Polskie samochody pancerne wz. 34 na defiladzie w Krakowie 11.11. 1937 r. Fot. nac.gov.pl
Dalekonośne armaty, nowe czołgi i samoloty myśliwskie, a także okręty – to wszystko miała posiadać polska armia w 1942 roku, ale rozmowy o zagranicznych kredytach się ślimaczyły, a Hitler nie zamierzał czekać z rozpoczęciem wojny.
Najważniejszym partnerem wojskowym Polski w okresie międzywojennym była Francja. Skutkowało to m.in. uzbrojeniem polskiego wojska w wyprodukowany tam sprzęt, a w latach trzydziestych - budową wzorowanego na Linii Maginota systemu umocnień wzdłuż granicy polsko-niemieckiej. Tuż po śmierci Józefa Piłsudskiego w 1935 r. nowe dowództwo – z marszałkiem Edwardem Rydzem-Śmigłym oraz szefem Sztabu Głównego Wacławem Stachiewiczem - uznało, że modernizację i rozbudowę sił zbrojnych należy ująć w spójny, kompleksowy program, nastawiony na wprowadzanie nowego uzbrojenia. Potrzebne na ten cel pieniądze miały pochodzić m.in. z kredytów.
Jak przypomniał w „Przeglądzie Historyczno-Wojskowym” znawca tego tematu Wojciech Mazur, polskie starania o francuską pomoc spotkały się jednak z chłodnym przyjęciem. „W komentarzu sporządzonym przez Deuxieme Bureau (biurze francuskiego wywiadu wojskowego – PAP) podkreślono, że od czasu podpisania w 1934 r. paktu o nieagresji z Niemcami, Rzeczpospolita żywi względem tego państwa oraz jego przyjaciół (w szczególności Węgier) ciepłe uczucia, równocześnie demonstrując chłód wobec Francji” – przypomniał Mazur. Wprost powiedział to Alfredowi Chłapowskiemu (polskiemu ambasadorowi w Paryżu) szef francuskiej dyplomacji Pierre-Etienne Flandin. Dopytywany w lutym 1936 r. o szanse na francuski kredyt zwrócił uwagę, że „stosunki obu państw od kilku lat nie są normalne”. Na niekorzyść Polski przemawiały też w tej sprawie napięte stosunki z Czechosłowacją, która dla Francji była ważniejszym partnerem.
„Pomoc, o którą ubiega się Polska będzie mogła zostać rozważona jedynie pod warunkiem, że będziemy pewni intencji politycznych kraju, którego wyposażenie wojskowe byłoby wzmocnione przy użyciu naszych środków. Decyzja rządu francuskiego w tej kwestii musi brać pod uwagę nie tylko stan relacji polsko-francuskich, ale także nastawienie Polski względem sąsiadów, a szczególnie Czechosłowacji” – podkreślał przedstawiciel francuskiego MSZ.
Negocjacje w sprawie kredytu toczyły się od początku marca 1936 r. Polska starała się o 2 mld franków, z których jedna połowa miała zostać wydana na zakup we Francji wyposażenia (m.in. dwóch okrętów podwodnych, artylerii przeciwlotniczej oraz amunicji), a z drugiej części planowano sfinansowanie rozbudowy przemysłu zbrojeniowego w Polsce. Pod koniec czerwca, gdy rozmowy z Francuzami utknęły w martwym punkcie, strona polska zaczęła sugerować, że zamierza dozbroić swoje wojsko przy pomocy Niemiec. Obawiając się skutków takiego szantażu Rydz-Śmigły na wszelki wypadek przekazał jednak do Paryża wiadomość, że „ewentualne przyjęcie oferty nie zmieniłoby naszego sojuszu, a Francuzi nie powinni uważać tego faktu za zdradę”.
„Pomoc, o którą ubiega się Polska będzie mogła zostać rozważona jedynie pod warunkiem, że będziemy pewni intencji politycznych kraju, którego wyposażenie wojskowe byłoby wzmocnione przy użyciu naszych środków. Decyzja rządu francuskiego w tej kwestii musi brać pod uwagę nie tylko stan relacji polsko-francuskich, ale także nastawienie Polski względem sąsiadów, a szczególnie Czechosłowacji” – podkreślał przedstawiciel francuskiego MSZ.
Impas udało się pokonać dopiero w sierpniu, gdy we Francji zmienił się rząd, a w rozmowy się włączył szef sztabu generalnego Maurice Gamelin. Z uzgodnionych przez obie strony warunków wynikało, że francuska pożyczka będzie spłacona w ciągu 40 lat. Miała być oprocentowana na 4 proc. w stosunku rocznym oraz zabezpieczona całym majątkiem państwa polskiego, a spłata kapitału miałaby się rozpocząć po upływie 5 lat. Cała pożyczona kwota miała być podzielona na dwie części. Pierwsza, w wysokości 800 mln franków, byłaby transzą towarową przeznaczoną na zakup materiałów we Francji według z góry ustalonej, załączonej do umowy pożyczkowej specyfikacji, druga zaś – 1,7 mld franków – gotówkową. W transzy materiałowej znaleźć się miały m.in. artyleria przeciwlotnicza i ciężka, silniki lotnicze, maszyny, półprodukty i aluminium dla przemysłu zbrojeniowego, a także okręty podwodne. Te ostatnie łącznie z amunicją i torpedami. Umowa została podpisana 6 września 1936 r. w podparyskim zamku Rambouillet, w gabinecie prezydenta Alfreda Lebruna. Początkowa radość z jej zawarcia szybko została zgaszona przez rząd francuski – 28 września 1936 r. zdecydował on o dewaluacji franka, co oznaczało, że pożyczka będzie mniej warta, niż się w Polsce spodziewano.
