Portret Aleksandra Fredry pędzla Aleksandra Raczyńskiego. Źródło: Wikimedia Commons
Dobry, wrażliwy człowiek, który, co prawda, łatwo się irytował, łatwo go coś wściekało, ale chciał, żeby świat był lepszy, żeby ludzie się kochali. I sam bardzo kochał - ocenia Aleksandra Fredrę Maciej Wojtyszko. 15 lipca mija 150 lat od śmierci „ojca komedii polskiej”.
- Fredro nie jest wyłącznie człowiekiem robiącym żarty. Oczywiście, są takie jego sztuki, które są nastawione na bardzo oczywistą zabawę. Natomiast nie potrafiłbym chyba wskazać w jego największych utworach radosnego śmiechu, który jest tylko beztroski. On widzi świat raczej dosyć gorzko – mówi PAP Maciej Wojtyszko, który jako trzynastolatek wyreżyserował w szkole podstawowej „Zemstę”.
W 1865 roku podczas przedstawienia „Ślubów panieńskich” w lwowskim teatrze, aktor Lech Nowakowski grający płaczliwego Albina po wytarciu oczu wykręcił chustkę, z której popłynęły strumienie łez. „Ten farsowy dowcip tak rozsierdził Fredrę, że oburzony wyszedł z teatru mówiąc: pisałem swoje komedie dla artystów, nie dla błaznów!” – relacjonował to wydarzenie Jarosław Gajewski, w serialu dokumentalnym „250 lat teatru publicznego w Polsce” (2015).
„Autor »Zemsty« rozumiał pisanie jako obowiązek wobec społeczeństwa, wobec zbiorowości i to obowiązek szczególny, nakazujący mu, jako szlachcicowi, żołnierzowi, Polakowi zabierać głos na forum publicznym” – napisał Marcin Cieński w książce „Fredro” (2003). „Poważny cel twórczości nie jest jedynym. Fredro zazwyczaj pisze, by bawić, i bawi – pisząc. Najwyraźniej lepiej czuł się w roli humorysty niż moralizującego mówcy – tu dała znać o sobie »szkoła życia«: w wojsku i w gospodarce uczył się działania, a nie rozprawiania” – dodał.
„Fredro niesamowicie przyciąga publiczność w tej chwili… Samo nazwisko Fredry… Dlaczego?… Myślę ze to jest tak: chyba wraca człowiek jako bohater” – powiedział Maciejowi Nowakowi Jan Englert („250 lat teatru publicznego w Polsce”). „Fabuła jest przecież dość prosta - nie jest skomplikowana… Ale postaci są niesłychanie barwnie narysowane i napisane. I relacje między postaciami są fantastycznie zbudowane - że już nie wspomnę o języku, którym się Fredro posługuje” – dodał.
„Swój świat szlachecki zapełnił Fredro galerią oryginalnych, niepowtarzalnych postaci o charakterze mniej lub bardziej komediowym - od farsy i groteski po łagodny humor. Postaci te mają jednak często drugie dno. Kim naprawdę jest Jowialski? Jaka gorycz i niemożność kryją się pod nieopanowanym gadulstwem Papkina? Jakie potrzeby drzemią w Birbanckim, który wpada w euforię na wieść o locie balonem? Najwięksi aktorzy w wybitnych kreacjach różnie odpowiadali na te pytania. Prawda, że materia utworów umożliwia bogactwo interpretacji” – napisała Halina Floryńska-Lalewicz (culture.pl, 2004).
„Andrzej Łapicki ukuł termin polski styl fredrowski. Co to jest?” – pytał Nowak Jana Englerta. „To jest po pierwsze poczucie humoru, po drugie autoironia, po trzecie słuch teatralny” – usłyszał.
„I dalej robię Fredrę i już do końca dni moich tego nie przestanę. Dlaczego? Ponieważ jest on dla mnie najpiękniejszym, a w każdym razie najradośniejszym zjawiskiem w polskim teatrze. Ponieważ jest inteligentny, dowcipny, kpiarski, ale nie złośliwy; ponieważ jest pański, dobrze wychowany, choć lubi poświntuszyć; ponieważ jest arcypolski i ponieważ gdy inni wadzili się z Bogiem i rwali kajdany, on wybrał komedię. I wieczna chwała mu za to!” – napisał Andrzej Łapicki w szkicu „Mój Fredro” („Teatr”, 1993).
