Obraz "Ekstaza świętego Franciszka" El Greca. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Św. Franciszek mówił, że głosić trzeba zawsze życiem, a czasem — także słowami; pokazał, co to naprawdę znaczy radykalnie żyć Ewangelią — powiedział PAP rzecznik prasowy zakonu franciszkanów o. Jan Maria Szewek. 3 października mija 800 lat od śmierci mistyka, stygmatyka i założyciela zakonu.
PAP: Jaką spuściznę pozostawił Kościołowi święty zwany „biedaczyną z Asyżu"?
O. Jan Maria Szewek: Jego największą zasługą było pokazanie swoim życiem, co to znaczy żyć na serio Ewangelią. Już w pierwszym zdaniu reguły naszego zakonu Franciszek napisał, że życie braci mniejszych polega na zachowaniu świętej Ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa. Kiedy uczył braci, jak głosić kazania, podkreślał, że głosić trzeba zawsze swoim życiem, a czasami — także słowami.
Św. Franciszek otoczył wielkim kultem Chrystusa ukrzyżowanego, dlatego, że na krzyżu najbardziej objawiła się miłość Boga do człowieka. Stąd franciszkanie spopularyzowali w świecie nabożeństwa Drogi Krzyżowej, opiekują się miejscami świętymi w Jerozolimie i największymi kalwariami, choćby wspomnieć Kalwarię Zebrzydowską, Pacławską czy Wejherowską.
Ponadto zostawił Kościołowi wielką rodzinę zakonną, z której wyszło ponad 500 świętych i błogosławionych.
PAP: Św. Franciszek pochodził z zamożnej rodziny kupieckiej. Jego przyszłość wydawała się jasno określona: miał odziedziczyć interes ojca i żyć w dostatku. Jak to się stało, że wybrał życie jako „biedaczyna z Asyżu"?
O. J. M. Sz.: Jako młody człowiek Franciszek wziął udział w wojnie między Asyżem a Perugią. Po bitwie trafił do niewoli. Później poważnie chorował. Następnie podczas wyprawy rycerskiej do Apulii usłyszał we śnie pytanie: „Franciszku, komu lepiej służyć, panu czy słudze?" Te doświadczenia mocno na niego wpłynęły i ostudziły nieco zamiłowanie do zabaw. Jednak przełomowym momentem na drodze nawrócenia było spotkanie z trędowatym, do którego doszło pod Asyżem. Wcześniej Franciszek stronił od takich ludzi. Jednak to spotkanie było dla Franciszka spotkaniem z żywym Chrystusem, które głęboko go przemieniło.
Kolejnym krokiem na drodze wiary było mistyczne doświadczenie, którego Franciszek doświadczył w Kościele pw. św. Damiana. Podczas modlitwy usłyszał słowa Chrystusa: „Franciszku, idź, odbuduj mój Kościół”. Franciszek początkowo sądził, że chodzi o fizyczne odbudowanie świątyni, która popadła w ruinę. I tak zdążył odbudować jeszcze dwa kościółki: św. Piotra i Matki Bożej Anielskiej. Dopiero po pewnym czasie zrozumiał, że Pan Jezus miał na myśli Kościół rozumiany jako wspólnota, Jego mistyczne Ciało.
Wszystkie te doświadczenia doprowadziły go do przekonania, że życie jest krótkie i ulotne, a rzeczy materialne nie dają szczęścia. Odkrył, że pełni szczęścia można doświadczyć, jedynie jednocząc się z Bogiem. Zrozumiał, że tylko Bóg napełnia prawdziwym pokojem i nadaje sens życiu.
PAP: Od momentu nawrócenia Franciszek zaczął praktykować radykalne ubóstwo i do tego zachęcał swoich braci. Czy współcześni franciszkanie wciąż praktykują ubóstwo w duchu św. Franciszka?
O. J. M. Sz.: Współcześnie w naszym zakonie składamy trzy śluby: życia w posłuszeństwie, bez własności i w czystości. Życie bez własności w praktyce oznacza, że wszystko mamy wspólne. Oczywiście, oprócz bielizny i tym podobnych rzeczy. Ja nie mam swojego telewizora, nie mam swojego samochodu, nie mam swojego mieszkania czy mebli — wszystko, czym posługuję się na co dzień, jest do wspólnego użytku wszystkich braci. Nawet pieniądze, które zarabiam, czy otrzymuję od rodziny bądź znajomych, nie są moje, ale spływają do wspólnej kasy klasztornej, na wspólne konto.
Jest w klasztorze ekonom, który tymi pieniędzmi zarządza, a jeśli któryś z braci potrzebuje sobie coś kupić, to musi się z tych wydatków rozliczyć, również przełożony. Oczywiście i tu są określone limity. Jeśli chcę gdzieś pojechać wspólnym samochodem, muszę napisać: gdzie i kiedy, a jeśli to się wiąże z noclegiem, to muszę mieć dodatkowo pozwolenie przełożonego.
PAP: Dlaczego dla św. Franciszka aspekt ubóstwa braci był tak istotny? Czemu ma służyć praktykowanie go?
O. J. M. Sz.: Służy ono kilku celom: naśladowaniu Chrystusa, wewnętrznej wolności, pokorze i zależności, solidarności z ubogimi, braterstwu i świadectwu wobec świata.
