Minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska. Fot. PAP/Piotr Nowak
Decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej o ogłoszeniu 2027 rokiem UPA nie wpłynie na już uzyskane zgody na prowadzenie prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na terenie Ukrainy — powiedziała minister kultury Marta Cienkowska.
Lwowska Rada Obwodowa we wtorek ogłosiła 2027 rok rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), jej dowódcy Romana Szuchewycza oraz działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Ołeha Olżycza. Decyzja zapadła na plenarnym posiedzeniu Lwowskiej Rady Obwodowej, która jest odpowiednikiem polskiego sejmiku wojewódzkiego. Inicjatorem pomysłu był deputowany Lwowskiej Rady Obwodowej Swiatosław Szeremeta.
Ministra Cienkowska w rozmowie z Radiem RMF FM zwróciła uwagę, że Szeremeta pełni również funkcję sekretarza ukraińskiej międzyresortowej komisji ds. upamiętnień. Ponadto kieruje przedsiębiorstwem komunalnym Lwowskiej Rady Obwodowej „Dola”, które formalnie prowadziło po stronie ukraińskiej poszukiwania polskich ofiar ukraińskich nacjonalistów w Ugłach na Wołyniu.
— Jest kontrowersyjną postacią, ale do tej pory nasza współpraca układała się dobrze — powiedziała Cienkowska. Decyzję o ogłoszeniu 2027 r. rokiem UPA nazwała „skandaliczną”. Dodała, że ma nadzieję, że nie wpłynie ona na dalsze działania poszukiwawcze i ekshumacyjne w Ukrainie. — Mamy otwartą ścieżkę do dalszych prac — zaznaczyła. — Tych zgód, które teraz mamy, na pewno nikt nie zablokuje — dodała.
— Na poziomie narodowym zrozumienie polityczne jest zdecydowanie większe. Nasze rozmowy z panem prezydentem Zełenskim w ostatnich miesiącach pokazują, że jest jeszcze większe otwarcie na nasze prośby i prace — oceniła.
Dodała, że Polska ma teraz więcej zgód, niż realizuje prac po stronie ukraińskiej. — Na początku listopada pojedziemy jeszcze raz do Puźnik i do Ugłów, musimy zrobić jeszcze jeden rekonesans. Mamy ustne pozwolenie dotyczące Huciska, w przyszłym roku IPN będzie realizował prace jeszcze w Hucie Pieniackiej, bo tam też jest zgoda na prace ekshumacyjne. Mamy też plany dotyczące kolejnych miejscowości, już na przyszły rok — dodała.
— Myślę też, że Zełenski zdaje sobie sprawę z tego, że Europa staje się jego — może za moment — ostatnim sojusznikiem, więc musi dbać o to, żeby te nastroje w Polsce były nastrojami nieantyukraińskimi — oceniła Cienkowska.
Ukraińska Powstańcza Armia, w tym postać Szuchewycza — jednego z jej liderów — pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. Według polskich historyków w lipcu 1943 r. oddziały UPA przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie. Za sprawców uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA.
Polska uznaje zbrodnie popełnione na ludności polskiej za ludobójstwo, natomiast wielu ukraińskich historyków i polityków interpretuje je jako element szerszego konfliktu polsko-ukraińskiego, za który odpowiedzialność ponosiły obie strony.
Jednocześnie w ukraińskiej pamięci historycznej OUN i UPA są często postrzegane jako symbole walki o niepodległość oraz powojennego oporu przeciw Związkowi Sowieckiemu. (PAP)
maku/ miś/