Aleksander Fredro urodził się w Surochowie k. Jarosławia 20 czerwca 1793 roku jako syn Jacka i Marianny z Dembińskich. Sześć lat później szlachecka, niegdyś senatorska, rodzina przeprowadziła się do Beńkowej Wiszni w obwodzie lwowskim. Aleksander nigdy nie uczęszczał do szkół publicznych. „Byłem sobie ot szesnastoletnim /Pośród dwóch guwernerów nieukiem kompletnym; /Nigdy mi się nad książką nie zmarszczyło czoło, / trąbka myśliwska w kniei była moją szkołą” – pisał w wierszu „Pro memoria”.
Jako szesnastolatek wstąpił w 1809 roku do armii Księstwa Warszawskiego – służył w 11 pułku ułanów. Walczył pod Dreznem i Lipskiem, wziął udział w moskiewskiej wyprawie Napoleona. Pojmany przez Rosjan spędził w niewoli pół roku - zbiegł z niej w przebraniu wieśniaka; otrzymał wówczas Złoty Krzyż Virtuti Militari. W 1814 roku został odznaczony Krzyżem Legii Honorowej. Po abdykacji Napoleona w 1815 roku wrócił z Paryża by gospodarować w rodzinnym majątku. „Wyjechaliśmy razem, z odmiennych pobudek: Napoleon na Elbę, ja zasię do Rudek. Tęskniłem za obozem… nudziłem się przeto, I ażeby coś robić, zostałem poetą” – napisał Fredro w „Pro memoria”.
W Beńkowej Wiszni wraz z bratem Maksymilianem, przez dobrych 10 lat gorliwie pracował na miano miejscowego awanturnika. „Fredry chodzili na głowach i nie można się było nigdzie obrócić, żeby się nie natknąć na Fredrę. Trzeba się było chować przed nimi, bo i z ołtarza by zdjęli, a do tego jeszcze i takie wiersze pisali, że nawet starszym uszy od nich trzeszczały” - wspominał powieściopisarz Zygmunt Kaczkowski, naoczny świadek wypadków.
Romans z Zofią Skarbkową, żoną jednej z najbardziej wpływowych postaci ówczesnej Galicji Stanisława Skarbka, zakończył się skandalem i rozwodem wybranki z pierwszym mężem - rzeczą w owych czasach niesłychaną. Fredro starał się o Zofię ponad dziesięć lat – ślub odbył się 9 listopada 1828 roku w kościele w Korczynie pod Krosnem. Małżeństwo okazało się bardzo szczęśliwe - Fredro ustatkował się i zmienił. Pisanie pochłaniało go całkowicie. Stał się samotnikiem i odludkiem, bywał hipochondrykiem, ulegał atakom amnezji. Kazimierz Wyka pisał o nim, że jest „rzadkim przykładem zupełnego samotnika literackiego, którego nikt nie nauczył jego sztuki i od którego nikt się nie nauczy”.
Debiutem teatralnym Fredry była jednoaktówka „Intryga naprędce”, wystawiona we Lwowie 10 marca 1817 roku. „Premiera nie została zauważona, sam pisarz zresztą uznawał ten utwór za nieudany (przerobił go później na trzyaktową komedię »Nowy Don Kiszot«, 1822)” – napisał teatrolog Dariusz Kosiński w biogramie Fredry w Encyklopedii Teatru Polskiego. Ocenił, że „właściwy, dojrzały i dobrze przygotowany debiut” miał miejsce w Warszawskim Teatrze Narodowym 7 października 1821 roku – była to premiera „Pana Geldhaba” (napisanego w 1818 roku). „W tym dramacie konwencje oświeceniowej komedii satyrycznej i tradycje molierowskie łączą się dla ukazania portretu nuworysza, wytworu nowych kapitalistycznych stosunków społecznych. Jest to zarazem pierwsza z galerii wielkich Fredrowskich postaci, których tradycję aktorską tworzyli kolejni znakomici wykonawcy, począwszy od premierowego Bonawentury Kudlicza, przez Alojzego Żółkowskiego-syna i Mieczysława Frenkla po Jana Świderskiego” – podkreślił Kosiński.
Fredro, choć samotnik, angażował się bardzo w sprawy społeczne. Powróciwszy z wojen napoleońskim wstąpił do lubelskiej loży wolnomularskiej. W 1830 roku brał udział w pracach Obywatelskiego Komitetu Pomocy dla Powstania - utworzonego we Lwowie, po upadku insurekcji. Przechowywał w swoim majątku dwóch powstańców z Wielkopolski, którzy w obawie przed represjami ze strony władz pruskich schronili się w Galicji.