Praktykowanie ubóstwa ma odrywać nasze myśli i pragnienia od spraw materialnych i kierować je w stronę Boga. W praktyce działa to tak, że jeśli wiem, że to, co zarabiam i tak do mnie nie zależy, to przestaję się tym martwić i starać, żeby było tego coraz więcej. To daje dużo wolności.
Franciszkańskie ubóstwo przydało mi się także w mniej oczywistych przestrzeniach. Kiedy zaczynałem pracę jako nauczyciel religii, spotykałem się z zarzutami uczniów, że my, duchowni, na pewno jesteśmy bogaci. Dopiero jak wytłumaczyłem uczniom, że nie mam tego czy tamtego, że nie mam na co dzień swoich pieniędzy, że ze wszystkiego muszę się rozliczać, jak zobaczyli, że jeżdżę komunikacją miejską, pytania ucichły i już nie wróciły.
PAP: Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pytania ojca uczniów nie wzięły się z niczego. Jak ojca zdaniem wygląda praktykowanie ubóstwa w innych częściach Kościoła? Czy ten aspekt spuścizny św. Franciszka nie został w Kościele zapomniany?
O. J. M. Sz.: W trzecim rozdziale naszej reguły św. Franciszek polecał braciom, aby idąc przez świat, nie wszczynali kłótni, nie spierali się słowami i nie sądzili innych. Kiedy św. Franciszek zabrał się za odbudowywanie Kościoła, do czego wezwał go Chrystus, nie zaczął od wytykania nikomu błędów. Zaczął wprowadzać zasady Ewangelii w swoim życiu, wędrując od miast do miasta i głosząc Ewangelię. Swoim sposobem życia do tego stopnia zachwycał, że inni zapragnęli być jak on. W ten sposób zgromadził wokół siebie braci i tak powstali franciszkanie.
Staram się go w tym naśladować, dlatego nie będę nikogo oceniał. Każdemu z nas Pan Jezus zostawił tę samą Ewangelię, te same rady ewangeliczne i każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu.
PAP: O spuściźnie św. Franciszka przypomniał Kościołowi zwłaszcza poprzedni papież, Jose Mario Bergoglio, który przyjął imię właśnie po „biedaczynie z Asyżu". Na jakie aspekty tej spuścizny wskazywał?
O. J. M. Sz.: Na pewno na ubóstwo i pokorę, które były znakami rozpoznawczymi św. Franciszka. Papież Franciszek dążył do tego, aby Kościół był ubogi i dla ubogich.
Kolejne podobieństwo widzę w tym, że święty Franciszek, wymagał wiele od siebie i od braci, a jednocześnie nie odrzucał nikogo z tych, którzy z jakichś powodów jeszcze nie poznali i nie pokochali Chrystusa. Dla pogubionych, wątpiących i poszukujących był niezwykle wyrozumiały. Papież Franciszek czynił podobnie — próbował wychodzić na peryferia, do tych, którzy odeszli, którzy z jakichś powodów nie poznali Chrystusa, żeby także ich przyprowadzić do Boga.
W regule św. Franciszek zostawił zalecenie, że bracia powinni być cisi, spokojni i skromni, łagodni i pokorni, mówiąc ze wszystkimi przyzwoicie, jak przystoi. To również próbował zaszczepić w ludziach Kościoła papież.
Kolejnym typowo franciszkańskim rysem papieża była troska o stworzenie. Stąd encyklika „Laudato Si" oraz kolejna, „Fratelli Tutti", o braterstwie i przyjaźni społecznej, która została podpisana w Asyżu przy grobie św. Franciszka.
PAP: Czy św. Franciszka można nazwać prekursorem ekologii?
O. J. M. Sz.: Zdecydowanie tak. Jan Paweł II ogłosił św. Franciszka patronem ekologów 29 listopada 1979 roku. Miłość do stworzenia, która wynikała wprost z miłości do Boga, była jednym z jego znaków rozpoznawczych. Św. Franciszek odkrył na pozór oczywistą rzecz: skoro Bóg stworzył świat, to znaczy, że jest Ojcem wszystkiego. A skoro jest Ojcem, to my wszyscy nawzajem jesteśmy dla siebie braćmi i siostrami. Mówiąc wszyscy, miał na myśli nie tylko wszystkich ludzi, ale cały świat stworzony — także rośliny i zwierzęta. I warto jeszcze powiedzieć, że św. Franciszka uważa się też za prekursora rezerwatów. Ogrodnikowi kazał dookoła ogrodu pozostawiać nieuprawne obrzeże, ażeby na nim w swoich porach zieleń ziół i piękno kwiatów głosiły Ojca wszystkich pięknych rzeczy.
PAP: Czy ekologia w wydaniu franciszkańskim różni się czymś od świeckich ruchów ekologicznych?
O. J. M. Sz.: Św. Franciszek stworzenie widział zawsze w relacji do jego Stworzyciela. My również jako franciszkanie, widzimy ekologię całościowo, jako ochronę całego stworzenia, w tym człowieka, którego Bóg stworzył na swoje podobieństwo. Dlatego w Ruchu Ekologicznym św. Franciszka z Asyżu, do którego należę od pierwszego roku studiów, jednym z filarów jest ochrona życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci.
Rozmawiała Iwona Żurek (PAP)
iżu/ kcz/