Czarny protest 3 października 2016. Fot. PAP/Tomasz Gzell
Protesty przeciwko zakazowi aborcji sprzed dekady uruchomiły ogromną mobilizację Polek. Ta wielka energia została jednak przez polityków najpierw wykorzystana, a potem w dużym stopniu zaprzepaszczona – powiedziała PAP socjolożka prof. Małgorzata Molęda-Zdziech.
Dziesięć lat temu, 3 października 2016 r., w 149 miejscowościach w Polsce odbyły się protesty przeciwko planom zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych. Manifestacje dały początek Ogólnopolskiemu Strajkowi Kobiet.
Październikowy protest związany był z decyzją parlamentu z końca września 2016 r.
23 września 2016 r. rządząca większość z Prawa i Sprawiedliwości odrzuciła w Sejmie obywatelski projekt ustawy komitetu Ratujmy Kobiety, który przewidywał liberalizację prawa aborcyjnego. Podpisało się pod nim 215 tys. osób. Równolegle do dalszych prac skierowany został obywatelski projekt stowarzyszenia Ordo Iuris i komitetu Stop Aborcji, podpisany przez ok. 450 tys. osób. Projekt przewidywał całkowity zakaz aborcji – również gdy ciąża jest wynikiem gwałtu, zagraża zdrowiu i życiu kobiety lub gdy płód jest uszkodzony. Za aborcję groziłaby kara do pięciu lat więzienia.
Dwa dni później Partia Razem zorganizowała w największych miastach dziewięć manifestacji pod hasłem „czarnego protestu”. Podczas zgromadzenia we Wrocławiu przedstawicielka dolnośląskiego Komitetu Obrony Demokracji Marta Lempart odwołała się do strajku kobiet w Islandii w październiku 1975 r.
– Islandki masowo odmówiły wtedy wykonywania pracy płatnej, gotowania, sprzątania i opieki nad dziećmi. Chciały w ten sposób udowodnić swoją kluczową rolę w społeczeństwie. – Zróbmy im czarny poniedziałek! – wezwała Polki Lempart. Akcja otrzymała nazwę: Ogólnopolski Strajk Kobiet.
Trzy dni po proteście rządząca większość wycofała się z procedowania przepisów zaostrzających prawo aborcyjne. Temat powrócił z mocą w 2020 r. po wyroku Trybunału Konstytucyjnego.
TK stwierdził wtedy, że niezgodne z konstytucją jest zapisane w ustawie o planowaniu rodziny z 1993 r. prawo do przerwania ciąży w sytuacji ciężkiego uszkodzenia płodu. Wywołało to kolejną falę protestów OSK, a temat aborcji i praw kobiet stał się jednym z kluczowych zagadnień w kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r.
Zdaniem politolożki i socjolożki, profesorki Małgorzaty Molędy-Zdziech, kierowniczki Katedry Studiów Politycznych w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, minione dziesięć lat sporów wokół praw reprodukcyjnych pokazały przede wszystkim, jak silne upolitycznienie i instrumentalizacja tego tematu utrudniły znalezienie trwałego rozwiązania.
– Dyskusje nie przyniosły rozstrzygnięcia sprawy, a jedynie przyczyniły się do polaryzacji sceny politycznej i społeczeństwa – stwierdziła.
Według prof. Molędy-Zdziech ruch społeczny powstały na bazie protestów sprzed dekady, czyli Ogólnopolski Strajk Kobiet, uruchomił ogromną mobilizację Polek, ale nie przełożył się na trwałą siłę polityczną.
– Ta wielka mobilizacja została przez polityków najpierw wykorzystana, a potem w dużym stopniu zaprzepaszczona – stwierdziła. – Upolitycznienie tematu uniemożliwiło znalezienie konkluzywnego kompromisu – dodała.
Po zmianie władzy w 2023 r. w Sejmie, gdzie większość ma Koalicja 15 Października, nie udało się uchwalić liberalizacji prawa aborcyjnego, mimo kilku procedowanych w pierwszych miesiącach po przejęciu władzy projektów.
Po głosowaniu nad ustawą dekryminalizującą aborcję w połowie 2024 r., kiedy zabrakło głosów koalicji do zmiany, premier Donald Tusk przyznał, że w obecnej kadencji nie ma większości pozwalającej na złagodzenie przepisów dotyczących przerywania ciąży.
