Reżyserka Kaouther Ben Hania pokazuje zdjęcie Hind Rajab przed premierą filmu "Głos Hind Rajab" podczas 82. Festiwalu Filmowego w Wenecji we Włoszech, 3 września 2025 roku. Fot. PAP/EPA/ETTORE FERRARI
„Głos Hind Rajab” wziął się z poczucia bezradności i o niej opowiada. Jednak ten stan powinien przerodzić się w gniew, który spowoduje zmianę - powiedziała PAP Kaouther Ben Hania. Jej film o sześcioletniej Palestynce zamordowanej podczas izraelskiego ataku w Strefie Gazy trafił w czwartek do kin.
Doceniony nominacjami do Złotego Globu i Oscara, a także Srebrnym Lwem na festiwalu w Wenecji „Głos Hind Rajab” przybliża prawdziwe wydarzenia. 29 stycznia 2024 r. dyspozytorzy Palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca odebrali telefon od sześcioletniej Palestynki Hind. Dziewczynka wraz z ciocią, wujkiem i kuzynami usiłowała uciec przed nadciągającymi siłami izraelskimi. Jednak samochód, którym jechali, znalazł się pod ostrzałem. Krewni zginęli na miejscu, a Hind została uwięziona w aucie między ich ciałami. Przerażona błagała pracowników Palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca o pomoc. Oryginalne nagranie jej głosu słyszymy w filmie. Dyspozytorzy (w tych rolach Saja Kilani i Motaz Malhees) przez kilka godzin na zmianę rozmawiali z małą, jednocześnie starając się, by karetka jak najszybciej wyruszyła w trasę. Ich przełożony (Amer Hlehel) czuwał, by wszystko odbywało się zgodnie z procedurami. Niestety, ratownicy nie dotarli do dziewczynki. Zginęli kilka metrów od samochodu, w którym utknęła. Na miejscu odnaleziono również martwą Hind.
PAP: O sprawie Hind Rajab dowiedziałaś się, przeglądając informacje na lotnisku w Los Angeles. Trwała kampania oscarowa twojego poprzedniego filmu „Cztery córki”. Miałaś już w planach kolejny obraz. Porzuciłaś ten projekt, bo – jak sama mówiłaś – apel Palestynki odczytałaś jako głos każdego dziecka, któremu odebrano prawo do godnego życia i marzeń. Według ciebie kino może być aktem współodczuwania?
Kaouther Ben Hania: Zdecydowanie. Kino uwrażliwia widza, wywołuje empatię, ale nie tylko. Wierzę, że również inspiruje do zmian. Naszym filmem składamy hołd dziecku, które zginęło. Jednocześnie dajemy świadectwo tego, co spotkało tę dziewczynkę, jej rodzinę oraz ratowników medycznych pracujących w Strefie Gazy. Nie jest to zwykła opowieść, lecz historia, której świadkami się staliśmy. Bycie świadkiem oznacza gotowość do podjęcia akcji. W istocie więc „Głos Hind Rajab” stanowi wezwanie do działania.
PAP: Zdecydowałeś się oprzeć film na dźwięku. Uważasz, że wyraża on więcej niż obraz?
K.B.H.: Dla mnie dźwięk i obraz są równie ważne. Rzecz w tym, że zachodnie media zwykle nie udzielają głosu Palestyńczykom. O mieszkańcach Strefy Gazy wspominają w kontekście liczb. Pozbawiają ich uczuć, historii, twarzy. Pomyślałam, że być może dzięki kinu wołanie Hind rozniesie się echem po świecie. Moim zadaniem było znaleźć odpowiednią formę, by ludzie mogli wsłuchać się w jej apel. Miałam kilka możliwości przedstawienia tej historii. Wiedziałam, że samochód, w którym zabito dziecko, nie jest miejscem, w którym powinnam postawić kamerę.
"Nie jest to zwykła opowieść, lecz historia, której świadkami się staliśmy. Bycie świadkiem oznacza gotowość do podjęcia akcji."
Chciałam oddać hołd tym, którzy zrobili wszystko, co w ich mocy, by uratować Hind, a następnie zapłacili za to bardzo wysoką cenę. W akcji ratunkowej stracili swoich kolegów – Ahmeda al-Madhouna i Yusufa al-Zeino. W przestrzeni medialnej dominują informacje o przebiegu działań wojennych i ich wpływie na ludność cywilną. Natomiast niewiele mówi się o przemocy systemowej. W normalnych warunkach wysłanie karetki na miejsce zdarzenia byłoby czymś oczywistym. Potrwałoby to maksymalnie osiem minut. W systemie ustanowionym przez okupanta szanse ofiar na przeżycie drastycznie się zmniejszają.
PAP: Może kino wcale nie musi posługiwać się wyłącznie obrazami, by oddziaływało na widza?
