Anthony Seldon. Fot. UK Government, OGL v1.0OGL v1.0, via Wikimedia Commons
Brexit to wielka lekcja dla demokracji i euroentuzjastów na Starym Kontynencie, a straciły na nim zarówno Wielka Brytania jak i Unia Europejska - uważał Anthony Seldon, historyk i redaktor książki „Brexit Effect”. We wtorek mija 10 lat od referendum, po którym Zjednoczone Królestwo opuściło UE.
- Pozytywna opowieść o członkostwie w Unii Europejskiej została zdecydowanie za słabo opowiedziana. Zawiodła. Gdyby Unia Europejska lepiej sprzedała korzyści z członkostwa, nie pozwoliłaby sceptykom kontrolować obrazu i stworzyć wizji rozdętej Brukseli, która zajmuje się wyłącznie regulacjami – powiedział PAP prof. Seldon.
Historyk ocenił, że to ostrzeżenie dla zwolenników UE w krajach Starego Kontynentu. - Jeśli nie opowiada się ludziom tej historii konsekwentnie, nie wyjaśnia, dlaczego coś przynosi im korzyści oraz na czym one polegają, to w końcu próżnię tę wypełni ktoś inny - stwierdził.
Według Seldona w czasie kampanii referendalnej sprzed 10 lat, ale także na długo przed nią, Brytyjczycy zbyt rzadko słyszeli o długofalowych skutkach integracji. Historyk przypomniał, że gdy Zjednoczone Królestwo przystępowało do EWG na początku lat 70., uważane było powszechnie za „chorego człowieka Europy”, a kiedy opuszczało Wspólnotę, w zależności od metody liczenia, było piątą lub szóstą gospodarką świata.
- Nie można powiedzieć, że Unia Europejska zaszkodziła gospodarczemu dobrobytowi Zjednoczonego Królestwa. Tyle, że nikt po prostu nie opowiedział tej historii. Narracja została oddana eurosceptykom. I to jest wielka lekcja dla demokracji - ocenił prof. Seldon.
Naukowiec podkreślił, że podczas kampanii referendalnej w debacie publicznej na temat zalet i wad członkostwa w UE nadużyć dopuszczali się zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy brexitu. Ci pierwsi, obiecując np. dodatkowe pieniądze na opiekę zdrowotną. Ci drudzy – wyolbrzymiając negatywny wpływ brexitu na gospodarkę. - Obie strony rzucały twierdzenia bez dowodów, ludzie nie wiedzieli za czym głosują - ocenił.
Seldon podkreśla, że konsensus wśród ekonomistów brzmi, że na gospodarkę brexit wywołał stopniowy, długotrwały efekt negatywny, a wiele obietnic dotyczących „odzyskania suwerenności" się nie spełniło.
Jednocześnie prof. Seldon nie ma wątpliwości, że rozstanie odbiło się negatywnie także na UE. - To oczywiste. Londyn nadal ma ogromny autorytet na świecie. Głos Brytyjczyków jest wysłuchiwany w Białym Domu i we Wspólnocie Narodów. Atutem jest też język angielski - wyliczał. - Bez Zjednoczonego Królestwa Unia stała się słabszą instytucją – podkreślił rozmówca PAP.
Jak ocenił, wraz z odejściem Brytyjczyków UE stała się mniej dynamiczna i bardziej zbiurokratyzowana. - Myślę, że gdyby Brytyjczycy nadal byli w Unii, to nieco w duchu Margaret Thatcher, naciskaliby na to, by Unia Europejska konkurowała bardziej z Chinami, Indiami i Stanami Zjednoczonymi, by była bardziej probiznesowa i nastawiona na wzrost gospodarczy - dodał Seldon.
Według historyka rolą Londynu przez dekady członkostwa, podczas których nie brakowało napięć i sporów, było właśnie korygowanie kursu Wspólnoty w bardziej prorynkowym kierunku. - Londyn był niewygodnym partnerem, ale niewygodni partnerzy są potrzebni - ocenił.
Prof. Anthony Seldon jest brytyjskim historykiem, autorem m.in. biografii kolejnych premierów Zjednoczonego Królestwa: od Johna Majora po Liz Truss. To współzałożyciel prestiżowego Instytutu ds. Współczesnej Historii Brytyjskiej, stanowiącego obecnie część londyńskiego uniwersytetu King's College. Seldon był m.in. wicekanclerzem University of Buckingham.
W maju pod jego redakcją ukazała się książka „Brexit Effect”, wydana przez Cambridge University Press z okazji 10. rocznicy głosowania. Jest to zbiór tekstów ekspertów, polityków i urzędników z obu stron barykady.
W referendum brexitowym z 2016 roku Brytyjczycy odpowiadali na pytanie: „Czy Zjednoczone Królestwo powinno pozostać członkiem Unii Europejskiej, czy też opuścić Unię Europejską?”. 52 proc. głosujących opowiedziało się za tą drugą opcją; 48 proc. wybrało pozostanie. Frekwencja wyniosła 72 proc. W Anglii za brexitem głosowało 53,4 proc. wyborców, w Walii – 52,5 proc. Za pozostaniem w UE opowiedzieli się Szkoci - 62 proc. i mieszkańcy Irlandii Północnej - 56 proc.
Z Londynu Adam Dąbrowski (PAP)