Był twórcą osobnym – kiedy Juliusz Słowacki polemizował „Kordianem” (1834) ze wcześniejszą o dwa lata III częścią „Dziadów” Adama Mickiewicza, 17 lutego 1834 r. na scenie lwowskiego teatru Jana Nepomucena Kamińskiego odbyła się prapremiera „Zemsty”.
„Faktem jest, że dość osobliwy był kaprys losu, który nam zesłał tego demonka śmiechu w najbardziej ponurej dobie naszego życia narodowego. To nie ułatwiało mu kariery…” – napisał Tadeusz Boy-Żeleński w „Obrachunkach fredrowskich” (1934). „Do tego zjawił się w epoce romantyzmu, którą cechował raczej gorzki skurcz ironii, niż otwarte wyszczerzenie zdrowych zębów” - podkreślił. „Fredro był przy tym pierwszym geniuszem komicznym w kraju, gdzie w literaturze przywyknięto szukać, nawet w lepszych czasach, cokolwiek kaznodziejstwa. Jeżeli komedii przedfredrowskiej pozwolono w Polsce żyć, to dlatego może, że była mało komiczna a bardzo obywatelska, dydaktyczna. Artyzmu komedii samej w sobie nie bardzo rozumiano, czego dowodem wzgardliwe milczenie Mochnackiego albo Mickiewicza w stosunku do Fredry” – dodał Boy.
Fredrę spotkało nie tylko „wzgardliwe milczenie” ale również zarzut „antypolskości” jego dzieła. „Nazwiska polskie nie są tym samym, co charaktery polskie; kilka osób, kilka scen narodowych nie rozleją barwy narodowej na wiersze czterech tomów; pasztet przysłów, bez związku z charakterami i z całością dzieła jest tylko słownikiem przysłów; miłosna strona narodu jest to rys kosmopolityczny – a to jest właśnie wszystko, co ma stanowić polskość komedyi Fredra, ale cnoty, wady śmieszności, charaktery pojedyncze, fizjonomia ogólna, zgoła cokolwiek tworzy pomniki prawdziwie narodowej indywidualności, tego na próżno byś tam szukał” – pisał Seweryn Goszczyński („Nowa epoka poezji polskiej”, 1835).
Krytykowali go także m.in. Wincenty Pol, Edward Dembowski, Aleksander Dunin-Borkowski i Julian Bartoszewicz. „Zarzucano mu drugorzędny talent, uleganie wzorcom francuskim, niemoralność, wreszcie - temu piewcy tradycji dworu szlacheckiego - brak ducha narodowego” - przypomniała Halina Floryńska-Lalewicz.
Wskutek krytyki Fredro w 1839 roku „złamał pióro”.
„Bo jakiś Minos powstał i zaszczekał wściekle, / Chciałby moje pięć tomów w piątem widzieć piekle. / Źlem pisał. — Zgoda. — Ale źle pisać nie zbrodnia; / Trafiało się to dawniéj i trafia się co dnia. / Byłem więc więcéj złością niż treścią zdziwiony, / A kiedy nikt się mojéj nie podjął obrony, / Nie mogłem pojąć, zgadnąć, czy rada czy zdrada / I zrozumiałem tylko, że milczeć wypada. / Milczałem lat piętnaście i nie schudłem wcale; / Jakżem się nagle znalazł w moim dawnym szale?” – wspominał w „Pro memoria”.
W tym samym 1839 roku Fredro otrzymał Honorowe Obywatelstwo Miasta Lwowa. Podczas Wiosny Ludów (1848) był członkiem lwowskiej Rady Narodowej. Lata 1850–55 spędził wraz żoną i córką Zofią, u syna, Jana Aleksandra w Paryżu. Tam spotkał m.in. Adama Mickiewicza co Maciej Wojtyszko pokazał w sztuce „Księga sprośności” (2025). O czym mogli rozmawiać?… Zdaniem Wojtyszki, Mickiewicz „mógł mieć spory żal do Fredry o »XIII Księgę Pana Tadeusza«”.
Od 1861 roku Fredro posłował do galicyjskiego Sejmu Krajowego, w którym m.in. czynił starania o budowę w Galicji pierwszej linii kolejowej, organizował Towarzystwo Kredytowe Ziemskie i Galicyjską Kasę Oszczędności. 17 kwietnia 1873 roku został mianowany kawalerem Wielkiego Krzyża Orderu Franciszka Józefa.