K.B.H.: Zgadzam się. Rozmawiałam o tym z jednym z producentów filmu Jonathanem Glazerem. W jego „Strefie interesów” to, co najważniejsze, rozgrywa się poza kadrem. Tutaj jest podobnie. Nie widzimy, co dzieje się z dziewczynką, ale słyszymy wystrzały. Tak jak wspomniałaś, głos Hind usłyszałam po raz pierwszy, przeglądając Internet. Dla mnie portale społecznościowe są miejscem amnezji. Przeglądamy tysiące zdjęć i postów, w których wzmianki o wojnie przeplatają się z artykułami plotkarskimi. Robimy to zupełnie bezrefleksyjnie. Pod koniec filmu postanowiłam pokazać karetkę i ostrzelany samochód, gdyż obrazy te udostępniano w portalach społecznościowych. Na wielkim ekranie odbieramy je zupełnie inaczej, ponieważ rozumiemy kontekst. Dlatego uważam, że kino jest potężnym narzędziem zmieniającym perspektywę i prowokującym do myślenia.
PAP: Pamiętam absolutne poruszenie, jakie twój film wzbudził w Wenecji. Dla wielu widzów był najważniejszym obrazem tego festiwalu. Ale niektórzy mieli wątpliwości, czy wykorzystanie oryginalnych materiałów dźwiękowych z miejsca zbrodni było zasadne. Bolało cię, gdy kwestionowano twoje intencje?
K.B.H.: Przystępując do pracy, brałam pod uwagę kwestie etyczne. Stanęłam przed dylematami, które wymagały ode mnie szczegółowej analizy moralnej. Jednak nie jestem pierwszą reżyserką, która zrealizowała obraz o ludobójstwie lub innych strasznych wydarzeniach. We Francji mamy obszerną literaturę przedmiotu poświęconą sposobom opowiadania chociażby o Holokauście. Wiedziałam, dlaczego chcę zrobić ten film. Nie opowiedziałam historii z punktu widzenia dziewczynki. Nie mogłabym pokazać sceny jej zabójstwa. To byłoby nieetyczne. Przyjęłam perspektywę pracowników Palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca, którzy próbowali ocalić Hind. Scenariusz powstał na podstawie rozmów z nimi. Ci ludzie znajdowali się w Ramallah na Zachodnim Brzegu – w miejscu oddalonym o ponad 80 km od Strefy Gazy. Postacie dyspozytorów symbolizują nas wszystkich słyszących rozpaczliwe błagania o pomoc i czujących bezradność.
PAP: Warto podkreślić, że również rodzina Hind poparła pomysł stworzenia obrazu i wspierała cię w jego realizacji.
K.B.H.: To prawda. Nie nakręciłabym go wbrew ich woli. Już na samym początku skontaktowałam się z mamą zamordowanej dziewczynki. Nakreśliłam swoje zamiary i zapewniłam, że nie zrobię niczego bez jej przyzwolenia. Wissam Hamada okazała się wspaniałą kobietą. Odparła, że pragnie sprawiedliwości dla swojej córki. A skoro winni nie ponieśli konsekwencji, film może w jakiś sposób pomóc. Poprosiła, bym go zrobiła. Od tamtej chwili nie brałam pod uwagę innych możliwości.
PAP: Pytania, kiedy wojenne materiały stają się dokumentami historycznymi, a nie treściami wywołującymi szok, padają nie tylko w kontekście Gazy. Ale czy naprawdę my - ludzie żyjący w warunkach pokoju - mamy prawo osądzać, kiedy jest „za wcześnie”, by coś pokazać?
K.B.H.: Zgadzam się w pełni. Dziękuję, że poruszyłaś tę kwestię. Kiedy zaczynałam zbierać pieniądze na film, odbijałam się od ściany. Słyszałam, że to jeszcze nie ten moment, by opowiedzieć historię Hind. Niektórzy uważali, że powinnam odczekać 10 lat. A w tym czasie odbędzie się sprawiedliwy proces i zbrodnie zostaną osądzone? Wiemy, że tak się nie stanie. W zachodnich mediach głosy Palestyńczyków nie są uwzględniane. Dlatego postanowiłam stworzyć przestrzeń, w której ponownie staniemy się świadkami tamtego zdarzenia.
PAP: Pokazujesz kafkowski świat, w którym człowiek przegrywa w zderzeniu z systemem. Nie tylko w realiach wojennych bezduszne procedury mogą doprowadzić do czyjejś śmierci. Czy myślałaś o bardziej uniwersalnym wymiarze tej historii?
"W normalnych warunkach wysłanie karetki na miejsce zdarzenia byłoby czymś oczywistym. Potrwałoby to maksymalnie osiem minut. W systemie ustanowionym przez okupanta szanse ofiar na przeżycie drastycznie się zmniejszają."