Po Monachium, gdy Hitler za zgodą Francji i Wielkiej Brytanii wkroczył do Czechosłowacji, Polska zaczęła się starać o kredyt w Londynie. Kluczową rolę w negocjacjach miał odegrać pułkownik Adam Koc – ważna postać w obozie sanacyjnym, do 1935 r. wiceminister skarbu i komisarz rządowy w Banku Polskim. W 1939 r. był wprawdzie zaledwie zwykłym senatorem, ale Polska nie miała w tamtym momencie nikogo, kto w świecie finansów miałby większe doświadczenie.
Rozmowy, podobnie jak te wcześniejsze z Francuzami, szły jak po grudzie. Starania Koca bowiem częściowo torpedował wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski, a Brytyjczycy wypominali Polakom zajęcie Zaolzia. Jak napisał Janusz Mierzwa, autor biografii Koca, „wcale nie uważali, że wystąpienie Polski przeciwko Niemcom jest oczywiste, stąd też Koc uznał, że podstawowym jego zadaniem powinno być przekonanie Anglików, że miejsce Polski jest w koalicji z zachodnimi demokracjami: Wielką Brytanią, Francją oraz Stanami Zjednoczonymi”.
Umowa została podpisana 6 września 1936 r. w podparyskim zamku Rambouillet, w gabinecie prezydenta Alfreda Lebruna. Początkowa radość z jej zawarcia szybko została zgaszona przez rząd francuski – 28 września 1936 r. zdecydował on o dewaluacji franka, co oznaczało, że pożyczka będzie mniej warta, niż się w Polsce spodziewano.
Historyk przypomniał, że w staraniach o angielski kredyt przeszkadzał konflikt celów, które stawiali sobie wicepremier Kwiatkowski i pułkownik Koc. „Dla Koca podstawowym celem pożyczki materiałowej i gotówkowej było natychmiastowe wzmocnienie potencjału obronnego Polski. Mając to na względzie, uważał, że należało wynegocjować z Anglikami maksimum polskich postulatów i dosłownie brać, co dawali” – wyjaśnił Janusz Mierzwa.
Kwiatkowski patrzył na te sprawy jednak z innej perspektywy, nie biorąc pod uwagę zagrożenia wybuchem wojny. Chciał przeznaczyć uzyskany kredyt na zwiększenie bazy emisyjnej Banku Polskiego i wpłynąć w ten sposób na ożywienie gospodarki. „Zamierzenia takie, ze wszech miar słuszne w wypadku ustabilizowanej sytuacji międzynarodowej, w ówczesnym położeniu Polski, wobec zagrożenia ze strony Niemiec nie były jednak najszczęśliwsze, a targowanie się o możliwość wydania kredytu gotówkowego poza terenem Wielkiej Brytanii mogło doprowadzić do zupełnego zaprzepaszczenia możliwości uzyskania pożyczki” – podkreślił historyk. Polska delegacja wyjechała do Londynu dopiero 13 czerwca 1939 r., bo trzy miesiące zajęło przygotowanie zestawienia natychmiastowych potrzeb polskiej armii. Ich koszt szacowano na 50-60 milionów funtów. Według Stanisława Kirkora, zastępcy komisarza rządowego Banku Polskiego część winy za opóźnianie wyjazdu polskiej delegacji ponosił minister Józef Beck, bo zależało mu na uniknięciu wrażenia, że Polska wobec mocarstw zachodnich jest tylko petentem.
Rozmowy, podobnie jak te wcześniejsze z Francuzami, szły jak po grudzie. Starania Koca bowiem częściowo torpedował wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski, a Brytyjczycy wypominali Polakom zajęcie Zaolzia.
Brytyjczycy dawali Kocowi do zrozumienia, że w udzieleniu kredytu pomogłaby dewaluacja złotówki. Żądali też, żeby wydatkowanie uzyskanych pieniędzy strona polska z nimi konsultowała. Punktem spornym było również to, czy kredyt zostanie udzielony w funtach (tak chcieli Brytyjczycy), czy w złocie. Widząc, że to tylko utrudnia negocjacje, Koc prosił Warszawę o wycofanie się z tego warunku.
„Widzę całkowitą bezcelowość żądania udzielenia kredytu w efektywnym złocie. Proszę, żeby Minister Skarbu odstąpił od warunku złota, ponieważ przekreśla to uzyskanie pożyczki. W tym wypadku funty angielskie są jak złoto. Bierzcie funty - to najlepsza waluta świata. Są jak złoto” – pisał do ministra Becka.
Jednocześnie z kredytem gotówkowym negocjowano też warunki kredytu w materiałach wojennych. W ramach kontraktu przewidziano m.in. dostawy sprzętu dla lotnictwa (w tym 114 samolotów), umundurowania oraz surowców. 2 sierpnia 1939 r. umowę w tej sprawie wreszcie udało się podpisać. Nie zdążono jednak niczego zrealizować, bo zaledwie miesiąc później wybuchła wojna.
Józef Krzyk (PAP)
krz/ aszw/