Aleksander hrabia Fredro należy do twórców popularnych ale jest to popularność dość wybiórcza. Spośród prawie 40 dramatów, które napisał wystawiane na scenach i czytane są „Zemsta”, „Śluby panieńskie”, „Mąż i Żona”, „Dożywocie”, „Pan Jowialski” i „Damy i Huzary” – reszta spoczywa raczej w archiwach. Wyjątkiem są jeszcze pamiętniki „Trzy po trzy”, które często niesłusznie traktuje się jako świadectwo wojen napoleońskich, a nie dzieło literackie – przypomniane niedawno przez „objazdowy” Teatr Klasyki Polskiej.
Specjalną sławą cieszą się „obsceniczne” żarty literackie, których Fredro napisał kilkadziesiąt. Krążą one w „drugim obiegu” literackim, wiele z nich można znaleźć na stronach internetowych. Nie znajdziemy natomiast śladu po tej dziedzinie twórczości Fredry w opracowanych przez Stanisława Pigonia „Pismach wszystkich”.
Z romantycznych pisarzy to jednak właśnie Fredro najsilniej zaistniał w języku potocznym, a jego wpływ jest aktualny po dziś, choć nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. „Nie siej durniów, same schodzą”, „gwałtu, co się dzieje”, „wielki człowiek do małych interesów”, „wolnoć Tomku w swoim domku”, „idź serdeńko, bo cię trzepnę”, „zgoda, zgoda… a Bóg wtedy rękę poda” czy też zdanie – postrzegane już niemal jako przysłowie - „nich się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba”; to cytaty z jego utworów.
Jan Englert przyznał, że jego ulubioną fredrowską frazą jest: „Ach być kochanym, wszyscy szczęściem głoszą… Mym zdaniem, kochać jest większą rozkoszą” ze „Ślubów panieńskich”.
„W niemal wszystkich komediach Fredry właśnie miłość zwycięża: szczere uczucie pokonuje wszystkie przeciwności - opór rodziny, intrygi i komplikacje finansowe. I właśnie to uznanie wartości miłości, życia rodzinnego i cnót domowych jest wyznaniem wiary autora pomawianego o niemoralność” – napisała Halina Floryńska-Lalewicz. Przypomniała jednak iż „komediopisarz miał rosnące z wiekiem skłonności do mizantropii”. „Nie ma większej radości dla głupiego, jak znaleźć głupszego od siebie” i „Biada narodowi, który traci szacunek do siebie” – pisał Fredro w „Zapiskach starucha” opublikowanych po raz pierwszy w 1880 roku – cztery lata po jego śmierci.
Zmarł we Lwowie 15 lipca 1876 roku w wieku 83 lat. Został pochowany w rodzinnej krypcie w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Rudkach koło Lwowa. W maju 1970 r. wrocławski znawca i miłośnik twórczości Fredry, prof. Bogdan Zakrzewski, czyniący wówczas bezskuteczne starania o przeniesienie jego szczątków w granice obecnej Polski, odwiedzając Rudki skradł z grobowca kciuk prawej ręki pisarza – do czego „przyznał się” w artykule pt. „Historia grobu Fredry” („Pamiętnik Literacki”, 1990). Tę „historyczno-literacką relikwię” zamurowano 11 kwietnia 1989 roku w zewnętrznej południowej ścianie kościoła parafialnego Św. Maurycego przy ul. Traugutta 34 we Wrocławiu.
Fredro pozostawił swojemu synowi dokładne instrukcje, w jakim porządku mają być wydawane jego dzieła i wedle jakich zasad wystawiane. Był świadomy, że zainteresowanie jego twórczością z upływem lat będzie rosnąć, a nie maleć. Czas pokazał, że miał rację - należy do najczęściej wystawianych polskich dramatopisarzy. Od 1945 roku na polskich scenach „Zemstę” i „Śluby panieńskie” inscenizowano ponad 400 razy.
- Kiedy o nim myślę, to trochę tak jakbym myślał o moim dziadku - mówi PAP Maciej Wojtyszko. - Dobrym, wrażliwym człowieku, który co prawda łatwo się irytował, łatwo go coś wściekało, ale chciał żeby świat był lepszy, żeby ludzie się kochali. I sam bardzo kochał… Takim mi się ten Aleksander Fredro wydaje - wyjaśnia.
Agata Szwedowicz, Paweł Tomczyk (PAP)
top/ aszw/