K.B.H.: Już dziecko jest postacią uniwersalną. Każdy z nas był kiedyś mały. Jesteśmy rodzicami, mamy siostrzenice, bratanków. Historia Palestyńczyków jest wyjątkowa, a zarazem uniwersalna. Uważam, że system bywa równie bezwzględny co broń. Dla nas, Europejczyków, wysłanie karetki do dziecka błagającego o pomoc jest czymś naturalnym. Musiałam wyjaśnić, dlaczego dyspozytorzy Palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca nie mogli od razu tego zrobić. Pokazałam związany z tym dylemat moralny, narzucony przez okupanta. Niestety, armia izraelska nie respektuje nawet procedur, które sama narzuca. Pracownicy Palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca postępowali zgodnie z zasadami. Uzyskali zgodę na wysłanie karetki określoną trasą. Mimo to ambulans został ostrzelany, a ratownicy zabici.
PAP: Wielu ludzi unika wiadomości o wojnie. Wolą odwracać wzrok, ponieważ obrazy cierpienia budzą lęk, niepokój, dyskomfort. Ty poświęciłaś kilka lat, by opowiedzieć o zbrodniach na narodzie palestyńskim. Skąd czerpałaś odwagę do działania, gdy ogarniała cię bezsilność?
K.B.H.: Dobre pytanie. Nie do końca wiem, jak na nie odpowiedzieć. Uważam, że my – ludzie uprzywilejowani, mieszkający w warunkach pokoju – mamy moralny obowiązek coś zrobić. Bo jaką perspektywę daje nam współczesny świat? Kto ma najwięcej broni, ten ma władzę. Tak jest w wypadku Donalda Trumpa. Tak jest w wypadku Izraela, który wspiera Trump. Nie takiej przyszłości chcielibyśmy dla naszych dzieci. Jeśli ktoś twierdzi, że to go nie obchodzi, niech pomyśli o kolejnych pokoleniach. „Głos Hind Rajab” wziął się z poczucia bezradności i o niej opowiada. Jednak moim zdaniem ten stan powinien przerodzić się w gniew, który spowoduje chociaż niewielką zmianę. Wiesz, nie jestem naiwna. Nie wierzę, że kino ma moc wywoływania rewolucji. Ale na pewno kształtuje wrażliwość, spojrzenie na różne sprawy. Staramy się więc inspirować do drobnych zmian. Zachęcamy polityków, by obejrzeli nasz film. Zorganizowaliśmy projekcje w siedzibie ONZ, Kongresie Stanów Zjednoczonych, Izbie Lordów brytyjskiego parlamentu, Parlamencie Europejskim. Również wiele organizacji pozarządowych pokazuje obraz publiczności.
PAP: „Głos Hind Rajab” okazał się punktem zwrotnym w twoim życiu?
K.B.H.: Każdy mój film traktuję w tych kategoriach. Właśnie dlatego kocham tworzyć kino. Ten obraz był o tyle szczególny, że powstawał w okresie, gdy intensywnie śledziłam wydarzenia rozgrywające się w Strefie Gazy oraz informacje o rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Często zadaję sobie pytanie, co to znaczy być filmowcem w świecie, w którym dzieją się rzeczy nie do pomyślenia. Przygotowując się do pracy, wyobrażamy sobie różne sytuacje, a później okazuje się, że rzeczywistość przekracza granice naszej wyobraźni. Nakręciłam film zakorzeniony w rzeczywistości, ponieważ uważam, że realia muszą być zrozumiane, dostrzeżone, omówione.
PAP: Krytycy często charakteryzują twoje kino jako autorski miks dokumentu i fabuły. Nawet praca dyplomowa, którą napisałaś na Sorbonie, dotyczyła granic między fikcją i realizmem. Jak zaczęła się ta fascynacja?
K.B.H.: Ona sięga początków mojej aktywności zawodowej. Dość szybko zrozumiałam, że granica między filmem dokumentalnym i fabularnym nie jest mocną kreską, lecz rozmytą linią. Pracując nad dokumentem, przyjmujesz określony punkt widzenia i do pewnego stopnia kreujesz sceny. W efekcie obraz nie jest czystym zapisem rzeczywistości. Z kolei tworząc fabułę, często możesz uchwycić coś prawdziwego i realnego. Zwykle dobieram narzędzia w taki sposób, aby filmowana historia miała mocny wydźwięk. Kiedy zaczynałam pracę nad „Głosem Hind Rajab”, eksperymentowałam z kilkoma rzeczami. Realizacja filmu w takiej formie była ryzykownym wyborem. Jednak dzięki doświadczeniu zdobytemu w przeszłości, potrafiłam odnaleźć się w tej przestrzeni. Wiedziałam, jak nakręcić obraz, który wywrze wrażenie na publiczności, a jednocześnie będzie pełen szacunku dla bohaterów.
Rozmawiała Daria Porycka
Od czwartku „Głos Hind Rajab” można oglądać w polskich kinach. Dystrybutorem obrazu jest Stowarzyszenie Nowe Horyzonty. (PAP)
dap/ wj/