– Mężczyźni nie bardzo chcą oddawać władzę czy nawet się nią dzielić. Władza to dostęp do różnorodnych przywilejów, gratyfikacji, prestiżu. Kobietom niczego w historii nie dano dlatego, że uznano, iż im się należy. Zawsze musiały to wywalczyć. I tak jest również w tym temacie – zaznaczyła socjolożka.
Zapytana, czy temat aborcji będzie ważny w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, rozmówczyni PAP odpowiedziała: – Dziś jest to temat, który nie budzi już takich emocji jak w minionych latach, wiele osób zapomniało, jak ważna to była kwestia w debacie publicznej jeszcze kilka lat temu.
Poza tym, według badaczki, mimo wysokiego poparcia społecznego dla utrzymania kompromisu aborcyjnego z lat 90. (czyli również możliwości przerwania ciąży z powodu ciężkiej wady płodu) bądź dla liberalizacji prawa, widoczny jest równolegle wzrost znaczenia postaw konserwatywnych w części społeczeństwa w tej sprawie.
Prof. Molęda-Zdziech odniosła się też do tego, jak postrzegany był ruch OSK.
– Kobiety i mężczyźni są inaczej oceniani jako liderzy. Cechy takie jak waleczność, ostrość języka czy demonstracyjne okazywanie siły są u mężczyzn uznawane za zalety, podczas gdy wobec kobiet stają się argumentem przeciwko nim i w rezultacie stają się przeciwskuteczne. Przykładem jest liderka OSK Marta Lempart, której język protestu, tak nośny i mobilizujący w czasie demonstracji, został wykorzystany przez przeciwników do sprowadzenia debaty do kwestii „niegrzecznego” zachowania kobiet – wyjaśniła. Dodała, że po zmianie władzy rządzący woleli odciąć się od liderki OSK.
Jak podkreśliła, w walce o swoje prawa ważne, by kobiety przyjęły odpowiednią strategię. Jako przykład podała doświadczenia francuskiej prawniczki, ikony walki o prawa kobiet, Simone Veil. Francuzka w 1974 r. wygłosiła przed Zgromadzeniem Narodowym przemówienie, w którym jako minister zdrowia zaprezentowała rządowy projekt ustawy depenalizującej aborcję. Wystąpienie to urosło do rangi jednego z najważniejszych momentów w historii praw kobiet w Europie XX wieku, a sama ustawa stała się fundamentem francuskiego kompromisu społecznego, który po latach (w 2024 roku) doprowadził do wpisania prawa do aborcji do francuskiej konstytucji.
– To wystąpienie pokazało, że walcząc o daną sprawę, należy odróżnić język manifestacji od języka politycznych, długotrwałych negocjacji, w których należy wykorzystać różnorodne argumenty. Emocje mobilizują uczestników protestu, ale – już w fazie negocjacji – mogą zostać wykorzystane przeciwko jego liderom. Język protestu może być zrozumiały, jednoczący dla protestujących, a potem okazać się przeciwskuteczny, jeśli zostanie wykorzystany przez przeciwników we fragmentach i przypnie mu się określoną łatkę, jak było w przypadku Marty Lempart – stwierdziła.
Dodatkowo platformy społecznościowe z ich władzą algorytmów, wykorzystując jedynie fragmenty, pojedyncze obrazki, przeinaczają czy wręcz manipulują, podkręcając emocje.
Z przeprowadzonego w czerwcu br. badania IBRiS wynika, że 44,7 proc. ankietowanych jest za tym, by Sejm dalej zajmował się przepisami liberalizującymi aborcję. Przeciwne zdanie wyraziło 44,4 proc. badanych, natomiast niezdecydowanych było 10,9 proc. badanych.
Wśród zwolenników koalicji rządzącej sprawa powrotu ustawy liberalizującej przerywanie ciąży cieszy się poparciem 76 proc. ankietowanych. W bloku opozycyjnym (PiS, Razem, Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej) 80 proc. badanych sprzeciwia się temu pomysłowi.
Przerwanie ciąży jest w Polsce legalne wyłącznie w dwóch przypadkach: gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety albo gdy powstała w wyniku czynu zabronionego, takiego jak gwałt.
Zgodnie z Kodeksem karnym kobieta nie podlega karze za aborcję, natomiast osobom przeprowadzającym zabieg z naruszeniem ustawy grozi odpowiedzialność karna.
Anita Karwowska (PAP)
akar/ joz