Olsztyn, 27.08.2022 r. Ukraiński dziennikarz i poseł Mykoła Kniażycki podczas debaty "Nasz nowy świat po wojnie. Polska z Ukrainą. Razem w UE? Nowy traktat?" w ramach drugiej edycji Campusu Polska Przyszłości w Olsztynie. Fot. PAP/Tomasz Waszczuk
Uchwalona w środę ustawa o Panteonie Narodowym Ukrainy nie jest wymierzona w jakikolwiek kraj, bo ma służyć przede wszystkim nam samym; o tym, czy znajdzie się tam Stepan Bandera, zdecyduje parlament i zatwierdzi swoim podpisem prezydent – powiedział PAP ukraiński deputowany Mykoła Kniażycki.
- Oczywiście, że ta ustawa nie jest wymierzona przeciwko komukolwiek, lecz służy Ukrainie. (…) Tak więc rzeczywiście, dzieje się to w czasie zaostrzenia relacji polsko-ukraińskich, ale cały proces przebiegał zgodnie z wcześniej przyjętym planem i nie ma żadnego związku z tym zaostrzeniem, którego nikt nie przewidywał” – oświadczył polityk, który jest współprzewodniczącym grupy międzyparlamentarnej Polski i Ukrainy oraz należy do opozycyjnej partii Europejska Solidarność byłego prezydenta Petra Poroszenki.
Przypomniał, że prace nad ustawą trwały od 2015 roku. Jak powiedział, prowadził je Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej. Następnie Poroszenko wydał dekret o utworzeniu Panteonu. W kolejnych działaniach w ustawie o pamięci narodowej znalazł się zapis mówiący, że na Ukrainie powinien powstać Panteon Narodowy.
„Później prezydent Wołodymyr Zełenski powołał grupę roboczą, która zajmowała się koncepcją jego utworzenia. W rezultacie dziś wydano ustawę” – podkreślił.
Pytany, czy w Panteonie znajdzie się nazwisko Stepana Bandery, Kniażycki odpowiedział, że zdecyduje o tym parlament i szef państwa. – O tym, kto się tam znajdzie, zdecyduje specjalnie powołana grupa ekspertów, którą utworzy Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej. Następnie propozycje tej grupy trafią do parlamentu. Parlament będzie musiał je przegłosować, a później podpisze je prezydent – wyjaśnił.
Zaznaczył, że celem ustawy nie było umieszczenie w jej zapisach wyłącznie członków nurtu narodowego. - Z pewnością nie tworzy się go (panteonu) po to, aby umieścić w nim bohaterów tylko jednego nurtu politycznego, na przykład, ukraińskiego nacjonalizmu, zapominając o tych, którzy walczyli o państwo ukraińskie w latach 1918–1920. Mówimy m.in. o (przywódcy Ukraińskiej Republiki Ludowej, sprzymierzeńcu Polski w wojnie z bolszewikami Symonie) Petlurze. To wielka dyskusja w ukraińskim społeczeństwie o własnych bohaterach i w żaden sposób nie dotyczy Polski – zapewnił.
Dopytywany o ocenę obecnych, gorących dyskusji historycznych między Polską i Ukrainą, polityk porównał sytuację do ewentualnych dyskusji na ten temat z Niemcami, Francuzami i Brytyjczykami.
– Wyobraźmy sobie, że my, Ukraińcy i Polacy, musimy to wyjaśnić Niemcom, Francuzom, Brytyjczykom – ludziom, którzy razem z nami są częścią europejskiej demokracji i europejskich wartości. Spróbujmy im wyjaśnić, kto powinien znaleźć się w panteonie danego narodu, a kto nie. Myślę, że każdy Europejczyk rozumie, iż osoby, którym udowodniono udział w zbrodniach, nie powinny znaleźć się w panteonie, jeśli mówimy o zbrodniach XX wieku – zaznaczył.
- Natomiast ludzie, którzy mieli określone przekonania ideologiczne i walczyli o niepodległość państwa ukraińskiego – lub, gdyby chodziło o Polskę, państwo polskie – oczywiście mogą być uhonorowani. To jest sprawa każdego narodu i każdej wspólnoty, kogo chce upamiętnić – oświadczył.
Kniażycki podkreślił, także, że dzisiejszą Europę łączą wspólne wartości i wspólni przeciwnicy. - Dziś mamy wspólne wartości, wspólnych wrogów i być może wspólną przyszłość. O tym właśnie powinniśmy rozmawiać. Natomiast ci, którzy chcą pozbawić nas tej wspólnej przyszłości, celowo wciągają nas w przeszłość i w politykę historyczną – powiedział.
Zdaniem Kniażyckiego obecny konflikt z Ukrainą osłabia Polskę. - Gdy Polska zostaje wciągnięta w dawny konflikt historyczny, a Ukraińcy i Polacy nie potrafią się porozumieć, przestają rozmawiać o teraźniejszości – o pokoju, o udziale Polski w rozmowach pokojowych, o odbudowie Ukrainy i o wspólnej przyszłości, (…) zawsze znajdą się inni partnerzy – Niemcy, Francuzi czy ktoś jeszcze – których Ukraina będzie zapraszać – ocenił.
- Dlatego wydaje mi się, że Polska, która dziś rękami niektórych swoich polityków sama niszczy swoje przyszłe przywództwo, działa nie we własnym interesie, lecz raczej w interesie naszych przeciwników, a przede wszystkim Rosji – powiedział Kniażycki w rozmowie z PAP.
Rada Najwyższa (parlament) Ukrainy uchwaliła w środę ustawę o utworzeniu Panteonu Narodowego, której projekt wniósł prezydent Zełenski. Przewodniczący parlamentu Rusłan Stefanczuk oświadczył, że w panteonie znajdą się „najlepsi synowie i córki narodu ukraińskiego”.
Zełenski w niedzielę wniósł do parlamentu projekt ustawy o budowie Panteonu Narodowego z imionami osób, które walczyły o wolną Ukrainę. „Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować” – oświadczył podczas obchodów Dnia Konstytucji Ukrainy.
Pod koniec maja Zełenski ogłosił, że nadał imię „Bohaterów UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii) Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy.
Decyzja ta wywołała falę krytyki w Polsce. Negatywnie ocenili ją m.in. premier Donald Tusk, wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, resort dyplomacji, a prezydent Karol Nawrocki 19 czerwca poinformował, że zdecydował o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego. W odpowiedzi dzień później Zełenski odesłał order do Warszawy za pośrednictwem firmy kurierskiej.
Ukraińska Powstańcza Armia pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. Według polskich historyków w lipcu 1943 r. oddziały UPA przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie. Za sprawców uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA.
Polska uznaje zbrodnie popełnione na ludności polskiej za ludobójstwo, natomiast wielu ukraińskich historyków i polityków interpretuje je jako element szerszego konfliktu polsko-ukraińskiego, za który odpowiedzialność ponosiły obie strony. Jednocześnie w ukraińskiej pamięci historycznej OUN i UPA są często postrzegane jako symbole walki o niepodległość oraz powojennego oporu przeciwko Związkowi Sowieckiemu.
Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)