PAP: Co będzie miarą sukcesu dla Lublina po 2029 r.? W czym upatruje pani szansę dla miasta?
E.C.-R.: Byłabym bardzo zadowolona, gdybym po 2029 r. usłyszała od młodego pokolenia, że oprócz bycia Lublinianami czują się także Europejczykami. Mam również nadzieję, że osoby młode staną się bardziej świadomymi „konsumentami» kultury, której zadaniem jest też wspieranie zdrowia psychicznego, co jest ważne w czasach kryzysów, wojny, dominacji świata cyfrowego. W Danii podczas wizyty u lekarza wydarzenie kulturalne można dostać jako zalecenie zdrowotne, a nie tylko receptę na tabletki. Jednym z długotrwałych skutków ESK ma być to, że po 2029 r. – czyli po momencie kulminacji i świętowania faktu bycia stolicą – kultura powinna pozostać codziennym składnikiem pokarmowym, czyli czymś, co nas odżywia, a nie jest tylko dekoracją, wisienką na torcie.
Rozmawiała Gabriela Bogaczyk (PAP)
Wywiad przetłumaczył Bartosz Wójcik
Else Christensen-Redzepovic - duńska ekspertka ds. dyplomacji kulturalnej, polityki kulturalnej Unii Europejskiej oraz strategicznego rozwoju miast i regionów. Od grudnia 2020 r. do maja 2026 r. była członkiem panelu ekspertów ds. selekcji i monitorowania Europejskiej Stolicy Kultury. Oceniała kandydatury kilkudziesięciu miast ubiegających się o tytuł ESK, m.in. w Czechach, Francji, Polsce, Belgii.
gab/ wj/ miś/